26 października 2017

Dripping Babylon of elder daemons

First of all and contrary to everything I'll write below - I like Lovecraft's prose. But with age I came to conclusion it's a borderline guilty pleasure for me. Powered by sentiment, on top of this. Calling him 'a master of horror' is ridiculous, because who can even find his works scary, three-years-olds? Unless we count this unnecessary pompousness of his words, because THIS can be horrific. His cheesy factor is unreal - everything is loathsome and eldritch, unspeakable, blasphemous, cyclopean and morbid... I do appreciate showing one's well-read, but when the same set of adjectives appears in each and every story, it begins to tire.

Przede wszystkim i wbrew temu, co napiszę poniżej - lubię prozę Lovecrafta. Z wiekiem doszłam jednak do wniosku, że to lubienie graniczące z guilty pleasure. A do tego napędzane sentymentem. Nazywanie go "mistrzem grozy" mnie bawi, bo kogo jego dzieła mogą przerażać, trzylatków? No chyba, że ta nadmierna pretensjonalność jego słów jest tym, co śmieszy, tumani, przestrasza - wtedy się zgodzę. Niesamowicie kiczowaty warsztat pisarski - wszystko jest odrażające i hybrydowe, nienazwane, bluźniercze, cyklopowe i zatrważające... doceniam erudycję, ale kiedy ten sam zestaw przewija się niemal w każdym opowiadaniu, zaczyna męczyć.


But words are nothing - worse is, the stories are hella repetitive. Lovecraft himself seems to notice this, being seemingly autoironic in 'The Unnamable': 'my constant talk about “unnamable” and “unmentionable” things was a very puerile device, quite in keeping with my lowly standing as an author. I was too fond of ending my stories with sights or sounds which paralysed my heroes’ faculties and left them without courage, words, or associations to tell what they had experienced.' - but just a paragraph later he brushes it off with stating everyone who thinks like this is 'sharing New England’s self-satisfied deafness to the delicate overtones of life'. On the top of this, every main character is a loner with a passion for old books and dreaming. I do have OCs myself, and I know everybody makes self-inserts and loves certain clichés, but come on. If someone cannot set differences between their characters, then they're not a good writer. I don't know about you, but I'd rather have deafness to the delicate overtones, than blindness to own repetitiveness, also pretty much self-satisfied.

Ale słowa to jeszcze nic - gorzej, że fabuły też są powtarzalne. Lovecraft wydaje się mieć tego świadomość, pozornie autoironizując w "Nienazwanym": "moje nieustanne dyskusje o nienazwanym, nota bene zgoła dziecinne, zdawały się potwierdzać mą niską pozycję, jako autora marnych opowieści grozy. Zbyt usilnie pragnąłem kończyć swe opowiadania obrazami lub dźwiękami paraliżującymi wszelkie poczynania bohaterów i pozostawić ich, pozbawionych resztek odwagi, słów czy świadków mogących opowiedzieć o tym, co im się przydarzyło." - jednak ledwie akapit dalej daje wyraz temu, że każdy kto tak sądzi, "przejawia [...] przepełnioną samozadowoleniem głuchotę wobec niektórych delikatnych niuansów życia". Do tego każdy bohater to śniący odludek z pasją studiujący stare księgi. Ja też mam OCe i doskonale wiem, że każdy robi self-inserty i że każdy lubi pewne utarte klisze, ale bez przesady. Jeśli ktoś nie umie różnicować postaci - nie jest dobrym pisarzem. Nie wiem, jak wy, ale ja wolę głuchotę na delikatne niuanse, niż ślepotę na własną powtarzalność, też zresztą przepełnioną samozadowoleniem.


There is also twisting the facts to support his own vision (like Yazidis worshipping satan. Yazidis worship a demiurge called Peacock Angel, who's more like gnostic Sophia than Lucifer, even in his chic Promethean version.). And praising to the heavens the virtues of a white Anglophone from a well-educated home, which is embarassingly laughable at first, and with time it becomes cringy - even more when paired with this disgusting type of orientalism, where everything with the tiniest hints of the supernatural comes from the East. Yet the well-educated white Anglophones, who turn knowledge from forbidden books into reality or reanimate the dead, are left unstigmatized in his stories...

Do tego dochodzi wykrzywianie faktów pod własną wizję (np. Jezydzi czczący szatana. Jezydzi czczą demiurga pod postacią Anioła-Pawia, któremu bliżej do gnostyckiej Sofii, niż Lucyfera, nawet w modnej odsłonie prometejskiej.). I wychwalanie pod niebiosa cnót białego Anglosasa z dobrze wykształconego środowiska, co jest z początku żenująco śmieszne, a im dalej w las, tym bardziej odrzuca - zwłaszcza gdy jest połączone z tym obrzydliwym typem orientalizmu, w którym wszystko, co ma jakiekolwiek znamiona niesamowitości, pochodzi ze Wschodu. Ale już dobrze wykształceni biali Anglosasi wprowadzający w życie wiedzę z zakazanych ksiąg albo wskrzeszający trupy nie są  w opowiadaniach piętnowani...


But yes, I do like Lovecraft. Because when one finally gets through these layers of repetitiveness and racism, there is the very core - this misanthropic message laced with ice-cold indifference of multi-dimensional Universe, which speaks to me a lot. 'We live on a placid island of ignorance in the midst of black seas of infinity, and it was not meant that we should voyage far'. The humankind in his stories is not the crown of creation, neither first nor the ultimate perfect being, and is, in fact, very far from perfection. And even if existence of alien civilisations on prehistoric Earth clash so painfully with modern geological knowledge, the idea we could have been completely screwed by a hand of an intelligence infinitely higher than us - and that one day we'll probably be - is weirdly comforting.
Besides, there is also 'a tall, slim figure with the young face of an antique Pharaoh, gay with prismatic robes [...] whose proud carriage and swart features had in them the fascination of a dark god or fallen archangel, and around whose eyes there lurked the languid sparkle of capricious humour'. Yes, I'm a fangirl of the 'swarthy, slender and sinister' trickster Nyarlathotep >D

Ale tak, lubię Lovecrafta. Bo kiedy przedrzeć się przez te pokłady powtarzalności i rasizmu, da się wyczuć to jądro - mizantropiczne przesłanie przetykane lodowatą obojętnością wielowymiarowego Wszechświata, które bardzo do mnie trafia. "Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji pośród czarnych mórz nieskończoności i wcale nie jest powiedziane, że w swej podróży zawędrujemy daleko". Ludzkość w jego opowiadaniach nie jest koroną stworzenia, nie jest ani pierwszym, ani ostatnim najdoskonalszym bytem, i w ogóle daleko mu do doskonałości. I nawet jeśli istnienie obcych cywilizacji na prehistorycznej Ziemi tak boleśnie stoi w sprzeczności z współczesną wiedzą geologiczną, to idea, że mogliśmy jako gatunek zostać udupieni z ręki nieskończenie wyższej od nas inteligencji - i że zapewne pewnego dnia będziemy - jest dziwnie kojąca.
Ponadto, jest jeszcze "postać: wysoka, szczupła, z młodą twarzą antycznego faraona w jaskrawych, pryzmatycznych szatach [...] Ta królewska postać wywołała u Cartera fascynację, jak jakimś ciemnym bogiem lub upadłym archaniołem. W jej oczach czaiły się iskierki kapryśnego humoru." - i zapewniam, nie tylko u Cartera. Ja niżej podpisana też jestem fanką "śniadego, smukłego i złowieszczego" Nyarlathotepa-trickstera >D


What are your thoughts on works of the dreamer from Providence? In the next entry I'll share my thoughts about my favourites among his writings. And the ones I hate the most >D

Co wy sądzicie o twórczości samotnika z Providence? W kolejnej notce podzielę się myślami na temat moich ulubionych dzieł, jakie wyszły spod jego pióra. I znienawidzonych >D

[the photos are from July, ok? It's not that warm anymore. I'll catch up on more actual entries one day.]




Ragged skirt - handmade gothic mermaid skirt
Fishnet top - H&M gotycka spódnica syrena
Ragged capelet - handmade victorian mourning capelet
Belt with chains - thrift store wiktoriańska pelerynka
Ragged headdress - handmade styl gotycki
Feathers on headdress - from a hat from Taobao, with pearls added by me jak ubierać się po gotycku
Egyptian earrings - Allegro gotka polska
Indian bracelets - Lokaah stylizacja w stylu goth gothic
Locket watch pendant - Lokaah, slightly altered by me, but let's keep it a mystery for now, shall we >D
Mini book with mirrors pendant - Lokaah
Big black, big silver and rectangular rings - H&M
Teardrop ring - Six
Ring with clam bells - market stall in Venice
Ring with violet stone - Lokaah
Rosary ring - gift from a friend
Fake septum piercing - Lokaah
Ripped sleeves - handmade from thrifted tights


The title of today's entry is also taken from Lovecraft. It's so perfectly cheesy I couldn't pass it up. Babylon, a nest of evil in Iudeo-Christian tradition, is referring in the story to R'lyeh that had just emerged from the ocean depths, and for me beautifully worked as a metaphor of Warsaw. The Royal Palace, to be exact, and its gardens (I'm not saying the gardens are evil). As for the 'dripping' part... well...

Tytuł dzisiejszego wpisu też jest z Lovecrafta. Jest tak doskonale przaśny, że aż się prosił o użycie. "Ociekający wodą Babilon starszych demonów" - Babilon, siedlisko zła w judeo-chrześcijańskiej tradycji, w opowiadaniu odnosił się do wynurzonego nad oceaniczne wody R'lyeh, a mi świetnie nadał mi się na metaforę Warszawy. Konkretnie Zamku Królewskiego i jego ogrodów (to nie sugestia, że ogrody są złem). A że ociekający wodą... cóż...

I got soaked twice. Be glad this entry has ANY photos.

Zmoczyło mnie całe dwa razy. Cieszcie się, że w tej notce są JAKIEKOLWIEK zdjęcia.







I have three thoughts about this outfit. First: I've been missing this raggedy-elegant aesthetic like hell. Second: wearing an outfit created mostly with handmade things is an awesome feeling. Third: it's been three years since I've sewn this skirt and it's the first time I'm wearing it officially; that's the price you pay for sewing impractical things >D Still love it, though.

Mam trzy przemyślenia na temat tego stroju. Pierwsze: brakowało mi tej podarto-eleganckiej estetyki jak jasna cholera. Drugie: mieć na sobie strój skomponowany w większości z rzeczy stworzonych przez siebie to bajeczne uczucie. Trzecie: minęły trzy lata, od kiedy uszyłam tę spódnicę, i to jej pierwsze oficjalne pokazanie; tak się płaci za szycie niepraktycznych rzeczy >D I tak ją kocham.

22 komentarze:

  1. Z Lovecraftem jak z Whartonem, przeczytasz jedno opowiadanie to jakbyś przeczytała wszystkie. Nie jestem pewna, ale chyba gdzieś w internetach krąży Lovecraftowskie bingo i/lub generator własnej powieści w stylu tego. >D
    Denerwuje mnie strasznie w Lovecrafcie ta zbytnia lapidarność tekstu, niektóre opowiadania brzmią jak streszczenia i czyta się je szybciej niż świstek z pralni D: Ja wiem, że część tego była pisana do tanich magazynów z powieściami grozy i w sumie mało kogo interesowała, bo najważniejsze w tych czasopismach były kryptoerotyczne opowiadania, no ale. Ekspozycja! Może dlatego są średnio straszne.

    Co do ubioru - och jak ja strasznie propsuję ludzi którzy mają jakieś zdolności manualne <3 Poza tym drugie zdjęcie silnie mi się kojarzy z taką uwspółcześnioną wersją bogini z wężami bez węży. Chociaż w sumie ta spódnica jest prawie jak wężowy ogon (jak się w tym przemieszcza tak w ogóle?), więc może bardziej naga. Sama nie wiem, za dużo kręgów kulturowych ma wężowe bóstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest generator, miałam o nim wspomnieć >D
      Nadal, kurde - można było załatwiać sobie ekspozycję nie pisząc ciągle tego samego i nie nadając postaciom tych samych imion. Jest parę perełek, ale od przeczytania większej ilości na raz głowa boli (choć jestem w posiadaniu dobrze dobranej antologii, która nie męczy - to chyba głównie ona wpływa na mój pozytywny odbiór).

      W spódnicy przemieszcza się tak, jak w każdej ołówkowej - średnio wygodnie, ale nie jest to hobble skirt. Drugie zdjęcie to kwestia ułożenia odpowiednio zgrabnie nóg - jej prawdziwą szerokość widać na pierwszym. A do bogini węży bez węży to mam nieodpowiednie części torsu zakryte i odkryte XD (marzy mi się od lat taka porządna sesja w tym klimacie...)
      Kocham wszystkie wężowe bóstwa i stwory 8D wSZYSTKIE~~~

      Usuń
  2. Beautiful skirt and top! Raggedly elegant indeed! I love that aesthetic--missed it too. Everything's been too neat and perfect for too long. I haven't read Lovecraft since I was a teen, and you aren't the first one to say...it hasn't "aged" well. Lol maybe I'm a sissy but it freaked me out when I was younger! The annoying thing for me is how for some reason it entered pop culture... That makes me not want to reread it.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you! I don't even like perfection and neatness, but I guess I won't be leaving them for a long time...
      'It hasn't aged well' - well, now that's a perfect way to describe it! As for the popculture... he's in it for a long time and while I'm not familiar with any of the works, I think it's good creative people are able to make something interesting (that's my guess) from works that are pretty bad more often than not.

      Usuń
  3. Powtarzalność i samozadowolenie - to ja...! XD

    Okej, jakieś pojedyncze zdania na temat się pojawiały, spróbuję podsumować moje podejście.
    Mam ambiwalentne odczucia co do prozy Lovecrafta. Doceniam to, że w części tekstów nie rzuca w twarz ani potworem, ani dokładnym wyjaśnieniem tego, co się działo. To lubię. Operowanie na krótkich formach też lubię – przynajmniej [zazwyczaj] jestem w stanie skończyć tekst, zamiast rzucę go cholerę [mam kiepską cierpliwość, jeżeli chodzi o beletrystykę].
    ...tylko co z tego, skoro te krótkie formy często dłużą mi się niemiłosiernie, a specyficzny język sprawia, że nie jestem w stanie poważnie traktować sprawy. W poważnym podejściu nie pomaga mi także ani uVod, ani „Ciaphamy” w pdfach. Nie umeim już używać słowa „bluźnierczy” inaczej jak dla beki.
    Na temat postaci i powtarzalności się raczej nie wypowiem, bo to akurat mi zwisało, szczególnie że ostatnia powtórka była raptem z kilku tekstów, a z dawniejszych czytań mam dosyć mgliste wspomnienia. Bywa też tak, że czasami jeden fragment brzmi także lepiej niż cały tekst – tak było z tym, który jakiś czas temu podsyłałaś.
    Reasumując – nie wiem. Niektóre pomysły mają potencjał, brak stworów i rozwiązania na widoku mi odpowiada, ale wykonanie jest jakie jest.

    3 zdjęcie od góry – jak z tańca albo z wizerunków jakichś bóstw [niekoniecznie tych bluźnierczych >D]. Spódnica dobrze wygląda nałożona, góra także zacna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UVoD w ogóle był moim pierwszym zetknięciem z tym uniwersum, kiedy wiedziałam tyle, że jest sobie Cthulhu - zgadnij, jak to rzutuje na mój odbiór XD
      Przyznam, że sporo z tych przemyśleń pojawiło mi się, jak zaczęłam czytać ciągiem, i to głównie te, których nie znałam - powtarzalność pomysłów była straszliwa. Ponadto jest zdarza mu się też często narracja pierwszoosobowa, której nie cierpię...
      Ale tak, jako baza inspiracji rozwiązań - zarówno w kwestii tego, co robić, a czego unikać - jest dobra.

      To była sugestia znajomej, "lubię jak na zdjęciach ustawiasz ręce, zrób coś z rękoma" no i wyszło XD

      Usuń
    2. NIEPOKOJĄCA FIGURKA Z RUIN...

      ...yum, yum.

      Usuń
    3. *I "rzucenia" zamiast "rzucę". Nie ma jak kilkukrotne edytowanie tekstu.

      Usuń
    4. Muszę się trochę posamobiczować błędami! [ale na razie koniec, bo nie będę czytać własnego komentarza po raz wtóry XD]

      Usuń
  4. A, jeszcze jedno. Nie straszył i nie straszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż - nie masz 3 lat >D (raczej)

      Usuń
    2. Za to przez pewien czas straszył mnie korytarz w jednym hotelu. XD

      Usuń
  5. Wszystko, co napisałaś jest prawdą. Niemniej, tego typa się lubi pomimo, a nie za. Zupełnie nie potrafił w życie - bał się (bo ta jego pogarda to po prostu paniczny, nieuświadomiony strach) kobiet i czarnych i Azjatów - w ogóle wszystkich, którzy nie byli - jak on - bibliotecznymi ćmami o bladych anglosaskich genach. Ale z tego niskiego lęku powstały rzeczy, które uderzają w skroń jak cegłówka. Moim ukochanym tekstem jest ohydnie (nawet jak na niego) mizoginiczne "Coś na progu." Pytasz, kto może się tej prozy bać? Ja się boję. :D Proza Lovecrafta jest często niedorobiona, pretensjonalna, przegadana i jałowa. Ale jak już trafia w punkt, to trafia w punkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Coś na progu", jedyny jego tekst, w jakim występuje kobieta, i to inteligentna (która i tak okazuje się być mężczyzną, PESZEK). Ja, przyznam, tego opowiadania nie lubię. Z tych sztandarowych straszaków chyba najbardziej mi podchodzi "Koszmar w Dunwich". Chyba, nie chce mi się teraz konsultować z listą do kolejnej notki XD
      A co jeśli - gdyby nie on, to ktoś inny? Mnie nie potrafi przerażać - nie mogę do niego podejść na poważnie. Czasem przypieprzy takim perfekcyjnym akapitem, zdaniem, albo ledwie częścią zdania, które mnie rozkładają na łopatki, ale to tylko maleńka kropelka w morzu kiczu.

      Usuń
  6. No i nie sposób nie pamiętać o tym, że Lovecraftowe repozytorium motywów i potworności nie-z-tego-świata nieskończenie wzbogaciło światową kinematografię oraz przemysł growy. Bez niego nie byłoby choćby serii Silent Hill, którą uważam za elektroniczne arcydzieło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie wierzę - mi z popkulturą nie po drodze.

      Usuń
  7. What a beautiful place! So green and plush. :) The outfit is gorgeous. I love everything about it!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It's probably partially thanks to the goddamned downpour, it really brought the juicy green colour of the leaves out :D
      Thank you ♥

      Usuń
  8. I adore all of the handmade parts of your outfit! The skirt is especially gorgeous.....how awesome that you have a photo of it in front of a palace!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks <3 Yes, the whole outfit was so extravagant it could go well only with a palace in the backround XD

      Usuń