29 lipca 2017

Dripping Babylon of elder daemons

First of all and contrary to everything I'll write below - I like Lovecraft's prose. But with age I came to conclusion it's a borderline guilty pleasure for me. Powered by sentiment, on top of this. Calling him 'a master of horror' is ridiculous, because who can even find his works scary, three-years-olds? Unless we count this unnecessary pompousness of his words, because THIS can be horrific. His cheesy factor is unreal - everything is loathsome and eldritch, unspeakable, blasphemous, cyclopean and morbid... I do appreciate showing one's well-read, but when the same set of adjectives appears in each and every story, it begins to tire.

Przede wszystkim i wbrew temu, co napiszę poniżej - lubię prozę Lovecrafta. Z wiekiem doszłam jednak do wniosku, że to lubienie graniczące z guilty pleasure. A do tego napędzane sentymentem. Nazywanie go "mistrzem grozy" mnie bawi, bo kogo jego dzieła mogą przerażać, trzylatków? No chyba, że ta nadmierna pretensjonalność jego słów jest tym, co śmieszy, tumani, przestrasza - wtedy się zgodzę. Niesamowicie kiczowaty warsztat pisarski - wszystko jest odrażające i hybrydowe, nienazwane, bluźniercze, cyklopowe i zatrważające... doceniam erudycję, ale kiedy ten sam zestaw przewija się niemal w każdym opowiadaniu, zaczyna męczyć.


But words are nothing - worse is, the stories are hella repetitive. Lovecraft himself seems to notice this, being seemingly autoironic in 'The Unnamable': 'my constant talk about “unnamable” and “unmentionable” things was a very puerile device, quite in keeping with my lowly standing as an author. I was too fond of ending my stories with sights or sounds which paralysed my heroes’ faculties and left them without courage, words, or associations to tell what they had experienced.' - but just a paragraph later he brushes it off with stating everyone who thinks like this is 'sharing New England’s self-satisfied deafness to the delicate overtones of life'. On the top of this, every main character is a loner with a passion for old books and dreaming. I do have OCs myself, and I know everybody makes self-inserts and loves certain clichés, but come on. If someone cannot set differences between their characters, then they're not a good writer. I don't know about you, but I'd rather have deafness to the delicate overtones, than blindness to own repetitiveness, also pretty much self-satisfied.

Ale słowa to jeszcze nic - gorzej, że fabuły też są powtarzalne. Lovecraft wydaje się mieć tego świadomość, pozornie autoironizując w "Nienazwanym": "moje nieustanne dyskusje o nienazwanym, nota bene zgoła dziecinne, zdawały się potwierdzać mą niską pozycję, jako autora marnych opowieści grozy. Zbyt usilnie pragnąłem kończyć swe opowiadania obrazami lub dźwiękami paraliżującymi wszelkie poczynania bohaterów i pozostawić ich, pozbawionych resztek odwagi, słów czy świadków mogących opowiedzieć o tym, co im się przydarzyło." - jednak ledwie akapit dalej daje wyraz temu, że każdy kto tak sądzi, "przejawia [...] przepełnioną samozadowoleniem głuchotę wobec niektórych delikatnych niuansów życia". Do tego każdy bohater to śniący odludek z pasją studiujący stare księgi. Ja też mam OCe i doskonale wiem, że każdy robi self-inserty i że każdy lubi pewne utarte klisze, ale bez przesady. Jeśli ktoś nie umie różnicować postaci - nie jest dobrym pisarzem. Nie wiem, jak wy, ale ja wolę głuchotę na delikatne niuanse, niż ślepotę na własną powtarzalność, też zresztą przepełnioną samozadowoleniem.


There is also twisting the facts to support his own vision (like Yazidis worshipping satan. Yazidis worship a demiurge called Peacock Angel, who's more like gnostic Sophia than Lucifer, even in his chic Promethean version.). And praising to the heavens the virtues of a white Anglophone from a well-educated home, which is embarassingly laughable at first, and with time it becomes cringy - even more when paired with this disgusting type of orientalism, where everything with the tiniest hints of the supernatural comes from the East. Yet the well-educated white Anglophones, who turn knowledge from forbidden books into reality or reanimate the dead, are left unstigmatized in his stories...

Do tego dochodzi wykrzywianie faktów pod własną wizję (np. Jezydzi czczący szatana. Jezydzi czczą demiurga pod postacią Anioła-Pawia, któremu bliżej do gnostyckiej Sofii, niż Lucyfera, nawet w modnej odsłonie prometejskiej.). I wychwalanie pod niebiosa cnót białego Anglosasa z dobrze wykształconego środowiska, co jest z początku żenująco śmieszne, a im dalej w las, tym bardziej odrzuca - zwłaszcza gdy jest połączone z tym obrzydliwym typem orientalizmu, w którym wszystko, co ma jakiekolwiek znamiona niesamowitości, pochodzi ze Wschodu. Ale już dobrze wykształceni biali Anglosasi wprowadzający w życie wiedzę z zakazanych ksiąg albo wskrzeszający trupy nie są  w opowiadaniach piętnowani...


But yes, I do like Lovecraft. Because when one finally gets through these layers of repetitiveness and racism, there is the very core - this misanthropic message laced with ice-cold indifference of multi-dimensional Universe, which speaks to me a lot. 'We live on a placid island of ignorance in the midst of black seas of infinity, and it was not meant that we should voyage far'. The humankind in his stories is not the crown of creation, neither first nor the ultimate perfect being, and is, in fact, very far from perfection. And even if existence of alien civilisations on prehistoric Earth clash so painfully with modern geological knowledge, the idea we could have been completely screwed by a hand of an intelligence infinitely higher than us - and that one day we'll probably be - is weirdly comforting.
Besides, there is also 'a tall, slim figure with the young face of an antique Pharaoh, gay with prismatic robes [...] whose proud carriage and swart features had in them the fascination of a dark god or fallen archangel, and around whose eyes there lurked the languid sparkle of capricious humour'. Yes, I'm a fangirl of the 'swarthy, slender and sinister' trickster Nyarlathotep >D

Ale tak, lubię Lovecrafta. Bo kiedy przedrzeć się przez te pokłady powtarzalności i rasizmu, da się wyczuć to jądro - mizantropiczne przesłanie przetykane lodowatą obojętnością wielowymiarowego Wszechświata, które bardzo do mnie trafia. "Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji pośród czarnych mórz nieskończoności i wcale nie jest powiedziane, że w swej podróży zawędrujemy daleko". Ludzkość w jego opowiadaniach nie jest koroną stworzenia, nie jest ani pierwszym, ani ostatnim najdoskonalszym bytem, i w ogóle daleko mu do doskonałości. I nawet jeśli istnienie obcych cywilizacji na prehistorycznej Ziemi tak boleśnie stoi w sprzeczności z współczesną wiedzą geologiczną, to idea, że mogliśmy jako gatunek zostać udupieni z ręki nieskończenie wyższej od nas inteligencji - i że zapewne pewnego dnia będziemy - jest dziwnie kojąca.
Ponadto, jest jeszcze "postać: wysoka, szczupła, z młodą twarzą antycznego faraona w jaskrawych, pryzmatycznych szatach [...] Ta królewska postać wywołała u Cartera fascynację, jak jakimś ciemnym bogiem lub upadłym archaniołem. W jej oczach czaiły się iskierki kapryśnego humoru." - i zapewniam, nie tylko u Cartera. Ja niżej podpisana też jestem fanką "śniadego, smukłego i złowieszczego" Nyarlathotepa-trickstera >D


What are your thoughts on works of the dreamer from Providence? In the next entry I'll share my thoughts about my favourites among his writings. And the ones I hate the most >D

Co wy sądzicie o twórczości samotnika z Providence? W kolejnej notce podzielę się myślami na temat moich ulubionych dzieł, jakie wyszły spod jego pióra. I znienawidzonych >D

[the photos are from July, ok? It's not that warm anymore. I'll catch up on more actual entries one day.]




Ragged skirt - handmade gothic mermaid skirt
Fishnet top - H&M gotycka spódnica syrena
Ragged capelet - handmade victorian mourning capelet
Belt with chains - thrift store wiktoriańska pelerynka
Ragged headdress - handmade styl gotycki
Feathers on headdress - from a hat from Taobao, with pearls added by me jak ubierać się po gotycku
Egyptian earrings - Allegro gotka polska
Indian bracelets - Lokaah stylizacja w stylu goth gothic
Locket watch pendant - Lokaah, slightly altered by me, but let's keep it a mystery for now, shall we >D
Mini book with mirrors pendant - Lokaah neovictorian goth
Big black, big silver and rectangular rings - H&M neo-victorian goth
Teardrop ring - Six shaman goth
Ring with clam bells - market stall in Venice tribal goth
Ring with violet stone - Lokaah
Rosary ring - gift from a friend
Fake septum piercing - Lokaah
Ripped sleeves - handmade from thrifted tights


The title of today's entry is also taken from Lovecraft. It's so perfectly cheesy I couldn't pass it up. Babylon, a nest of evil in Iudeo-Christian tradition, is referring in the story to R'lyeh that had just emerged from the ocean depths, and for me beautifully worked as a metaphor of Warsaw. The Royal Palace, to be exact, and its gardens (I'm not saying the gardens are evil). As for the 'dripping' part... well...

Tytuł dzisiejszego wpisu też jest z Lovecrafta. Jest tak doskonale przaśny, że aż się prosił o użycie. "Ociekający wodą Babilon starszych demonów" - Babilon, siedlisko zła w judeo-chrześcijańskiej tradycji, w opowiadaniu odnosił się do wynurzonego nad oceaniczne wody R'lyeh, a mi świetnie nadał mi się na metaforę Warszawy. Konkretnie Zamku Królewskiego i jego ogrodów (to nie sugestia, że ogrody są złem). A że ociekający wodą... cóż...

I got soaked twice. Be glad this entry has ANY photos.

Zmoczyło mnie całe dwa razy. Cieszcie się, że w tej notce są JAKIEKOLWIEK zdjęcia.







I have three thoughts about this outfit. First: I've been missing this raggedy-elegant aesthetic like hell. Second: wearing an outfit created mostly with handmade things is an awesome feeling. Third: it's been three years since I've sewn this skirt and it's the first time I'm wearing it officially; that's the price you pay for sewing impractical things >D Still love it, though.

Mam trzy przemyślenia na temat tego stroju. Pierwsze: brakowało mi tej podarto-eleganckiej estetyki jak jasna cholera. Drugie: mieć na sobie strój skomponowany w większości z rzeczy stworzonych przez siebie to bajeczne uczucie. Trzecie: minęły trzy lata, od kiedy uszyłam tę spódnicę, i to jej pierwsze oficjalne pokazanie; tak się płaci za szycie niepraktycznych rzeczy >D I tak ją kocham.

8 lipca 2017

Nothing remains except for the wounds

It's no mystery I adore run-down and ugly places - that is, the ones people with mainstream tastes would regard as such, because for me they are indeed run-down and charming. Whenever place like this gets renovated it saddens me only a little less than it would in case of tearing it down - a smooth layer of plaster can't impress me as much as paint peeling off, as moss spreading among broken tiles and as bricks peeking from a hole in plaster do. Yet people are happy with buildings deprived of whole pre-war atmosphere and made into some disgusting offices, because it's new, so of course it's good...
I mean, I know where is this coming from: such places are tightly shut, with security guards, dogs and barbed wire, despite the fact no works are done there for years. If the access was easier and I were able to explore them in their decaying glory - duuude, pump as much money into them as your bank account allows you to. But when no exploring - butthurt incoming.
On the other hand, I don't hide the fact that urban decay is really pretty and atmospheric for me, so this is an important factor, too. And if sometimes a falling brick hits someone in the head... well, you always gotta pay for beauty, duh!

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam miejsca zapuszczone i brzydkie - a przynajmniej jawiące się takimi ludziom o podstawowym guście, bo dla mnie są zdecydowanie zapuszczone i urokliwe. Remonty takich smucą mnie tylko odrobinę mniej, niż rozbiórki - gładziutko położona szpachla w "nowoczesnym" neutralnym kolorze nie potrafi mnie zachwycić tak, jak łuszcząca się farba, mech pełznący pośród potłuczonych kafelków czy cegła widoczna spod obtłuczonego tynku. A ludzie się cieszą z wstrętnych biurowców panoszących się we wnętrzach wyrugowanych z całego przedwojennego klimatu, bo grunt, że nowe jest...
Znaczy, ja wiem, jaką podstawę ma ta bolączka: taką, że takie miejsca są pozamykane na 50 spustów, obwarowane cieciami, psami i drutem kolczastym, choć przez całe lata nie są prowadzone w nich żadne prace. Gdyby dostęp do nich był łatwiejszy i było mi dane je zwiedzić w ich naturalnym stanie - paaanie, a ładuj se pan w nie tyle forsy, ile konto bankowe pozwala. A tak? Nie ma eksplorowania - jest ból dupy.
Choć fakt, że miejski upadek jest po prostu dla mnie ładny i klimatyczny, też jest nie do przecenienia. A że czasem cegła na głowę spadnie... za piękno od zawsze się płaci jakąś cenę, ot!




Lace kimono with fringe - thrift store koronkowe kimono z frędzlami
Blouse with beading - thrift store strega fashion polska
Witchy chiffon skirt - altered thrifted dress (Raven) stylizacje strega fashion pomysły
Maxi tulle skirt - H&M polska gotka strój
Oriental choker - tourist shop in Rethymno orientalny naszyjnik srebrny
Bat necklace - Restyle naszyjnik nietoperz
Skulls and crosses necklace - Holycreep naszyjnik czaszki i krzyże
Egyptian lotus earrings - Allegro egipskie kolczyki Egipt
Bracelets with big black stones - Lokaah orientalna bransoletka z kamieniem
Chain slave bracelet - Lokaah bransoletka z pierścionkiem
Slave bracelet with drops - olx stylizacja w stylu goth gothic
Big black and triple black rings - H&M
Blue goldstone and raindrops rings - Lokaah


My whole home city, Lodz, has a reputation of being run-down and ugly. It's easy to judge it by its cover or go with stereotype - in reality the appearance of this poor city is a result of its history, a quite unfortunate one, by the way. It's like a history of a school scapegoat, first bullied by the popular kids, later also by everyone else - after some time nobody can explain why this particular person is being bullied, but it has to be like that, because everyone does it. And I've said once I cherish all things unwanted and unneeded (and I had been bullied in school, too).
But this city is changing rapidly these days and with every renovated building or street routed anew it feels ever more foreign to me... So I'll keep clinging to every open wound on its fabric as long as I can, documenting what always was close to me. Just like today, last remains of Ludwig Geyer's factories on Piotrkowska Street, factories of a man who was one of the founding fathers of this city's immense textile industry. I'm proud I managed to capture on these photos how these ruined giants stand along the representative street, opposite our main museum and a park - yet they stand so silently, like unseen by anyone...

Cała Łódź uchodzi za miejsce zapuszczone i brzydkie. Łatwo jest ocenić po pozorach lub ulec ogólnopolskiemu stereotypowi - tak naprawdę wygląd tego nieszczęsnego miasta jest wypadkową jego historii, zadziwiająco zresztą przykrej. Jest to historia niczym tego szkolnego kozła ofiarnego, wpierw wyśmiewanego przez wpływową garstkę, potem przez wszystkich - po czasie nikt nie potrafi powiedzieć, czemu wszyscy się z niego śmieją, ale każdy to robi, bo tak robią wszyscy. Wspomniałam już kiedyś, że ukochuję wszystkie rzeczy niechciane i zepchnięte na dalszy plan (sama zresztą byłam gnębiona w szkole).
To miasto wszakże się szybko zmienia ostatnimi czasy i z każdym odnowionym budynkiem czy poprowadzoną na nowo ulicą jest mi coraz bardziej obce... Dlatego, póki mogę, będę się przylepiać do wszystkich niezaleczonych ran w jego tkance, uwieczniając na zdjęciach to, co zawsze było mi bliskie. Jako i dziś, resztki fabryk Ludwika Geyera na Piotrkowskiej, jednego z ojców założycieli włókienniczej potęgi tego miasta. Jestem dumna, że na tych zdjęciach udało mi się złapać to dziwne wrażenie, że te zrujnowane kobyły stoją przy reprezentacyjnej ulicy, na wprost najważniejszego muzeum i parku - a tak cichutko, jakby były niezauważane przez nikogo...


















A not too fancy layered outfit; I just wanted to wear this beaded blouse before ripping it apart and turning it into a part of another ATS skirt.

Taki tam niewyszukany warstwowy strój; chciałam po prostu założyć do czegoś tę paciorkową bluzkę przed przemieleniem jej w część kolejnej ATS-owej spódnicy.