18 kwietnia 2017

Mirrors do not lie - reality lies

I like jewellery. I like making jewellery. I like broken things. I like making jewellery out of broken things. I also like mirrors. I did not know if I liked making jewellery out of them, but I wanted to give it a try.
Now I know I don't like it. At least not from broken ones. Glass shards are probably still in some places where I didn't find them, I managed to glue two mirrors to the floor, because the glue poured through cracks (fortunately I knew the trick with nail polish remover being able to dissolve Super Glue BEFORE I got crafty) and probably signed up for a good 98 years of bad luck >D

Lubię biżuterię. Lubię robić biżuterię. Lubię popsute rzeczy. Lubię robić biżuterię z popsutych rzeczy. Lubię też zwierciadełka. Tego, czy lubię robić z nich biżuterię, nie wiedziałam, ale koniecznie chciałam spróbować.
Teraz już wiem, że nie lubię. A przynajmniej nie z zepsutych. Odłamki szkła zapewne nadal są w miejscach, w których ich nie znalazłam, zdołałam przykleić dwa lusterka do podłogi, gdyż klej przeleciał przez spękania (jak dobrze, że znałam trik ze zmywaczem do paznokci rozpuszczającym Super Glue ZANIM się za to zabrałam) i pewnie stanęłam w kolejce po solidne 98 lat pecha >D



It was an old idea, heavily inspired by this necklace by Ashley Gilreath. I don't treasure my ancestors and I wouldn't want to commemorate them, but mirrors - broken ones - and golden hue of the whole thing have their own symbolic value for me. I guess. I've been looking for illegal mirrors for several years, and I've found them at last! I've unstitched them from an Indian choli blouse, of the type belonging to a Banjara tribe (a bit heretic move from me, I know, but a) it didn't fit me, b) it had a lot of details I saw a different use for. Not to mention the colours.). Thanks to this the mirrors were already a bit worn out, which was exactly what I wanted, but they were also very cheaply made, what I discovered while breaking them, as the glass was easily separating from the silver layer... (and that's the story of how I glued it to the floor). The frames were the only thing I had to buy purposely for this project, all the rest was repurposed from old stuff.

To dawny pomysł, inspirowany mocno tą kolią od Ashley Gilreath. Przodków swoich nie cenię i nie chciałabym ich upamiętniać, ale lusterka, do tego popękane, oraz złota kolorystyka całości, mają w moich oczach swój wymiar symboliczny. Jakiś. Na znalezienie nielegalnych zwierciadełek czaiłam się kilka lat, ale w końcu się udało! Odprułam je w końcu od indyjskiej bluzeczki choli, której wzornictwo sugerowało, że pochodzi z plemienia Bandżara (trochę zbrodnia, wiem, ale a) nie pasowała na mnie, b) miała w sobie sporo elementów, które mogłam wykorzystać w inny sposób. Nie wspominając o kolorach.). Dzięki temu były już trochę znoszone, co bardzo mi odpowiadało, ale były też kiepsko wykonane, co wyszło na jaw przy tłuczeniu ich, gdyż szkło z lubością oddzielało się od srebrnej warstwy... (i tak właśnie przykleiłam je do podłogi). Ramki na lusterka były jedyną rzeczą, którą musiałam specjalnie kupić do tego projektu, cała reszta była zdobyczna i odzyskana ze staroci.