11 lutego 2017

Flapper's winter

Turbans are lovely and make a good cover for the ears when the wind is blowing, and you know my fondness for them, but sometimes they get problematic. Like when I have to leave the house really quick, and the Universe decides that no, it won't let me to wrap it neatly at this moment. Or there is no mirror present. Or it gets too cold to cover head with just a scarf. I needed something that is fast to dress in and warm - and nice to my eyes, which excluded like 97% of existing headwear. Yes, a fixed turban is a good idea and it is in my handmade plans, but as for now imagining a way to sew it with invisible seams and making it sturdy at the same time beats me >D People do it somehow, anyway, so it has to be possible.
But there is another type of winter headwear which I like a lot and it also suits my face shape. It accidentally comes from one of the decades when turbans were all the rage in Western fashion. I'm talking about an 20s style cloche hat. I had one of these for many years, but despite its cute shape I wasn't too enthusiastic about its dull wine colour. It had to be altered.

Turbany są piękne i słodko grzeją w uszka, gdy hula wiatr, i znacie moją miłość do nich, ale czasem są problematyczne. Zwłaszcza gdy potrzebuję wyjść z domu w trybie natychmiastowym, a tu Wszechświat się upiera, że nie, że właśnie teraz nie pozwoli mi go ładnie zawiązać. Albo gdy na podorędziu nie ma lustra. Albo gdy jest - o zgrozo - za zimno na ogrzewanie głowy samym szalikiem. Potrzebowałam czegoś, co da się założyć na głowę szybko, jest ciepłe - a przy tym mi się podoba, co odsiało jakieś 97% istniejących nakryć na czerep. Tak, zszyty na stałe turban to dobra sprawa i istniejąca w moich planach rękodzielniczych, ale na razie fizyka pod tytułem "jak to przyszyć, żeby nie było widać szwów i przy tym się nie rozleciało" mnie przerasta >D Ludzie jednak jakoś to robią, więc musi się dać.
Jest wszakże jeszcze jeden typ nakrycia głowy używany w tworzeniu czapek na zimę, który bardzo mi się podoba i też pasuje mi do kształtu twarzy. Przypadkiem też pochodzi z jednej z tych dekad, kiedy w modzie zachodniej popularne były turbany. To kapelusz w stylu lat 20. Byłam też od lat w posiadaniu takowego, ale mimo uroczego kształtu nie pałałam entuzjazmem do jego zgaszonego bordowego koloru. Poszedł tedy do przeróbki.
black 20s cloche flapper hat czarny kapelusz lata 20 gothic hat kapelusz gotycki dark mori winter hat
Front and left side. Differences in shape are caused by perspective and sitting it differently.
Right side and back.

The base was a simple felt hat with this characteristic bell shape - modern one, of course. It was in a good condition and I didn't feel like getting rid of it just because its colour weren't to my taste anymore. Since I've found good inspirations and I firmly believe everything that can be unpicked and sewn together once again can be altered - the wine-coloured thing went under the machine to acquire a new life. Now it's black like it should be, full of unraveling layers which I love so much. The star of this new design is chiffon bit with scalloped edge and heavy beading, it's the essence of flapper fashion. The net detail, associated with this era, but not worn outside the stage, lace bit with almost art-deco design, a flower detail on the ear with longer part - all of this goes well with the Roaring Twenties aesthetics. And now the turbans got a bit forgotten >D

Bazą był prosty filcowy kapelusik o tym charakterystycznym kształcie dzwonka, współczesny rzecz jasna. Był w dobrym stanie i nie chciałam się go pozbywać tylko dlatego, że jego kolor przestał mi odpowiadać. Ponieważ rzuciły mi się w oczy dobre inspiracje i wychodzę z założenia, że przerobić da się wszystko, co da się rozpruć i zszyć na nowo - bordowy twór trafił pod maszynę, by dostać nowe życie. Teraz jest czarny jak należy, pełen podartych warstw, które tak bardzo kocham. Główną rolę gra gęsto obszyty koralikami szyfon z falistym rąbkiem, to kwintesencja mody flapperskiej. Siateczka kojarzona z tą epoką, choć nie noszona poza sceną, koronka o nieco art-deco deseniu, ozdoba na uchu z przedłużonym elementem - to też może pasować do estetyki Ryczących Dwudziestek. I teraz to turbany poszły w kąt >D

17 komentarzy:

  1. It is beautiful! Can't wait to see you wearing it along with one of your extraordinary and lovely outfits.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you :) I already did once!

      Usuń
  2. Przy odpowiednich filtrach (sepia, charakterystyczne niuanse między ostrością a rozmyciem) Twoje zdjęcie w tym kapelusiku wyglądałoby toczka w toczkę jak z epoki <3 Od zawsze miałam słabość do wszelakich koronek, a kolaż różnych ich kształtów z dodatkowymi elementami zdobniczymi szczególnie robi dobrze moim oczom <3

    Swoją drogą zazdroszczę, ja wciąż nie znalazłam nakrycia głowy, które by mi faktycznie pasowało :< Mam kilka różnych, które względnie lubię, ale żadne nie leży na mnie w pełni dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie kusiło, żeby to zdjęcie podrasować epokowo, ale uznałam, że nie mogę XD No nic, i tak z natury ma przygaszony kolor i nijakie sepiowe bohomazy w tle, i tak się kojarzy XD

      A może spróbuj właśnie z kloszykiem? Ja swój kupowałam u modystki, co dało mu cenę kilkudziesięciu złotych w tym wyższym zakresie dziesiątek, ale to rzecz na lata. Nie jestem pewna, ile on miał, ale około 10 to, myślę, bezpieczny strzał. Swoją drogą, w sklepie był spory wybór kapelusików o tym kształcie. Był też czarny z fajną aplikacją cekinowo-koralikową. A ja wzięłam bordowy...

      Usuń
    2. Kloszyki kuszą, ale nie wiem, czy takowy nadawałby się do długich włosów :< Bo bynajmniej swoich ścinać nie zamierzam, a jednak najklasyczniejsze zestawienie zawiera króciutkiego boba. No nic, odłożę trochę grosza to podejmę polowanie. Jest u mnie jeden sklep z nakryciami głowy, który istnieje odkąd pamiętam i żadne dziwne koniunktury nie są w stanie go wykurzyć, więc myślę, że od niego zacznę x'D Miałam kiedyś ładny toczek robiony przez babcię, ale raz, że nie pamiętam gdzie się podział, dwa, że jest to raczej element zdobiący niż grzejący .u.

      Usuń
    3. Ja miałam jeszcze długie włosy, gdy go kupowałam XD Nie było tragedii (jakiekolwiek wrażenie dziwności brało się chyba raczej z tego właśnie poczucia, że to nieortodoksyjne połączenie), acz nie mam żadnych chyba zdjęć na potwierdzenie.

      Usuń
  3. That's such ac beautiful item, I'm both jealous and inspired.

    OdpowiedzUsuń
  4. So pretty! I love the beading. Cloche hats are my favorite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beading wasn't mine, of course, those are just scrap fabrics I had :D But I love beading in general, too, and it goes especially well with this type of hats.

      Usuń
  5. Zdecydowane TAK dla wszelkich szyciowych inicjatyw!
    Jaką masz maszynę? Sama uczyłaś się szyć?
    Kapelusik jest bardzo intrygujący.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś starożytny Łucznik. Nauka szycia, dobre sobie - jedyne, do czego potrzebowałam pomocy, to jak się zakłada nitkę na dole XD Nie wiem, czego innego miałabym by się uczyć, bo potrzebuję wyłącznie umiejętności prowadzenia ściegu. Nie musi być nawet prosty.

      Usuń
  6. Dla mnie maszyna do szycia to czarna magia... skoro sama ogarnęłaś jak to działa- podziwiam!
    Ale poza tym- tak naprawdę najważniejszy jest pomysł.
    Właśnie poczułam się strasznie ograniczona umysłowo. Kiedy w moje łapki wpadają jakieś ciuchy niby fajne, ale jednak nie do końca... to lądują jako łachy robocze... Może dlatego tak bardzo lubię obserwować osoby oryginalnie twórcze? Nie od dziś wiadomo, że człowieka ciągnie do tego, czego dosięgnąć nie może... (subiektywnie nie może, bo wydaje mu się, że nie jest w stanie...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem złamałam 3 igły w ciągu 15 minut >D Ostatnia artystycznie przełamała się na 3 części, z czego jedna stała się spiralką, a inna była milimetrową ostrą końcówką. Po tym nie zasiadłam do maszyny przez wiele miesięcy XD
      No i teraz zabiłaś mi ćwieka, bo ja uważam, że większość moich ciuchów jest niby fajna, ale nie do końca XD Mam kilka ubrań Idealnych, boskiego rzędu, nie jest ich dużo, lwia część to zwyklaki...

      Usuń
  7. Czy da się mieć same idealne rzeczy?
    Czy zestawienie samych idealnych rzeczy nie stanie się failem? (za dużo dobrego na raz? karykatura?)
    Czy ten idealizm nie spowszednieje?
    A urok wad?

    Wydaje mi się, że słuchanie tylko jednej, ulubionej piosenki odbierze jej nutę geniuszu. Jedzenie tylko jednego, nawet przepysznego dania w końcu zbrzydnie. Czytanie setny raz tej samej książki zdrażni, bo i tak wiadomo co jest za dwa zdania. Albo pięciu piosenek, pięciu dań i pięciu książek. Idealnych niby. No przecież.

    Ogromny urok odnajduję w tym, że z kilku fajnych, ale nie idealnych rzeczy można stworzyć coś fantastycznego. Zajebistość połączenia. Całokształt. Kreatywność. Nowe odsłony. Fajna baza, i wyśrubowanie poprzeczki detalami. "Fajne" jest pojemne i wszechstronne. A "niby fajne, ale jednak..." w moim wypadku oznacza co najwyżej delegację na stanowisko awaryjne- niby ta bluzka nie jest zła, ale wykorzystana zostanie najwyżej przy pracach w ogródku, gdy szkoda mi innych rzeczy... niby to danie nie jest niesmaczne, ale zjem je tylko wtedy, gdy zagrozi mi widmo śmierci głodowej...albo przynajmniej rozwalenia łba o kant szafy wskutek zasłabnięcia... xD

    OdpowiedzUsuń