28 maja 2016

Please respect my decadence

It's ironic, isn't it? When most people around you assume you dress for attention and shock value, many goths (and probably other alternative folks, too) will tell you that actually no, attention is something they'd rather avoid. The thought of constantly dealing with obnoxious comments or stares disheartens many newer goths; plenty of them abandon their thoughts about dressing in these luscious velvets, lace, pointy witchy boots, top hats and eventually grow out of this 'phase'. Some of them, however, do not. They will follow some blogs, read some posts, look at some photos - all with this crippling feeling they won't ever find the courage to do the same.

Jest w tym ironia, czyż nie? Gdy przypadkowi ludzie uważają, że ubierasz się tak, by szokować i przyciągać uwagę, sporo gotów (i innych alternatywnych ludków zapewne też) powie ci, że właśnie przeciwnie, zwracanie na siebie uwagi to coś, czego woleliby uniknąć. Myśl o ciągłym wystawieniu się na często nieprzyjemne komentarze i spojrzenia zniechęca wielu nowych gotów; niektórzy z nich porzucą myśli o ubieraniu się w te wszystkie milusie aksamity, koronkę, spiczaste buty, cylindry i w końcu z tego wyrosną. Część jednak nie. Będą obserwować różne blogi, czytać różne posty, oglądać różne zdjęcia - i to wszystko z przytłaczającym poczuciem, że sami nigdy nie znajdą w sobie odwagi, by zrobić to samo.


I know how it is, okay? While I'm really thankful I currently live in a very tolerant place, I'm constantly on guard whenever I flash my alternative clothing style in my home city (welcome in less than a month). Many alternative people say they don't, but I myself do hear every comment, every laugh, feel every stare; it's like I was putting a radar every time I leave home to catch all these things from the ether. I've been bullied in school for a few years - not for the way I've been dressing back then, but for my knowledge and intelligence, so imagine how my blood pressure rises whenever I have to say something out loud even at my current age. Thanks to this godawful experience I'm now super shy, afraid of people and interacting with them (want to know a fun way to kill me? Put a stranger in my kitchen. I will starve myself to death, but I won't set a foot there. If you remember I've kicked a flatmate out of my flat and ever wondered why - that's why. He and his girlfriend were occupying kitchen for 24/7. I wish I was exaggerating these numbers.). I'm a total loser when it comes to living in society, but at least I listen to good music. And I dress well.

Wiem jak to jest, tak? O ile niewymownie cieszy mnie obecne mieszkanie w bardzo tolerancyjnym miejscu, to w mojej rodzinnej Łodzi mam się non-stop na baczności, ilekroć wychodzę w czymś alternatywnym na miasto (witamy za niecały miesiąc). Większość ubierających się niecodziennie ludzi twierdzi, że komentarze do nich nie trafiają, ale ja słyszę każdy komentarz, każdy śmiech, czuję każde spojrzenie; zupełnie jakbym poza domem zakładała na siebie super-czujny radar nastawiony na wyłapywanie tego z powietrza. Gnębili mnie w szkole przez kilka lat - nie za to, jak się wówczas ubierałam, ale za wiedzę i inteligencję, więc wyobraźcie sobie, jak bardzo podnosi mi się ciśnienie, gdy muszę coś powiedzieć publicznie nawet w obecnym wieku. Dzięki tym przeklętym doświadczeniom jestem teraz niemożliwie nieśmiała, boję się ludzi i interakcji z nimi (chcecie poznać zabawną metodę na zabicie mnie? Wsadźcie obcego człowieka do mojej kuchni. Zagłodzę się na śmierć, ale nie postawię tam nogi. Jeśli ktoś pamięta, że wyrzuciłam współlokatora z mieszkania i zastanawiał się, za co - właśnie za to. On i jego laska okupowali kuchnię 24/7. Chciałabym przesadzać z tymi cyframi.). Jestem skończoną ciotą, jeśli chodzi o życie wśród ludzi, ale przynajmniej słucham dobrej muzyki. I dobrze się ubieram.


Because, my dears, my clothing style is an armour. I wear extravagant black clothes, because they make me feel beautiful. Confident. Comfortable. And natural. Exactly the opposite of what I really am, but who said creating a glamourous AU of my life with me as a Mary Sue is a bad thing? If it makes me feel like 'myself'... then it can never be a bad thing.

Bo tak się złożyło moi drodzy, że mój styl ubierania to dla mnie zbroja. Noszę ekstrawaganckie czarne rzeczy, bo sprawiają, że czuję się ładnie. Komfortowo. Pewna siebie. I naturalnie. To dokładnie przeciwnie do tego, czym naprawdę jestem, ale kto powiedział, że stworzenie sobie atrakcyjnego AU ze swojego życia z sobą jako Mary Sue to zła rzecz? Skoro dzięki temu czuję się "sobą"... to nigdy nie może być złą rzeczą.



Long net shrug - dress from thrift store, altered by me
Tank top - thrift store
Midi skirt with lace and satin panels - thrift store (New Look)
Fingerless lace gloves - Allegro, altered by me
Military cap - Sterkowski
Long pearls necklace - Chinese market
Key-watch necklace - present from a friend
Bullet pendant - repurposed keychain from bunker museum
Hematite ankh pendant - market stall in the mountains
Studded, ankhs and crosses bracelets - Lokaah
Bangles - H&M
Egyptian lotus earrings - Allegro
Sandals - H&M
Slashed wetlook leggings - market stall, altered by me


It's the last time with Skeletor's interiors, I promise >D (because there's still exterior left 8D)

To ostatnie widoki z wnętrza Szkieletora, przysięgam >D (bo zostało jeszcze zewnętrze 8D)




And the last refreshed outfit. It's one year older than this blog - I remember well how this outfit, so different from my very casually elegant everyday clothes back then, carefully pieced together long before I wore it, have made me feel 'myself' at last. After these 6 years it's still among my most favourite ones and although I see room for some changes, I didn't change anything, because it's perfect as it is. Except shoes, since I don't have the old ones already, except bracelets, as I didn't own any back then and cap, which is mine this time, not borrowed - everything is exactly as it was, even my manicure. And my short hair just complete the feeling it is finally Me.

I ostatnia powtórzona stylizacja. Jest o rok starsza niż ten blog - pamiętam doskonale, jak ten strój, tak odmienny od mojego niby-eleganckiego codziennego, z pietyzmem obmyślony dłuższy czas wcześniej, sprawił, że czułam się w końcu "sobą". Po tych 6 latach wciąż grzeje sobie miejsce w czołówce moich ulubionych i choć widzę w nim kilka możliwości do wprowadzenia zmian, nie zmieniłam nic, bo jest perfekcyjny. Poza butami, bo tamtych już nie mam, bransoletkami, bo ich brak bardzo doskwierał mi wtedy i czapką, która w końcu jest moja, nie pożyczona - wszystko jest takie samo, z lakierem na palcach włącznie. No i moja fryzura nareszcie sprawia, że to jestem Ja.

20 maja 2016

This place is death with walls

If you follow my blog long enough you've probably noticed I dislike lolita fashion. Now this lack of sympathy doesn't change the fact I do own two lolita garments - and likewise, the fact I have them doesn't lessen my aversion towards this style. I abhor its childishness made by these ridiculously puffed skirts - no matter if the outfit is in one colour or if the colours are dull, or if the person wearing it is nearly 30 years old, it can never look even remotely mature. Another giant minus is how fanatically I despise everything Japanese - and I really can't stand their need to 'kawaiify' everything. Or maybe it's just my internalized hatred towards my own sharp face features, you never know >D
No matter all this, I can't say this whole style is dead to me, because what I like about it is its care for details. Gothic fashion have caught my attention with - surprise! - romantigoth style. Now, it's veeery disputable how much of romantic gothic style consists of tacky 90s dresses and how much of genuinely interesting clothes, but let me have my false memories (and rant 'In my times...'). When gothic fashion shifted towards shapeless black rags and minimal geometric jewellery and the only style that still uses former gothic silhouette and creativity is steampunk (but lacks in its browns and beiges) - lolita and its pintucks here, lace there and ruffles on top of it with even more lace inbetween them still pleases my eye, because that's what I love to see. At least as long as these clothes remain monochromatic, because full prints are a whole another disaster that lack interesting details.
P.S. Nothing bad with shapeless black rags. But they became boring since the mainstream has adopted them.

Jeśli obserwujesz mojego bloga dostatecznie długo albo znasz mnie osobiście, zapewne obiła ci się o uszy (oczy?) moja niechęć do mody loliciej. Nie zmienia to wcale tego, że w moim posiadaniu są dwa lolicie ubranka - tak samo jak fakt posiadania ich nie zmniejsza mojej niechęci do tego stylu. Drażni mnie jego dziecinność, który przez absurdalnie nadmuchane spódnice nie potrafi wydać się dojrzały nawet gdy zestaw jest monochromatyczny, w stonowanych kolorach albo gdy nosząca go osoba podchodzi pod 30. Kolejnym ogromnym minusem jest to, że fanatycznie nie znoszę wszystkiego, co z Japonii - i nie przetrawiam tamtejszego pędu do "kawaiizowania" wszystkiego. A może to po prostu moja zinternalizowana nienawiść do ostrych rysów mojej własnej twarzy, nigdy nie wiesz >D
Mimo wszystko nie mogę tak zupełnie odrzucić tego stylu, bo podoba mi się jego dbałość o detale. Moda gotycka przyciągnęła moje zainteresowanie - a jakże - romantigothem. Baaardzo dyskusyjne jest, ile z romantigothu to przaśne "firany", a ile faktycznie ciekawe ubrania, ale dajcie mi się posilać fałszywymi wspomnieniami (i rzucać "za moich czasów..."). Kiedy trendem w gotyku stały się bezkształtne czarne szmaty i minimalna geometryczna biżuteria, a jedynym stylem powszechnie wykorzystującym niegdysiejszą gotycką sylwetkę i fantazję został steampunk (który z kolei grzeszy brązem i beżami), to lolita i jej szczypaneczki tu, koroneczki tam, a na to wszystko góra falbanek i jeszcze trochę koronki między nimi nadal cieszą moje oko, bo na to lubi patrzeć. A przynajmniej tak długo, jak długo te ubrania pozostają jednokolorowe, bo full printy to osobna sieczka, która również stawia na banalne kroje.
P.S. Nic złego w bezkształtnych czarnych szmatach. Ale to nudne od kiedy przygarnął je mainstream.


What to do with this dichotomy? It's simple - leave what one likes, throw out what one dislikes and replace with something closer to one's heart. What do I like the most in lolita fashion? High waisted skirts. And what is closest to my heart? Trad goth. To have them both at once? Can be done...~

Co zrobić z tą dychotomią? To proste - zostawić to, co się podoba, wyrzucić to, co drażni i zastąpić czymś bliższym serduszku. Co najbardziej lubię w modzie loliciej? Spódnice z wysokim stanem. A co jest najmilsze memu serduszku? Tradgoth. Mieć oba na raz? Da się zrobić...~





High-waisted lace skirt - thrift store, remade from a dress
Frilly shirt - thrift store
Cobweb tights - Leg Avenue, with ripped ones on top
Necklace - Stradivarius and a simple lace piece with felt bat which I've BURNED >8D with an iron
Beaded lace fascinator - handmade, with brooch from Allegro
Studded, crosses and ankhs bracelets - Lokaah
Bangles - H&M
Bat ring - Lokaah
Black rings - H&M
Afghan blue bird ring - Allegro
Geometric earrings - from my grandma's jewellery box
Fingerless lace gloves - Bibeloty
Winklepickers - Mango


It's not like I REALLY want to show you Skeletor all the time, but it's the most desolate place in my neighbourhood... XD

To nie tak, że NAPRAWDĘ chcę wam na okrągło pokazywać tego Szkieletora, ale to najbardziej odludne miejsce w mojej okolicy... XD

From the left: two towers of court building, church of St. Elizabeth of Hungary behind them, Town Hall in the middle of the photo, church of St. Mary on Sand, church of St. Mary Magdalene, with a lonely green tower of church of Holy Cross behind it, church of Sts. Dorothea, Wenceslaus and Stanislaus - and two towers of cathedral of St. John the Baptist behind it. Funniest part is, these are not even all of the churches in this part of the city. I've told you - Gothic Churches Everywhere.

Od lewej: dwie wieże budynku sądu, kościół św. Elżbiety Węgierskiej za nimi, ratusz na środku, kościół NMP na Piasku, kościół św. Marii Magdaleny, z samotną iglicą kościoła Świętego Krzyża za nim, kościół św. Doroty, Wacława i Stanisława - i dwie wieże katedry św. Jana Chrzciciela za nim. Najzabawniejsze jest to, że to nawet nie są wszystkie kościoły w tej części miasta. Mówiłam - Gotyckie Kościoły Wszędzie.






Third revamped outfit, one more to go. This time I focused more on emphasizing the gothic side and reducing cuteness to minimum. The same skirt and necklace as back then; I've changed my blouse, although it's still frilly and elegant, headdress and gloves also changed, and I went gothic crazy with the rest >D

Przedostatnia odświeżona stylizacja. Tym razem skupiłam się bardziej na podkreśleniu gotyckiej strony i zredukowania uroczości do minimum. Ta sama spódnica i naszyjnik co kiedyś; bluzka się zmieniła, choć nadal jest falbaniasta i elegancka, mitenki i przybranie głowy też, reszta - hulaj gocka dusza >D

13 maja 2016

Dress like it's the 90s

While I'm nor a historical costumer, neither I aspire to become one, I do enjoy historical fashions. It's not an unusual thing among goths anyway, as most of us are weak against Victorian mourning dresses. I'm one of those people who actually can tell fashion decades apart and don't call everything vaguely historical 'Victorian', but today's outfit is indeed inspired by late Victorian fashion. Although I prefer Edwardian era fashion over everything and actually find Victorian age highly overrated, there is one decade in the latter that I find especially nice visually. The fin de siècle - the 1890s. What, you thought I was talking about the 1990s in the title? >D

O ile nie jestem rekonstruktorką mody historycznej, ani nie aspiruję do tego, o tyle nie da się ukryć, że lubię dawną modę. To nie jest znowu takie dziwne wśród gotek, jako że większość z nas ma słabość do wiktoriańskich sukien żałobnych. Jestem akurat jedną z tych osób, które potrafią odróżniać modę po dekadach i nie nazywają wszystkich historyzujących strojów "wiktoriańskimi", ale dzisiejszy strój jest w rzeczy samej inspirowany modą późnowiktoriańską. Choć generalnie preferuję modę okresu edwardiańskiego nad wszystko, a epokę wiktoriańską uważam za solidnie przereklamowaną, to w tej drugiej jest jedna dekada, którą uważam za wyjątkowo miłą dla oka. Fin de siècle - lata 90. XIX wieku. Nikt chyba nie myślał, że mówię w tytule o tych bliższych nam latach 90? >D


My hatred towards 1990s attire is balanced by my love for the 1890s one. I adore it, because it's very elegant and simple while staying quite whimsy and decadent as one would expect from this end-of-an-era times. It has everything I adore: leg o'mutton sleeves, ridiculously puffy at the top and fitted under the elbow; high collars; slim A-shape skirts which are smooth over the hips and minimal bustle. I like it so I wear it, even if it verges on the 'overdressed' side. Nobody has problems with this anyway, except Romanian minority, who commented me with words 'Dracula' and 'Transylvania' >D And that's quite an achievement >D

Moją nienawiść do mody lat 90. XX wieku równoważy moja miłość do tej z końca XIX. Uwielbiam ją, bo jest elegancka i prosta, a jednak niepozbawiona dozy fikuśności i dekadencji właściwej temu schyłkowemu okresowi. Jest w niej wszystko, co lubię - rękawy mające przypominać barani udziec, absurdalnie bufiaste na górze i dopasowane poniżej łokcia; koszule ze stójką; niezbyt szerokie spódnice w kształcie litery A, które są szczupłe w biodrach i minimalną tiurniurę. Podoba mi się to, więc to noszę, nawet jeśli przechyla się w kierunku teatralności. I tak nikt nie ma z tym problemu poza rumuńską mniejszością, która postanowiła uraczyć mnie słowami "Dracula" i "Transylwania" >D A to jest pewne osiągnięcie >D


Shirt with poofy sleeves - thrift store (Vero Moda)
Shirt with high collar - some small shop
Maxi skirt - thrift store
Belt with buckles - Allegro
Long fingerless gloves with lace - Allegro
Headdress - handmade + necklace a friend gave me
Filigree earrings - Klimatyczne
Silver brooch - Allegro + cross from thrifted Halloween costume
Velvet cloak - Allegro


Garden of a National Ossoliński Institute, Ossolineum in short. It's a second largest library in Poland, founded in the beginning of 19th century by a member of Ossoliński family. It holds many manuscripts of our important national writers from 19th and 20th century, also art prints, coins, orders, seals, and is known for being a book publisher. Ossolineum is located in the white-red building you can see, which is a former Baroque monastery.

Ogród Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w skrócie Ossolineum. To druga największa biblioteka w Polsce, założona w XIX wieku, choć mieści się w dawnym barokowym klasztorze. Ossolineum może być kojarzone z wydawania książek, ale chlubią się przede wszystkim zbiorami manuskryptów polskich pisarzy z Mickiewiczem i Słowackim na czele.




Another revamped outfit. This time I've made many changes, because I didn't like the first version already back then. All I left from the original is the black-white colourway, historical inspirations (made so badly in the original they were almost invisible), the same blouse with high collar which I put under more historically appropriate shirt this time and the same skirt.

Kolejna stara stylizacja w nowej odsłonie. Tym razem zmian zaszło sporo, bo nie byłam zadowolona z pierwszej wersji już wtedy. Z pierwotnego zamysłu została kolorystyka, inspiracje historyczne (wtedy zrealizowane tak słabo, że były niemal niewidoczne), ta sama bluzka ze stójką, która trafiła tym razem pod bardziej historyzującą koszulę i ta sama spódnica.

6 maja 2016

So wonderfully, wonderfully, wonderfully, wonderfully pretty!

This year's May marks the fifth anniversary of this blog *fanfares and confetti*. Never mind a specific day - I've sent a first few entries to fourth dimension, and the photos in them were a good year older anyway. Since an anniversary like this calls for celebration of some sort and the only thing I had against these deleted outfits is that there was something not quite right with them or the photos were simply bad - I decided to show them once again during the whole May. In revamped versions. I won't compare new ones to old ones, because I don't delete things to have to look at them again, come on >D

Tegoroczny maj wyznacza pięciolecie istnienia tego blogaska *fanfary i konfetti* Mniejsza o konkretny dzień - kilka pierwszych postów posłałam do czwartego wymiaru, a i tak zdjęcia w nich były jeszcze z rok starsze. Ponieważ wypada jakoś uczcić tak solidną rocznicę, a usuniętym stylizacjom miałam do zarzucenia jedynie to, że albo były niedorobione, albo zdjęcia były słabe - postanowiłam, że przez cały maj będę pokazywać się we właśnie tamtych strojach, tylko odświeżonych. Nie będę zestawiała nowych ze starymi, bo nie po to coś usuwam, żeby znów na to patrzeć, no dajcie spokój >D


The shirt. The shirt is the most eye-catching in this outfit and it's very strange even by my standards. Because really, red and polka dots? I dislike both red and polka dots. But it's not me, it's Robert Smith >D I remember when I first saw The Lovecats video and thought 'Jeez, what is this dorky shirt... I want one.', because young singer of The Cure in a dorky shirt playing with a kitten killed me with sugar overload. I received it on one birthday (18th, I guess?) from my friend with really sick thrifting skills. I myself never saw another shirt with this pattern.

Koszula. Koszula rzuca się w tym zestawieniu najbardziej w oczy, a przy tym jest kuriozalna nawet jak na moje standardy. Serio, czerwony i grochy? Nie lubię ani czerwieni, ani grochów. Ale to nie ja, to Robert Smith >D Pamiętam, jak zobaczyłam po raz pierwszy teledysk do The Lovecats i pomyślałam: "Rany, co to za idiotyczna koszula... Chcę taką.", bo młody wokalista The Cure w idiotycznej koszuli bawiący się z kotkiem pokonał mnie cukrem. Dostałam ją w ramach którychś tam urodzin (18 bodajże?) od znajomej z epickimi zdolnościami wyszukiwania rzeczy w lumpeksach. Dość powiedzieć, że sama nigdy nie widziałam koszuli z tym wzorem.



Polka dot shirt - thrift store
Corset with lace details - Rebel Madness
Ripped jabot - handmade
Bat brooch - found
Harness - Restyle
Two tulle skirts - thrift store
Laced fingerless gloves - Klimatyczne
Egyptian earrings - Allegro
Patent ankle boots - thrift store
Turban - thrifted scarf
Jacquard jacket - thrift store (Morgan de Toi)


In one of parks of Wroclaw there are four sculptures of Graeco-Roman deities, called 'Four Virtues'. There used to be more, but they got destroyed during World War 2.

W jednym z wrocławskich parków są rzeźby grecko-rzymskich bóstw, zwane "Czterema Cnotami". Było ich więcej, ale zostały zniszczone w czasie 2 wojny światowej.


Two Pallas Athenas (who allowed the sculptor to bare the breast of a virgin goddess, huh?)

Dwie Pallas Ateny (kto pozwolił rzeźbiarzowi na obnażenie piersi dziewiczej bogini, hm?)

Ceres and Rhea, I would never guess. I've been thinking Venus and Cybele - and when I saw Ceres has no boobs (again - who allowed the sculptor to potray a mother goddess with a flat chest? I know it's an aesthetic preference of that epoch, but other goddesses have a bigger cup. Including Athena...), I thought she was Apollo _^_

Cerera i Rea, w życiu bym nie zgadła. Stawiałam na Wenus i Kybele - a gdy dopatrzyłam się, że Cerera nie ma cycków (znów - kto pozwolił rzeźbiarzowi na pokazanie bogini matki z płaską piersią? Rozumiem, że estetyka epoki, ale inne boginie mają rozsądne rozmiary. Włączając Atenę...), pomyślałam, że to Apollo _^_



The basis for this outfit is exactly the same as 5 years ago - the same shirt and the same skirt, with opaque black tights. I changed shoes and the way I balanced the vivid red with more black; back then it was a black top and long gloves. I added a more poofy petticoat and accessories which the outfit was greatly lacking back then.

Baza tego stroju jest ta sama, co 5 lat temu - ta sama koszula i ta sama spódnica, plus kryjące czarne rajstopy. Zmieniły się buty i sposób zbalansowania żywej czerwieni góry większą ilością czerni; wtedy był to czarny top i długie rękawiczki. Doszła bardziej rozłożysta halka i dodatki, których wtedy praktycznie na sobie nie miałam, a teraz nie wyobrażam sobie dobrego stroju bez nich.