30 kwietnia 2016

Our houses next to factories

I've finally managed to have some photos taken in Lodz. I used a fellow blogger Molly to serve as a living tripod - how nice it feels to have photos taken my somebody who has an eye for interesting frames <3

Wreszcie udało mi się wyjść na jakieś zdjęcia podczas wizyty w Łodzi. Wykorzystałam do bycia żywym statywem znajomą blogerkę Molly - jak wygodnie mieć wreszcie robione zdjęcia przez kogoś, i to kogoś, kto ma oko do kadrów <3



No other city in Poland has this particular atmosphere that Lodz has; some people joke it's a postapocalyptic theme park, while the others know it's true and love it. No architecturally gothic Torun or Wroclaw, no neatly kept Poznan or Cracow has something that insanely decadent about them, as Lodz has. If I only close my eyes on ugly modern buildings and horror vacui of the gaps where fancy buildings stood once - it's a very beautiful, yet sad, city.
I grew up in a quite old part of it, where small factories made of red brick stood on every little street shadowed by trees, and close to my house there was a quiet garden closed with metal-casted gate with flower ornaments - this is the sight I want to remember, although it doesn't exist anymore. Maybe looking from my earliest years at passing of the old world around me turned me to gothic aestheticism - I don't really know, but this I wish to believe in. What I know is that Lodz is a Sleeping Beauty, who dreams her dreams about power among decaying ruins of once beautiful houses, passively waiting for somebody who will wake her up, put a golden crown around her head and make her beautiful for him once again. Aren't fairytales dark anyway?

Żadne inne miasto w Polsce nie ma tej specyficznej atmosfery, która panuje w Łodzi; niektórzy podśmiewają się, że to postapokaliptyczny park rozrywki, a inni wiedzą, że to prawda i właśnie to kochają. Żaden architekturalnie gotycki Toruń czy Wrocław, żaden zadbany Poznań czy Kraków nie ma w sobie czegoś tak szaleńczo dekadenckiego, co urzeka mnie w moim mieście. Jeśli tylko zamknę oczy na współczesne koszmarki budowlane i na ziejące pustką dziury po wyburzonych zabytkowych budowlach - to bardzo piękne, choć smutne, miasto.
Dorastałam w dość starej części, gdzie fabryczka z czerwonej cegły stała na każdej małej, ocienionej drzewami ulicy, a koło mojego domu były ciche działki, na które prowadziła kuta w kwiatowe motywy brama - taki obraz pragnę pamiętać, chociaż tego już nie ma. Być może patrzenie od najwcześniejszych lat na przemijanie starego świata wokół mnie pchnęło mnie w stronę gotyku - tego nie wiem, ale tak właśnie wolę uważać. Wiem natomiast tyle, że Łódź jest Śpiącą Księżniczką, która wśród rozpadających się murów kamienic śni swoje sny o potędze, biernie czekając na kogoś, kto ją obudzi, założy jej znów złotą koronę na skronie i przy kim znów będzie piękna. Czy baśnie nie są zresztą mroczne?




Wide-sleeved blouse - thrift store
Simple blouse underneath - thrift store
Crushed velvet skirt - thrift store
Felt hat - H&M
Crescent moon earrings - Restyle
Golden ankh necklace - New Look
Laced belt - thrift store
Slave bracelet - olx
Studded bracelet - Lokaah
Bangles - H&M
Both gold-black, circular and big black rings - Lokaah
Triple black and simple silver rings - H&M
Golden scarab ring - British Museum
Tights with factories - Łódzka Rajtuza
Platform boots - vinted


Why this long-ish intro with my local patriotic feelings? Well - in February I've shown you where I live in Wroclaw. Today you'll see where I live in Lodz. Nearly literally, because if on some of the photos the camera would be slightly to the side, my house would get caught in the frame.
Difficulty level of getting there is zero, but judging on lack of fence and according sign one has to guess it's a PRIVATE PROPERTY!!1!one! The security dude had to be a bit dumbass too, if he discovered two strangely dressed bloggers one and a half hour after we entered there - and we weren't even hiding. I've been wanting to have photos taken here since good 5 years, I would probably be able to take them after next 5. Ah, my city - urban decay either disappears here in a week or remains for years, there's no middle way.

Skąd ten przydługi wstęp o zabarwieniu lokalnopatriotycznym? Cóż - w lutym pokazałam okolice, w których mieszkam we Wrocławiu. Dzisiaj zobaczycie to, gdzie mieszkam w Łodzi. Niemalże dosłownie; jeśli niektóre z ujęć byłyby łapane z kilku metrów w bok, w kadr wchodziłaby moja kamienica.
Poziom trudności dostania się tam jest zerowy - ale ty musisz się domyślić po rozdupconym terenie, braku ogrodzenia i tabliczki z właściwą informacją, że to teren hurr prywatny durr. Z ochroniarza też solidny jełop, skoro odkrył dwie focące się kuriozalnie ubrane blogereczki dopiero po półtorej godziny eksploracji ruin - a nawet się nie ukrywałyśmy. Chciałam mieć tu zdjęcia od dobrych 5 lat, prawdopodobnie mogłabym je nadal wykonać po kolejnych 5. Ach, moje miasto - miejskie ruiny znikają tu albo w ciągu tygodnia, albo sterczą latami, nie ma stanów pośrednich.






Lodz was known as the city of chimneys once - one of them was even just next to my backyard, why. All children from my house, including me, used to throw snowballs at it, trying to reach as highest as possible. In the 90s chimneys have disappeared completely from the cityscape; the only ones left are part of power plants. But red and white chimneys, although having beauty of their own, are not the same thing as the bricked towers of factories... Yet it's still a very deeply rooted symbol of my city, for us inhabitants - a nostalgic souvenir of the days past, when industry have flourished. And a very beautiful one, beautiful in this postindustrial way I feel very much. So, could I forgo buying a pair tights from a Lodz-based brand, which uses images from my city, a pair playfully spotted with tiny factories with triangular roof - and smoking chimneys? <3 A first wearing of them wouldn't be as perfect anywhere else as here.

Łódź była znana kiedyś jako miasto kominów - jeden nawet był tuż za ścianą mojego podwórka, a jakże. Wszystkie dzieciaki z kamienicy, ze mną włącznie, rzucały w niego śnieżkami, by trafić jak najwyżej. W latach 90. kominy całkowicie zniknęły z krajobrazu miejskiego; jedyne, jakie pozostały, są przy elektrociepłowniach. Ale czerwono-białe pasiaki, choć niepozbawione własnego uroku, to już nie to samo, co ceglane wieże fabryk... Nadal jednak jest to bardzo silnie zakorzeniony symbol mojego miasta, dla nas mieszkańców nostalgiczna pamiątka czasów prężnego rozwoju. Przy tym bardzo piękna, piękna w ten postindustrialny sposób, który bardzo do mnie przemawia. Czy mogłam wobec tego odmówić sobie zakupu Łódzkiej Rajtuzy, figlarnie upstrzonej maleńkimi fabryczkami z szedowym dachem - i dymiącymi kominami? <3 Chrzest bojowy dla niej nigdzie nie byłby tak dobry, jak właśnie tutaj.

23 kwietnia 2016

It stinks like rotten meat, but looks like the lost Deimos base

Disclaimer: it doesn't stink at all. Only at the ground level where passerbys go for a quick pee, but piss stench, even if multiplied, is still miles away from the rotten meat one. I witnessed once how my friend dug out a dead rat (which I myself have buried there three days earlier by the way) and was in a car when my dad have parked on a hedgehog that had been decaying happily for a few days. I know well how rotten meat stinks like (that rat haunts me to this day and it was, like, 15 years ago? I even made a comic about it soon after. In Paint on Windows 98. Beat that.) and I know nothing in the world can compare to it.
Maybe with the exception of overcooked cabbage. When any of my neighbours overcooks cabbage and windows are open, I instantly start to wonder whether is it cooking fail or some mysterious corpse that suddenly decided to start stinking. Smell of hydrogen sulfide on a Summer morning, ah, it's not like I haven't experienced it...~

Sprostowanie: nie śmierdzi wcale. Jedynie na poziomie ziemi, gdzie przechodnie nurkują za ogrodzenie, aby zażyć szybkiego siku, ale smród moczu, nawet zwielokrotniony, jest daleki od smrodu zepsutego mięsa. Zdarzyło mi się być przy odkopaniu martwego szczura przez znajomą (skądinąd sama go tam zakopałam ze trzy dni wcześniej), i byłam w samochodzie, gdy mój ojciec zaparkował na radośnie rozkładającym się od kilku dni jeżu. Dobrze wiem, jak cuchnie zepsute mięso (tego szczura nadal doskonale pamiętam, a było to jakieś 15 lat temu? Zrobiłam nawet niedługo potem o tym komiks. W Paincie na Windowsie 98. Przebijcie to.) i wiem też, że to jest nieporównywalne z niczym.
Może poza rozgotowaną kapustą. Gdy okna są otwarte, a któryś z moich sąsiadów rozgotuje kapustę, natychmiast zaczynam się zastanawiać, czy to coś w kuchni poszło nie tak, czy jednak może to jakieś tajemnicze zwłoki nagle postanowiły zacząć śmierdzieć. Zapach siarkowodoru letnim porankiem, ach, to nie tak, że i tego nie doświadczyłam...~



Shirt with bell sleeves - thrift store
Velvet mini skirt - thrift store (Atmosphere)
Corsetwith lace detail - Rebel Madness
Cobweb jabot - handmade
Lace fascinatorwith pearls - handmade
Filigree earrings - Margoth von G
Laced mesh gloves - Klimatyczne
Winklepickers - Mango


More of the lovely Skeletor and its Doom vibes!

Ślicznego Szkieletora - i Doomowych skojarzeń - ciąg dalszy!







No matter what curiousities I might wear from time to time, this is my beloved style - trad goth with a dash of casual elegance. Short narrow skirt, flat winklepickers, something elegant, something messy - and I'm ready for conquering the world. Or some ruins.

Niezależnie od wszystkiego, co czasem mogę na sobie nosić, to jest mój ukochany styl - tradgoth z nutką codziennej elegancji. Obcisła mini, płaskie winklepickersy, coś eleganckiego, coś niedbałego - i można ruszać na podbój świata. Czy tam ruin.

17 kwietnia 2016

Buttcave

And the last batcave party until (hopefully...) Autumn. I was unsure whether I want to go or not, but I came to conclusion I deserve a solid party to solid music once in a month. Turned out it was the best decision I could make, because I enjoyed this edition like none other since my first one. Lack of that one junkie always throwing a solo mosh pit surely played a great part in it, but also the gigs were first class. Pure oldschool deathrock from Old Cat's Drama and wonderful dark synthpop from Liste Noire - what else do I need to be happy (and dance)? Ah, the afterparty, of course - playing 'You spin me round' (the original one, not the Manson's cover) as the first song is a good way to win me. And not only me apparently, because just as this song gathered everyone to the dancefloor, the next, punk one, made everybody leave it. What does it say about Polish tradgoths..? >D

I ostatnie batkejwy do (mam nadzieję...) jesieni. Przed wyjściem miałam trochę wątpliwości, czy chce mi się iść, czy jednak nie, ale doszłam do wniosku, że raz na miesiąc należy się solidna impreza do solidnej muzyki. I to była dobra decyzja, bo ta edycja spodobała mi się jak żadna od mojej pierwszej. Brak naćpanego typiarza zawsze rozkręcającego jednoosobowe pogo zapewne miał w tym spory udział, ale i koncerty były prima sort. Czysty, oldchoolowy deathrock w wykonaniu Old Cat's Drama i cudowny mroczny synthpop od Liste Noire - czego mi więcej do szczęścia (i tańca) trzeba? Ach, aftera oczywiście - puszczenie na samym jego początku "You spin me round", rzecz jasna w wersji oryginalnej, nie Mansona, jest dobrym sposobem na wygranie mnie. I wielu innych osób poza mną - jak ta piosenka zebrała na parkiecie wszystkich, tak kolejna, punkowa, dosłownie wszystkich z niego wymiotła. Co to mówi o polskich tradgotach...? >D


I took fancy in drawing things on my face. This time these things aren't inspired by history of art, but I'm pretty convinced there is, or was, a face paint like this in the world. The only thing I know it exists is what I have drawn between my eyebrows - an astrological symbol of Pluto. The rest of the outfit makes no sense, I forgot to take any batcave-friendly clothes from home and had to make use of what I have here. In the meantime I got inspired by a cameo fictional character, but me being me of course I had to use this inspiration in a way nobody could see it >D
I've heard many times at batcave parties from people they have thought I'm a foreigner until I spoke. This gives two conclusions: that Polish fans of oldschool gothic rock rarely go crazy with their looks, and that I'm not widely recognized in case anybody visiting this page regularly thought otherwise >D

Spodobało mi się rysowanie sobie rzeczy na twarzy. Tym razem owe rzeczy nie są podparte historią sztuki, choć nie wątpię, że gdzieś na świecie jest bądź było coś podobnego. Jedyną rzeczą o której wiem, że istnieje, jest to, co mam między brwiami, czyli astrologiczny symbol Plutona. Reszta stylizacji nie ma żadnego sensu; zapomniałam zabrać jakieś nietoperzowe szmaty z domu i musiałam bazować na tym, co miałam pod ręką. W międzyczasie zainspirowałam się strojem epizodycznej postaci fikcyjnej, ale ja będąc mną musiałam oczywiście wykorzystać tę inspirację tak, by nie było tego widać >D
Wielokrotnie słyszałam na batkejwach od ludzi, że dopóki się nie odezwałam myśleli, że jestem zza granicy. Z tego płyną dwa wnioski: że polscy fani oldschoolowego gotyku rzadko bywają zaangażowani wyglądowo, oraz że nie jestem znana w środowisku, tak na wypadek gdyby którejś z regularnie tu zaglądających osób wydawało się inaczej >D



Leotard with mesh detail - thrift store
Mesh dress - thrift store
Fishnet sleeves - thrifted ripped tights
Wetlook leggings - some small market stall, altered by me
Golden coins necklace - thrift store
Multichain necklace - thrifted belt
Chain necklace with crosses - New Yorker
Clam bells chain necklace - anklet swapped with roommate
Belts - thrift store
Cobweb tights - Leg Avenue
Bracelets - Lokaah, Allegro, H&M
Legwarmers - thick ripped stockings rolled down
Fingerless lace gloves - Bibeloty
Suede winklepickers - thrift store

15 kwietnia 2016

Salem aristocracy

I generally fail to see where lies the line beyond which I'm perceived as overdressed. Am I a warrior for individuality? A rebel fighting with social norms? Truth is different, sad and cruel - I don't have a mirror in my flat >D I know this sounds funny, but I have no idea how do I look like until I get to see it on photos. Todays ones made even me think I probably went too far this week, buuut~ I'm a good student, I love what I do - I'm very comfortable with the thought my lecturers easily remember me thanks to my extravagant clothes. I forgot to share grades I got during the exam period, now it looks like a good moment for this.

Zasadniczo nie wyczuwam gdzie leży linia, za którą jestem już odbierana jako ubrana zbyt strojnie do okazji, o ile "okazją" można nazwać zajęcia o 10 rano. Czy jestem bojownikiem o indywidualizm? Buntownikiem naruszającym normy? Prawda jest inna, smutna okrutna - nie mam lustra w mieszkaniu >D Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale nie mam pojęcia, jak wyglądam, dopóki nie zobaczę tego na zdjęciach. Dzisiejsze nawet u mnie wywołały refleksję, że w tym tygodniu chyba przegięłam, aaale~ Jestem dobrym studentem, kocham to, co robię - nawet mi lepiej ze świadomością, że dzięki ekstrawaganckim strojom wykładowcy z łatwością mnie rozpoznają. Zapomniałam się pochwalić ocenami po zakończeniu sesji, teraz jest chyba dobry moment.

In case you're interested: Latin language, Ancient Greek language, Modern Greek language, Egyptian hieroglyphs for beginners, History of ancient art, Religions and cults of the ancient world, Reception of antiquity, Cultural codes of communication, Introduction to cultural anthropology, Ancient Greek literature, Classical archaeology, History of religions and spirituality, Basic bitmap techniques. 5 is the highest grade at Polish universities, so yep, almost straight A's.


How different is my approach to outfits for classes now from the one I had when I started this blog... As the month of this blog's 5th anniversary is slowly closing in I felt like looking back at my beginnings here. They didn't give me cancer, but a few posts went to hell for the greater good anyway. Yet I couldn't bring myself to delete a certain one, despite my outfit there is painfully weak... Back then I've hated my field of study, I felt unfulfilled, unhappy and was the worst student on my year. I haven't had even a tiniest bit of heart for what I've been studying, so I avoided drawing attention from my lecturers; I only wanted to merge with the crowd in order to make it until the end undisturbed by anyone. But I decided to leave that post to autoreflect on the long way I've come since that time. On the episode of deep depression I've fought with for nearly three years and which I finally overcame by setting a new life goal. And which is my current studies.

Jak bardzo różni się moje obecne podejście do strojów uczelnianych od tego, które miałam zaczynając tego bloga... Jako że powoli nadchodzi miesiąc, w którym stuknie pięciolecie mojego wypisywania tutaj pierdół okraszonych zdjęciami, wzięło mnie na ewaluację swoich początków. Obyło się bez raka, ale i tak kilka postów poleciało w cholerę dla wyższego dobra. Do usunięcia jednego z nich nie mogłam się zmusić, mimo iż stylizacja w nim jest boleśnie mdła... Byłam wtedy studentem nienawidzącym swojego kierunku, niespełnionym, nieszczęśliwym i najsłabszym na roku. Nie mając zupełnie serca do tego, czego się uczyłam, chciałam się wtapiać w tłum i nie rzucać w oczy wykładowcom, byleby tylko móc w spokoju przewegetować do końca. Zostawiłam tamten wpis do autorefleksji, jak długą mentalną drogę przebyłam od tamtego czasu. Z jak głębokiej depresji, która od tamtego czasu miała siać spustoszenie w mojej psychice nieprzerwanie jeszcze przez dwa lata, udało mi się wyjść dzięki postawieniu przed sobą nowego celu w życiu, który szczęśliwie osiągnęłam. I który jest moimi obecnymi studiami.



Ruffly tunic - thrift store (KappAhl)
Asymmetric ruffly midi skirt - thrift store
Maxi skirt - thrift store
Oriental corset - Corsetry&Romance
Flocked velved shawl - thrift store
Wide brim hat - thrift store
Lace choker - handmade
Skulls and crosses necklace - HolyCreep
Fingerless lace gloves - Bibeloty
Winklepickers - Mango
Velvet cape - Allegro


Near to my university there is a lovely tiny Methodist Evangelical church. Despite that photos may suggest otherwise, I've read it's a working one. I'd like to enter the mass out of curiousity how it looks inside, but Protestant churches never have jawdropping interiors... >D

Niedaleko mojego głównego wydziału znajduje się zabawny maleńki kościółek obrządku ewangelicko-metodystycznego. O dziwo, wbrew temu co sugeruje jego stan, jest podobno działający. Z chęcią weszłabym na mszę z ciekawości, jak prezentuje się w środku, ale protestanckie kościoły nigdy nie mają powalających wnętrz... >D




Oh the stares and comments I got... Most pleasant were the stares of elementary school children <3 And I couldn't help but cackle at middle school kids shouting 'Lady Zorro' at me, but then again, being in middle school is a completely different level of fucked up in the head.

Wywołałam tym strojem sporo zamieszania na ulicach, a jak. Jedyną nieprzyjemną rzeczą był podstarzały typiarz z dwójką wnucząt, do których rzucił bardzo głośno "a co to za przebierańce?"; biedak się chyba bardzo zdziwił, że rozumiem po polsku i jeszcze mu odpowiadam. I gimby wołające "pani Zorro", ale gimby to gimby, całkiem osobny rodzaj mózgoupierdolenia. Ale wycieczki dzieciaczków aż odwracające głowy, pan pijak, pan pracujący przy remoncie, który powiedział, że go oczarowałam i dziewczyna, która aż zatrzymała mnie na krótki wywiad, to inna sprawa <3

7 kwietnia 2016

Ve have vays of making you talk

How in the Earth I saw a fantastic unfinished building just now, when I've been walking past it for the last few months on my way to the parcel pick-up point, is beyond my understanding. I saw, I desired to explore it, I did so.

Jakim sposobem dopiero teraz zauważyłam olbrzymi a fantastyczny pustostan, który od kilku miesięcy mijałam po drodze do paczkomatu, pojąć nie zdołam. Zobaczyłam, zapragnęłam zwiedzić, uczyniłam.


I ascended to the clouds and descended to Hell; in the meantime I've been hiding from thugs in an invisible flight of stairs and listened to zombie gnawing on bones in a dark corner. Yep. Zombie gnawing on bones turned out to be water drops falling on some plastic wrap - but no shit, I know how plastic wrap and cracking bones sound like and I assure you, it was way more like the latter >D And while I was coming down I discovered my comfortable route disappears in darkness between two last floors. It was way too comfortable for me to discard it, so I said to myself: 'And now we're descending to Hell~ >D' and bravely went onwards. Somewhere in the middle I found myself surrounded by sticky cold darkness, darkness so perfect that my first thought was that my eyeballs exploded. The second one was it seems like I was right with this Hell joking. I've been moving forwards in tiny steps like geisha, and after hundreds of sick scenarios ran through my head, I finally saw light before me.
What does the fact I'm more scared of imaginary zombies lurking in the shadows than quite possible junkies, say about me? More scared of getting into Hell in the darkness than meeting real groups of thugs? Probably that I've played too many FPS games as a child and now I watch too many horror game youtubers >D Games always were my favourite medium, and although I'm far from being a gamer girl, the titles I've played planted themselves deep into my heard and mind, much deeper than any book or movie did. Many things in my life can be traced back to them... Like my fondness for exploring abandoned concrete buildings. Raise your hand if you ran Doom every day just to enjoy interiors - I surely did >D Ah, Doom, most important game of my life; if you'll insult it, I'll fight you...~ >D

Wstąpiłam pod chmury, żeby zejść potem do piekła; w międzyczasie chowałam się przed dresami w niewidocznej klatce schodowej i nasłuchiwałam zombie obgryzającego kości w ciemnym zaułku. To tak w skrócie. Zombie obgryzający kości okazał się być wodą kapiącą ciurkiem na jakąś folię - ale cholera jasna, wiem, jak brzmi szelest folii, a jak chrzęst kości, i zaręczam, to nie brzmiało jak to pierwsze >D Wracając zaś odkryłam, że tuż przed parterem moje dogodne zejście zaczyna tonąć w dupie szatana. Było za wygodne, żebym zrezygnowała z obranej drogi, tedy dziarsko powiedziałam sobie w myślach "A teraz schodzimy do piekła~ >D" i ruszyłam przed siebie. Gdzieś tak połowie drogi otuliła mnie lepka zimna ciemność, tak perfekcyjna, że moją pierwszą myślą było to, czy nie pękły mi gałki oczne. Drugą to, że chyba jednak trafiłam z tym pokpiwaniem o piekle. Drobiłam naprzód jak gejsza, aż w końcu po setkach przemielonych w głowie chorych scenariuszy zobaczyłam wreszcie światło przed sobą.
Co mówi o mnie fakt, że bardziej boję się wyimaginowanych zombie czających się w zakamarkach niż bardziej możliwych tam ćpunów? Bardziej zejścia do piekła w ciemnościach niż całkiem realnych grup dresów? Chyba to, że za dzieciaka grałam za dużo w FPSy, a obecnie oglądam za dużo filmików z ludźmi grającymi w straszne gry >D Gry zawsze były moim ulubionym medium i choć daleko mi do zapalonego gracza, to tytuły, z jakimi miałam do czynienia, wżarły mi się w serce i mózg dużo głębiej niż jakiekolwiek książki czy filmy. Można z nich wyprowadzić bardzo wiele rzeczy z mojego życia... Choćby i to zamiłowanie do eksplorowania opuszczonych betonowych kobył. Niech podniesie rękę ten, kto odpalał codziennie Dooma po to, żeby sobie pozwiedzać wnętrza - bo ja owszem >D Ach, Doom, najważniejsza gra mojego życia; jeśli ją obrazisz, będziemy musieli walczyć...~ >D



Satin shirt - thrift store
Military trousers - Dolores De Ville
Military cap - Sterkowski
Harness - Restyle
Laced knee boots - H&M
Laced net gloves - Klimatyczne
Sequined pussy bow - thrifted scarf


People in Wroclaw call this building 'Skeletor' (MWYAAH!). It was supposed to be a parking lot, construction was abandoned though, and so it turned into a wonderful place and I'm going to return here a lot. As the access is super easy, it attracts a lot of people (mainly to have a piss >D). It puzzles me, why people walk in groups to such places - groups are easy to hear, while a sole person isn't...~

Budynek funkcjonuje w świadomości mieszkańców Wrocławia jako Szkieletor (MWYAAH!). Miał być parkingiem, nie udało się, dzięki czemu jest teraz wspaniałym miejscem i będę tu wracać. Jako że dostęp jest bajecznie prosty, kręci się tu dużo ludzi (głównie na odsikanie >D). Nie wiem, czemu ludzie chodzą w takie miejsca grupowo - grupy przecież słychać, a pojedynczej osoby nie...~

This is how I got there. No floor? No problem.
Tymi schodami weszłam na piętro. Nie ma podłogi? Nie ma problemu.

And with this route I came back. Writing says 'Road of no return', how painfully true.
A tędy zeszłam. "Droga bez powrotu" zaiste.




Sparkly Nazi Lesbian? Sparkly Nazi Lesbian indeed. It's an ultimate aesthetic. And the pants are the best I've ever had <3

Nazi Lesba w Cekinach? Nazi Lesba w Cekinach w rzeczy samej. To estetyka ostateczna. A spodnie są najlepszymi, jakie miałam w życiu <3