23 marca 2016

Gothic folk

Three days ago we on the northern hemisphere have went through the vernal equinox which brought Spring to us. I hope it's not only an astronomical spring and there won't be a sudden, much belated snowfall, although judging from the weather I'm experiencing for some months, it seems like spring has started sometime in January. Marzanna is being lazy. Or maybe she has been drowned for good at last...

Trzy dni temu na półkuli północnej przekroczyliśmy równonoc i tym samym zawitała do nas wiosna. Mam nadzieję, że nie tylko kalendarzowa i nie spadnie nagle mocno opóźniony śnieg, choć wnioskując po pogodzie, jaką uświadczam od dłuższego czasu, ta wiosna to się zaczęła jakoś w styczniu. Marzanna się leni. Albo już ją utopiono bezpowrotnie...


The day of the Spring equinox, like all other days connected to changing of seasons, was a day of an important feast in many traditional cultures. No matter how it was called or what were the beliefs accompanying it, there are several analogies between all of them. Namely, it was treated everywhere somewhat as a day of cosmic rite of passage - and rites of passage, being the key rites for existence of a human being in society, as they marked the change of his state, have to be equally important in the cosmic plane, for the deities. This type of customs is commonly associated with some kind of ritual violence, and so the deities had to endure it as well - the difference is, when it comes to vernal equinox, the violence resulted in their death. Later they resurrect and die again, because of cyclical view of time and the eternal return >D The ancients were cruel to their gods - but then again, not more than the nature itself.

Dzień równonocy wiosennej, podobnie jak wszystkie dni związane ze zmianami pór roku, wyznaczał ważne święto w wielu tradycyjnych kulturach. Niezależnie od nazw czy związanych z tym świętem wierzeń, występuje między nimi pewna analogia. Mianowicie w każdej z nich był ten dzień traktowany jako dzień swoistego kosmicznego rytuału przejścia - a rytuały przejścia, będąc najbardziej kluczowymi obrzędami dla egzystencji jednostki w społeczeństwie, ponieważ oznaczają zmianę jej stanu, muszą być tak samo ważne w kosmicznym wymiarze, dla bóstw. Ten typ obrzędów jest najczęściej związany z jakimś rodzajem rytualnej przemocy i podobnie przemocy często doświadczały bóstwa, która to w przypadku równonocy wiosennej kończyła się ich śmiercią. Z której i tak zmartwychwstają i za rok ponownie umierają, ponieważ cykliczna koncepcja czasu i wieczny powrót >D Starożytni byli okrutni dla swoich bogów - ale z drugiej strony nie bardziej niż sama natura.




Velvet overdress - bought secondhand (Chic Star) narzutka aksamitna płaszcz aksamitny
Pleated dress - thrift store co to slavicpunk inspiracje polski slavicpunk
Floral folk skirt - secondhand folkowa spódnica ludowa w kwiaty
Tights with stripe - Marilyn słowiańskie ludowe nakrycie głowy kwiaty wstążki
Laced ankle boots - thrift store wiązane botki sznurowane ludowe
Fingerless laced gloves - Klimatyczne siateczkowe rękawiczki mitenki z siateczki
Headdress - combined from a Taobao headdress (Ciciwork), part of a dress and 3 random ribbon roses polski folk
Necklaces - pearls spray-painted gold, lunula traded with roommate, and Indian coins unstitched from shirt
Garnet earrings - market stall at the seaside polish slavic folk inpirations
Belt - combined with some cords from here and there inspirations dolly kei inspiracje


I've mentioned a word 'Marzanna' earlier. It's hard to reconctruct pre-Christianity Slavic beliefs, since we never had a writing system of our own (glagolitic and cyrillic script came with Christianity), and mentions about Slavic deities written in much later Christian chronicles range from less to more credible, but in this case there survived a certain folk custom. If we take it and enrich it with etnographic reconstructions, we get a myth which is a perfect example of cosmic rite of passage with element of violence and fulfills the idea of sacred cyclical time and eternal return.

Wspomniałam o Marzannie. Ciężko jest rekonstruować przedchrześcijańskie słowiańskie wierzenia, gdyż nigdy nie wykształciliśmy pisma (głagolica i cyrylica przyszły z chrześcijaństwem), a wzmianki o słowiańskich bóstwach zawarte w znacznie późniejszych chrześcijańskich kronikach wahają się od mniej do bardziej wiarygodnych, ale tutaj ładnie zachował się ludowy obrządek. Jeśli wziąć go i rekonstrukcje etnografów, dostajemy z ich połączenia mit, który wypełnia całkowicie założenia kosmicznego rytuału przejścia z elementem przemocy, a także perfekcyjnie wpasowuje się w świętą cykliczność czasu i wieczny powrót.

Sources: 1, 2

So Marzanna was a Slavic goddess. Goddess of death, frost and winter; a terrifying old hag, whom she transformed into after the loss of her husband, who had died with the end of summer (he had it coming anyway, he cheated on his wife, so she killed him). The bitter widow, keeping the earth under ice and halting all life, also has to die at the end of winter. This way she will be reborn with the spring as a young maiden - and year after year she marries her reborn beloved one, kills him during harvest and suffers from loneliness afterwards. The wheel of life never stops and never changes.

I tak Marzanna, ta przaśna kukła topiona przez wycieczki dzieci z podstawówki w pierwszy dzień wiosny, była boginią. Boginią zimy, mrozów i śmierci, przerażającą staruchą, w którą zmieniała się po utracie swojego męża, umierającego wraz z latem i żęciem kłosów (należało mu się, został przez nią zabity za zdradę). Zgorzkniała wdowa, skuwająca lodem ziemię i zabraniająca trwać życiu, sama też musi umrzeć na koniec zimy, by móc odrodzić się z wiosną jako młoda dziewczyna - i rok w rok bierze ślub ze swym, również zmartwychwstałym, ukochanym, którego zabija w porze żniw, cierpiąc potem z samotności. Koło życia nigdy się nie zatrzymuje i nigdy się nie zmienia.

Sources: 1, 2

The day of Marzanna's death is of course the spring equinox, a feast called by ancient Slavs 'Jare Święto' ('Summer Feast'). But this is a rite of passage, so it can't go peacefully - Marzanna doesn't just simply die of old age. She is brutally murdered by a procession of people - thrown in every puddle of water met on the way, set on fire and in the end drowned in the river (what does it say about folk attitude towards old, lonely women, I wonder...). Of course not she herself, but her effigy in form of a more or less humanoid straw doll, dressed in old rags. Following the principles of Frazer's sympathetic magic (which has nothing to do with sympathy, but with correspondence), killing an image results with death of the person and removes everything related to their presence in the world, so burning and drowning the winter goddess effigy is to chase snows away and hasten the coming of spring. Which is not that bad, because spring is the happiest time of the year also for her, anyway.

Dzień śmierci Marzanny to oczywiście równonoc wiosenna, święto zwane przez dawnych Słowian Jarym Świętem. Ale to rytuał przejścia, więc nie może być pokojowy - Marzanna nie umiera ot tak, samoistnie, ze starości. Zostaje zabita przez procesję ludzi w brutalny sposób - nurzana w każdej napotykanej kałuży, podpalona i na koniec utopiona w rzece (czy to coś mówi o ludowym stosunku do starych, samotnych kobiet...). Oczywiście nie ona sama, a jej kukła; zgodnie z zasadami frazerowskiej magii sympatycznej (która z sympatią nie ma nic wspólnego, a z podobieństwem) zabicie czyjegoś wyobrażenia ma zabić tę osobę i usunąć wszystkie jej przejawy w świecie, więc spalenie i utopienie kukły bogini zimy ma przegonić śniegi i przyspieszyć nadejście wiosny. Co w sumie wychodzi na dobre, bo wiosna i tak jest najszczęśliwszym okresem nawet dla niej.


Sources: 1, 2

The custom of drowning Marzanna is practiced to this day in Poland in some rural areas and by children in elementary schools in big cities. People who participate in the procession often wear folkish clothing items like shawls or flower wreaths on their heads. The Church tried to remove this custom in Medieval times - when it didn't work they tried to tell people this should be Judas, not Marzanna, but it didn't work as well. It's a very deeply rooted folk tradition, although it's not connected to pagan beliefs anymore (most people don't know who Marzanna is, the effigy is seen by most as an obscure personification of winter) and became a fun game, so instead of adults who carried the effigy in the old times, now it's done by the children. I didn't catch any procession this year, but year ago I've encountered elementary school kids with Marzanna; this year I've seen only a small group of young girls with colourful flower crowns. Maybe they already have drowned their doll, who knows...



So what look can match a traditional feast better than a folk inspired outfit? >D I didn't have any specific regional dress in mind, but inspirations are clearly visible and the whole silhouette, with the short skirt showing legs, is undoubtely Central European. Such skirts belong to folklore of Poland, Czech Republic, Hungary...
My skirt is most eye-catching - it's a modernised Austrian folk skirt, although when it comes to Poland, a Lowicz region dress with its striking vertical stripes and colourful flowers embroidered on a black background on the hemline can look slightly similar. Wide sleeves, laced mid-calf black booties, several strands of big-beaded necklaces and hair tied into one long braid are typical for all Polish folk costumes (what you also can see linked in previous sentence). Coins aren't used here for traditional jewellery, but they are widespread among southern Slavic costumes, especially Bulgarian. Flower crown is a typical headdress for unmarried Slavic maidens since pre-Christian times, and the long ribbons cascading down from it are a part of a Polish Cracow region costume and Lublin region costumeLunula pendant - an exclusively pagan detail, not worn later. This type of amulets is often found in early medieval Slavic female graves, but it's not exclusive to Slavic cultures, as it's found also among graves of Norse and Roman women.

Tak też jaki strój lepiej pasuje na ludowe święta, niż inspirowany folkiem? >D Nie trzymałam się żadnego konkretnego stroju, ale inspiracje są wyraźne, a cała sylwetka, z tą krótką spódnicą odsłaniającą nogi - bezsprzecznie środkowoeuropejska. Takie spódnice należą do folkloru Polski, Czech, Węgier...
Najbardziej rzuca się w oczy spódnica - to uwspółcześniony austriacki folk, choć na polskim gruncie lekko zbieżna byłaby kiecka łowicka, z jej charakterystycznymi pionowymi pasami i haftowanymi kolorowymi kwiatami na czarnym tle u rąbka. Szerokie rękawy, sznurowane czarne botki do połowy łydki, sznury korali i długi warkocz przerzucony przez ramię to ogólnopolski standard stroju ludowego. Monet co prawda nie używa się tu do tradycyjnej biżuterii, ale za to nagminnie używają ich południowi Słowianie, zwłaszcza Bułgarki. Wieniec z kwiatów to typowe przybranie głowy słowiańskich panien od czasów przedchrześcijańskich, a spływające z niego w dół wstążki to element stroju krakowskiego, a także lubelskiego. Lunula na szyi - ozdoba bezpośrednio pogańska, nie mająca dalszej kontynuacji. Ten typ amuletów jest często znajdowany w słowiańskich grobach kobiecych epoki wczesnego średniowiecza, ale nie jest wyłączny dla tej kultury, gdyż jest spotykany także w grobach kobiet nordyckich i rzymskich.

17 marca 2016

People who can't handle all black outfits are weak(?)

These are words I've seen on a certain website, which tries to take the status of the Greatest Cesspool of the Internet (at least of its light side) from another website referred to as such. Yep, I'm talking about Tumblr. I hope everybody knows it's a place full of 13-year olds with uniqueness complex and older people with the same type of childish mentality, and that spending too much time there causes permanent holes in your brain. Either from believing ideologies spreading there or from the cancer you gain while you read them - it doesn't matter, brain holes are inevitable.
But anyway. I've read these words and I cackled sarcastically. Nobody - except a child in their early teens, who just bought their first black clothes and wore them for the first time to school, enjoying how unique, edgy, rebel and shocking they look like - wouldn't write something like this. But nevertheless, this post is fairly popular; I swear, this collectively brainless community there...
This might be a painful truth for everyone who builds their sense of uniqueness on their clothes, but - black is easy to handle. Black is fashionable, black clothes are everywhere in the shops, people dressed in black walk on the streets. Black doesn't shock anymore. Among these masses dressed in the same black-brown-grey trousers and jackets it is more controversial to wear, let's say, a skirt with bold, colourful flowery print than all-black outfit.

Takie słowa rzuciły mi się w oczy na pewnej stronie, która powoli zaczyna zabierać status Największej Kloaki Internetu (a przynajmniej tej jego jasnej strony) innej stronie cieszącej się tym mianem. Tak, mówię o Tumblrze. Mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, że to miejsce pełne uważających się za wyjątkowe trzynastolatków i ludzi starszych o mentalności tychże, a spędzanie tam za dużo czasu grozi trwałymi dziurami w mózgu. Albo od przyjęcia szalejących tam światopoglądów, albo od raka, którego dostajesz przez czytanie ich - to nie ma znaczenia, dziury są nieuniknione.
Wracając. Przeczytałam to zdanie i zdrowo a sarkastycznie parsknęłam. Nikt - poza nastolatkiem między 13 a 15 rokiem życia, który właśnie kupił swoje pierwsze czarne ciuchy i wyskoczył w nich do szkoły, rozkoszując się tym, jakiż to jest odmienny, oryginalny, buntowniczy i wstrząsający dla nauczycieli - nie wymyśliłby czegoś takiego. A mimo wszystko post jest całkiem popularny; doprawdy, ta kolektywnie ułomna mentalność tamtej społeczności...
To może być bolesną prawdą dla każdego, kto buduje swoje poczucie wyjątkowości na posiadanych ubraniach, ale - czerń się opatrzyła. Czerń jest modna, czarnych ubrań jest pełno w sklepach, ludzie ubrani na czarno chodzą po ulicach. Czerń nie szokuje. We wszechobecnej zalewie szaro-buro-czarnych ludzi ubranych w identyczne spodnie i kurtki dużo bardziej kontrowersyjne niż czarny total look jest założenie na siebie choćby spódnicy w kwiaty w wyrazistych kolorach.


Bold colours aren't for me, though, but looking like a strange antique doll found in an abandoned fin-de-siecle villa - absolutely fucking yes.

Wyraziste kolory nie są co prawda dla mnie, ale za to wyglądanie jak dziwna, staroświecka laleczka znaleziona w opuszczonej fin-de-siecle'owskiej willi jak najbardziej tak.




Shirt with golden circles - thrift store
Floral dress - thrift store
Long sequined shrug - thrift store
Tiered underskirt - thrift store
PVC ankle boots - thrift store
Fishnet top - thrift store
Tribal headdress - Lokaah
Indian tribal earrings - Lokaah
Locket necklace - Orsay
Golden knot belt - thrift store
Fingerless gloves - Restyle
Velvet cape - Allegro


Today I'll leave you with a giant batch of photos of one of the main landmarks of Wroclaw, one of its most distinctive traits - a wonderful Town Hall built in a unmistakably German Late Gothic style with Renaissance bits. I won't write much - let the photos speak for themselves.

Dziś zaaplikuję wam końską dawkę zdjęć jednego z głównych zabytków Wrocławia, jednego z jego punktów rozpoznawczych - przepięknego ratusza zbudowanego w wyraźnie niemieckim późnogotyckim stylu z renesansowymi elementami. Nie będę się rozpisywać, niech zdjęcia mówią za siebie.



'Bibit ista, bibit ille, bibunt centum, bibunt mille'~

Wait, no, ista non bibit, ista will soon whoop her husband's ass with her shoe >D
Chwila, nie, ista non bibit, ista zaraz zacznie okładać męża swoją ciżmą >D





And that's what I wanted to tell you. Do you wish to be perceived as a sociopath by peasants who don't know shit about sociopathy? (hint: it doesn't show in the colour one chooses to wear) Wear patterns and colours, preferably several at the same time >D Now this makes an immense impression; nobody knows how to label such person, so 'weirdo' is the most obvious one - and weirdos are always potentially dangerous. This is why the Mad Hatter is always shown in mismatched colours and patterns, this is why the Pied Piper wears outlandish, colourful clothes. These are the very outfits narrow-minded people can't handle, not all-black ones. But failing to see that maybe is a sign of weakness, too...~

I to właśnie chciałam przekazać. Chcesz być postrzegany jako psychopata wśród plebsu, który nie wie, czym objawia się psychopatia? (podpowiedź: nie kolorami ubrań) Noś wzorki i kolorki >D Najlepiej kilka na raz. To dopiero robi wrażenie; nikt nie wie, jak kogoś takiego sklasyfikować, więc klasyfikuje go jako dziwadło - a dziwadła zawsze są potencjalnie niebezpieczne. To dlatego Szalonego Kapelusznika każdy przedstawia w niepasujących do siebie zestawieniach kolorów i wzorów, to dlatego Szczurołap ma na sobie niecodzienne, kolorowe ubrania. To przy takich strojach wychodzi słabość ludzi o ograniczonych umysłach, nie przy całkowicie czarnych. Ale być może każdy, kto tego nie pojmuje, sam jest ograniczony...~

12 marca 2016

Ars est celare artem

Today I wanted to show you three pictures of me people drew this year. I have a few more of them, older ones, but I'm unable to get permissions to show them, so they will sit in the depths of my hard drive forever. But these below, my good fellas, are of top quality and I'm proud not only to be on them, but also to be able to share them with you. Getting handdrawn portraits is so nice, especially if they are not redrawn from photo, but rather show how the artist perceives the person. And these are exactly like this. I mean, there are hints to my different favourite cultures, and what can be better for antiquity freak?

Chciałam dzisiaj zaprezentować trzy rysunki ze mną, które poczynili ludzie w tym roku. Mam kilka innych, ale nie jestem w stanie zdobyć pozwolenia na udostępnienie, więc będą siedziały w czeluściach mojego dysku po wieki wieków. Ale to nic straconego, gdyż te poniżej solidnie pwnią i jestem dumna nie tylko dlatego, że na nich jestem, ale i dlatego, że mogę się nimi podzielić. Dostawanie rysunków ze sobą jest strasznie przyjemne, zwłaszcza gdy nie są przerysowane ze zdjęcia, a pokazują, jak artysta postrzega daną osobę. I te właśnie takie są. Bo spójrzmy prawdzie w oczy, czy dla maniaka starożytności może być coś lepszego niż aluzje do jego różnych ulubionych kultur?



First one is by my roommate. And now a bit of background: we write an AU fiction of our lives to raise our spirits. It's highly and shamelessly Mary Sue-ish, but as long as it's not published anywhere everything is alright >D Not getting into details too guilty pleasurable to share, my character is an incredibly vain person wearing orientalistic clothing in black and gold and tons of golden jewellery. So my roommate said one evening 'I feel like designing our battle outfits' and she sketched mine. She imagined me here in an outfit so awesome I feel a burning need to make it in real life. Just look at this golden chainmaille sleeve and half cape, it's going to be bomb.

Pierwszy jest mojej współlokatorki. Odrobina tła lirycznego: piszemy sobie AU fanficzek do naszego życia dla podniesienia na duchu. Jest potwornie i bezwstydnie Marysuiczny, ale jak długo nie jest nigdzie publikowany, tak długo wszystko jest w porządku >D Nie zagłębiając się w zbytnio przypałowe szczegóły, moja postać jest niewiarygodnie próżną osobą, która nosi orientalizujące fatałaszki w czerni i złocie i złotą biżuterię na tony. I otóż moja współlokatorka pewnego wieczoru orzekła, że ma ochotę zaprojektować nasze stroje bitewne i naszkicowała mój. Wsadziła mnie tu w kostium tak skrajnie wybitny, że mam palącą potrzebę zrobienia go w 3D. Tylko popatrzcie na ten złoty kolczugowy rękaw i połówkę peleryny, będzie moc.


I commissioned the second one from my friend BeArcik. I'm a sucker for sophisticated elegance of art nouveau and it also happens to be said friend's preferred drawing style. When she agreed to draw me, I gave her ideas about motifs I'd be happy to see on the picture, like mosaics she likes to draw so much, ivy, the Sea, the Moon, a lighthouse... I thought she will choose a few and exclude the rest, because I found some of them to be hard to match the rest. Not only she did not, but also executed it like a boss, adding her own ideas and ultimately proving me I have zero imagination. Holy hell, the incredible mood of this picture speaks to my soul. Whom should I kill to become that pretty and drink blood-red wine among Byzantine ruins at night? >D
Also, Theotokos has a green face because she's a Reptilian >D

Drugi zamówiłam u znajomej o nicku BeArcik. Mam hopla na punkcie wyrafinowanej elegancji secesji, a tak się składa, że jest to preferowany styl rysowania tejże znajomej. Gdy zgodziła się mnie narysować, podrzuciłam jej kilka motywów, które chętnie zobaczyłabym na rysunku - jak mozaiki, które tak lubi rysować, bluszcz, Morze, Księżyc, latarnię morską... Myślałam, że wybierze kilka i odrzuci resztę, bo uważałam, że niektóre z nich ciężko będzie rozsądnie połączyć z resztą. Nie tylko nie zrobiła tego, ale i dokonała tej sztuki w mistrzowski sposób, dodając do tego własne pomysły i ostatecznie udowadniając mi, że nie mam za grosz wyobraźni. Ta praca ma niewiarygodny klimat i przemawia do mojej duszy. Tak więc kogo powinnam zabić, żeby stać się tak śliczną i móc pić nocą krwistoczerwone wino pośród bizantyjskich ruin? >D
A Theotokos ma zieloną twarz, bo jest Reptilianką >D


And the last one I acquired on Wednesday, from someone I don't know and it was unasked for. It's drawn by Triopse, with whom I engaged into a nice discussion in the comments under one of the previous posts and it basically ended up with 'I like to sketch people with interesting faces, have a doodle'. Random gifts from random people are... I don't even know how should I react besides making excited whale noises, it's the first time it happened to me and it feels really touching. But the nice surprise value is not what I love the most about this sketch...

Trzeci zaś dostałam w środę, od kogoś, kogo nie znam i bez proszenia się. Wyszedł spod rąk Triopse, z którym weszłam w ciekawą dyskusję w komentarzach pod jednym z wcześniejszych postów i skończyła się ona na "lubię szkicować ludzi o ciekawych twarzach, łap bazgroła". Złapałam. Przypadkowe podarunki od przypadkowych ludzi są... nie wiem nawet, jak powinnam zareagować poza podekscytowanymi dźwiękami wieloryba, zdarzyło mi się to po raz pierwszy w życiu i wzrusza jak cholera. Ale to nie ten faktor miłej niespodzianki jest tym, co najbardziej mnie w tym szkicu urzeka...
Striking similarity, right? This was probably unintentional, but I. AM. FREAKING. OUT. This is Ra from the movie Stargate. It's a very important fictional character for me, whom I owe more than just the name I go under in the internet. If it's not awesomeness, then I don't know what is.

Uderzające podobieństwo, prawda? Zapewne nie było ono celowe, ale i tak WALĘ. KONIA. WSZYSTKIM. CO. MAM. Oto Ra z filmu "Gwiezdne wrota". Jest bardzo ważną dla mnie fikcyjną postacią, której zawdzięczam więcej niż sam tylko nick, którym posługuję się w internecie. Jeśli to nie jest zajebistością, to nie wiem, co nią może być.

7 marca 2016

Yes, I like to dancy-dance

Yet another mini Batcave party <3 I love them - would have loved more if it weren't for the old drunk junkies all over the place every single time... As nobody else seemed to mind I've started to think maybe it's just me being a fragile and ethereal gawthick princess unable to adapt to a raw oldschool crowd? Well, most probably I am, in fact - but at least now I know I'm not the only one annoyed by people throwing mosh pits for two in narrow spaces. I know we are all there to have fun, but being just a bit considerate of others certainly won't hurt. It ruins my party mood and triggers my aggression so much; if I only weren't a small weak girl I would smear these dudes on the walls. The walls at the venue are all red anyway >D

I kolejna batcave'owa impreza <3 Uwielbiam je - uwielbiałabym bardziej, gdyby nie pijani i zaćpani starsi kolesie na każdej edycji... Jako że nikomu innemu wydawali się nie przeszkadzać, zaczęłam podejrzewać, że to może tylko ja jestem wydelikaconą i eteryczną ghothycką księżniczką, która nie potrafi popłynąć z surowym tłumem oldschoolowców? Najprawdopodobniej i tak nią jestem - ale przynajmniej już wiem, że nie tylko mnie drażnią ludzie urządzający dwuosobowe pogo dla dwóch osób i zajmujący tym samym większość miejsca w wąskim lokalu. Tak, jasne, wszyscy zbieramy się tam, żeby się dobrze bawić, ale zważanie choć trochę na innych raczej nie zaboli. Towarzystwo pojebów psuje mi nastrój i budzi szaloną agresję; doprawdy, gdybym tylko nie była wątłym i niedużym dziewczątkiem, rozsmarowałabym ich po ścianach. One tak czy siak są czerwone >D




'What the flying fuck is this war paint about' I hear you wanting to type >D Hah! Those of you who keep up with the trends in alternative fashions, have probably noticed it's fashionable now to draw symbols between one's eyebrows - dots, moons, crosses, pseudo-occult stuff, and so on. I like this trend a lot, I won't say no. But me being me had to go one step further, binding the fashion to my interests (and balancing the simpleness of the outfit with strange make-up). This, my dears, is a Mycenaean art stuff.

"O chuj chodzi z tymi barwami wojennymi" - słyszę jak ciśnie się pod palce na klawiaturze, w tej albo nieco grzeczniejszej formie >D Ha! Ci, którzy buszują po internetach z modą alternatywną zapewne zauważyli, że modne stało się rysowanie sobie symboli między brwiami - kropeczek, księżyców, krzyży, okultyzmów dla biedaków, i tym podobnych. Podoba mi się ten trend, nie powiem, że nie. Ale ja, będąc mną, musiałam pójść krok dalej, związując modę z moimi zainteresowaniami (a przy okazji zrównoważyć dziwnym makijażem prosty strój). To, proszę państwa, jest nawiązanie do sztuki mykeńskiej.



Mycenaean epoch is a late Greek Bronze Age. These people came to Greece in 17th century BCE and absorbed cultural achievements (like writing) of declining, but very sophisticated Minoan civilization of Crete. The Mycenaeans are much less known than the Minoans with their famous labyrinth and Minotaur; for a longer time I myself have seen them as just a bootleg of the Minoans. But the perspective changes after realizing all the well known myths about heroes, stories about war heroes, the most beautiful woman, a man trying to return to is home island for years and people escaping the ill fates and failing miserably, are about Mycenaeans indeed. But in ancient Greece, when all these stories were written down for the first time, noone even remembered such culture existed... To what extent? Well, ancient Greeks have looked at tall and thick walls of ruined Mycenae and came to conclusion they were built by mythical Cyclopes.
The archaic face above, belonging either to a goddess or a sphinx, have probably made you smile. But it's around 1250 BCE - in that time and region only Egypt and Assyria, both already having two thousands years old traditions, were able to create high art. Besides, in the oldest cultures there is always something called schematic human image, which sticks firmly to the most primitive forms, even if the rest of art develops... All in all, I find this make-up fascinating, there is something mystical about it - and there is only one another figurine with this type of symbols on cheeks. Such a pity there aren't more of them and that women on frescoes don't look that outlandish - how much one would like to imagine a famous Mycenaean queen, Helen of Troy, with her face painted like this. Would she be still a symbol of beauty in the Western world...?

Okres mykeńska to późna epoka brązu w Grecji. Lud ten przybył w XVII wieku p.n.e. Grecję i wchłonął kulturowy dorobek (jak np. pismo) upadającej, ale wyrafinowanej kreteńskiej cywilizacji minojskiej. Mykeńczycy słabiej funkcjonują w wyobraźni społecznej niż Minojczycy z ich labiryntem i Minotaurem; przez dłuższy czas sama ich postrzegałam jako bootleg cywilizacji z Krety. Ale perspektywa się zmienia po uświadomieniu sobie, że wszystkie doskonale znane greckie mity o herosach, tłuczone w szkole lektury o bohaterach, najpiękniejszej kobiecie, mężczyźnie nie mogącym przez lata wrócić na rodzinną wyspę i ludziach uwikłanych w splątane nici fatum właśnie o Mykeńczykach opowiadają. W Grecji starożytnej jednak, gdy wszystkie te historie zostały po raz pierwszy spisane, pamięć o istnieniu takiego ludu dawno już zaginęła bez śladu... Do jakiego stopnia? Cóż, starożytni Grecy popatrzyli na wysokie i grube mury zrujnowanych Myken i doszli do wniosku, że zbudowali je Cyklopi.
Powyższa archaiczna mordka, należąca najpewniej albo do bogini, albo do sfinksa, zapewne wywołuje rozbawienie. Ale to okolice 1250 roku p.n.e. - a w tym okresie w tej części świata tylko Egipt i Asyria, kultury już wtedy liczące sobie dwa tysiące lat tradycji, umiały tworzyć wysokiej klasy sztukę. Poza tym w najstarszych kulturach zawsze spotyka się coś takiego jak schematyczny obraz człowieka, trzymający się sztywno pierwotnych kanonów, mimo iż reszta sztuki idzie naprzód... Tak czy owak, makijaż tej rzeźby mnie fascynuje, ma w sobie coś mistycznego - a jest odnaleziona jeszcze tylko jedna figurka z identycznymi wzorkami na policzkach. Szkoda, że nie ma ich więcej i szkoda, że kobiety z fresków nie mają takiego nietuzinkowego wyglądu - jak bardzo chciałoby się wyobrazić słynną mykeńską królową, Helenę Trojańską, z tak właśnie uszminkowaną twarzą. Czy nadal byłaby symbolem piękna zachodniego świata...?


Ripped tank top - thrift store, altered by me
Ripped fishnet dress - thrift store, altered by me
Fishnet sleeves - made from tights from Allegro
Ripped tights - two pairs, striped ones from H&M
Multichain belt - thrift store
Overknee boots - thrift store
Laced fishnet gloves - Klimatyczne
Sequined swimsuit bra - thrift store (H&M)
Long necklace - Lokaah
Lunula pendant - swapped with roommate
Bracelets - Lokaah

3 marca 2016

What is goth? Baby, don't hurt me, don't hurt me, no more!

First of all - I'm no guru on matters of goth and every self-appointed messiah telling he acquired ultimate knowledge about the subculture is laughable, and should be laughed at. Ten goths asked about definition of gothic subculture will give eleven different answers. This one is mine. And as much as it is the only true one, I know it is the like this only for me.

Przede wszystkim - nie jestem żadnym guru w sprawach gotyku, i każdy samozwańczy mesjasz twierdzący, że posiadł wiedzę ostateczną na temat tej subkultury jest śmieszny i wyśmiany być powinien. Dziesięciu gotów zapytanych o definicję gotyku udzieli jedenastu różnych odpowiedzi. Ta jest moja. I jakkolwiek jest ona jedyną słuszną, tak jest nią tylko dla mnie.



So what is 'goth' for me? It can't go without underground music of the 80s. In gothic rock of this decade, in cold wave and post-punk there is everything that helped this subculture come to be. There are no women singing overly lyrical pseudo-operas, there are no menacing long-haired men with ugly voices, but there are existential or sarcastic lyrics and rhythmical, raw and quite danceable tunes. Maybe chunky sounds of drums and oniric of guitars, brought out of these instruments by people with crow nests on their heads are anachronistic, but, well, not more than ethereal maidens in badly historical dresses, holding a withered black rose in their hands.
So do I shun the dark romanticism, so commonly associated with this subculture? Absolutely not! Goth for me is also an opposition of sacrum-profanum on every possible level of understanding this term, created consciously or seen in places, where its presence wasn't purposeful. I need experiences, where beauty is entwined with ugliness, aestheticism with turpism - everything that is decaying, organic or not, is beautiful for me. Reverie and melancholy has to be mingled with humour; sometimes dark one, sometimes absurd, sometimes plain crude. Spirituality intertwines with mundaneness, elegance with nonchalance, opulence with rawness, surrealism with triviality. Picture would be incomplete without reasonably dosed decadent carpe diem and nihilism. Such is my 'goth'. There is no satan, so eagerly attributed to this subculture >D

Czym jest więc gotyk dla mnie? Nie ma go bez podziemia muzyki lat 80. W rocku gotyckim tego okresu, zimnej fali i post-punku jest cały ten klimat, który ukształtował tę subkulturę. Nie ma śpiewających nazbyt liryczne pseudo-opery kobiet, nie ma groźnych długowłosych mężczyzn o brzydkich głosach, za to są egzystencjalne lub sarkastyczne teksty utworów i rytmiczne, surowe i całkiem taneczne melodie. Być może toporne dźwięki perkusji i zamglone gitar, wydobywane z tych instrumentów przez ludzi z wronimi gniazdami na głowach są anachroniczne, ale cóż, i tak nie bardziej niż eteryczne dziewczątka w źle stylizowanych na historyczne strojach, trzymające w dłoniach zaschniętą czarną różę.
Czy odrzucam wobec tego ten powszechnie kojarzony z gotykiem klimat mrocznego romantyzmu? Absolutnie nie! Gotyk to dla mnie też opozycja sacrum-profanum na wszystkich możliwych płaszczyznach rozumienia tego terminu, tworzona świadomie bądź dostrzegana w miejscach, gdzie nie była ona celowo przez kogoś ustanowiona. Potrzebuję doświadczeń, gdzie piękno splecione jest z brzydotą, estetyzm z turpizmem - wszystko to, co się rozpada, organiczne lub nie, jest dla mnie piękne. Zaduma i melancholia zmieszane z humorem; czasem czarnym, czasem absurdalnym, czasem wręcz prymitywnym. Uduchowienie złączone z przyziemnością, elegancja z niedbałością, przepych z surowością, surrealizm z trywialnością. Obraz byłby niepełny bez dawkowanego w rozsądnych ilościach dekadenckiego carpe diem i nihilizmu. Taki jest mój gotyk. Nie ma tu szatana, tak chętnie przypisywanego temu ruchowi >D



Victorian capelet - Bibeloty
Dress with beads - thrift store
Lace underskirt - thrift store
Long tulle shrug - thrift store
Ribcage belt - bought secondhand (Restyle)
Top hat - Allegro, with thrifted beaded scarf
Bat brooch - found
Spoon necklace - handmade
Afghan earrings - Allegro
Fingerless lace gloves - Bibeloty
Laced ankle boots - thrift store
Long cardigan - thrift store


I once wrote about my probably favourite church in Wroclaw. I take my words back - this one, of Sts. Dorothea, Wenceslaus and Stanislaus wins. Why? It's unbelievably located - it's surrounded by medieval narrow cobbled streets. Its slender gothic apse shyly peeks from between modern ugly shit painted lila, pink and beige and ornate 19th century hotel on a commercial thoroughfare. Another unforgettable experience is going along big busy street in the evening and seeing a lit baroque portal at the end of a narrow street. Everything about this church is surreal. And it smells of old bricks and old wood. I once hugged it at night, because it smelled nice, was lit and was surreal, crammed like unwanted and forgotten between all these newer buildings which don't match it at all...

Kiedyś napisałam o moim prawdopodobnie ulubionym wrocławskim kościele. Cofam to zdanie - dzisiejszy, pod wezwaniem św. Doroty, Wacława i Stanisława wygrywa. Dlaczego? Jest niewiarygodnie położony - otaczają go wąskie, średniowieczne wybrukowane uliczki. Jego smukła gotycka apsyda wystaje nieśmiało spomiędzy nowoczesnego szkaradztwa w kolorze liliowo-różowo-piaskowym a bogato zdobionego secesyjnego hotelu na deptaku handlowym. Niesamowite doświadczeniem jest też przejście wieczorem wzdłuż dużej, ruchliwej ulicy i zobaczenie na końcu wąskiej uliczki podświetlonego barokowego portalu. Wszystko w nim jest surrealistyczne. A dodatkowo pachnie starymi cegłami i starym drewnem. Kiedyś go przytuliłam nocą, ponieważ pachniał, był podświetlony i był surrealistyczny, wciśnięty jak niechciany i zapomniany między te wszystkie niepasujące do niego późniejsze budynki...




I've mentioned once there are a lot of small gnome sculptures in Wroclaw - have another two, accompanying the church. A chimney-sweep named Florianek, who has to be touched for good luck (there is a superstition in Poland, that seeing a chimney-sweep brings good luck) and a garbage man.