27 listopada 2016

She's beauty, she's grace, she climbs sh*t in chiffon and lace

One of the concepts I find to be most fascinating in anthropology of religion is divine madness - and related to it, but not necessarily tied to religion, wisdom of a fool. What is not related to this term, though, is religious fanaticism and I'd like to set a boundary line between these two. Although fanaticism has a lot in common with madness, and religious fanatics speak about god, it comes from 'inside', from their own convictions - the real divine madman gives off a strong feeling of being possessed by a force from the 'outside' to the point they start to ignore their human side and social norms. The only external factor that can have an influence on a fanatic person, is a crowd and its stupefying psychological effect.

Divine madness is present in every religion - either as a person constantly intoxicated with god, or temporarily in the state of religious ecstasy or magical trance. It's handled differently in all of them, but for me it's a beautiful archetype undermined with the conviction that human being, small and feeble, can't correlate with their mind the far more greater knowledge of the deity and goes crazy because of this. The person breaks up with their human nature and ignores regulations of their society, often causing it to feel repulsion, pity or disdain towards them - because why an enlightened higher being, which a deity is, should be tied by puny constraints of small and feeble beings?

It's the strongest type of mystic experience, which in collective and strongly hierarchical religions is on the verge of heresy. In less structural religions everybody is given a right to this individual experience, even if it's often induced by a common ecstatic rite. This state fascinates me, because both religious faith and losing self-control are alien and inconceivable ideas for me - yet I think having a deep spiritual life and ability to touch something primal in one's self must be beautiful. Not to mention I'm that type of person that would summon demons to obtain wisdom from all space and time. If I only believed they might have it >D


Jednym z konceptów, które są dla mnie najbardziej fascynujące w antropologii religii, jest boskie szaleństwo, oraz pokrewna mu, ale niekoniecznie związana z religią, mądrość wariata. Tym jednak, co nie jest pokrewne temu stanowi, jest fanatyzm religijny i chciałabym je twardo rozgraniczyć. Choć fanatyzm ma niewątpliwie sporo wspólnego z szałem, a fanatycy religijni mówią o bogu, to idzie to "ze środka", z ich własnych przekonań - podczas gdy prawdziwy boży szaleniec sprawia nieodparte wrażenie opętania przez siłę "spoza", do tego stopnia, że ignoruje swoje bycie człowiekiem i normy społeczne. Zaś jedynym czynnikiem zewnętrznym, który może oddziaływać na fanatyka, jest tłum i jego ogłupiające działanie psychologiczne.

Boskie szaleństwo jest obecne w każdej religii - czy to pod postacią osoby stale pijanej bogiem, czy też tymczasowo w stanie ekstazy religijnej albo transu magicznego. Podejście do niego rzecz jasna różni się, ale dla mnie to przepiękny archetyp, w którym obecne jest przekonanie, że człowiek, mały i słaby, nie jest w stanie skorelować swoim umysłem nieporównywalnie większej wiedzy, jaką posiada bóstwo i od kontaktu z nią dostaje pomieszania zmysłów. Odrywa się od swojej ludzkiej natury i ignoruje regulacje społeczeństwa, budząc nierzadko jego wstręt, litość czy pogardę - ale niby czemu istota oświecona, jaką jest bóstwo, miałoby być spętane smutnymi ograniczeniami istot małych i słabych?

To najsilniejszy typ przeżycia mistycznego, który w silnie zhierarchizowanych i kolektywnych religiach graniczy z herezją. W religiach mniej ustrukturalizowanych każdy ma prawo do tego indywidualnego doświadczenia, choć nierzadko jest indukowane zbiorowym rytuałem ekstatycznym. Jest to dla mnie fascynujący stan, bo i wiara religijna, i utrata samokontroli są dla mnie pojęciami obcymi i niepojętymi - a jednak uważam, że głębokie życie duchowe i zdolność dotknięcia czegoś pierwotnego w sobie musi być czymś pięknym. Nie wspominając już o tym, że jestem tym typem osoby, który wywołałby demony, żeby zdobyć wiedzę z całego czasu i przestrzeni. Gdybym tylko wierzyła w to, że mogą takową mieć >D




Mosaic skirt - Souffle's Song 'Saint glass of Byzantium' stylizacje lolita lolicie polska
Wrap chiffon blouse - thrift store koszula czarna kopertowa koronka
Blouse with lace - thrift store top szyfonowy koronkowy
Asymmetric chiffon overskirt - unstitched part of a thrifted dress stylizacja lolita lolicia
Tulle underskirt - thrift store tiulowy underskirt szyfonowy overskirt
Black and gold belt - thrift store pasek złoto czarny byzantine fashion
Gold and black chain 'belt' - necklace from store in Rethymno czarno złoty naszyjnik
Mini book pendant on chain - repurposed keychain on a safety pin książeczka naszyjnik wisiorek
Golden tribal headdress - Lokaah złota tiara korona złote nakrycie głowy
Gold and black tribal necklace - Allegro, altered by me złoty czarny naszyjnik orient orientalny
Baroque cross earrings - H&M, altered by me barokowe kolczyki krzyże lolita spódnica lolicia
All gold and black rings - Lokaah złoty orientalny pierścionek bizantyjska moda bizantyńska
Phaistos disc ring - tourist shop in Rethymno pierścionek dysk z Fajstos srebrny
Floral golden ring with blue stone - store in Chania orientalna biżuteria orient
Afghan blue bird ring - Allegro pierścionek afgański ptak moda bizancjum
Ripped dotted tights - Allegro, altered by me dziurawe rajstopy z dziurami
Winklepickers - Mango gotyckie buty botki w stylu goth gothic


Lo and behold - the walls of Fortezza of Rethymno from the outside! Lots of them, because I'm crazy about fortresses and all sorts of defensive city walls in general and this colossal baddie is just magnificent. Yes, all this sandy and rocky wasteland you got to see a few posts ago is right there at the top. You'll also see two roadside shrines on the photos below - I've seen several of them already on Crete and I'm enamored with their shape of miniature churches. We have them in Poland, too, but Greek ones look different than the ones on Polish countrysides.

Patrzcie i podziwiajcie - mury Fortezzy w Rethymno z zewnątrz! Dużo, bo wprost uwielbiam fortece i obronne mury miejskie ogółem, a ten kolosalny potwór jest wprost wspaniały. Tak, całe to piaszczysto-kamieniste pustkowie, które pokazałam kilka postów temu, znajduje się dokładnie na szczycie tego cuda. Przewiną się też dwie przydrożne kapliczki - widziałam ich już kilka na Krecie i jestem urzeczona ich kształtem miniaturowych kościółków, jakiego polskie nie mają.











Byzantine inspirations once again, this time more toned down than the last time. The skirt - obvious (obvious? Nothing with it is like it might seem >D), chunky gold with enamel - obvious, geometric circular details - obvious. And opulent cross earrings, which are spin-offs of earrings from Dolce&Gabbana fall 2013 Byzantine collection, one I'm very fond of. Yes, we have 2016 now and replicas appeared in the store just now, somebody is not being too fast here >D I know there's a lot of this colourful historical inspirations on my blog lately, but I couldn't refrain from not taking all these wardrobe curiousities I own to this ancient place. I've recently also come to like drawing a strong lower lid, which I always liked on people. It gives the face a sick look, sure, but that's the way I like it. With golden eyeshadow it gives me Dionysian vibes - my favourite god of ritual madness was the direct inspiration for what I wrote in the beginning >D
Title, though, was taken from the photo below >D That's how I am in reality - I'm definitely not that dignified like I might appear on photos.

Ponownie bizantyjskie inspiracje, tym razem bardziej wyważone niż ostatnim razem. Spódnica - wiadomo (wiadomo? W niej nic nie jest takie, na jakie wygląda >D), topornie wyglądające złoto z emalią - wiadomo, geometryczne koliste motywy - wiadomo. I pełne przepychu kolczyki krzyże, które są podróbami kolczyków z bizantynizującej i bardzo mi się podobającej jesiennej kolekcji Dolce&Gabbana z 2013 roku. Tak, mamy 2016 rok, a podróby pojawiły się w sklepach dopiero teraz, ktoś się tu nie śpieszy >D Wiem, że tego pstrokatego historyzmu jest ostatnio u mnie dużo - ale nie potrafiłam się powstrzymać przed zabraniem wszystkich tych kolorowych osobliwości z mojej szafy do tego starożytnego miejsca. Polubiłam też rysowanie sobie makijażem mocno zaznaczonej dolnej powieki, które zawsze bardzo mi podobały u ludzi. Nadaje to chorobliwy wygląd twarzy, pewnie, ale to jest właśnie w tym najlepsze. Ze złotym cieniem kojarzy mi się dionizyjsko - i to właśnie mój ulubiony bóg rytualnego szaleństwa był bezpośrednią inspiracją dla dzisiejszego tekstu wstępnego >D
Tytuł zaś wpisu był wzięty ze zdjęcia poniżej >D Tak zachowuję się naprawdę - zdecydowanie nie jestem tak dystyngowana, jaka mogę się wydawać na zdjęciach.

15 komentarzy:

  1. Też bym sobie podreptała po tych kamulcach...

    Skąd bierze się to coś, co pcha do włażenia w różne dziwne miejsca? Dlaczego? Ciekawość? przecież widać co jest na górze... Też masz to coś! A to groby, a to jakieś skałki... No co?

    I znowu- założyć tyyyleeee rzeczy i to wygląda dobrze i spójnie. I świeżo.

    W tym szaleństwie jest metoda...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę tylko odpowiedzieć cytatem z klasyki literatury fantasy: "Korzenie gór to najwspanialsze z korzeni. Z pewnością kryją się pod nimi zagrzebane tajemnice, których nikt jeszcze nie odkrył od początku świata." <3 Poza tym... no właśnie z dołu nie widać, co jest na górze! Z dołu nawet słabo widać co jest na dole. A z góry widać i to, co w dole, i to, co w górze i wszystkie poziomy pomiędzy.
      Poza tym lubię sobie stanąć czasem na takim wystającym a słabo dostępnym cypelku i poczuć się jak na obrazie Caspara Davida Friedricha. Tylko mgieł brak - ale morze przynajmniej jest.

      O bez przesady, tutaj rzeczy jest mało. A szaleństwo chętnie bym przygarnęła na spróbowanie <3

      Usuń
    2. Z boku! (;p xD) Z perspektywy aparatu widać całkiem sporo...
      No właśnie patrzenie z góry nie zawsze daje pełen ogląd. Pierwsze skojarzenie- grzybobranie. Taaaa, czasem szukam grzybów chodząc w kucki...

      Jaka straszna szkoda, że nie można ot tak kupić pewnych "rzeczy". Szaleństwa, rozumu, poczucia estetyki, poczucia humoru, czasu!

      Usuń
  2. Wypowiem się lapidarnie i bardzo na temat - kaktusy!

    Skały i mury po obadaniu skali - imponujące. Właziłoby się [i żałowałoby się także, bo mam lęk wysokości na otwartych przestrzeniach].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa typy zieleniny, którym zawsze robię tu zdjęcia - palmy i kaktusy właśnie. To chyba nawet opuncja jest, ale ciężko mi potwierdzić, bo kwiatów ni owoców już nie mają.
      Powiem ci, że jak przychodzą sztormy z północy, to strach tam stać na górze...

      Usuń
    2. Niezależnie od tego, czy jest to kaktus czy opuncja - dorodne stworzenie!
      ...i dorodne przeciągi.

      Usuń
  3. Piękne kolczyki, piękne całe to nawarstwienie szpeju. Mam taki wstręt do kościoła katolickiego, że krzyże są w mojej garderobie verboten. Natomiast zaczynam się mocno zastanawiać nad tymi odwróconymi (nie wierzę kompletnie w nic, ale zdecydowanie wolę reprezentować w czyichś oczach Straszliwy Szatanizm niźli to drugie.) Fajnie ogrywasz te pstre lolicie kiecki - jest to pomysł ,jak utylizować odzież, której forma nas zachwyca, ale kolorystyka już nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... a popatrz na krzyże z takiej może strony - fajnie jest nosić na sobie narzędzie tortur, nie? >D Co lepsze - noszenie krzyża, który nie jest typu subtelnego i medalikowego, w oczach Zaangażowanego Katolyka jest oznaką twojego straszliwego szatanizmu. Nie mam pojęcia, według jakich zasad ci ludzie działają... Ja do odwróconych mam podejście mocno "meh" i unikam. Nawet jeśli to też narzędzie tortur. Ale każdy ma swoje uprzedzenia.

      Ano właśnie ich forma mnie nie zachwyca. Rozkloszowane kiecki wyglądają dla mnie głupawo. Zachwyca mnie w moich egzemplarzach właśnie ta pstrokacizna nadruków - gdyby były takie same, ale czarno-białe z paletą szarości, pewnie nawet bym na nie nie spojrzała albo bym wzdychała ciężko na ich widok, jak można było zaprzepaścić taki potencjał. A niebieski kolor swoją drogą bardzo lubię.

      Usuń
  4. Czy ja wiem? Jako nastolatka nosiłam duże, czarne, wysadzane kamieniami krzyże na aksamitkach, takie typu "dama ze starego obrazu." Szaleńcy religijni zaczepiali mnie na ulicy i chcieli się Zaprzyjaźniać. :D Ja akurat znam paru szatanistuff - są to najmilsi na świecie ludzie, konie z nimi można kraść; toteż i imaginarium ichnie kojarzy mi się pozytywnie. Odnośnie kiecki - zapewne nie ma opcji, coby kupić gdzieś sam materiał na metry?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To interesujące. Wszystkie moje noszące krzyże znajome opowiadały zawsze o potępiającym wzroku i odsuwaniu się takowych jednostek. Co miasto to obyczaj może? Do satanizmu wszelako też nie mam szacunku i nie chciałabym uchodzić za kogoś, kto mógłby go wyznawać - nie mając zaś negatywnych doświadczeń z chętnymi na przyjaźnienie się fanatykami religijnymi, zostanę przy normalnych, bo to symbol cmentarny, a cmentarze są Gotyckie.
      Parę lat temu (umówmy się - ta spódnica nie jest nowa) widziałam na Taobao ten materiał - nie wiem, jak go znalazłam i nie wiem, jaki był link - ale miał nadrukowany ten motyw okienek przy obu krawędziach, w związku z czym inna długość spódnicy niż moja nie wchodziłaby w rachubę. Chyba, że krótsza.

      Usuń
  5. Tytuł mnie kupił. I podziwiam za zdolność Dostawania Się w Miejsca mając na sobie Rzeczy. Ja nawet w ubiorze prostym i do celów bardziej, hm, ordynarnych (chlanie w krzakach) pozostaję mocno niskopienna, bo nie chcę umrzeć w głupi sposób.

    Wahałam się czy to pisać czy nie, bo ja nie lubię ludzi krytykować, bo nie chcę wyjść na agresywną czy niemiłą, ale jest jedna mała rzecz która mi nie gra. Jak dół stroju jest wspaniały i się rozpływam (nawet podarte rajstopy, które zazwyczaj do mnie nie przemawiają), jak opaskę i kolczyki masz przepiękne (ta kolekcja D&G to najlepsza rzecz na świecie była; w sumie, o ile się nie mylę, to kilka sezonów później też konsekwentnie szli w takie śródziemnomorsko-bizantyńsko-italianizująco-barokowe klimaty i ja popieram), tak mi zgrzyta co pomiędzy, czyli dekolt. Jest za blisko szyi i jak dla mnie tworzy bardzo mocną, kanciastą przestrzeń w połączeniu z ramionami. I ta przestrzeń jest trochę nierównoważna z bogactwem kiecy (tak, mówię że masz za mało biżuterii, czo ta Owca), no ale to tylko takie tam moje osobiste odczucia i gdybanie. Przepraszam D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie myślę wtedy o tym, czy mam na sobie Rzeczy, czy nie mam. Chcę wleźć, to włażę - przecież się nie rozbiorę D:

      A to ciekawe, ja czasem widzę jakieś niedostatki w swoich strojach, tutaj akurat nie. I dobrze! >D Ramiona mam szerokie z natury, nic na to nie poradzę. A góra stroju miała być relatywnie skromna, właśnie po to, żeby nie przyćmiewać kiecki. Kiedyś i tak rzucę na to wszystko więcej złotego złomu >D

      Usuń
    2. Czemu nie, wspinać się nago ponoć wygodnie >D

      Ja się zawsze strasznie boję wyrazić jakiekolwiek wątpliwości, bo sama zwracam aż za dużą uwagę na sposób w jaki ludzie formułują i przekazują opinie i wiem że czasem można to odebrać jako atak (co jest zupełnie niezamierzone przez nadawcę), no ale ja pewnie wszystko nadinterpretuję D:
      I w sumie wcześniej nie zwróciłam uwagi na to że masz szerokie ramiona, może ta jedna rzecz to podkreśla. I nie pomyślałam o odciąganiu uwagi od kiecy, bo jak dla mnie to nic nie dałoby rady tego zrobić, no, może dziekański łańcuch >D

      Usuń
  6. Jest i niebieska spódnica :D
    Nie wiem, jak to się dzieje, bo nawet nie ubieram się podobnie do Ciebie (no, może poza czasami, jak zaczynałaś studia nr 2 - czyli tak grzecznie ;)), ale jesteś, Ra, moją główną inspiracją, jeśli chodzi o styl alternatywny (a jeśli chodzi o styl niealternatywny, to się raczej zachwycam niż inspiruję ;)). A drugą połową przyjemności jest czytanie tekstu :) Ok, dzień słodzenia, ale moim wytłumaczeniem jest, że jestem chora :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest piękna i, co stwierdzam z zaskoczeniem, mam na nią sporo pomysłów, szybko mnie nie opuści :D
      A weź się nawet tak nie tłumacz, bo będę ci życzyć chorowania częściej >D

      Usuń