18 listopada 2016

Spirals of time

I see it's becoming a sort of tradition on this blog, that whenever I have nothing to write about, I mention my interests and try to convince you it actually has something in common with the photos below >D So today I'll tell you I'm interested in Crusades. I can also add I like postapo aesthetic. Yeah, wonderful combo, I know, but it really does have something in common with today's photos >D
These themes don't belong neither to my main, nor secondary, interests, so I won't brag long; besides, when I ask myself 'why Crusades?', I hit a giant 'dunno lol' neon in my head. I suppose Age of Empires game plays a great part in it, though (you'd be surprised how many things in my life stem from various games, oh you'd certainly be). It's easier with post-apo: mix of things from the old world and futuristic ones, all of them nicely decaying and rusty - and of course ripped and dirty clothes. I prefer worlds where the main background is not a desolate city, but a wasteland, though - a desert of ages with very little, and very old, remains of man-made structures. Which is a part of my interest in Crusades, too, because Holy Land was a lovely hostile wasteland as well, yet with Medieval fortresses made of stone and I'm totally crazy about city walls. And here's the common denominator of this introduction and photos below - empty sandy landscapes and walls old as balls. If you expected me dressed in a postapocalyptic Crusader garb - sorry >D Maybe someday I'll climb on this level of costume crazy >D

Widzę, że to już jakaś tradycja na tym blogu, że ilekroć nie mam o czym pisać, napomykam wtedy o swoich zainteresowaniach i udaję, że ma to jakiś związek ze zdjęciami >D Powiem wam więc dziś, że interesują mnie krucjaty. Mogę dodać też, że całkiem lubię estetykę postapo. Tak, wiem, wspaniałe połączenie, ale to naprawdę ma związek ze zdjęciami >D
Ta tematyka nie należy ani do moich głównych, ani do drugorzędnych zainteresowań, więc wysmętniać się nie wiadomo ile nie będę; zresztą, gdy pytam siebie "czemu krucjaty?", wpadam na wielki neon "nie wiem lol" w głowie. Podejrzewam jednak, że duży udział ma tu gra Age of Empires (mogłoby zdziwić, ile rzeczy w moim życiu ma korzenie w grach, oj mogłoby). Z post-apo jest łatwiej: konglomerat elementów zaczerpniętych ze starego świata i futurystycznych, wszystko zniszczone i pordzewiałe aż miło - no i rzecz jasna podarte i brudne ciuchy. Preferuję jednak światy, w których głównym tłem nie jest opustoszałe miasto, a pustkowia dziejów z bardzo niewieloma i bardzo starymi szczątkami struktur budowanych ludzką ręką, pustynie. Co z kolei zakręca do tych nieszczęsnych krucjat, bo Ziemia Święta też była takim miłym dla oka nieprzyjaznym nieużytkiem, w dodatku usianym kamiennymi średniowiecznymi fortecami, a mam fioła na punkcie murów miejskich. I tutaj kryje się wspólny mianownik tego wstępu ze zdjęciami poniżej - puste piaszczyste przestrzenie i starsze od wungla mury. Jeśli nakierowałam wasze oczekiwania na strój postapokaliptycznego rycerza zakonnego - przykro mi >D Kiedyś może i na taki kaliber kostiumowy się pokuszę >D



Contents:
Skirt - thrift store (Miss Selfridge)
Blouse - thrift store (Cameo Rose)
Necklace - repurposed keychain (Lokaah)
Bracelets - Lokaah, Glitter, olx, arm bracelet (H&M) altered by me
Rings - H&M, Lokaah, tourist stall in Venice
Fake septum - Lokaah



Yet it's not a postapocalyptic wasteland. It's not something from Crusader times, either. It's a surface of a giant 16th century Venetian citadel overlooking Rethymno. Sitting on the top of a hill, surrounded by the Sea, it's always referred to by its original Italian name, Fortezza. It's visible from either point of the town and many outside it, given the looking point is located high enough. From the university in village of Gallos it's perfectly visible. From the street I live in it's not, but at least it leads straight to it and I can reach it in less than 5 minutes. I adore this place, its postapo-crusader vibes spoke to me that hard it was difficult for me to withhold myself from flooding you with photos - and I know I'll soon be missing these tall sandstone walls...

To nie postapokaliptyczne pustkowie jednak. Nic też z czasów krucjatowych. To szczyt górującej nad Rethymno olbrzymiej weneckiej cytadeli z XVI wieku. Położona na szczycie wzgórza, otoczona Morzem, jest zawsze nazywana swoją oryginalną włoską nazwą Fortezza. Widać ją z dowolnych punktów w mieście oraz wielu poza nim, o ile są dostatecznie wysoko. Z uniwersytetu położonego w wiosce Gallos widać. Z ulicy na której mieszkam co prawda nie widać, bo jest za nisko, ale za to prowadzi wprost na nią, i mogę do niej dotrzeć w mniej niż 5 minut. Przepadam za tym miejscem, jego postapo-krucjatowe klimaty przemówiły do mnie tak bardzo, że było mi ciężko powstrzymać się przed zasypaniem was zdjęciami - i wiem, że wkrótce będzie mi bardzo brakować tych wysokich piaskowych murów...










So little accessories it feels alien to me - but although I feel better wearing much more jingling stuff, it was nice to try something simpler for a change. This whole outfit seemed to draw too heavily from nu-goth sharpness to look good with lots of jewellery anyway.

Tak mało dodatków, że to dla mnie obce - ale mimo tego, że wolę nosić na sobie dużo więcej brzęczących świecidełek, było miło spróbować czegoś bardziej surowego dla odmiany. Cała ta stylizacja i tak wydawała mi się zbyt nu-gotycka, by mogła wyglądać dobrze z mnogością biżuterii.

8 komentarzy:

  1. I like anything to with history,I'm not familiar most of the crusader history. From what I've encountered is really engagging. I love desert style setting with your modern clothing choice is a great contrast to the background beautifully

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Well, me neither: I'm mainly into 3rd and 4th Crusades. I honestly didn't expect this desert setting, I was expecting walls and more walls inside, but the reality blewn me away.

      Usuń
  2. Very beautiful photos! Great post, my friend!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, ubiór bardzo nu-gotycki i taki jakby... Zgeometryzowany? Na początku miałam lekki dysonans poznawczy, bo mi się to nie wpasowywało w estetykę z jaką cię kojarzę, ale jak się przyjrzałam to ma to sens i krzyczy "Ra!" z kilometra.
    Cóż, mogłabyś z tego zrobić ubiór postapokaliptycznego krzyżowca dorzucając jakieś kolcze akcesoria, typu bolero z niby-łusek, mignęło mi coś takiego w internetach kiedyś. Chociaż za takie cuda to pewnie mnogość szekli (fajnym sposobem na imitowanie kolczugi, ale chyba raczej nie na kreteńską pogodę, jest przemalowanie swetra o widocznym splocie na metaliczny kolor i, opcjonalnie, doczepienie do niego pomalowanych plastikowych łyżeczek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę dodać to, że potwierdziłam swoje przekonanie, że odkrywanie bandziocha leży poza moją strefą komfortu i już nie będę XD
      Taaak, łyżeczki pomalowane metaliczną farbą sprawdzają się na tyle dobrze, że nawet swetras pod spodem niepotrzebny. Myślałam o tym w kontekście innego kostiumu - tyle że kostiumów mi się robić tak bardzo nie chce, bo i po co marnować czas i szekle, skoro nawet nie będę mieć w nich dobrych zdjęć.

      Usuń
    2. Dokładnie, nu-goth :D Nawet odcień szminki taki tumblrow ;)

      Świetne zdjęcia. Niepokojący klimat mają pustkowia i opustoszałe mury...

      Usuń
    3. Na Tumbulele to szminka byłaby niebieska albo czarna >D

      Niepokojący? A to ciekawe. Mi takie widoki są w jakiś sposób... bliskie - a przyznać muszę, że mam agorafobię.

      Usuń