25 września 2016

There, under the hot sky, the air is full of bliss

Whew! This week has been a wild ride for a no-life person like me - both in terms of internet connection dying and Visiting Places. Sightseeing this breathtaking Greek island is an awesome andventure, even with high temperatures, but I love to be able to waste my time doing nothing on the web after coming back home. I hope everything will be okay from now on...

O Morze, ten tydzień był dziki dla takiego nołlajfa jak ja - zarówno jeśli chodzi o padający internet, jak i Wycieczki W Miejsca. Zwiedzanie tej zapierającej dech w piersiach greckiej wyspy to cudowna przygoda, nawet przy wysokich temperaturach, ale lubię, gdy mogę wrócić do domu i spokojnie porobić nic w internecie. Mam nadzieję, że od teraz wszystko będzie w porządku...



So yes, I'm on Crete already, living in the very center of the Old Town of the city Rethymno. I have historic monuments right under my nose, but since Rethymno is a popular tourist destination, there are usually lots of people around. And the heat. I'm usually leaving home after sunset to stroll at the seashore under palm trees or drink wine on a tiny peninsula with a beautiful old lighthouse, so I don't have many pictures of Rethymno right now. But believe me, this town is really lovely and I'll certainly show you it in the future - but right now I have even better places to show. And outfit first, as always >D

Tak, jestem już na Krecie i mieszkam w samym centrum starego miasta w mieścinie o nazwie Rethymno. Mam zabytki tuż pod samym nosem, ale jako że to popularny kurort, wszędzie pałęta się mnóstwo luda. Dodajmy do tego gorąco. Zazwyczaj więc wychodzę z domu długo po zachodzie słońca, coby powłóczyć się pod pod palmami nad brzegiem morza albo obalić wino na maleńkim cypelku ze śliczną starą latarnią morską, więc nie mam póki co wielu rozsądnych zdjęć Rethymno - ale możecie mi wierzyć, to miasto jest naprawdę śliczne i z pewnością się podzielę impresjami. Ale na razie mam jeszcze nawet lepsze miejsca do pokazania. Ino najpierw stylówa >D





Zebra bralet - thrift store
Skirt with a cutout hem - thrift store, it was probably meant to be a strapless top or dress (Atmosphere)
Chiffon pantaloons - thrift store
Ripped shrug - thrift store, altered by me
Triangular pendants - Lokaah
Lunula pendant - swapped with roommate
Spiked and golden bracelets - Lokaah
Buckle bracelet - Glitter
Slave bracelet - olx
Bangles - H&M
Arm bracelet - H&M
Crow skull and snake rings - Lokaah
Armour ring - H&M
Scarab ring - British Museum
Labrys earring - random store in Crete
Chain belt with clam rings - anklet swapped with roommate and purse chain
Wide brim hat - some market stall
Sandals - Lasocki


So my first trip outside Rethymno was headed to Arkadi monastery. The most eyecatching part of it is the beautiful church in the center, built in 16th century. If you think it doesn't look very Orthodox Christian, then you're right, because it was built while Crete was a part of Venetian Republic and it intercepted a lot from Western architecture. So it's mainly Baroque - but highly influenced by Renaissance and Romanesque art, and if you follow my blog long enough you probably know I hate Baroque like I was being paid for it, so I'm very grateful it's subdued by the two older styles, quite the opposite from churches in Poland... The interior was also lovely, but taking pictures was forbidden, and I have a lot of respect towards Orthodox Church, so no breaching of this rule from me. I'll tell only two things: golden candelabra with dragons and wonderfully smelling candles made of beeswax <3

Mój pierwszy wypad poza Rethymno był do klasztoru Arkadi. Tym, co najbardziej przykuwa w nim wzrok, jest przepiękna cerkiew stojąca pośrodku, zbudowana w XVI wieku. Jeśli komuś się wyda, że nie wygląda zbyt prawosławnie - to fakt, pochodzi z okresu, gdy Kreta była częścią Republiki Weneckiej i przejęła sporo z zachodniej architektury. Tak też jest barokowa z mocnymi wpływami renesansu i architektury romańskiej - a jeśli obserwujesz tego bloga dostatecznie uważnie, zapewne rzuciło ci się w oczy, że nie znoszę baroku jakby mi za to płacili, tak też jestem przeszczęśliwa, że jest przytłumiony tymi dwoma starszymi stylami; zupełnie przeciwnie do tego, co dzieje się w przypadku polskich kościołów... Wnętrze także było urokliwe, ale robienie zdjęć było zabronione - a ja mam zbyt dużo szacunku do prawosławia, bym mogła naruszyć ten zakaz. Napiszę tylko dwie rzeczy: złote lichtarze ze smokami i cudownie pachnące świece z wosku pszczelego <3
Po więcej zdjęć serdecznie zapraszam na bloga z Krety: Trelolkomeio.





Besides being very picturesque, it's also a very important (and bloody) place for history of Greece. In 1866, during the Cretan revolt against Ottoman rule, the Arkadi monastery was under siege, as it served as the headquarters of the uprising, because it's literally in the middle of nowhere and I almost pity anyone trying to besiege it - but then again I don't, because I find it hard to sympathise with national oppressors due to being Polish and our history. When the Turks broke inside, the rebels choose to die than to surrender and set fire to the gunpowder magazine, causing an explosion that killed a lot of defenders, refugees and attackers. This type of heroic-to-the-point-of-being-stupid death in an uprising sounds a lot like 19th and 20th century Poland and it hit me how we aren't teached about how we aren't the only nation doing this kind of things - and even at the same time, on the same continent... Who knows, maybe some more knowledge would help to weaken our ever rising level of nationalism?

Poza swą niewątpliwą malowniczością, zajmuje też ważne (i krwawe) miejsce w greckiej historii. W 1866 roku, podczas kreteńskiej rewolty przeciwko władzy osmańskiej, klasztor Arkadi był oblegany jako główna siedziba dowodzących powstaniem, bo jest położony dosłownie pośrodku niczego i niemal współczuję komukolwiek próbującemu go podejść - ale z drugiej strony w sumie nie, bo nasza historia nie pozwala za bardzo na sympatyzowanie z ciemiężycielami narodów. Gdy Turcy przedarli się do środka, powstańcy wybrali śmierć niż poddanie się i podłożyli ogień w magazynie z prochem, wywołując eksplozję, która zabiła znaczną część obrońców, uchodźców i atakujących. Ten rodzaj heroicznej-aż-do-punktu-bycia-idiotyczną śmierci w powstaniu brzmi bardzo jak historia Polski w XIX i XX wieku i uderzyło mnie, że nie uczy się nas, że nie jesteśmy jedynym narodem robiącym takie rzeczy - nawet w tym samym czasie, na tym samym kontynencie... Kto wie, być może większa wiedza zaczęłaby osłabiać nasz rosnący nacjonalizm?





Inspiration? More like inspiception. You can find a reference to dress reform of the 1850s here, when many women started to wear short skirts and trousers gathered in the ankles, called 'bloomers' after the surname of the lady who have made them popular. This fashion however, in line with 19th century Orientalism craze, was inspired by female dress in the Near East - it was being called 'a Turkish dress', but I find Persian one to be more similar (then again, you can't really believe 19th century graphics...). Completely by accident, what I learned while looking at windows of tourist shops in Rethymno, a similar silhouette can be found also in Cretan national dress. And the zebra print? It's a tradgoth thing >D

Inspiracja? Raczej inspicepcja. Można się tu dopatrzeć nawiązania do próby reformy mody kobiecej z lat 50. XIX wieku, kiedy to wiele kobiet zaczęło nosić krótkie spódnice i zebrane w kostce spodnie, zwane w świecie anglosaskim "bloomers" od nazwiska popularyzatorki tego stylu. Moda ta z kolei, zgodnie z dziewiętnastowieczną fascynacją Orientem, czerpała ze stroju kobiecego na Bliskim Wschodzie - nazywana była strojem tureckim, ale bardziej podobny wydaje mi się perski (z drugiej strony, nie należy wierzyć XIX-wiecznym grafikom...). Zupełnie przypadkiem, czego dowiedziałam się z witryn sklepów z pamiątkami w Rethymno, podobną sylwetkę ma też ludowy strój kreteński. A zeberka? Żeby było bardziej tradgotycko >D

15 komentarzy:

  1. Ta bransoletka na ramię... mrrr...;) To już któraś rzecz z sieciówki, która zapowiada się naprawdę fajnie. Stylistycznie dobry kierunek. Wpisuję wizytę w H&M na listę miejsc do których czasem powinnam zajrzeć. Ciekawe jak wypadnie konfrontacja masowej sztancy z moim krytycyzmem...
    Wielkim plusem jest to, że coraz częściej widzę Cię w luźnych portkach. Zakochałam się w alladynkach w zeszłe wakacje i dobrze widzieć wariacje z ich udziałem. Jak ciepło latam w nich bez przerwy. Jak zimno czasem ustępuję jeansom lub sztruksom. A czasem biorę rajty 100-200 DEN i przy -20 popylam w spodniach w kwiatki we wszystkie kolory tęczy.;p

    Nie zawiodłaś zdjęciami. Szczególnie podobają mi się te z dużą ilością zielonego. Pisał człowiek, który metodycznie przerabia swój dom na dżunglę:D. A to z uschniętym drzewem? Mega. Wszędzie zielenina, a tu nagle przejście w murze, portal do świata umarłych, kilka tysięcy lat wstecz... Z jednej strony jesteś tu i teraz, żyjąca istota i tętniący życiem świat wokół, ale gdy przejdziesz- znajdziesz się w innym wymiarze. Dawno temu. Jako mumia... Strzępy szmat, złota biżuteria, amulety... Wiem, że bardzo kulturalny misz-masz mi wyszedł, ale nic nie poradzę. To po prostu pojawiło się w moim umyśle po obejrzeniu zdjęć...

    Szacunek dla prawosławia? Wg mnie szacun za postawę. Ostatnio mam wrażenie, że ludzie kierując się jedynie końcem własnego nosa są w stanie niszczyć symbole, wartości i idee bez żadnej refleksji nad tym, co robią. Liczy się zysk. Kasa kasa kasa! A że przy okazji np. jakieś zabytkowe miejsce zostało zaorane, no cóż, trudno. Jakieś straty muszą być.

    To jest Polska właśnie, doprowadźmy do kompletnej degręgolady, a później walczmy heroicznie! Widocznie raz na jakiś czas harce przy korycie muszą doprowadzić do kompletnego upadku, aby potem coś zaczęto w tym kraju budować.

    PS: czy ten zapowiadany blog już działa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc - pojęcia nie mam >D Teraz był kilkusezonowy boom na boho biżuterię, obkupiłam się w toto jak dzika kuna w agreście; jak któraś sieciówka ogarnia modę alternatywną, to ma też księżyce i inne takie wesołe okołogotyckie motywy. Ale teraz wchodzi moda na powrót do przewstrętnego początku XXI wieku i nie mam pojęcia, jaką biżuterię do tego rzucą... Nie nosiłam wtedy biżuterii jeszcze >D
      Ano, ja też kocham luźne spodnie - nie nosiłam do tej pory, bo nie miałam ani ich, ani pomysłu na nie, a teraz mam 3 pary i dawaj!

      Dziękuję, bardzo starałam się z kadrami i wyborem dobrych zdjęć do wstawienia - ten z suchym drzewem jest moim ulubionym też <3 Arkadi było cudowne, zieleni było tam mnóstwo, bardzo ocieplała te piaskowe mury... i różane krzaczki na tyłach, a każdy z kwiatami w innym kolorze, nawet liliowymi :D I ta cholerna pojedyncza palma, która zestawiona z tym kolorem murów sprawiała, że czułam się jak w ruinach jakiejś warowni krzyżowców w Ziemi Świętej (zwiedzałabym je, oj zwiedzałabym).

      Prawosławie szanuję, ale za to katolicyzmu ani na jotę. Bywa. Ściągałam na siebie potępiające spojrzenie wykładowczyni od historii sztuki, gdy wspominała, że Mussolini wyburzył mnóstwo barokowych kościołów w centrum Rzymu, by wydobyć na powierzchnię Forum Romanum, na co ja mówiłam, że bardzo dobrze zrobił. No cóż - kościołów barokowych jest dużo, Forum Romanum tylko jedno >D

      Problem w tym, ze chyba już nikomu się nie chce walczyć, bo to niekomfortowe i lepiej funkcjonować w nie do końca pasujących warunkach, byleby tylko nie ryzykować utracenia wszystkiego...

      Taaak, blożek już działa! Informuję o nowych notkach na fejkbuku, ale widzę, że jesteś jedną z tych osób, które nie mają go polubionego, czyli muszę dodawać linki w notki. A póki co - jest odnośnik po prawej stronie, pod archiwum i już dwie notki (dzisiaj pewnie poleci kolejna).

      Usuń
  2. Problem w tym, że ja od dawien dawna nie chodzę po sieciówkach... wolę lumpy. Bo oprócz sieciówkowych łaszków w rozsądnej cenie można znaleźć różne perełki. Moje ostatnie lumpolowanie zakończyło się m. in. kupnem dwóch indyjskich tunik. Krój, hafty, printy, czarne tło...już od dawna coś podobnego chciałam! Co prawda kolorystyka średnia, ale zapłaciłam zeta za sztukę więc nie będę wybrzydzać. A kasę wolę wydać na coś innego niż szmatki. Teatr, koncert, wystawę, wyjazd, porządną biżuterię, książki...

    Punkt dla Mussoliniego.:)

    Katolicyzm taaaak? Brak szacunku? No jakże?
    Do domu, w którym mieszkam, zawitał w tym roku ksiądz po kolędzie. Mam bardzo wierzącego współlokatora więc klecha został wpuszczony. Ja oczywiście miałam to w głębokim poważaniu i się nie pofatygowałam na dół. Żałuję. Bardzo. Jak wyglądała wizyta? Ksiądz pokropił, usiadł, gadka szmatka, standard. Po chwili podszedł do niego Czarnuch (kot), który do tej pory grzecznie siedział pod oknem, odwrócił się tyłem i też pokropił. Po sutannie. Księżulka od razu go wymiotło. Słyszałam zamieszanie, ale pomyślałam, że po prostu klecha kasę wziął i poszedł dalej doić. Dopiero potem współlokator żalił się jakie to złe zwierzę i wstydu narobiło... Czarnuch ma + 100 do zajebistości. Przez następny tydzień traktowany był jak król! A ja na następną kleszą wizytę zostawiam kamerę. Jak coś fajnego się wydarzy to będę oglądać z przyjemnością. A jak nie to przecie nagranie można skasować bez oglądania. Wydaje mi się, że ta sytuacja dobrze odpisuje mój stosunek do tej zarazy...

    Znam ludzi, którzy walczą. Niestety to wyjątki. A sama walka zazwyczaj pozostaje jedynie wyrazem sprzeciwu wobec określonych działań. Przeciwnik jest po prostu zbyt silny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie woli lumpów? >D Gdyby tylko dało się tam znaleźć biżuterię nieco bardziej zaawansowaną niż korale czy łańcuszek, to i w nią bym się tam zaopatrywała. Na Krecie jednak lumpeksów nie ma. A modę mają nieco inną i witryny kuszą... ;_;

      Przeczytałam twoją opowieść współlokatorce, bardzo się nam podobała <33 Potem pewnie grzmiał z ambony, że koty to pomiot szatana, a i współlokator twój pewnie doszedł do takiego samego wniosku XD

      Usuń
  3. Jak ja bardzo kocham twoją kreatywność w wykorzystywaniu niespodziewanych elementów ubioru (spódnica z koszulki, i jest to fajne, ucz mnie mistrzu plz). I ta radosna mieszanka symboli na twojej szyi - najlepsza w tym jest świadomość, że ty wiesz czym każda rzecz jest (nie przepadam za ludźmi noszącymi coś "bo ładne", a potem mają lekki zonk jak pytasz czy interesują się wiccą bo mają naszyjnik ze znakiem potrójnej boginii :'D).
    A tak z innej beczki, patrząc na zdjęcia, prawdopodobnie spodobałoby ci się na Porto Santo - architektura podobnie oszczędna i urocza, ale zdecydowanie mniej turystów. Moja rodzina poleca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebowałam spódnicy z wysokim stanem, topik z gumkami dookoła się nadał, ot co XD Co do symboli, to owszem, potrzebuję wiedzieć, co dany oznacza, nim go na siebie założę, ale muszą mieć też znaczenie dla mnie i zazwyczaj sama naddaję im dodatkową symbolikę. (znak Potrójnej Bogini jest przepiękny i w gruncie rzeczy dość uniwersalny w swej wymowie, jeśli chodzi o żeńskie bóstwa, ale wiccą gardzę i przez asocjację z nią nigdy go na siebie nie założę) Mój labrys w uchu to też skądinąd symbol XD
      Wiesz, gdzie mi by się podobało? Na Islandii </3

      Usuń
  4. Ps. Zapomniałam dopisać - całe moje życie myślałam że "bloomers" to pantalony. Chyba że Anglicy znowu mają jedno słowo na dwie rzeczy (jak na krużganek i wirydarz - to nie jest to samo ;____;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są jeszcze "pantaloons"... :'D Myślę, że jeśli chodzi o słownictwo dotyczące rzeczy rzadko używanych bądź takich, które już wyszły z użycia, to często mieszają swoje znaczenia, gdy dotyczą podobnych rzeczy i nie sposób później dojść, które z nich pierwotnie oznaczało którą.

      Usuń
    2. Racja. Polacy od Angoli wcale nie lepsi... Zostając przy temacie portek podsuwam "szarawary", które się na blogu niedawno przewinęły. Nie zgłębiałam historii tego kroju i dla siebie nazywam je "współczesnymi" w odróżnieniu od po prostu "szarawarów" bądź "szarawarów historycznych"(możliwe, że błędnie, ale nie przemawia do mnie ten łaszek, który charakteryzuje obniżony krok, coś jak zaszyta dołem kiecka;) i który teraz jest tak popularny... a zatem nie zagłębiałam się w temat pochodzenia...). Szarawary, znane na Bliskim Wschodzie już ok. VI-VII w. jako spodnie męskie przywędrowały do Słowian, Rusinów, Wikingów (pal licho kolejność). Miały normalny stan, sznurek w pasie, szerokie nogawki do okolic kolan, poniżej już wąskie, często okręcane krajką, pasujące do wysokich butów. I są absolutnie zajebiste.:) Nieco zmodyfikowane pojawią się w mojej szafie jak tylko dorobię się maszyny do szycia (nie jara mnie nogawka o szerokości ok. 1,5m).

      Usuń
    3. O nie, nie. Te spodnie z nogawkami szerokimi na górze a wąskimi na dole, to "jodhpurs", w Polszy zwane "bryczesami", choć wpisanie tego w google wywala głównie spodnie bardzo opięte... "Szarawary" są od "salwar" tudzież "szalwar", jak transkrybował tak transkrybował, i zawsze mają obniżony krok. U nas zazwyczaj mają ten krok baaardzo obniżony i są szyte z dwóch trapezów (jako moje sprzed dwóch notek), ale w wydaniu indyjskim ten obniżony krok kończy się najdalej nad kolanem, a same nogawki potem znacznie się zwężają (polecam popatrzeć na "salwar/shalwar suit" w googlach). I są jeszcze greckie "vraka"... XD
      A MNIE JARA. BARDZO. Niech no wrócę do domu, tam czeka na mnie do szycia spodzień, w którym każda nogawka ma obwód ok. 3 metrów >8D

      Usuń
    4. Chodziło mi o portki jak z linku:
      http://slavmedievalshop.com/odziez-wierzchnia/68-szarawary-pasbyxor.html
      Dałam link bo sklepu bo jest kilka fotek, które dosyć dobrze pokazują, co chciałabym przekazać, to nie jest żadna kryptoreklama! Jak dla mnie to nie jest obniżony krok, po prostu luźny krój góry, zależny też od sposobu noszenia- gdzie wypadnie sznurek, w talii, na biodrach, różne wersje widywałam.

      3 metrowe nogawki? Ty burżuju! Liczę, że się nimi pochwalisz.;)

      Usuń
    5. Nawet gdyby to była kryptoreklama, to i tak bym podziękowała za link - są FENOMENALNE, nosiłabym jak szalona :D Faktycznie, te nie mają obniżonego kroku. I nie są to bryczesy zdecydowanie XD Na swoje usprawiedliwienie mam to, że moja wiedza o kulturze i historii średniowiecznej północnej Europy jest szkolna. Fotki rekonstruktorów Wikingów w takich gatkach widziałam, nawet niedawno, ale zaskoczyły mnie na nich właśnie te gatki... XD
      Pochwalę się, pochwalę - szyję na tyle rzadko, że cokolwiek wyjdzie mi spod igły, trafia w internet XD

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia, naprawdę :) A szafa z czaszkami przypomniała mi zajęcia z antropologii :D
    Jako że nie byłam w tym roku na wakacjach i mam trochę urlopu, zaczynam myśleć nad spędzeniem tygodnia na południu Europy... Jak wyzdrowieję, zaczynam przeglądać oferty last minute, Grecja powinna być fajna nawet w październiku/listopadzie :)
    Aha, ten kreteński blog juz działa, ważna informacja ;)

    Catty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam takich przedmiotów, na nieszczęście, ale na czachy zawsze chętnie popatrzę >D
      Grecja powinna być bardzo super w październiku, w listopadzie może już lać deszcz, ale październik, przynajmniej na Krecie, rozpoczął się z upalnym przytupem :D
      Działa, działa, zapraszamy <3

      Usuń
  6. Gorgeous photos, what a beautiful place to visit!! Lovely outfit as usual.

    OdpowiedzUsuń