30 kwietnia 2016

Our houses next to factories

I've finally managed to have some photos taken in Lodz. I used a fellow blogger Molly to serve as a living tripod - how nice it feels to have photos taken my somebody who has an eye for interesting frames <3
No other city in Poland has this particular atmosphere that Lodz has; some people joke it's a postapocalyptic theme park, while the others know it's true and love it. No architecturally gothic Torun or Wroclaw, no neatly kept Poznan or Cracow has something that insanely decadent about them, as Lodz has. If I only close my eyes on ugly modern buildings and horror vacui of the gaps where fancy buildings stood once - it's a very beautiful, yet sad, city.
I grew up in a quite old part of it, where small factories made of red brick stood on every little street shadowed by trees, and close to my house there was a quiet garden closed with metal-casted gate with flower ornaments - this is the sight I want to remember, although it doesn't exist anymore. Maybe looking from my earliest years at passing of the old world around me turned me to gothic aestheticism - I don't really know, but this I wish to believe in. What I know is that Lodz is a Sleeping Beauty, who dreams her dreams about power among decaying ruins of once beautiful houses, passively waiting for somebody who will wake her up, put a golden crown around her head and make her beautiful for him once again. Aren't fairytales dark anyway?

Wreszcie udało mi się wyjść na jakieś zdjęcia podczas wizyty w Łodzi. Wykorzystałam do bycia żywym statywem znajomą blogerkę Molly - jak wygodnie mieć wreszcie robione zdjęcia przez kogoś, i to kogoś, kto ma oko do kadrów <3
Żadne inne miasto w Polsce nie ma tej specyficznej atmosfery, która panuje w Łodzi; niektórzy podśmiewają się, że to postapokaliptyczny park rozrywki, a inni wiedzą, że to prawda i właśnie to kochają. Żaden architekturalnie gotycki Toruń czy Wrocław, żaden zadbany Poznań czy Kraków nie ma w sobie czegoś tak szaleńczo dekadenckiego, co urzeka mnie w moim mieście. Jeśli tylko zamknę oczy na współczesne koszmarki budowlane i na ziejące pustką dziury po wyburzonych zabytkowych budowlach - to bardzo piękne, choć smutne, miasto.
Dorastałam w dość starej części, gdzie fabryczka z czerwonej cegły stała na każdej małej, ocienionej drzewami ulicy, a koło mojego domu były ciche działki, na które prowadziła kuta w kwiatowe motywy brama - taki obraz pragnę pamiętać, chociaż tego już nie ma. Być może patrzenie od najwcześniejszych lat na przemijanie starego świata wokół mnie pchnęło mnie w stronę gotyku - tego nie wiem, ale tak właśnie wolę uważać. Wiem natomiast tyle, że Łódź jest Śpiącą Księżniczką, która wśród rozpadających się murów kamienic śni swoje sny o potędze, biernie czekając na kogoś, kto ją obudzi, założy jej znów złotą koronę na skronie i przy kim znów będzie piękna. Czy baśnie nie są zresztą mroczne?




Contents:
Shirt - thrift store
Undershirt - thrift store
Skirt - thrift store
Hat - H&M
Earrings - Restyle
Necklace - New Look
Belt - thrift store
Bracelet with ring - bought secondhand
Other bracelets - Lokaah, H&M
Rings - H&M, Lokaah, British Museum
Tights - Gabriella
Shoes - bought secondhand



Why this long-ish intro with my local patriotic feelings? Well - in February I've shown you where I live in Wroclaw. Today you'll see where I live in Lodz. Nearly literally, because if on some of the photos the camera would be slightly to the side, my house would get caught in the frame.
Difficulty level of getting there is zero, but judging on lack of fence and according sign one has to guess it's a PRIVATE PROPERTY!!1!one! The security dude had to be a bit dumbass too, if he discovered two strangely dressed bloggers one and a half hour after we entered there - and we weren't even hiding. I've been wanting to have photos taken here since good 5 years, I would probably be able to take them after next 5. Ah, my city - urban decay either disappears here in a week or remains for years, there's no middle way.

Skąd ten przydługi wstęp o zabarwieniu lokalnopatriotycznym? Cóż - w lutym pokazałam okolice, w których mieszkam we Wrocławiu. Dzisiaj zobaczycie to, gdzie mieszkam w Łodzi. Niemalże dosłownie; jeśli niektóre z ujęć byłyby łapane z kilku metrów w bok, w kadr wchodziłaby moja kamienica.
Poziom trudności dostania się tam jest zerowy - ale ty musisz się domyślić po rozdupconym terenie, braku ogrodzenia i tabliczki z właściwą informacją, że jest to teren hurr prywatny durr. Z ochroniarza też solidny jełop, skoro odkrył dwie focące się kuriozalnie ubrane blogereczki dopiero po półtorej godziny eksploracji ruin - a nawet się nie ukrywałyśmy. Chciałam mieć tu zdjęcia od dobrych 5 lat, prawdopodobnie mogłabym je nadal wykonać po kolejnych 5. Ach, moje miasto - miejskie ruiny znikają tu albo w ciągu tygodnia, albo sterczą latami, nie ma stanów pośrednich.






Lodz was known once as the city of chimneys - one of them was even just next to my backyard, why. All children from my house, including me, used to throw snowballs at it, trying to reach as highest as possible. In the 90s chimneys have disappeared completely from the cityscape; the only ones left are part of power plants. But red and white chimneys, although having beauty of their own, are not the same thing as the bricked towers of factories... Yet it's still a very deeply rooted symbol of my city, for us inhabitants - a nostalgic souvenir of the days past, when industry have flourished. And a very beautiful one, beautiful in this postindustrial way I feel very much. So, could I forgo buying a pair tights from a Lodz-based brand, which uses images from my city, the ones playfully spotted with tiny factories with triangular roof - and smoking chimneys? <3 A first wearing of them wouldn't be as perfect anywhere else as here.

Łódź była znana kiedyś jako miasto kominów - jeden nawet był tuż za ścianą mojego podwórka, a jakże. Wszystkie dzieciaki z kamienicy, ze mną włącznie, rzucały w niego śnieżkami, by trafić jak najwyżej. W latach 90. kominy całkowicie zniknęły z krajobrazu miejskiego; jedyne, jakie pozostały, są przy elektrociepłowniach. Ale czerwono-białe pasiaki, choć niepozbawione własnego uroku, to już nie to samo, co ceglane wieże fabryk... Nadal jednak jest to bardzo silnie zakorzeniony symbol mojego miasta, dla nas mieszkańców nostalgiczna pamiątka czasów prężnego rozwoju. Przy tym bardzo piękna, piękna w ten postindustrialny sposób, który bardzo do mnie przemawia. Czy mogłam wobec tego odmówić sobie zakupu kolejnej Łódzkiej Rajtuzy, figlarnie upstrzonej tym razem maleńkimi fabryczkami z szedowym dachem - i dymiącymi kominami? <3 Chrzest bojowy dla niej nigdzie nie byłby tak dobry, jak właśnie tutaj.

20 komentarzy:

  1. Osoby, które chętnie dają się wykorzystywać jako statyw i jeszcze do tego mają nosa do kardów są faktycznie na wagę złota.

    Łódź jest silną, niezależną kobietą! Ma w końcu swój koci szlak.

    Bardzo podoba mi się spódnica, ostatnio sama mam manię na aksamity (tudzież welury, nie znam się, nie widzę różnicy, i tak nie będę już o tym pisać w żadnej notce - najważniejsze, żeby wyglądało jak futro kreta). I nie sądziłam, że te kolczyki z ristajla będą się dobrze prezentować na żywej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze do tego siedzą w Łodziach, a nie wybywają na majówki >D

      Jest silnym, niezależnym menelem >D Z kotami.

      Ja też w większości przypadków nie widzę różnicy, ale to jest welur XD I ten nie wygląda jak futro kreta - ten jest gnieciony, jak te wszystkie gockie szkarady z lat 90, ale taki lubię też, właśnie przez jego kiczowatą wartość XD

      A te kolczyki w ogóle są zajebiste, dobry zakup, bez wad D:

      Usuń
  2. To zabawne że we wcześniejszym komentarzu mówiłaś o kiczowatym gotyku lat 90, bo pomyślałam że w tym stroju idealnie nadawałabyś się do ekipy z filmu The Craft :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy odbierać to jako komplement, ale w sumie stroje jednej laski stamtąd od razu zwróciły moją uwagę. Chwalebnie nie ogarniam, w jaką dekadę mody gotyckiej tutaj przycelowałam; toporne buty w połączeniu ze spódnicą do połowy łydki kojarzą mi się raczej z okolicami 2005. Gotyk to gotyk, na chuj drążyć temat >D

      Usuń
  3. Tak się spodziewałam, że z okazji weekendu majowego pojawi się notka ;) Od razu zauważyłam rajstopy w fabryki :D Z ciekawości, który pierścionek jest z British museum? Obstawiałabym ten złoty na prawej ręce.
    Klimatycznie jest w Łodzi :) Kraków się aż tak nie rozsypuje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miały być dwie, ale... Nie udało nam się zgrać czasowo i ot, nic z tego nie wyszło.
      Dobrze, że fabryki nie wyglądają jak małe ciuchcie >D I owszem, ten złoty jest z Muzeum Brytyjskiego, to słaba replika egipskich ze skarabeuszem.
      Muszę kiedyś pokazać jakieś nierozsypujące się elementy Łodzi XD W sumie w tych najbardziej reprezentacyjnych miejscach zdjęć nie mam jeszcze...

      Usuń
  4. Jakie urocze kopytka :D Świetne te rajtki, ktoś wpadł na naprawdę dobry pomysł i mam nadzieję, że w Twoich stylizacjach zobaczę jeszcze niejedną rajstopową ciekawostkę. Poza tym liczę na więcej notek z długimi spódnicami - sama nie potrafię ich zestawić. Najgorsze są te sięgające kostek, żadne buty do nich nie pasują ;_;
    Miejsca które pokazałaś robią ogromne wrażenie, mają w sobie coś bardzo przygnębiającego. Rajstopy faktycznie doczekały się godnego chrztu bojowego.
    Jedyna rzecz która całkiem mnie rozwaliła to ristajlowe kolczyki. Pasują idealnie, ale w życiu bym się ich u Ciebie nie spodziewała >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham te kopytka <3 Ino za ciężkie są, żeby je wozić do Wrocławia, toteż kolejny raz nie pojawią się za prędko XD A wzorzystych rajtek mam... sporo. Tylko o dziwo jakoś ostatnio do większości pasują mi gładkie.
      Ano właśnie, spódnice sięgające kostek są trudne. Ta też jest taka, ja po prostu podciągnęłam ją wyżej niż należało XD Niemniej zestawiałabym je z botkami, które albo zakrywają kostki, albo wręcz przeciwnie, odsłaniają - i wtedy spódnicę podciąga się ciut wyżej, by tymi kostkami świecić >D
      Szaleństwo w ramach urodzin >D No i lubię Księżyc, a te kolczyki są nieprzekombinowane i nie wieją żadnym okultyzmem dla biedaków.

      Usuń
  5. Chcij rajstopy w ciuchcie! >D Welury zawsze mnie niepokoją.

    Lokacje są frapujące i żałuję, że kiedyś, przy okazji kursu w Łodzi, nie udało mi się ruszyć zadu w trasę. Te miejsca z fot są piękne, chociaż zawsze oko bardziej ciągnęły ceglane koromysła. Ładnie proszę o ceglaki kiedyś-kiedyś.

    Ślep

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co masz do weluru D: A ciuchcie nie, nieee XD

      Jest taki przepiękny ceglak w pobliżu mnie, byłam tam, natrzepałam chyba z 200 zdjęć (niby tu http://prunio.blogspot.com/2012/06/man-on-wireless-cries-again-its-over.html ale wtedy jeszcze dawałam malutko zdjęć, no i tych z cegłami jakoś tu nie ma. Może edytuję ten post, gdy dorwę się znów do domowego kompa...). Chętnie poszłabym jeszcze raz, ale już się nie da tam wejść - a nie bardzo widzi mi się nielegalne skakanie przez mur tuż przy ruchliwej ulicy. Nie to, że boję się potrącenia, co to, to nie, za daleko od jezdni - po prostu świadków pełno, a obiekt jest już pilnowany, w tym przez psa. A jak na złość to właśnie ta strona od ulicy najbardziej nadaje się do przełażenia.

      Usuń
  6. Mój niepokój welurowy jest lękiem irracjonalnym. Niby welur miziasty, jak kiwi albo gąsienica, a jednak posiada dla mnie pewną dawkę brr. <- brzmi sensownie, wiem. XD Nie mam zielonego pojęcia, skąd mi się to wzięło. [w dzieciństwie niepokoiły mnie baloniki, więc może to jakaś kolejna absurdalna zaszłość]

    Ceglany łuk bardziej, niż miły oku, za to tutaj nie bardzo jestem w stanie powiedzieć, na co patrzę: http://3.bp.blogspot.com/-EEAKKGpIz_g/Utz-gXIcY6I/AAAAAAAAA-0/ozdFs0Gv83w/s1600/07-8.png Serio, czym jest ten ostrosłup stojący na czubie? [zakładając, że to jest ostrosłup]
    Co do włażenia aktualnie - po nocy? Albo w jakiś dzień świąteczny, kiedy ludzie nie wylegają? Albo wczesnym ranem? [co nie eliminuje problemu psa i skakania przez mur].

    Ameryki nie odkryję, ale aktualne włosy lepiej pasują i bardziej charakterne są. : >

    Ślep

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiwi miziaste? Kiwi jest szorstkie XD Choć w sumie jak myślę o welurze, o gnieceniu go, to mam w głowie dźwięk podobny do pocierania o siebie dwóch kawałków styropianu - co jest dziwne, bo przecież tak nie robi? Nie nosiłabym go z takim zacięciem maniaka, gdyby robił D:

      Też nie ogarniam fizyki tegoż - dlatego zrobiłam temu zdjęcie >D Chyba do tego nie podeszłam, bo się bałam, że mi na głowę spadnie. W każdym razie to jakoś malowniczo zapadnięty dach, ale jak to zadziałało i kto zezwolił na taką nieeuklidesowość - nie wiem.

      Po nocy to się zabiję o jakieś krzuny, a ponieważ murów wbrew pozorom stoi tam mało - wzięcie latarki też nie byłoby rozsądne. Pomijając fakt, że nocą osrałabym się kompletnie. Akustyka w takich miejscach jest bardzo dziwna; dźwięki z ulicy brzmią, jakby były tuż obok... Ale ja jeszcze to rozwalę :x I wtedy wstawię 4743875 zdjęć >D

      Ba, wiadomo >D

      Usuń
  7. finally catching up... loved the nazi dike pics... love all the ruins and industrial pics lately. thanks for the post on spring and the burning of marzanna, super interesting, and the difference slavic costumes... god i love costume history... I am mega proud of you and your good grades... well done!!! I am super jealous of some of these subject you are learning.... hieroglyphics, reception of antiquities, religions and spirituality... I would kill to take classes like that again... last batcave outfit was rad!! loved the make up... don't worry if the poles dont recognize you , yer an international star!!! sending warm love from l.a. to ya... please do a post on polish food soon.... so funky! tell molly she is being stalked as well... she looks cool, I just cant read her blog tho'!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you, my dear <33 Don't worry about not catching up, it's good to see you again - whether you've seen prevous posts or not, I don't really care. Best wishes to you from my slowly starting to be sunny Poland! I'll tell Molly she's appreciated :D

      Polish food? Alright, I'll try :D I admit, I'm not a biggest fan of eating or cooking, but we'll see what can be done about it. I'm thinking for some time about making a post about Christmas Eve, because there is always plenty of our regional food, but my family doesn't follow all the traditions, so instead of 12 dishes we have, like, 4 D:

      Usuń
    2. oh dont trip, if food is not your thing dont worry. my boyfriends mother is polish and I have been recently introduced to a lot of wonderful and not so wonderful polish food. In chicago and the mid-west that kind of food is more common, here in l.a. there is not a very big polish community, so the places for polish food are far and wide... but polish gastronomy is interesting.... loz....

      Usuń
    3. Ah yes, Chicago is probably the biggest Polish diaspora in the world. Wow, could you tell me what food were you served? If you don't know the names, try to tell me what were they made of, or how. I'm always super curious which of our dishes people find yucky, and which ones yummy :D

      Usuń
  8. That is really beautiful decay!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isn't it? :D Too bad it gets demolished, I know too many people who, like me, would love to live in a city full of urban decay.

      Usuń
  9. I always love your combination of rings and bracelets. You have very nice looking hands!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you, this is probably what I like about my outfits the most as well :D I wear long fingernails to make my hands appear more feminine...

      Usuń