23 lutego 2015

Black Paradise

My patience should be legendary. Imagine you have one of your dreams slightly farther than within the reach of your hands, but instead of reaching for it, you simply set it aside for 'later' to 'never'. Because that's what I do.
At some point of my life I've heard about Krzysztof Penderecki's 'Paradise Lost', a fresh title in the Wroclaw Opera back then. Every bit of this performance was relevant to my current crazes: Penderecki's music, which I had fallen in love with several months before; the libretto based on the legendary luciferian book, and I've been was very fascinated by Satan in literature back then (don't judge me, every goth has their babybat phase) - and, since I mentioned the devil, what caught my eyes the most was a certain photo (to be seen below) with the fallen ones skinned. In some twisted way I found it similar to aesthetics of the game Doom, which had made a huge impact on my later life in childhood - and I've just been playing in once again at that time. But Wroclaw was so far away, the tickets were expensive... And so, after 7 years of more or less intense waiting, I have finally got to see it. And I loved it.

Moja cierpliwość powinna być legendarna. Wyobraźcie sobie, że niemalże w zasięgu waszych rąk pojawia się coś, co jest spełnieniem jakiejś części waszych marzeń - lecz zamiast sięgnąć po to, wy z własnej nieprzymuszonej woli oddalacie to od siebie na "później" dążące do "nigdy". Bo to właśnie robię.
W pewnym momencie swojego życia dowiedziałam się o spektaklu "Raj Utracony" wedle Krzysztofa Pendereckiego, który wówczas świeżo wszedł na na deski Opery Wrocławskiej. Każdym swoim elementem trafiał w rzeczy, za którymi w owym czasie szalałam: muzyka Pendereckiego, w której zakochałam się kilka miesięcy wcześniej; kanwa kultowego lucyferycznego utworu, a postać Szatana w literaturze wówczas mnie bardzo fascynowała (bez osądów proszę, każdy got przechodzi fazę kindergota) - i, skoro już o diabłach mowa, to bardzo mocno podziałało na mnie zdjęcie (do zobaczenia poniżej) kostiumów obdartych ze skóry upadłych. W jakiś pokrętny i hermetyczny sposób skojarzyły mi się z estetyką gry Doom, która w dzieciństwie wywarła ogromny wpływ na moje późniejsze upodobania, a do której w tamtym momencie miałam nawrót miłości. Ale Wrocław daleko, a bilety drogie, i trzeba po nocy wracać do Łodzi... I w ten sposób, dopiero po 7 latach mniej lub bardziej intensywnego pamiętania o tym tytule, było mi wreszcie dane go zobaczyć. I czekanie było tego warte.



Although biblical Adam and Eve are the main characters in the John Milton's book, the charismatic Satan is actually in the center of all events. In the opera, too, he stole all the spotlights and the scenes set in Hell were among the most eye-catching.

O czym jest "Raj Utracony" Johna Miltona, wiedzą wszyscy, albo wiedzieć powinni - o utraceniu Raju przez Lucyfera, i za jego sprawą także przez Adama i Ewę. I choć to para pierwszych biblijnych ludzi jest głównymi postaciami, to jednak wszystko w książce obraca się wokół charyzmatycznego Szatana. W spektaklu też zdecydowanie on najbardziej przykuwał uwagę, a sceny dziejące się w Piekle należały do najefektowniejszych wizualnie. Dawne kindergotyzmy jednak nie umierają łatwo, także to nad nim będę się najbardziej rozpływać >D



Both photos taken from Wroclaw Opera site.

So yeah, said skinned devils. After all these years I still think it looks fucking awesome - even more when seen with one's own eyes. The aesthetically pleasing Satan himself was making a great contrast with these miserable creatures, really convincingly writhing in agonal pain. I think Milton had forever changed spirituality and aesthetics of the Western world, showing the forces of evil as worthy of compassion and able to feel the same emotions as humans - from passions more or less carnal, to despair.

Pojawienie się na scenie zastępów piekielnych zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Nieruchomo stojący w militarnym czarnym płaszczu i pelerynie, przełykający w bezsilnej furii gorycz swojej niedawnej porażki Książę Piekieł - a wokół niego wyjątkowo przekonująco wijące się na podłodze i drżące z agonalnego bólu potwornie okaleczone ciała pomniejszych diabłów. Niemal słyszałam uszami wyobraźni, jak, śliskie od krwi i śluzu, taplają się w kałuży własnych płynów ustrojowych cieknących z niezagojonych ran... Milton chyba na zawsze zmienił duchowość i estetykę Zachodu, przestawiając siły zła jako godne współczucia i przeżywające te same uczucia co ludzie - od namiętności mniej lub bardziej fizycznych po rozpacz, z całą gamą innych pomiędzy.


Photo taken from Pik Wroclaw.

Photo taken from Wroclaw Opera site.

My second love was Eve. Both visually - you don't get to see black haired and curvy Eves often, do you? - and character-wise. She was, in fact, a very complex character, who only on the surface might look simple. Contrary to Adam, whom I found highly unsympathetic, for he cared only for his god's love and was mainly interested in pleasing him with fulfilling his orders, Eve was very warm and cute, full of childlike curiosity and sincere love for everything, especially for her husband. And although Adam acknowledged and cared for her, Yahveh did not. Although he had created her, he never spoke to her, while he did speak quite often to Adam. Can anybody be surprised by Eve disobeying the prohibition of picking the forbidden fruit, since she was being ignored by her creator? This role had casted an interesting light on Eve's story in my eyes and gave me another brick for my tower of loathing for this ancient Jewish war deity.
On the second photo you can see a Tree of the knowledge od good and evil and the Serpent. The Serpent was fantastic, the dancer playing it, dressed up in gold and black costume, was unbelievably flexible and her moves were really snake-like.

Drugim bardzo silnym punktem była dla mnie postać Ewy. Już od samego początku, gdy przebrzmiał głos narratora, ślepego Miltona prowadzonego przez dziecko, biblijna pramatka wzbudziła moją sympatię. Z jednej strony przez wygląd, do którego mam słabość - nader rzadko widzi się czarnowłose Ewy o bujnych kształtach, z drugiej przez bardzo interesująco zarysowany charakter. Adam wydał mi się wysoce antypatyczny, dbający tylko o jak najlepsze wypełnianie poleceń Jahwe; w moim odczuciu kochał przede wszystkim jego i to tylko jemu chciał się przypodobać. Ewa natomiast, kobieta-dziecko, z uroczą naiwnością i ciekawością zachwycona światem, pełna łagodności i szczerej, niewinnej miłości do wszystkiego, a zwłaszcza do męża, budziła moje rozczulenie. Jednak mimo dostawania zainteresowania od Adama, od Jahwe nigdy go nie uświadczyła. Bóstwo nigdy do niej nie przemówiło, poprzestawało na rozmowach jedynie z Adamem. Czy można się dziwić, że kompletnie ignorowana przez kogoś, kto ją stworzył, zignorowała wydany przez niego zakaz zrywania owoców z Drzewa poznania dobra i zła? Bóstwo było jej obce; wedle słów jej samej, zerwała owoc dla swojego małżonka, by oboje byli szczęśliwsi. Nawet później wśród szlochu wyrzucała odsuwającemu się od niej z pogardą i osuwającego w otchłań wewnętrznej rozpaczy Adamowi: "Twój grzech obraził ciebie i boga, mój tylko ciebie" oraz "Chciałam być oddzielną osobą". Odebrałam tę rolę jako nader ciekawe światło rzucone na postać Ewy i dostałam kolejną cegiełkę budującą wieżę mojego wstrętu do tego żydowskiego bożka wojny.
Na drugim zdjęciu wyżej widać też dwa bardzo interesujące zabiegi wizualne. W tle widnieje białe Drzewo poznania dobra i zła, którego gałęzie były gnącymi się niesynchronicznie tancerzami i zwiędły, gdy Ewa zerwała zakazany owoc. Na pierwszym planie, przechylający się niebezpiecznie do Ewy, jest Wąż. Moje uwielbienie do tych stworzeń zapewne nie pomaga mi w zachowaniu obiektywności, ale ta niewielka rólka mnie zachwyciła. Niewiarygodnie giętka tancerka ubrana w złocisto-czarny kostium wykonywała prawdziwie wężowe ruchy, pełznąc faliście po podłodze i zalotnie owijając złożoną dłoń imitującą gadzi pyszczek wokół ręki Szatana, gdy ten kusił Ewę.


Photo taken from Polska Muza.

Photo taken from Pik Wroclaw.

The show was full of many interesting visuals. Sexy and slender Death in gothic make-up, moving like a supermodel; grotesquely ugly Sin, who would bare from time to time her 6 wrinkly breasts; platinum-haired archangels frozen in time in highly stylised, baroque poses; ballet of animals, where dancers in adequate costumes would imitate moves of certain animals - giraffes, swans, tigers and several others.
I can only regret I haven't seen this opera earlier - but still, I know for sure if I will have another occassion, I'll go to see it one more time.

W ogóle pod względem wizualnym ten spektakl był prawdziwą ucztą, obfitował w tak wiele ciekawych scen, że ciężko mi spamiętać wszystkie - a pominąć jakąś szkoda. Największe owacje zdobyła wyjątkowo ponętna Śmierć w gotyckim makijażu, poruszająca się jak rasowa modelka w skąpym stroju. Uwagę zwracała groteskowa i rubaszna Grzech, typ lubieżnej podstarzałej ciotki spitej na weselu, od czasu do czasu obnażająca swoje 6 obwisłych piersi. Archanioły o platynowych lokach do pasa, gdy tylko wkraczały na scenę, zawsze ściągały mój wzrok swoim posągowym trwaniem bez najmniejszego ruchu w stylizowanych, barokizujących pozach. Interesujący był także balet zwierząt nazywanych przez Adama i chórek aniołków, gdzie pary tancerzy ubranych w adekwatne stroje, tańczyły imitując ruchy zwierząt, za jakie były przebrane - żyraf, łabędzi, tygrysów i kilku innych.
Mogę żałować tylko tego, że jednak nie widziałam tej opery wcześniej - ale wiem na pewno, że gdy nadarzy mi się kolejna okazja, pójdę na nią ponownie.



I'm embarassed I have to jump from such sacrum to profanum which is outfit. I'll just write it was my first visit ever in such fancy place and I won't lie, I had no idea how should I dress or act. Then I thought the opera gowns were the most festive in the centuries past - in the end I turned out to be the most swagged out audience member and I'm not even surprised >D

Aż mnie żenuje konieczność nagłego przeskoczenia z takiego sacrum do profanum, czyli w tym przypadku jakiegoś opisu stylizacji - daruję sobie to. Wspomnę tylko, że to było moje pierwsze w życiu wyjście do miejsca tak wykwintnego - i nie będę ukrywać, nie wiedziałam, jak do tego podejść. Wyszłam z założenia, że w dawnych stuleciach stroje do opery były tymi najbardziej wystawnymi i szykownymi - skończyło się tak, że byłam najbardziej wystrojonym widzem i nawet mnie to nie dziwi >D





Oriental corset - bespoke by Corsetry & Romance
Top with frill and beads - thrift store
Lace shirt - thrift store
Ruffle shrug - handmade
Tiered overskirt - thrift store
Long chiffon skirt - thrift store
Beaded velvet purse - thrift store
Green necklace - vintage from my grandmother
Snake, small black and crow skull rings - Lokaah
Big black ring - H&M
Feather headdress - handmade

11 lutego 2015

Master Rat-Catcher

I've discovered recently the style, which I've been rather reluctantly calling 'dark mori', has its Western name - Strega fashion, Italian for 'witch'. These two fashions look nearly alike, but cutting the ties with anything Japan-related is always a HUGE plus for me, so I'll be using this name from now. Talk about eurocentrism... I don't know which language sounds worse for me, though - Japanese or Italian >D That bastard child of the divine Latin...

Odkryłam niedawno, że styl, który z bólem serca nazywałam "dark mori", ma swoją zachodnią nazwę, czyli Strega fashion, z włoskiego "czarownica". Obie te mody wyglądają praktycznie tak samo, ale odcięcie się od konotacji z czymkolwiek pochodzącym z Japonii zawsze jest dla mnie OGROMNYM plusem, tak też od teraz będę używać tego określenia. Choć, między Morzem a prawdą, nie wiem, który język jest mi wstrętniejszy - japoński czy włoski >D Ten bękart najświętszej łaciny...


I decided to shove away my aesthetical disappointment with current weather. Because only thanks to the beautiful spring we have this winter, I can show you without fear of falling ill what do I wear when the temperature drops below zero and chilly wind blows. Layers on layers with layers on top! <3 Skirts always reaching high above ankles; dragging longer garments through the snow puddles is just the worst. Additionally a pseudo-pashmina with silver threads, its colour is the only suggestion of ice-cold winter - and turban, because they are beautiful, comfortable and make miracles with my face shape.

Postanowiłam odsunąć na bok moje estetyczne rozczarowanie panującą na zewnątrz aurą. Bo tylko dzięki temu, że mamy piękną wiosnę tej zimy, mogę zaprezentować bez grozy zachorowania, w co się ubieram, gdy temperatury spadają poniżej zera i wieje lodowaty wiatr. Warstwy na warstwach przykryte warstwami! <3 Spódnice zawsze dużo powyżej kostek; ciągnięcie dłuższych szmat po śniegu kałużach jest najgorsze. Do tego pseudo-paszmina ze srebrną nicią, której kolor jest jedyną sugestią pysznej mroźnej zimy - i turban, bo są piękne, wygodne i czynią cuda z moim kształtem twarzy (a uszki odkryte przez nową fryzurę teraz maaarzną).



Ruffly shirt - thrift store
Sequined top - thrift store
Ruffly cardigan - thrift store
Tiered skirt - thrift store
Wide buckle belt - Allegro (Polish vending site)
Cross choker - Glitter
Big black ring - H&M
Fingerless lase gloves - heavily failed handmade >D
Laced boots - Wojas
Blue scarf - thrift store
Headscarf - thrift store, I've added a flower on a pin


Why Rat-Catcher? This association is quite distant, but rather simple. This narrow, curved, cobbled street, surrounded by little houses with small windows, looks very Dark Ages to me, although its architecture is seemingly later. Add to it its very medieval name: Doghouses (yep, for real!). And it were the medieval times, when the diabolic rat-catching piper had appeared in Hameln, and although his clothing are described as very colourful, they are also said to be strange, outlandish, out of this place and visibly belonging to a stranger from outside the town community. Additionally, in one version of the story, he led the children to Transylvania - this gothiest of gothic places doesn't even need a commentary >D I like the fable about Rat-Catcher very much, especially the theory of him being the embodiment of the Black Death...~

Czemu Szczurołap? To skojarzenie dość odległe, ale w gruncie rzeczy proste. Ta wąska, zakrzywiona, wybrukowana uliczka, ciasno obsadzona drobnymi kamieniczkami o niewielkich oknach, mocno kojarzy mi się z Ciemnymi Wiekami, choć jej architektura jest wyraźnie późniejsza. Dodajmy do tego jej ewidentnie średniowieczną nazwę: Psie Budy. Diaboliczny flecista pojawił się w Hameln właśnie w średniowieczu, a choć jego strój jest opisywany jako wielobarwny, to też jako dziwaczny, nietutejszy, obcy i wyraźnie należący do kogoś spoza miasteczkowej społeczności. Na dodatek według niektórych wersji baśni wyprowadził dzieci do Transylwanii - tego skrajnie gotyckiego skojarzenia już tłumaczyć nie potrzebuję >D Bardzo lubię tę baśń, zwłaszcza w jednej z nieuznawanych teorii, że przybysz jest uosobieniem Czarnej Śmierci...~

10 lutego 2015

The pixie is undead

Yes, yes, I'm not dead, nor I've forgotten about this blog. Those of you, who struggled at least once in your life with student's life, know what end of the first semester means. Add to this an ungrateful weather - week after week since my last post I've been waiting for snowfall to have pleasant background for photos, and apparently no snow for me this year. I heard there is snow in my home city, though. It better still be there when I'll come back home in few days, or some winter weather gods are gonna get slapped hard. I'm so fed up with chilly and completely bare world for 3 months straight.

Tak, tak, nie umarłam i nie zapomniałam o blogu. Ci z was, którzy przynajmniej raz w życiu skosztowali uroków studenckiego życia, wiedzą, co oznacza koniec semestru. Dodajmy do tego niewdzięczną pogodę - tydzień po tygodniu od ostatniego posta czekam na śnieg, żeby mieć miłe tło do zdjęć i wygląda na to, że tego roku się go nie doczekam. Słyszałam jednak, że w Łodzi sobie leży. Lepiej, żeby tam był, kiedy tam wrócę za kilka dni, albo jacyś bogowie zimowej pogody dostaną sążną lepę na ryj. Mam dość lodowatego i łysego świata przez bite (ho) 3 miesiące.


Although there is still one more exam awaiting me, I'm pretty sure it won't be hard and I can show you something new at last with no remorse. Not an outfit, though, but a new haircut. Bob haircut turned out to be hard for me to maintain, since my hair just love to curl in the opposite direction than desired one and this is just the worst for my square jaw. I finally went nuts and cut them even shorter, into pixie cut. I love how much younger and mischievously I can look with hair that short <3
Forgive me crappy lighting. This is exactly why I never take outfit photos inside.

Czeka mnie jeszcze jeden egzamin, ale mam silne przeczucie, że trudny nie będzie, więc bez wyrzutów sumienia mogę wreszcie pokazać coś nowego. Nie stylizacje jednak, a nową fryzurę. Bob okazał się być dla mnie za trudny do utrzymania, bo moje włosy wprost kochają wywijać się nie w tę stronę, w którą powinny, co na domiar złego jest bardzo niekorzystne dla mojej wymagającej kwadratowej szczęki. Dostałam w końcu szału i ścięłam je na Brzydkiego Chłopca. I uwielbiam, jak świeżo i chochlikowato wyglądam w tej fryzurze <3
Wybaczcie, że oświetlenie jest do dupy. Właśnie dlatego nigdy nie robię zdjęć stylizacji w domu.


Frilly shirt - thrift store
Ankh brooch - New Look earring
Vest - thrift store

Little bonus: Perspective Is Your Enemy, aka. YAOI HAND >D