15 lipca 2015

Souffle's Song ''Saint Glass of Byzantium'' - to NIE jest recenzja 8D [PL]

English version of this post can be found here.

Kuriozalnie brzmi nazwa tego modelu, prawda? >D Choć w sumie jestem w stanie zrozumieć pomyłkę, "saint" i "stained" w końcu brzmią dość podobnie. Niemniej jednak, to właśnie ta nazwa, choć niepoprawna gramatycznie, ma więcej sensu w przypadku tego nadruku, niż gdybym ją poprawiła. Są tutaj właśnie święci chrześcijańscy, nie ma zaś witraży, choć na pierwszy rzut oka mogłoby się tak wydawać. Jeśli nie witraże, to co wobec tego? Ooo, dużo. Dużo się na tej spódniczce dzieje. I, w przeciwieństwie do podobnej pod pewnymi względami sukienki od Krad Lanrete, ten nadruk jest akurat niespójny czasowo, geograficznie - i niestety, kulturowo też >D Tak, wbrew nazwie nie wszystko tutaj jest bizantyjskie.

Czy to kwestia czystego przypadku, czy może zabieg celowy, mający na celu utrudnić znalezienie źródeł pewnej polskiej blogerce, która lubuje się w obnażaniu prawdy o historycznych motywach na lolicich ubraniach? >D Jeśli dotrwasz do końca tej notki, podejmiesz, drogi czytelniku, decyzję sam~



Być może dobrze o tym wiesz, być może jesteś tu nowym gościem i tego jeszcze nie wiesz, a być może potrzebujesz mieć to przypomniane - ta oto Ra jest bizantofilem. Może niekoniecznie skończonym, bo to nad innym państwem potrafię rozwodzić się godzinami (jeśli ktoś zasugeruje Rzym, to dostanie w ucho >D Nie znoszę Rzymu >D), ale nie da się ukryć, że bizantyjska pozłotka bardzo ogrzewa moje serduszko. Gdy zobaczyłam tę spódnicę wiedziałam, że będę chciała kiedyś położyć na niej ręce dla celów naukowych, choć żaden z kolorów mnie nie do końca urządzał. Odkładałam zakup, bo zamawianie zza granicy jest przerażające, lecz w końcu bajeczną okazją trafił w moje ręce niebieski egzemplarz. Tak, ta notka będzie kolejnym moim historyczno-sztucznym wymądrzaniem się, tym razem na temat, który jest mi bliski. Pożeglujmy więc, za zachętą słów irlandzkiego poety Yeatsa, do Bizancjum.

Świadomie zwróciłam uwagę na to państwo w pierwszej klasie liceum, gdy nauczycielka powiedziała, że król Franków Karol Wielki został koronowany przez papieża na cesarza rzymskiego i wzbudziło to sprzeciw Bizancjum, gdyż to tamtejsi władcy, dysponując rzymskimi insygniami władzy cesarskiej, byli jedynymi osobami mającymi prawo do noszenia tego tytułu. Zaskoczył mnie ten bierny sprzeciw, gdyż cała reszta europejskiej historii nauczyła mnie, że zagarnięcie czegokolwiek od innego państwa kończy się wypowiedzeniem mu wojny. Bardziej jednak zaskoczyło mnie to kompletne zignorowanie przez papieża tradycyjnych praw Cesarstwa Wschodniorzymskiego, jakby to niemałe i niemal antyczne państwo w ogóle nie liczyło się, a wręcz nie istniało... Sama nienawidzę czuć się ignorowana, dlatego w naturalny sposób czuję sympatię do niechcianych i zepchniętych na dalszy plan rzeczy. (Nie znoszę natomiast tych, które siłą wtłaczają się w twarz i wołają o bycie zauważonymi, stąd moja niechęć do starożytnego Rzymu. I wielu innych rzeczy, od bojowników o równość społeczną zaczynając, a na mandze kończąc.) Taki był mój początek przygody z Bizancjum, który aby mógł wreszcie rozkwitnąć pełnią miłości, potrzebował najpierw tego, abym zaczęła lubić wczesnośredniowieczną sztukę i złoty kolor XD Albo to raczej za jego sprawą polubiłam teraz złoto...



Cesarstwo Bizantyjskie istniało z małą przerwą przez 1100 lat - nie chciałabym streszczać jego historii, bo to nie ona jest w tym przypadku najciekawsza. Bizancjum było wybitnie konserwatywne, opierało się modom i zmianom, trwając pewnie na swoich fundamentach odziedziczonych po starożytnej Grecji i Rzymie i korzystając z doprowadzonych do perfekcji zasad funkcjonowania. Mówienie o jego historii jest nużące i zawężałoby się w zasadzie do wymieniania kolejnych cesarzy i wojen, które prowadzili.

Co wobec tego mogłabym napisać o tych ludziach, którzy mówili po grecku, a siebie nazywali Rzymianami? Których państwo nie ma swojego bezpośredniego następcy, lecz jego wzorce odcisnęły trwały ślad w całej Europie? Ślady tej cywilizacji można znaleźć nawet w tak niespodziewanych miejscach, jak arabskie meczety na Półwyspie Iberyjskim (La Mezquita w Kordobie) i w Izraelu (Kopuła na Skale w Jerozolimie) czy, w pokrętny sposób, w działaniu Unii Europejskiej. Nie wspominając już o tych oczywistych strefach dawnego wpływu jak Rosja czy Bałkany. Mimo tego wszystkiego Bizancjum pozostaje nieznane dla kogoś, kto nie jest pasjonatem. Od zawsze zdystansowane od reszty Europy, z poczuciem wyższości - uzasadnionej przecież! - względem niej; gdy wreszcie otworzyło się na Zachód, zostało przyjęte tak nieufnie, jak nieufnie i ono przyjęło stronę zachodnią. Jednak prace bizantyjskich mozaikarzy i złotników bardzo ceniono w innych państwach. Rzemieślnicy byli często sprowadzani przez obcych władców, aby upiększali układankami z maleńkich kolorowych płytek budowle, a jubilerska technika osadzania wygładzonych drogocennych kamieni w metalu została zapożyczona na dworze karolińskim i ottońskim.

Mimo jednak uznania dla kunsztu tamtejszej sztuki, Zachód zaczynał czuć coraz większą niechęć do Cesarstwa Greckiego, jak było ono wtedy nazywane. Niewykluczone, że była ta niechęć spowodowana kompleksem niższości względem wyrafinowanego państwa, którego stolicę nazywano Królową Świata, o której nieprzebranych bogactwach krążyły legendy; państwa, w którym nie jadło się palcami, a widelcami, i większość ludzi potrafiła czytać. Bizancjum było oczerniane jako ogarnięty stagnacją kraj zniewieściałych mężczyzn (między innymi za to, że noszono tam długie szaty, gdyż spodnie uważali za barbarzyńskie. No przecież mieli rację, mądrzy ludzie >D), a nienawiść sięgnęła zenitu w 1204 roku, gdy IV krucjata zaatakowała, zajęła i doszczętne splądrowała Konstantynopol. Pierwsi zdobywcy Miasta od czasów jego założenia wywieźli bogactwa na Zachód, ogłosili koniec Bizancjum i założyli na jego miejscu Cesarstwo Łacińskie zarządzane przez Franków, które przetrwało 50 lat. Frankowie jakoś dziwnie często się przewijają w tym wpisie, choć to nie oni mieli coś do Bizantyjczyków, a Wenecjanie.

Po tym ciosie Bizancjum, choć stanęło na nogi po raz kolejny, to nigdy nie odbudowało swojej dawnej potęgi. Już jako cień tego, czym niegdyś było, ostatecznie padło pod nawałą turecką w 1453 roku. Od tamtego czasu żyje w masowej wyobraźni jako wypadkowa sakralnej sztuki Rosji i oszczerstw łacinników. Skryte za przepychem kapiącego zewsząd złota, kunsztownych mozaik i cesarskich jedwabi (wytwarzanych dzięki jedwabnikom przemyconym nielegalnie z Chin, jak mówi legenda), jest teraz spowitym tajemnicą zaginionym światem opartym na wyobrażeniach. Nie należy ruszać umarłych. Pozwólmy mu spokojnie spoczywać w tym szczególnym splendorze, który przysługuje tylko temu, co przeminęło. Zajmijmy się zamiast tego tym, przez czego pryzmat może być oglądane - właśnie przepięknej sztuki.



Najpierw chciałabym zwrócić uwagę na kolor spódnicy. Wspomniałam na początku, że żaden mnie nie przekonywał. Dlaczego nie było do wyboru tego jednego koloru, który najbardziej kojarzy się z Cesarstwem Bizantyjskim - purpury, purpury w odcieniu zakrzepłej krwi i Morza ciemnego jak wino? Nie, to nie błąd i nie dziwaczna odmiana daltonizmu: starożytni pojmowali purpurę jako ciemny, brązowawo-szkarłatny kolor w przeciwieństwie do coraz jaśniejszych odcieni, które są pod to miano podciągane dzisiaj. Jakim cudem Homer zobaczył ten kolor w wodach morskich? Tego nie wie nikt; bardziej tęgie umysły od mojego bezskutecznie łamią sobie głowy nad tą metaforą >D

Dość jednak o purpurze i wizjach archaicznych greckich poetów. Jest ciemny niebieski. Bardzo lubię ciemny niebieski, w latach dziecięcych wszystkie moje rzeczy musiały być w tym kolorze. Jednak odcień na tej spódnicy jest bardzo szczególny. To nie jest jakiś tam pospolity granatowy. To mój ulubiony kolor z chyba wszystkich, jakie istnieją, który od razu podniósł moją sympatię do tej spódnicy o sto procent - błękit pruski. To właśnie Prusy są tym państwem, nad którym mogę rozwodzić się godzinami. Nie dziwota tedy, że od razu rzucił mi się w oczy ten specyficzny, zielono-szary odcień ciemnego niebieskiego, który zapewne jest wynikiem błędu w farbiarni, bo pewnie miał wyjść ordynarny granat, ale jest zamiast tego kolor pruskich mundurów i bogowie, jakże ja jestem w tym fakcie zakochana. Jest absolutnie niehistoryczny w kontekście Bizancjum, bo został otrzymany ponad 200 lat po jego upadku, ale jest absolutnie historyczny w kontekście innego fascynującego mnie państwa, a to dla mnie ważniejsze niż skrajnie ortodoksyjna poprawność.



Cały ten motyw, powielony, przewija się przez całą długość spódnicy. Co lepsze, mimo bycia jej głównym elementem, to jest ta najbardziej poplątana pod względem historii sztuki rzecz w na tym ubraniu. Ponownie powołam się na swoje wcześniejsze słowa: to nie są witraże i nie wszystko jest tu bizantyjskie.
W Bizancjum nie tworzono witraży takich, jakie znamy z naszych kościołów. Trzeba pamiętać, że sama architektura tamtejszych kościołów była diametralnie inna od tych najbardziej charakterystycznych dla średniowiecza zachodniego, gotyckich. Architektura bizantyjska jest bardziej zbliżona do romańskiej (choć starsza od niej, rzecz jasna) - w przysadzistych kościołach z grubo ciosanego kamienia prawa fizyki nie pozwalają na umieszczanie ogromnych okien, gdyż sklepienie mogłoby runąć, nie znajdując należytego oparcia w ścianie z, jakby nie było, dziurą. A skoro okna są małe, to nie ma potrzeby ich bajecznie dekorować. Nie zmienia to faktu, że w Cesarstwie produkowano barwione szkło i nawet czasem montowano je jako szyby, lecz nigdy nie służyło ono do układania przedstawień figuralnych, a zawsze prostych geometrycznych.

Tutaj widnieje najbardziej typowa dla Bizantyjczyków metoda dekorowania - naścienna mozaika. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można dostrzec tutaj drobne płytki, które tworzą obrazy. Metoda ta, używana już od najdawniejszych czasów, była popularna w starożytnych Grecji i Rzymie, lecz to dla sztuki bizantyjskiej stała się centralną i tam doprowadzono ją do perfekcji. Mozaiki układane z kolorowych kamieni i szkła mogłyby się stać idealną kanwą dla lepszej nazwy dla tego modelu, ot, "Glass mosaic of Byzantium" i już wszystko brzmiałoby o nieba lepiej. Ale nie.

Tak więc same te przedstawienia mają rodowód zdecydowanie wschodniorzymski. Kształt jednak, jaki one przybrały, uparcie przywodzi na myśl witraże. Nie ma w tym nic dziwnego: doszła tutaj do głosu właśnie ta niespójność czasowa i geograficzna (a to nie jedyny przykład na to, ale póki co - sza!). To architektura gotycka rozpropagowała okna wypełnione skomplikowanymi, figuralnymi witrażami - a kształt, w jaki chińscy projektanci wycięli te nieszczęsne mozaiki, należy właśnie do maswerkowych okien gotyckich. W Cesarstwie rzecz jasna ten typ okien nigdy nie był wykorzystywany. Mimo tego, że powstanie sztuki gotyckiej nakłada się z czasem istnienia Bizancjum, to jednak wspominałam już coś o jego opieraniu się nowym trendom i modom. Oraz jego niechęci do Zachodu.

Czy wobec tego mam się zżymać na na niepoprawność historyczną? A dajcie spokój, miałabym być gotką i nie lubić sztuki gotyckiej? >D Motyw smukłych trój- i czterolistnych okien jest bardzo wdzięczny i dodaje lekkości mozaikom, które w swoim naturalnym otoczeniu byłyby tyleż monumentalne, co ciężkie. I jeszcze te kuriozalne wektorowe róże i bluszcz - czy tylko ja widzę to jako roślinność wspinającą się po murze i sięgającą do okien zrujnowanego kościoła, zapomnianego tak bardzo, że nikt teraz nawet nie wie, że istniały przykłady architektury łączącej sztukę gotycką i bizantyjską? >D



To była pierwsza mozaika, którą odnalazłam, toteż od niej zacznę. Zawsze jest mi najłatwiej wyszukiwać starocie, jeśli są podpisane. Tutaj - co prawda w lustrzanym odbiciu i ucięty - ale jest napis głoszący "[G]ervasius", co z łatwością mogłam zidentyfikować jako imię Gerwazy. Święty Gerwazy. Być może uważne oko dostrzegło na poprzednim, zbiorczym zdjęciu, że ta mozaika lekko się różni od innych: ma inne kolory, a postać ma zdecydowanie inne rysy twarzy. Jest tak, ponieważ wykonywał ją inny artysta, w innym czasie, a sama znajduje się w innym kościele. Konkretnie w bazylice św. Ambrożego w Mediolanie i pochodzi z IX wieku. Mediolan w tym okresie nie był już pod zarządami Cesarstwa Wschodniorzymskiego - zdobiące wnętrze tego kościoła mozaiki są dziełem wynajętych rzemieślników bizantyjskich. To też tłumaczy łaciński zapis imienia świętego, lecz to akurat nie powinno być odbierane za pewny wyznacznik tego, do której kultury należą dane zabytki, gdyż greka stała się językiem urzędowym w Bizancjum w 620 roku, a wszystkie starsze oficjalne napisy są po łacinie. Czym jest ta czerwona otoczka? Prawdopodobnie pokazuje, w którym miejscu kończy się oryginalna mozaika, gdyż ucierpiała ona w czasie nalotu w II wojnie światowej.



Średniowieczne gender, proszę państwa! Poprzednia właścicielka spódnicy postawiła po wielu namysłach, że widnieje tu mężczyzna, ja - również po namysłach - wstrzymałam się od głosu. Ba dum tsss, kobieta. Choć, trzeba przyznać, znacznie lepiej to widać na zdjęciu oryginału. Jest kobieta, i to nie byle jaka, bo sama Maria, matka Jezusa. Ta mozaika pochodzi z Bazyliki Najświętszej Marii Panny na Zatybrzu w Rzymie i została ułożona w XIII wieku. Znajduje się w apsydzie kościoła, czyli na półkolistym sklepieniu nad ołtarzem. Tu dochodzimy do smutnego faktu, ponownego zaprzeczenia rzekomej bizantyjskości wzorów na tej spódnicy: do układania jej tamtejsi mistrzowie nawet nie przyłożyli ręki, jest w całości dziełem włoskiego mozaikarza znanego nawet z imienia - Pietro Cavalliniego. Na trzymanym przez Marię zwoju widnieje napis: "Leva eius sub capite meo et dex[t]era illius amplesabit[ur] me". Czy wspomniałam kiedyś, że mam wybitną słabość do takiego zapisu łaciny, w którym "v" zastępuje "u"? Jeśli nie, to jest to dobry moment na dowiedzenie się tego >D Napis - znów odwrócony, jakby w ogóle się nie liczyło, w którą stronę zapisuje się litery alfabetu łacińskiego - oznacza: "Lewa jego ręka pod moją głową, a prawica jego obejmuje mnie", wers 2:6 i 8:3 z Pieśni nad Pieśniami.
Pieśń nad Pieśniami jest najbardziej kontrowersyjną częścią Biblii. A przy okazji moją ulubioną, między innymi ze względu na podobieństwa do poezji miłosnej starożytnego Egiptu. Niestety bądź stety, religia chrześcijańska nigdy do mnie nie przemawiała, lecz pozwolę sobie pominąć, co sądzę o oficjalnych próbach tłumaczenia tego utworu, bo to nie miejsce na to, a zamiast tego przychylę się do nich, bo ta mozaika jest zgodna z ich założeniami. Wedle jednej z takich teorii Pieśń Salomona mówi o związku Chrystusa z Kościołem. Kościół - czyli Eklezja - w duchu średniowiecznego zamiłowania do wciskania wszędzie niejasnych symboli, był przedstawiany pod postacią kobiety w królewskich szatach, i widać tu też, że faktycznie ma ona na ramieniu rękę siedzącego obok niej Jezusa - Oblubieńca. Eklezja została dość szybko utożsamiona z Marią (bo i jako nią interpretują Oblubienicę) i taka alegoria nosi nazwę Maria Ecclesia.



Wizerunki tych - zdecydowanie już - pań pochodzą z tego samego kościoła co powyższa Maria. Są jednak o wiek starsze i widnieją na fasadzie, co jest niezwykłe, bo zachowało się niewiele dawnych zewnętrznych mozaik. Nie ma pewności, kogo przedstawiają, choć ich całkowita ilość, ułożenie oraz dzierżone w dłoniach lampiony sugerują poniekąd Panny Mądre z biblijnej przypowieści. Nie jest to jednak całkowicie przekonujące wytłumaczenie, równie dobrze mogą być nieznanymi dziś z imienia rzymskimi męczennicami bądź damami dworu. Zachwycają mnie ich stroje, które dla mojego słabo wykształconego w tym kierunku oka mają trochę cech bizantyjskich, ale przyznaję bez bicia - mam problemy z odróżnianiem strojów tamtejszych od ubrań reszty średniowiecznej Europy.



Ładny wisiorek, prawda? Szkoda, że po raz kolejny to coś, co nie ma nic wspólnego z Bizancjum >D Mogę pocieszyć, że to już ostatnia nietrafiona rzecz, którą zaprezentuję - lecz za to rozmija się najbardziej z nich wszystkich. Został wykonany prawdopodobnie w Niemczech, a przybliżony okres jego powstania ledwie zazębia się z ostatnimi latami trwania Cesarstwa i niewykluczone jest, że powstał już po jego ostatecznym upadku. Chciałabym sarkastycznie skomentować, że biorąc pod uwagę ten krzyżyk i kolor spódnicy, to wygląda na to, że Niemcy przejmują Bizancjum - gdyby tylko nie było to nieśmieszne w kontekście IV krucjaty, kiedy faktycznie zostało przejęte ono przez między innymi Niemców. Sam krzyżyk działa jak sekretnik. Jednak nie do przechowywania tajemnych liścików czy perfum służył, a do noszenia przy sobie świętej relikwii. Tak, to wisiorek - prywatny relikwiarz, obecnie pusty, a użyte do jego dekoracji kamienie szlachetne mogą mieć znaczenie symboliczne: perły symbolizują czystość, czerwone kamienie przelaną krew Jezusa, a niebieska barwa szafiru to kolor nieba i świętości.



Przy początkowych oględzinach spódnicy ten krzyż był jedynym elementem, w którego wschodniorzymskie pochodzenie bardzo powątpiewałam. Bizantyjska sztuka jest zawsze trochę niedokładna, zawsze trochę niesymetryczna, preferująca kamienie o nie do końca regularnych kształtach i oszlifowane na gładko, nie zaś fasetkowane, jak na przykład te widoczne we wcześniejszym wisiorze. Jak widać na zdjęciu oryginału, ten krzyż ma wszystkie z tych cech, jednak ciężko było mi to dostrzec na rozmytym nadruku - widziałam tu idealnie regularne, ofasetkowane kryształy osadzone w złocie metodą co prawda bizantyjską, lecz dobrze wiem, że korzystała z niej później cała Europa. W dodatku wyglądało na to, że brak tu pereł, które Cesarstwo tak kochało używać... Pominę, co trzeba spieprzyć, żeby przy metodzie "kopiuj-wklej" we wklejanym motywie białe elementy przejęły kolor tła.

Bo krzyż jest bizantyjski. Bizantyjski jak jasna cholera i w dodatku jego historia jest niesamowita - ta znana, a wcześniejsza pewnie w niczym jej nie ustępuje. Ale po kolei. Wykonany w okolicach XI/XII wieku, to także jest wisior i także otwierany relikwiarz, z drzazgą z rzekomego Krzyża Pańskiego (zabawny fakt: Rzymianie byli bardzo pragmatycznymi ludźmi i krzyże na zbrodniarzy były wielokrotnego użytku). Został znaleziony przypadkiem na początku XIX wieku w Roskilde, w Danii. Roskilde miało za sobą bardzo chlubną przeszłość i niemal 500 lat bycia stolicą Danii w średniowieczu, lecz w czasach, na które przypadło znalezienie krzyża, podupadło do niewielkiego rolniczego miasteczka. Katedra w Roskilde wystawiła na sprzedaż swoje stare drewniane wyposażenie i część kupił kowal, na opał. Gdy ciął krucyfiks na mniejsze fragmenty okazało się, że głowa Jezusa jest wydrążona, a w środku, zawinięty w jedwab, spoczywał tenże przepiękny złoty krzyż.

To jednak zostawia jeszcze więcej pytań. Czemu ktoś go tak skrzętnie ukrył? Nie wiadomo. Posiłkując się wiedzą o innych tego typu przypadkach obstawiam działania wojenne. Mi osobiście najbardziej prawdopodobna wydaje się fala reformacji, która przetaczała się przez północną Europę w XVI wieku - protestanci niszczyli i grabili katolickie świątynie i nie uznają kultu relikwii, uzasadnione byłoby ukrycie przez biskupa tak cennego artefaktu. Choć nic nie wyklucza, że stało się to znacznie później, przy innej okazji. Można jeszcze postawić jedno pytanie: jakim sposobem bizantyjski krzyż znalazł się we (wtedy jeszcze) duńskiej stolicy? Tutaj domysły można snuć i snuć. Duńczycy nie brali udziału w IV krucjacie, a żadna normańska księżniczka ze zbizantynizowanej Sycylii (tak) ani tym bardziej bizantyjska, nie wyszła za króla Danii. Te dwie najbardziej oczywiste drogi odpadają więc - jakież inne bardziej kręte pozostały...? Nie ważę się na to odpowiadać.



Ostatnim ornamentem tworzącą ten nadruk jest mozaikowy motyw ciągnący się w pionowych pasach między postaciami, którego ciągłość jest zachowana przez lustrzane odbijanie go, gdy zdjęcia już brakło. Czy jest to dzieło bizantyjskie... po części. To jedna z mozaik zdobiących wnętrze Kopuły na Skale, muzułmańskiego sanktuarium w Jerozolimie, jednego z najświętszych miejsc islamu. Kalif abd al-Malik, zachwycony wnętrzami bizantyjskich świątyń, które wówczas stały jeszcze w Syrii, chciał zbudować coś podobnego, co będzie przy tym wyjątkowe i zachwyci świat. Sama konstrukcja Kopuły na Skale, ośmiokątna i z kopułą, jest bazowana na tym samym planie, na jakim budowane były ówczesne chrześcijańskie kościoły. Kalif wynajął mistrzów mozaikarskich, by nadzorowali prace nad zdobieniami. Tak powstały mozaiki, które wypełniają założenia sztuki islamu - brak tu zakazanych przedstawień figuralnych, są zaś korony, biżuteria, motywy roślinne, geometryczne kształty - lecz których estetyka jest ewidentnie bizantyjska przez kolorystykę, silne sformalizowanie, niedoskonałą symetrię i brak tego charakterystycznego dla sztuki islamu horror vacui, czyli lęku przed pustą przestrzenią.



Można zauważyć, że mozaikowym pasom towarzyszą pasy z kamieniami osadzonymi w złocie. Bez lęku, tych nie będę opisywać, nawet ich nie szukałam >D Pod tym względem chińscy projektanci wygrali z moją żyłką poszukiwacza. Lecz ja wygrałam z nimi pod innym względem...~

Czy w czasie czytania tej notki zastanowiło cię, skąd taki dobór motywów? Gdzież wynaleźli takie mało znane - i mało bizantyjskie, mimo sugestii nazwy - mozaiki? Doprawdy, człowiek bardziej spodziewałby się Teodory, Justyniana, Zoe Porfirogenetki i Ireny Węgierskiej. Te przynajmniej byłby pochodzenia bezsprzecznie bizantyjskiego...

Mnie zastanowiło. I odkryłam to w trakcie poszukiwań relikwiarza z Roskilde. Wszystko inne miałam już znalezione, to była ostatnia rzecz, która mi umykała. Wpisywałam wszystkie możliwe hasła w kilku znanych mi językach. Gdy złapałam się na googlowaniu tak specjalistycznych pojęć jak np. crux gemmata i one też nie przynosiły rezultatu, pomyślałam wtedy, że może obrałam trudniejszą drogę. Postanowiłam założyć konto na stronie, na której jest wszystko - Pintereście i zerknąć tam. I tam wreszcie znalazłam ten dwubelkowy krzyż. A potem...

A potem z ciekawości wpisałam w tagi byzantine mosaic. ...doprawdy, gdybym miała tam konto wcześniej, zaoszczędziłoby mi to wiele szukania. Wszystkie bowiem mozaikowe obrazki z tej spódnicy były jednymi z PIERWSZYCH, które wyświetliły się pod tym tagiem. Maria i obie babeczki były nawet już tak dogodnie poprzycinane jak widać tu, choć w źródłowym linku zdjęcia są panoramiczne. Wszystko otagowane jako bizantyjskie, nawet ten nieszczęsny niemiecki krzyżyk, który swoją drogą też odnalazłam na tej stronie. Jeśli mam w ten sposób odnajdywać źródła kolejnych możliwych historycznych nadruków, to kończę z tym biznesem, bo to nie jest satysfakcjonujące. Nawet za cenę tego, że wiem teraz, że na spódniczce, w której nazwie widnieje szumna nazwa "Byzantium", na 7 motywów możliwie bizantyjskie są trzy, a bez żadnych wątpliwości aż jeden. Gratulacje, to brzmi jak świetny wynik >D A na przyszłość nie wierzcie na ślepo temu, co jest w internecie.


Źródła oryginalnych zdjęć: 
gotyckie okno: (x)
św. Gerwazy: (x)
mozaiki z kościoła na Zatybrzu: (x); a przynajmniej tak twierdzi Pinterest
niemiecki wisior: (x)
krzyż z Roskilde: (x)
mozaika z Kopuły na Skale: (x)

6 komentarzy:

  1. Na Twoich zdjęciach wszystko wygląda lepiejXD

    Ja jestem co prawda tylko małą, nieznającą się na rzeczy pasjonatką-ignorantką, ale doprawdy, jeśli w tym tekście nie widać Twojego uwielbienia do Bizancjum (chociaż antypatia wobec Starożytnego Rzymu jest na mocnym drugim miejscuXD tym samym co manga>D) i jeśli po przeczytaniu całości nie można odnieść wrażenia, że była to cywilizacja interesująca, o której samemu warto choć trochę w wolnym czasie poczytać z czystej ciekawości, to nie mam pojęcia jakimi słowami można to było wyrazić lepiej D:

    Co do identyfikacji i opisu poszczególnych elementów wzoru - jestem absolutnie pod wrażeniem D: I aż mi głupio, bo przeczytałam notkę niemal jednym tchem (co niemal przypłaciłam sinicą:'D), wychwytywałam łapczywie wszystkie szczegóły, które teraz krążą mi pod dymiąca nadal kopułą i mieszają się w jeszcze większym nieładzie niż na opisywanej spódnicy, a ja... nie znajduję żadnych wielkich słów, aby wyrazić moje uznanie, słów wystarczająco godnych takiego tekstu. Cóż mogę rzec więcej? Po prostu widać, jak wielką frajdę sprawia Ci rola historycznego detektywa (i nawet nie mów, że kończysz z tym biznesem przez tego typu wyszukiwanie, wszyscy wiemy, że to silniejsze od Ciebie i nigdy tego nie porzucisz>D). Znalazła się nawet wzmianka o samym kolorze, który mnie nawet nie przyszedł do głowy jako coś istotnego! Wszyscy Chińczycy, którzy chcieliby popełnić podobną lolicią kiecę powinni przyjść do Ciebie na lekcję historii. Teraz już przynajmniej wiemy, w jaki sposób szukają oni grafik do obrabiania w fetyszopie i stwierdzenie "nie wierzcie na ślepo temu, co jest w internecie" powinno być zaadresowane przede wszystkim do nich:'D

    A teraz lekka zmiana klimatu: ja marudzę, gdy ludzie w internetach czepiają się mojej ni to dziewczęcej ni to chłopięcej twarzy, a oto sama wzięłam Marię za faceta!XD Faktem jednak jest, że oryginalna mozaika oglądana w całości nie pozostawia już takich wątpliwości odnośnie płci. Z drugiej strony ze względu na moją uroczą pomyłkę zaczęłam żywić wielką sympatię do tej konkretnej mozaiki i teraz jest ona zdecydowanie moją ulubioną z całego wzoru na tej spódnicy, nawet Gerwazy się nie umywaXD Podoba mi się również to, że zdemaskowałaś nawiązanie do Pieśni nad Pieśniami i wytłumaczyłaś alegorię "Maria Ecclesia" (o której sama do tej pory nie miałam pojęcia, w szkole karmiono mnie jedynie okrojoną wiedzą, że wspominana w pieśni Oblubienica to Kościół i w zasadzie na tym się kończy cała historia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zdjęcia są poprawiane >D

      Ej no, ale sprzedałam niusa o wielokrotnym używaniu krzyży przez Rzymian, czy wspominałabym o tym, gdybym ich hejciła? D: XD Przez Katullusa nabrałam do nich trochę sympatii, ale nadal spośród wszystkich, z jakimi mam do czynienia, oni zajmują ostatnie miejsce XD

      Bardzo miło mi to czytać ;u; Ale mimo wszystko nie mogę pozbyć się wrażenia, że czasem brnę w detale, które nie są ani potrzebne, ani ciekawe. Lubię konstruować takie zawiłe teksty, obudowane milionem dygresji i pobocznych skojarzeń (nadmierne komplikowanie wszystkiego też jest uważane w końcu za bizantyjskie >D Ale nie robię tego celowo XD), bo fajnie mi się to pisze, ale czy to się dobrze czyta... pojęcia nie mam, mogę polegać tylko na cudzych opiniach. A skoro czachy dymią, to chyba jednak nie jest najlepiej 8'D Staram się nie zapominać, że czytają mnie zapewne sami laicy i próbuję tłumaczyć łopatologicznie nawet to, co sama uważam za powszechnie znany banał, ale czy to mi ostatecznie wychodzi - nie wiem.

      A mi się Gerwazy bardzo podoba, ma fajnie zestawione kolory - ta butelkowa zieleń i siarkowa żółć złota <3 No i pewien detal na jego stroju świadczy o tym, że ten jest akurat w 100% bizantyjski, cesarski XD
      JAK MOGŁABYM NIE ZDEMASKOWAĆ NAWIĄZANIA. Proooszę cię >D Jestem zdeklarowanym łacinnikiem; widzę ten język i wpadam w (pozytywny) szał tłumaczenia >D A że to jeszcze z mojej ulubionej księgi, no to... XD

      Usuń
  2. To zdecydowanie najciekawsza notką, jaką miałam okazję czytać od baaardzo dawna :D
    Osobiście stawiałam, że Chińczycy wpisali w google grafikę jakieś proste hasła kojarzące się z Bizancjum i na tym skończyli swoją robotę. Ostatecznie niewiele się myliłam :P
    Teraz czekam na jakąś stylizację z użyciem tej spódnicy. Ciekawe, czy stworzysz zestaw raczej lolici, czy też całkiem "po swojemu". Znając Ciebie to raczej ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna, ale kto wie, może zrobisz niespodziankę, tworząc czysto lolici zestaw z lolicią spódnicą? >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, o dziwo, Google grafika mi tu za cholerę nie pomagała XD Już nie pamiętam, co ja magicznego wpisałam, żeby znaleźć w końcu przez przypadek Marię i te kobiety, ale to było jakieś skomplikowane hasło i zdecydowanie ani nie jeden z pierwszych wyników, ani nawet nie ujęcie pozwalające na takie ładne wycięcie motywu. Na tę ostatnią, arabską, wpadłam przypadkiem na angielskiej Wikipedii, bo miałam sobie odpuścić szukanie jej... A potem Pinterest wywala wszystko jak na dłoni :x

      Kształt spódnicy sprawia, że nie da się odciąć od pewnych skojarzeń XD Sylwetka stroju z tego typu spódnicą i halką (a bez halki to bez sensu, bo wzoru nie będzie widać) zawsze będzie nasuwała na myśl lolitę. Mogłabym założyć do tego nawet podarte rajty, a laicy i tak będą w tym widzieli styl lolici >D Będę na pewno kombinować i starać się bardziej iść w kierunku dolly kei, który jest mi najbliższy ze wszystkich styli wykorzystujących więcej niż 2 kolory.

      Usuń
  3. Niesamowity post :) Podziwiam Cię za to, ile czasu poświęciłaś na "rozszyfrowanie" tej spódnicy, bo przyznam szczerze, że to było niemałe osiągnięcie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Fakt, zajęło mi to dobrych kilka tygodni, ale to satysfakcjonujące dla mojego wewnętrznego Indiany Jonesa.

      Usuń