2 maja 2015

INNOCEN† SPOOK

My sympathy to witch house is fairly moderate at its best, but that's not the point. Aesthetics of the names used in it seemed the most appriopriate for today's coordinate, set a little in nu-goth style - which I also like fairly moderately; more on other people than on me. So, nu-gothy elements... and absurd amount of ruffles and loose sweater is from mori kei? Or maybe my pale flower crown maks it pastel goth after all? But wait, I always use these leggings for making oldschool outfits... I find it funny when people force themselves to fit into labels, feeling more or less accurately they don't quite fit, but even then convincing themselves they do, like something would depend on this. I created a separate name for my own style so I don't have to think which of the already existing ones is the most similar, since the key point of mine is mixing. The only problem is tagging outfits later on the blog >D
As much as I love these shoes and as much as they're comfortable, they turned out to be not really suitable to walk down steep stairs in my university >D The things my shortness complex makes me do... Oh, and this shabby chic flower crown was more for spontaneously channeling in an obscure way a certain Roman poet, rather than for making a perfect match for the rest of the outfit.

Moja sympatia do witch house'u jest mocno umiarkowana, ale to nie o niego tu chodzi. Estetyka nazw w nim używanych wydała mi się odpowiednia dla dzisiejszego zestawu, osadzonego lekko w stylu nu-goth - który też lubię umiarkowanie; głównie na innych, nie na sobie. No więc elementy nu-gotyckie... a absurdalna ilość falbanek i luźny swetras jest z mori kei? A może liliowy wianek sprawia, że to jednak pastel goth? No ale chwila, przecież tych legginsów używam zazwyczaj do tworzenia oldschoolowych stylizacji... Bawi mnie, gdy ludzie na siłę próbują się określić istniejącymi szufladkami, stale mając mniej lub bardziej uzasadnione poczucie, że nie do końca do nich pasują, jednak trzymają się ich kurczowo, jakby coś od tego zależało. Ja stworzyłam własną nazwę dla całokształtu mojego stylu, by nie zastanawiać się, któremu z cudzych odpowiada najbardziej, skoro jego punktem kluczowym jest mieszanie. Problem generuje jedynie przydzielanie stylizacji do kategorii na blogu >D
Jak kocham te buty i jakkolwiek są bardzo wygodne, tak do schodzenia czterech pięter po stromych schodach w moim wydziale okazały się nie nadawać >D Do czego mnie zmusza mój kompleks niskiego wzrostu... Och, a sielski wianuszek z listkami i brązowymi rzemyczkami był dla spontanicznego wyrażenia w hermetyczny sposób mentalnego związku z pewnym rzymskim poetą, a nie dla idealnego dopasowania do reszty stroju.



Oversized cardigan - thrift store
Frilly tunic - thrift store
Wet-look leggings - market stall, altered by me
Platform shoes - bought secondhand (czasnabuty.pl)
Wide studded belt - thrift store
Fingerless gloves - thrift store
Harness - tied with thrifted scarf
Flower crown - borrowed from my roommate

13 komentarzy:

  1. Awww, pastelowe kwiatki - tak też pomyślałam na samym początku, za czym natychmiast podążyła myśl, że raczej bym się u Ciebie takich dodatków nie spodziewała. Ich kolor rozbudził mój głód na lawendowo-wrzosowo-jasne akcenty, których nagle zabrakło mi w pozostałej części stroju. Oczywiście skojarzenie z pastel gothem (na który ostatnio trochę choruję:x) było natychmiastowe i mimowolne, więc oczami wyobraźni już dokładałam Ci jakiś inny słodki element, na przykład torebkę w kształcie jednorożca-zombie (tak a propos zdegenerowanego poczucia humoru). I wtedy przeczytałam zdanie o rzymskim poecie, które natychmiast zamknęło mi gębę>D Tak, ten argument usprawiedliwia wszystko<3

    Ja się może nie znam (mój tradycyjny cytat, który przejdzie do historii... powinnam to pisać po łacinie>D), a określenie witch house kojarzyło mi się do tej pory jedynie z piernikową chatką (i z taką jedną grą zrobioną w rpg makerze, genialna<3), jednak nie wahałabym się ani chwili ze stwierdzeniem, że powyższa kreacja jest mocno osadzona w Twoim własnym, charakterystycznym stylu, nienależnie od tego w jaki sposób można by zaszufladkować poszczególne jej elementy. Bardzo chętnie bym powiedziała, że bawi mnie gdy inni ludzie próbują na siłę wszystko skategoryzować, ale obawiam się, że kto jak kto, ale akurat ja nie mam do tego niestety prawa. W końcu jeszcze nie tak dawno sama próbowałam się na siłę podczepić pod jedną popularną szufladkę, chociaż nigdy jej tak naprawdę nie reprezentowałam. Do tej pory jeszcze mi się zdarza myśleć według systemu etykiet, co między innymi udowodniła mi właśnie ta notka. Na szczęście gdy człowiek uświadomi sobie w dosadny sposób własną hipokryzję to zaczyna się bardziej pilnować, by nie popełniać już tego samego błędu. Podobnie mam nauczkę, by nie reagować zdziwieniem na niespodziewane elementy, bo ich pojawienie się wcale nie musi oznaczać zmiany wizerunku, nie musi być częścią misternego planu, w którym kryje się manifest i wielka ideologia. Mogą się po prostu pojawić spontanicznie, jako element zaskoczenia albo delikatna aluzja do tego co tylko autorowi wiadome. I muszę przyznać, że taka koncepcja chyba nawet bardziej do mnie trafia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz ci los, ale ze mnie kretyn. Jeśli zwrot "nescio" można potraktować jako wyznanie niewiedzy to na dobrą sprawę mogłabym zacytować Katullusa (trochę w innym kontekście, ale co tam:x). Brzmi znacznie lepiej niż Sokrates w oryginale.

      Usuń
    2. I tym różnię się od ciebie i Szczurci - u mnie kolorowe akcenty nigdy, ale to przenigdy nie mają partnerów w innej części stroju XD Zawsze jest jeden, w dwóch wyczuwam już jakąś rażącą pstrokaciznę (której zapewne nie ma, bo na innych mi to zazwyczaj nie przeszkadza, ale gadaj tu z paranoją). Może kiedyś zaryzykuję, ale póki co nie potrafię sobie nawet wyobrazić takiej stylizacji.

      Witch house, do którego ja się odnoszę, to taki gatunek muzyczny, który sam w sobie wydaje mi się trochę żartem, a już zwłaszcza te mistyczne nazwy zespołów i tytułów, pisane przy hojnym użyciu symboli graficznych i innych znaków specjalnych XD Ale jest popularny wśród nu- i pasteli, więc generator poszedł w ruch >D
      Miałam taką znajomą, która zakładała jednego dnia hipisowską spódnicę, kolejnego koszulkę w paski, a jeszcze kolejnego coś z czarnej koronki... I nie ma w tym nic dziwnego, no bo po co się ograniczać - ale ona pytała mnie w te dni "czy jak założę taką spódnicę, to będę hipiską?", "czy wyglądam jak emo?" "czy ludzie będą uznawać mnie za gotkę?" - a potem wyrażała silne wątpliwości, że może nie powinna tego nosić, bo jest niedostatecznie hipisowska/punkowa/mroczna. Głównie to ją miałam w myśli pisząc ten tekst...

      Przyzwyczaj się teraz do widoku niepasujących do niczego wianków 8D I, CHOLERA, nie wiem, do jakiego wiersza się odnosisz, co mi w sumie trochę rani serdusio, no bo co, mój ulubiony poeta? A Sokrates w oryginale, jako, że to Grek, brzmi super, ale ponieważ nie uczą nas metrum, to cała śpiewność akcentowania tego języka idzie się paść i odmawiam czytania tego </3

      Usuń
    3. Mnie się cały czas bardzo podoba pomysł na paznokcie w kolorze takiego pojedynczego barwnego akcentu znajdującego się w samym stroju. Jest to jakby nie patrzeć swego rodzaju dopełnienie bez konieczności angażowania innych kolorowych dodatków.

      Ano, po przeczytaniu notki spytałam wujka Gugla co o tym sądzi (ale nie chciałam się wymądrzać i udawać, że coś wiem, bo przecież nie wiem>D) i zdaje się, że pierwotna koncepcja (przynajmniej z nazwą) faktycznie miała być żartem, więc wszystko jak najbardziej na miejscu>D

      Takie zachowanie też do pewnego stopnia przypomina mi mnie samą (ach, ten egocentryzm>D), zwłaszcza moje biadolenia w stylu "jestem za stara i za mało urocza na lolitę!", chociaż i tak przed spory kawał czasu klasyfikowałam własne stylówy jako lolicie. Na szczęście czuję się coraz bardziej wyleczona, tak z biadolenia jak i z szufladkowania.

      "(...) nescio, sed fieri sentio et excrucior." - wiem, strasznie to naciągane, ale moja interpretacja brzmi następująco: ja również jestem rozdarta gdy widzę, jak niski jest mój poziom wiedzy związany z tematyką alternatywną:x (nie wiedzieć czemu, prawdopodobnie przez same klimaty poetyckie, ale przy okazji przypomniała mi się Carmina Burana, z której mam wyjątkową uciechę, bowiem mój kot zwie się Buran>D Takie tam laickie suchary)

      Ja niestety w ogóle nie uczyłam się greki, więc nie umiem poprawnie przeczytać "Oida ouden eidos" i wszystkie ewentualne próby kończą się dość żałośnie. Z drugiej strony skoro znowu nie wiem i się nie znam to czemu w ogóle porównuję brzmienie jednego i drugiego? Oto jak w krótkim czasie z przeciętnego kretyna stać się jeszcze większym:x

      Usuń
  2. Takie buty na szmatach D: ? Są przepiękne. :3 Ta stylizacja jest genialna, wbrew pozorom bardzo współczesna. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na szmatach D: "Thrift store" to szmaty, "secondhand" to w moim przypadku "z drugiej ręki" od faktycznej osoby. Upolowane na Vinted w tym przypadku. Powinnam pisać takie rzeczy? Nigdy nie wiem...
      No ja nie powiedziałabym, ze "wbrew pozorom", bo jak dla mnie idealnie wpisuje się w aktualny trend w stylistyce gotyckiej, ale dziękuję <3

      Usuń
    2. Sorry, faktycznie.. Zapomniałam, że istnieją inne platformy sprzedażowe niż mój "ściucha" XD

      Usuń
  3. killer shoes, but i could never walk in them. witchhouse is a trend just like the entire nu goth tumblr shit and will soon pass making a way to something new. love the photos and architecture, makes me wish to have more time for photography!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. They are hella comfortable, you wouldn't believe! (cobblestones though...) Well, I like nu goth, this style looks atmospheric, yet is totally effortless. Why spend much time on dressiing up, when you can turn into a shapeless black thing instead? >D Though I have to admit, I prefer elaborate, complicated and not necessarily comfortable outfits.

      Usuń
  4. Ten wianek to absolutne szaleństwo! >DDDD
    Do niczego nie pasuje (tak, wiem - u mnie musi być coś "do kompletu" żeby pasowało), znacznie lepiej wyglądałyby czarne róże z kolcami/ćwiekami, albo chociaż paznokcie zrobione pod kolor kwiatów... chociaż miałam nawet bardziej szaloną wizję: rogi z ristajla! Kill me pls 8D
    A tak serio, to sama rozkminiałam zakup opaski z kwiatami w kolorze pudrowego różu - była zachwycająco piękna, ale ostatecznie moja kolorofobia, która ostatnimi czasy srogo się nasila, wzięła górę i wyszłam ze sklepu ze łzami w oczach i pustymi rękami [*] Tyle dobrze, że Ty swoją pożyczyłaś i nie będzie Ci zalegać w szafie, robiąc niemy wyrzut "skoro wydałaś na mnie hajs, to użyj mnie chociaż raz!" >D
    Zestaw przyjemny dla oka, kocham kolory na Twoich zdjęciach - ich intensywność, wyrazistość i nasycenie. Dzięki temu naprawdę dobrze ogląda się wszystkie Twoje zestawy ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, opaska z kolcami chodzi mi po głowie, nie myśl, że nie XD Ale poeci martwi od 20 wieków wymagają spełnienia ofiary tu i teraz, bez względu na wszystko XD
      Poza tym muszę przyznać, że ja bardzo lubię takie nieoczywiste, koniecznie pojedyncze plamy koloru. Jest w tym coś fajnego, jak tylko wianek jest żółty, tylko paznokcie są błękitne albo tylko paski na rajstopach są białe. W moich oczach to dodaje wrażenia zabawy wizerunkiem, zamiast dopasowywania wszystkiego idealnie. Nie pociąga mnie idealność >D
      Nawet nie wiesz, jak dobrze mi to czytać ;_; Na laptopie mam bardzo jasny monitor, zdjęcia na nim wyglądają na wyblakłe. Przyciemniam je - a kilka tygodni później patrzę na nie na domowej stacjonarce i stwierdzam, że nic nie widać. Staram się od dłuższego czasu pohamować moją żądzę przyciemniania zdjęć ze względu na tę różnicę, ale prawda jest taka, że nie potrafię tego wyczuć. Te były dwukrotnie rozjaśnione i siedząc teraz na domowym widzę, że to było bardzo dobre posunięcie O_o

      Usuń