30 listopada 2014

Alice in her party dress

The second and last day of Return to the Batcave festival has come to an end and the only thing besides photos that reminds me about the amazing time I had are sore muscles in my arms and waist (wut). As for me, this evening has been dominated by bands with female vocalists - although they were slightly outnumbered by bands with male vocalists, in my opinion they were way better musically and gave better shows. Totenwald, Hatestory, Ba13 - I had the most fun during their gigs. I also enjoyed Ascetic, their music was not the one to dance crazily, but it was wonderfully trancing, yet not boring. The rest of the bands didn't rip my fishnets, and I was 69274% done when some unbelievable idiots, who apparently couldn't read and understand a simple message written on the door, started to smoke inside the club, so I went nuts and left during the gig of Soror Dolorosa. With no bigger regrets, though, because imitating The Sisters of Mercy can never be done right.

Drugi i ostatni dzień festiwalu Return to the Batcave dobiegł końca i poza zdjęciami na tle drzwi do kibelków (bo oficjalnych jeszcze w necie nie ma >D) już tylko zakwasy w rękach i talii przypominają mi o tym cudownie spędzonym czasie. Ten wieczór był jak dla mnie zdominowany przez zespoły z kobietą na wokalu - choć co prawda ilościowo wypadło ich o jeden mniej niż tych z facetem, to moim zdaniem pod względem muzycznym, dania show i porwania w tan publiczności babeczki rozgromiły całą resztę. Totenwald, Hatestory, Ba13 - na tych koncertach wytańczyłam się wczoraj najlepiej. Bardzo podobał mi się także występ Ascetic, choć nie była to muzyka do szaleństw, to i tak cudownie wprawiała w trans bez przynudzania. Reszta zespołów nic mi nie urwała, a skończeni idioci pozbawieni zdolności czytania prostych komunikatów, którzy palili w klubie papierosy, ostatecznie przekonali mnie do urwania się z Soror Dolorosy - wszakże bez większego żalu, bo naśladownictwo The Sisters of Mercy nigdy nikomu nie wychodzi dobrze.



Tank top - RTTB merchandise
Vertical stripes skirt - H&M
Net shrug - thrift store
Laced boots - Wojas
Fingerless lace gloves - handmade
Ruffly cuffs - handmade
Chain choker - chain belt
Chains necklace - chain belt
Silver collar necklace - H&M
Ankh necklace - souvenir from the seaside
Chain with clam bells - anklet swapped with roommate
Bullet pendant - repurposed keychain
Rosary belt - KappAhl

29 listopada 2014

Return to the Bat-Gay

Hah! I bet you lately look at me through the lens of my most recent, toned down outfits and long break from posting anything, so you've forgotten which gothic style Ra loves the most. However, to be honest, the profile photo on the right was to remind you constantly what my true colours are...~ And the colours are these of gothic oldschool. Heavy oldschool mixed with deathrock. Teased hair, tons of ripped tights, non-matching garments, heavy make-up and more chains than a neck can carry - all with a splash of cheesy zombie horror look. So if you're a person who followed this blog recently hoping to look at elegant gothic outfits, then the photos below will surely surprise you very much. But that's who I really am and I can't be sorry for this >D

Ha! Mogłabym się założyć, że od dłuższego patrzycie na mnie przez pryzmat moich ostatnich stonowanych stylizacji i wcześniejszej długiej przerwy w postowaniu czegokolwiek i pozapominałyście, jaką to stylistykę gotycką Ra lubi najbardziej. Choć, między Morzem a prawdą, zdjęcie profilowe widoczne po prawej stronie miało na celu wam nieustannie sugerować, co tak naprawdę we mnie siedzi i co może się kiedyś jeszcze zamanifestować...~ A siedzi we mnie mały żelkowy nietoperz, który kocha gotycki oldschool. Ciężki oldschool zmieszany z deathrockiem. Natapirowane włosy, podarte rajstopy w ilościach hurtowych, niepasujące do siebie elementy, wyzywający makijaż i więcej żelastwa niż szyja może unieść - a to wszystko sowicie podlane kiczem jak ze złego zombie horroru. Tak też jeśli jesteś osobą, która zaobserwowała tego bloga niedawno, z nadzieją popatrzenia na elegancki gotyk, to poniższe zdjęcia mogą cię bardzo zdziwić. Ale to jest właśnie to, kim jestem i nie jest mi przykro z tego powodu >D


Ripped top - thrift store, altered by me
Cruched velvet mini skirt - thrift store (Atmosphere)
Corset with lace - Rebel Madness
Fishnet sleeves - made from thrifted tights
Laced boots - Wojas
Tights - three pairs, striped from H&M, fishnet thrifted
Choker - chain belt
Black pearls necklace - Chinese market
Chain with clam bells - ankle bracelet swapped with roommate
Big chain necklace - H&M
Key necklace - Lokaah
Ankh necklace - souvenir from the seaside
Bracelets - Lokaah
Band rings - gift from a friend, Diva
Big black and geometric rings - H&M
Smaller black and blue rings - Lokaah

It's a party outfit of course. Yes, it happened at last and I went on my first music festival on 28th of November. Return to the Batcave, that's what it's name is and it's a two days long event organised in Wroclaw, where play bands which have in common a certain oldschool and horror sound, while their genres are quite different from each other. I've been eyeing this event for some years, but been always discouraged by the necessity of going to another city - now I live here, so I decided to take the chance and experience how does it feel when batcave plays loudly for several hours and people around look like taken straight from the 80s. I wasn't disappointed.
I went there without knowing any of the bands, I've just heard their names at some point of life. My favourite during yesterday evening was The Mescaline Babies - an excellent, energetic deathrock; I danced so hard during their gig that lacquer completely fell off from my black pearls and they're not black anymore (instead, my cleavage was). I greatly enjoyed also the gig of the gothabilly-horrorpunk The Last Days of Jesus and was positively surprised by Joanna Makabresku, the only one band I knew before and knew I don't like their music. Maybe it was the magic of a live gig, but I had a really good time. I found Popoi Sdioh to be the weakest part of the festival - maybe the rest of the songs they played were better than the first, but I hadn't give myself a chance to check it. The Spiritual Bat had a bad timing, I liked their music, but it was way too... well, spiritual and atmospheric to be played on the end, where half of the people were tired and sleepy.
In a few hours, still today, I'll be heading off to the second day of the festival. In different clothes, because the opportunities to dress in batcave clothes happen way too rarely in my life so I have to exploit this chance to the maximum.

Rzecz jasna to stylizacja imprezowa. Tak - wreszcie się to stało i 28 listopada poszłam na pierwszy festiwal muzyczny w życiu. Return to the Batcave, tak brzmi jego nazwa i jest dwudniową imprezą organizowaną we Wrocławiu, w czasie której dają koncerty zespoły, które łączy ten nieuchwytny klimat oldschoolu i horroru, a rozpiętość gatunkowa grup jest całkiem spora. Od paru lat właściwie miałam oko na tę imprezę, lecz zawsze zniechęcała mnie konieczność jechania do innego miasta - teraz mam ją na miejscu, więc postanowiłam skorzystać z tej okazji i poczuć, jak to jest, gdy przez kilka godzin huczy batcave nie ze słabych głośników, a ludzie dookoła wyglądają jak przeniesieni żywcem z lat 80. Nie zawiodłam się.
Poszłam na festiwal bez znajomości muzyki żadnego z zespołów, chociaż słyszałam ich nazwy. Moim osobistym hitem wczorajszego wieczoru stało się The Mescaline Babies - świetny, energiczny deathrock, który porwał mnie do tak dzikich pląsów, że z moich czarnych perełek całkowicie odlazła emalia i czarne już nie są (za to mój dekolt był). Tak, powyższe zdjęcia były zrobione tuż przed ich koncertem >D Świetnie wybawiłam się też na gothabilly-horrorpunkowym The Last Days of Jesus. Pozytywnie zaskoczyła mnie Joanna Makabresku, która była jedynym zespołem, który słyszałam wcześniej i nie przypadli mi do gustu - nie wiem, czy to nie sprawka tej magii występu na żywo, ale podobało mi się. Słabym punktem było dla mnie Popoi Sdioh, z którego się zmyłam, więc nie wiem, może kolejne kawałki był lepsze niż pierwszy - i The Spiritual Bat, którego muzyka sama w sobie bardzo przypadła mi do gustu, ale była zbyt... hm, uduchowiona i nastrojowa jak na zespół grający na samym końcu, gdy połowa gości jest na granicy spania.
Za kilka godzin, jeszcze dzisiaj, będę zmykać na drugi dzień festiwalu. W innych fatałaszkach, bo gdy tak rzadko ma się okazję do wskoczenia w tak kochany batcave, trzeba maksymalnie korzystać z otrzymanej raz okazji.

25 listopada 2014

Blue, gold and four eyes

Don't let the blue and sunny sky on photos below fool you. It was freakishly cold. And either I will find a decent interiors to take photos in, or I'll have to put my blog on a winter hiatus, because with each day the weather, where I can and want to take my coat off without paying the price of falling ill, falls ever deeper into oblivion.

Nie dajcie się pod żadnym pozorem zwieść bajecznie błękitnemu i słonecznemu niebu na poniższych zdjęciach. Było nieludzko zimno. I albo wpadnę na jakieś interesujące wnętrza do robienia w nich słitfoci, albo zawieszę bloga na kilka miesięcy, bo z każdym dniem coraz bardziej ucieka w niepamięć pora, w której mogę i chcę zrzucać z siebie płaszcz na ulicy bez grozy przypłacenia tego katarem.


Sometimes in my life happens a Good Hair Day, but it's cold and I have to have my head covered. Or a day, when I wear some fancies in my hair, but it's cold and I have to have my head covered. Beanies and other winter caps just love to flatten the hair and you can't stuff any hair ornaments under them. So, what to do, when you want to both look good and not have frostbitten ears? I don't really know how people bound by conventions deal with it, but I myself take delight in wearing a hijab. Yes. A scarf loosely wrapped around the head and neck doesn't destroy the hairdo and is warm enough to protect ears, throat and sinuses. Not to mention it suits my face and my Eastern sympathies.
Of course, there is a downside of wearing such controversial garment, like, for example, getting more stares on the street than usual. Mind it, ethnic and religious minorities are really minor in Poland, so hijab wearer is indeed a rare sight - still, it doesn't excuse any of the stupid dudes staring so hard they nearly bump into me. But I don't care if somebody thinks I'm Muslim - it's not like my penchant for showing off my legs is a good sign I'm not, is it? Then again, every Polish person thinks they are an expert on everything and they all know everything better than you. Yet I still prefer my motives, in which I avert the symbolic meaning of this garment belonging to the religion I don't respect - something meant to be used for covering the beauty of hair from the eyes of the strangers, is used by me for maintaining the beauty of my hair in order to have them look good when I'm among strangers.
And the butthurts...? Well, as long as the butt which hurts is not mine, then I can't care less.

Czasem zdarza się taki dzień, w którym moje włosy wyglądają nadzwyczaj dobrze, lecz jest zimno i trzeba zakryć głowę. Lub taki dzień, w którym mam w nich jakąś dużą ozdobę - lecz jest zimno i trzeba zakryć głowę. Czapki przyklepują włosy i ciężko też pod nimi upchać stroiki. Jak wybrnąć z sytuacji, gdy chce się mieć ładną zimową stylówkę i zapobiec odpadnięciu uszu? Nie wiem, jak rozwiązują to ludzie spętani konwenansami, ale ja osobiście od pewnego czasu cieszę się urokami noszenia hidżabu. Tak. Szal luźno zawiązany wokół głowy i szyi nie psuje fryzury, a przy tym jest na tyle ciepły, że ogrzewa uszka, gardło i zatoki. Poza tym pasuje do mojego typu urody oraz wschodnich sympatii.
Oczywiście, jest to dość kontrowersyjny element garderoby, przez co ma też swoje minusy, jak na przykład wzmożoną ilość spojrzeń na ulicy - w tym idiotów, którzy wgapiają się tak nachalnie, że niemal na mnie wpadają. Jednak nie obchodzi mnie, czy przypadkowi przechodnie na ulicy biorą mnie za muzułmankę, bo przecież każdy Polak jest "ekspertem" od wszystkiego i wie, że każda kobieta z zasłoniętymi włosami jest muzułmanką, nawet wtedy, gdy eksponuje nogi i zazwyczaj widać jej grzywkę. Ja wolę moje własne poczucie wypaczania symboliki tego nakrycia głowy należącego do religii, którą gardzę - coś, co wedle zaleceń ma służyć do ukrywania piękna włosów przed wzrokiem obcych, ja używam do zachowania ich dobrego wyglądu, by przed obcymi móc wyglądać jak należy.
A bóle dupy...? Cóż, jak długo to nie moja dupa odczuwa ból, tak długo nie potrafi mnie to obchodzić.


Velvet dress - Allegro (Polish vending website)
Brocade coat - Mohito
Laced boots - Wojas
Black-hold headband - handmade
Cross necklace - Glitter
Black pearls necklace - Chinese market
Bat and crow skull rings - Lokaah
Tights - two pairs, one ripped by me
Scarf - thrift store


Here you can see a main building of the University of Wroclaw. I don't study here, because the building, however enormous, would be too small for masses of students and now serves only for representative purposes. It was built in 18th century in late baroque architectural style (have I ever mentioned I hate baroque and rococo? Now you know.). It's accompanied by a fountain with several naked butts (and not only~) and a gnome wearing traditional academic dress. On the main door you can see a black double-headed eagle - a coat of arms of the Holy Roman Emperors (it doesn't matter at all they were neither Roman, nor holy), since one of them, Leopold I of the Habsburg dynasty gave money for founding the university and you can spot his initials on the body of the eagle. I honestly love the doors in this building, I have a definite soft spot for pairing blue and gold (and imperial two-headed black eagles <3).

Dzisiejsze zdjęcia przedstawiają główny gmach Uniwersytetu Wrocławskiego, obecnie służący tylko dla celów reprezentacyjnych. Został wzniesiony w XVIII wieku w stylu późnego baroku (czy wspominałam kiedykolwiek, że nie znoszę baroku i rokoko? Teraz już wiecie.). Towarzyszy mu fontanna z kilkoma nagimi dupeczkami (i nie tylko nimi~) i krasnal odziany w tradycyjny strój akademicki. Na głównych drzwiach można zauważyć dwugłowego czarnego orła - herb Świętych Cesarzy Rzymskich (którzy ani nie byli rzymscy, ani święci), jako że jeden z nich, Leopold I z dynastii Habsburgów dał fundusze na założenie uniwersytetu i na ciele orła można są umieszczone jego inicjały. Szczerze urzekły mnie wszystkie drzwi prowadzące do wnętrza budynku, zdecydowanie mam duże upodobanie do połączenia błękitu ze złotem (no i cesarskie czarne dwugłowe orły <3).



14 listopada 2014

Gothic churches everywhere

If I had to sum up Wroclaw somehow I would use words from the title. Gothic Churches Everywhere for real. It looks really beautiful, though with one 'but' - all of them look nearly the same. This post will open an informal series of documenting all of these churches on photos, because sometimes when I go to Old Town I'm really confused whether I go in circles around one of them, or do I see red bricked wall of another one already...

Jeśli miałabym podsumować Wrocław, użyłabym do tego zdania z tytułu. Duże Ilości Na Raz Gotyckich Katedr. Co jest bardzo piękne, jednak z jednym "ale" - wszystkie wyglądają niemal identycznie. Ta notka otworzy pewien nieformalny cykl mojego dokumentowania na zdjęciach każdego z nich z osobna, gdyż po wejściu na Stare Miasto czasem nie wiem, czy kręcę się w kółko wokół jednego jak dziecko we mgle, czy to już ceglane mury kolejnego...


As for the outfit, it's nothing special; for a long time it was my casual favourite and I wore it quite often, though it never made it to the photos. I like showing some (nonexistent) cleavage, but sometimes it's not appropriate (even more, when the weather grows ever colder) and I decided to cover it with something. Something that quite interestingly distorted this toned down elegance of the outfit.
You've never seen me wearing correction glasses, and I assure you - I didn't put them on to pose for an intellectual (maybe just sliiiightly >D), but out of actual sight defect. It's so small I'm not required to wear glasses all of the time, so I don't, but after a visit in my home I decided to take them with me, since looking at the board from another end of the classroom was too problematic for me.

Nad stylizacją nie ma się co rozwodzić; od dawna była to jedna z moich ulubionych casualowych i często ją nosiłam, choć nigdy nie było okazji do uwiecznienia jej. Lubię duże dekolty, ale czasem nie pasują (tym bardziej, gdy temperatura z dnia na dzień się obniża) i postanowiłam go czymś przykryć. Czymś, co przy okazji interesująco zaburzyło stonowaną elegancję stroju.
Nigdy nie widzieliście mnie w okularach, które nie są przeciwsłoneczne i zapewniam - nie założyłam ich po to, by pozować na inteligentkę na moich studiach dla buców (choć czy aby na pewno i tym się trochę nie kierowałam... >D), a z powodu faktycznej wady wzroku. Jest ona na tyle niewielka, że nie muszę chodzić w nich cały czas - więc nie chodziłam, jednak wraz z koniecznością ponownego wytężania wzroku przez pół sali, po wizycie w domu wróciłam do Wrocławia z okularami.



Buttoned tunic - thrift store (KappAhl)
Mini skirt - thrift store (H&M)
Fishnet top - thrift store
Ruffly buckle vinyl choker - handmade
Upcycled headdress - handmade
Fingerless gloves - thrift store
Tights - two pairs, both from thrift store
Brocade coat - Mohito
Laced boots - Wojas
Scarf - thrift store


Here is St. Elizabeth of Hungary garrison church, built in 14th century, so its architectural style is genuine gothic, not gothic revival. From the beginning, for good four centuries, it had been Lutheran, because the city was mostly within the borders of Germany. After the end of 2 World War, since the German families were forced to leave the region of Silesia, the basilica had been turned into Roman Catholic one, because this is the main branch of Christianity in Poland. It can be distinguished from other churches here by a single tall tower with Renaissance cap and, in a way, by a roof with red and green checker, but it's not the only one here with such.

To garnizonowy kościół św. Elżbiety Węgierskiej, zbudowany w XIV wieku, więc jest gotycki naprawdę, nie neogotycki. Z początku, przez dobre cztery wieki, był luterański - jednak po zakończeniu II wojny światowej, wraz ze zniknięciem Niemców ze Śląska, przemianowano go na rzymskokatolicki. Wyróżnia się spośród innych tutejszych wysoką pojedynczą wieżą z renesansowym hełmem i poniekąd dachem w czerwono-zieloną szachownicę, ale to akurat nie jest jedyny z taką.


The informal symbols of Wroclaw are gnomes, looking similar to the garden gnomes. Lots of them (very German indeed >D). They are potrayed during various occupations, spotted even in most unusual locations. These three (resting one and two firemen) accompany the St. Elizabeth's basilica.

Nieformalnym symbolem Wrocławia są krasnale. Dużo krasnali (to takie niemieckie >D). Są pokazane w trakcie wykonywania różnych czynności, a znaleźć je można nawet w najbardziej nietypowych miejscach. Te trzy (odpoczywający przy norce i dwóch strażaków) towarzyszą właśnie katedrze św. Elżbiety.

10 listopada 2014

Swirling black flowers totally ripe

I forgot I had to present a handmade headdress long ago, which already have found its way into my outfits and appeared a few times on my blog. It's a bit of a shame to show it after such a long time... but it's way too pretty to not to >D

Wyleciało mi z głowy, że miałam już dawno temu zaprezentować własnoręcznie zrobioną ozdobę na głowę, która w dodatku zdążyła już parę razy trafić do moich stylizacji. Aż wstyd pokazywać ją po takim czasie... ale z drugiej strony jednak jest za ładna, aby sobie to odpuścić >D


I have sewn it on a sewing machine from remains left from scraps I've been sewing skirts out of; they were too small to use them on any skirt, but too nice to throw them out. By pure accident, main theme of this headdress is flowers: flowers on bits of various lace scraps and big shabby chic one made from linen ribbon, decorated with black beads. For adding volume I added thick cotton guipure, a scrap with pintucks and shredded knit, while for additional decoration I sewed a long and narrow strip of fishnet, ribbon and two strands of small beads.

Uszyłam ją maszynowo z odrzutów z szycia (nieukończonych) spódnic ze strzępków; były zbyt małe, by je wykorzystać do spódnicy, lecz wyrzucenie ich było nie do pomyślenia dla mojego wewnętrznego chomika. Zupełnym przypadkiem dominują tutaj motywy kwiatowe: kwiaty na koronkach delikatniejszych i grubszych i przede wszystkim kwiat z lnianej taśmy w stylu shabby chic, przyozdobiony przeze mnie czarnymi koralikami. Dla nadania objętości dorzuciłam grubą bawełnianą gipiurę, szmatkę z zakładkami i podartą dzianinę, a dla dodatkowej ozdoby doszyłam długi i wąski skrawek siateczki, zwiniętą w kokardkę wstążkę i dwa sznurki drobnych koralików.