30 lipca 2014

Can you hear the witches laugh?

Summer causes an existence of a goth turn to really gothic - high temperatures and brightly shining sun throw us into the pit of suffering and despair. At least most of us. And most of us don't give a rat's ass about fitting subculture stereotypes and prefer to enjoy their lives. But how to enjoy life when the weather unleashes true hell on earth? How to dress when you want to maintain aesthetic integrity in such conditions and don't want to remove this certain sense of spookiness from your style?
In my eyes gothic fashion is not a style which likes simplicity, it prefers having a certain degree of complicatedness, be it in patterns, or in cuts, or in accessories. But when the weather brutally forces us to wear as little clothes as possible and as simple cuts as possible - overaccesorizing is the key to still look slightly uncanny in simple black clothes rather than simply wearing black. Summer is the right season for going over the top with accessories - holidays don't really favour perfectionism, they favour freedom, even when it goes into kitschy ways of dressing. Crazy amount of jewellery which didn't suit all these ruffled shirts, pin-up skirt with sweet Mexican skulls and unicorns print, fringed garments, sewn-on sparkling gems - with coming of summer comes the most appropriate time go freely with all fashion follies.

Lato czyni ponurą egzystencję gota prawdziwie gotycką - wysokie temperatury i bystro świecące słońce strącają nas na samo dno otchłani cierpienia i rozpaczy. Przynajmniej większość z nas. I tak samo większość z nas ma serdecznie w nosie pasowanie do subkulturowych stereotypów i woli czerpać z życia radość. Ale jak tu cieszyć się życiem, gdy pogoda urządza istne piekło na ziemi? Jak się ubierać, gdy chce się zachować integralność wizerunku w takich warunkach i nie chce się wyrzucić ze swojego stroju klimatyczności?
Gotyk w moich oczach nie jest stylem, który lubi prostotę, woli raczej pozostawać na pewnym stopniu skomplikowania, czy to w deseniach, czy krojach, czy dodatkach. Gdy jednak pogoda brutalnie zmusza do zakładania siebie możliwie jak najmniejszej ilości ubrań i możliwie jak najprostszych, kluczem jest zestawienie tych prostych czarnych rzeczy z dużą ilością dodatków, by strój nadal miał w sobie coś z tej gotyckiej niecodzienności zamiast być po-prostu-czarnym. Lato jest idealnym okresem do przesady z dodatkami - wakacyjne klimaty nie sprzyjają perfekcjonizmowi, za to sprzyjają wolności, która czasem może mainfestować się nawet w formie kiczu. Szalona ilość biżuterii, która jakoś nigdy nie pasowała do koszuli z żabotem, pin-upowa sukienka z nadrukiem słodkich meksykańskich czaszek i jednorożców, wiszące z ubrań frędzle, podoszywane połyskujące kamyki - właśnie wraz z latem nadchodzi najbardziej odpowiednia pora na swobodne modowe wariactwa.



Lots of jewellery at once is my favourite way of adorning myself. I find something really charming in quiet clinking of the silver chains, like this sound is bringing something mystical with it, yet not to be unveiled. And it's the jewellery, which 'made' my today's outfit, and although I don't wear any 'magical' symbols (which I mostly avoid by the way), I look like a modern (teen) witch. It's probably caused by a wide-brimmed hat. I noticed this slightly witchy look is gaining popularity recently within the alternative fashions; I wonder if it's caused by American Horror Story series.

Z całego tego arsenału osobiście najbardziej lubię mnogość biżuterii. Jest coś szalenie dla mnie urzekającego w lekko podzwaniających o siebie srebrnych łańcuszkach, jakby ten dźwięk niósł ze sobą mistycyzm, którego nie chce się odkrywać. Właśnie biżuteria na tle zwiewnego szyfonu "zrobiła" moją dzisiejszą stylizację i mimo tego, że nie mam na sobie żadnych "magicznych" symboli (których zresztą w większej części zdecydowanie unikam), wyglądam jak współczesna (nastoletnia) czarownica. To pewnie przez kapelusz z wielkim rondem. Zauważyłam ostatnimi czasy rosnącą popularność około-wiedźmowego trendu w modzie alternatywnej; zastanawiam się, czy swojego niemałego udziału nie ma tutaj serial American Horror Story.



Asymmetric chiffon skirt - Zara
Beaded knit top - thrift store
Ripped shrug - thrift stole, altered by me
Wide brim hat - Ptak
Belt - thrift store
Wedges - H&M
Silver collar necklace - H&M
Buckle bracelet - Glitter
Bangle bracelets - H&M
Bones and studded bracelets - Lokaah
Silver and black ring - Six
Crow skull ring - Lokaah


A place which I want to show you today is an area called Księży Młyn - translating to 'Priest's Mill'. Precisely speaking, only a part of this area, which covers more various buildings - but today you will see only workers' houses and school, built by industrialist Karl Scheibler near the end of 19th century for workers of his cotton factory (proof that capitalists weren't as bloodthirsty as they say). What makes this housing complex so special is its unique atmosphere. It remained completely untouched from the time of its foundation, you can feel like you suddenly travelled 150 years back in time when you go there. Although it's being renovated, the progress is slow and it's the last place you can see how Lodz looked when it was a young city. On the last photo you can see in a street mirror a reflection of said cotton factory, an undisputed pearl of this place, which deserves a post of its own~

Miejscem, które chciałabym pokazać w dzisiajszym poście, jest obszar zwany Księżym Młynem. A właściwie jeden z wycinków Księżego Młyna, na który składa się więcej obiektów - dzisiaj zawężę się do osiedla robotniczych domków, zwanych famułami, oraz szkoły, zbudowanych pod koniec XIX wieku przez fabrykanta Karola Scheiblera dla pracowników swojej fabryki bawełny (jak widać, kapitaliści nie byli aż tak krwiożerczy jak przyjęło się uważać). Tym, co czyni to osiedle tak niezwykłym jest to, że przetrwało ono w tak niezmienionej formie od tamtego czasu, że wchodząc tam ma się wrażenie, jakby przeniosło się w czasie o 150 lat wstecz. Choć prowadzona jest tam renowacja, postępuje ona powoli i jest to ostatnie miejsce, w którym tak dobitnie można poczuć klimat Łodzi z epoki jej powstawania. Na ostatnim zdjęciu w ulicznym zwierciadle odbija się wspomniana wyżej fabryka bawełny, perła tego miejsca, która musi poczekać na post tylko dla siebie~




13 lipca 2014

Aglon, tetagram, vaicheon, stimvlamanthon

Lodz is undergoing giant metamorphoses lately. They are so giant and in so vital parts of it, that the whole long-term process is called 'Open-City Surgery'. Right now I find those lots of renovation hindrances to be very irritating, but, unfortunately, I won't get to be a witness of end of these positive changes. Soon I'll be moving to another city. But how happy is the cause! I'm coming back to student's life, this time on a studies of - hopefully - my dreams. I'm leaving the Boat for catching the wind into sails of the Ship of my life; I feel like I can achieve everything and for the first time in a long, long time I feel really delighted. Although no less scared of all these things which will come into my life in two months.
For you it only means the gothic style of dressing will return to its position as my everyday clothing style and I will show the outfits much more often than now. Or not - it all depends whether I will find someone to assist me with photos, and it won't be easy due to my total lack of social skills... Not to mention internet access or computer access. But I'm unable to think about so trivial things right now, I'm too drunk with joy.

Łódź przechodzi ostatnimi czasy ogromne metamorfozy. Tak ogromne i w tak kluczowych jej punktach, że cały ten rozplanowany na wiele miesięcy proces nosi nazwę "Operacji na Otwartym Mieście". Póki co denerwują mnie utrudnienia związane z remontami prowadzonymi w wielu miejscach jednocześnie, ale niestety nie będzie mi dane być świadkiem końca pozytywnych zmian. Wkrótce się wyprowadzam do innego miasta. Lecz z jak radosnego powodu! Powracam mianowicie do studenckiego życia, tym razem na kierunku - mam nadzieję - marzeń. Zostawiam Łódkę na rzecz nabrania wiatru w żagle Okrętu mojego życia; czuję, że mogę dokonywać wszystkiego i po raz pierwszy od długiego, długiego czasu jestem naprawdę szczęśliwa. Choć i nie mniej przerażona tym wszystkim, co za dwa miesiące stanie się moim udziałem.
Dla was to znaczy tyle, że moje gotyckie ciuszki znów wrócą do łask codzienności i stylizacje będą się pojawiały tutaj zdecydowanie częściej, niż do tej pory. Albo i nie - wszystko zależy od tego, czy znajdę osobę do fotograficznych eskapad, a z moimi zerowymi zdolnościami towarzyskimi czarno to widzę. Wątpię jeszcze w możliwość dostępu do internetu, czy wręcz samego komputera... Ale póki co nie myślę o tak przyziemnych rzeczach, jestem zbyt upojona radością. Choć może ktoś sprowadzi mnie na ziemię - mam może wśród czytelniczek Wrocławianki, które pomogą mi poznawać miasto? O wspólny wynajem mieszkania nawet nie pytam, jestem lokatorem równie nieuciążliwym, co bezużytecznym.





Ripped shrug - thrift store, altered by me
Lace shrug - thrift store
Ripped dress - thrift store, altered by me (KappAhl)
Buckled shoes - H&M
Upcycled headdress - handmade
Studded collar necklace - H&M
Key necklace - Lokaah
Spiked necklace - presend from friends
Buckle bracelet - Glitter
Bones and studded bracelets - Lokaah
Fingerless gloves - thrift store
Wide vinyl belt - it's so old I don't even know
Vertical stripes tights - H&M


As long as I still have opportunities to show you the sights of my beloved city, I will present a place, where major revamping has been finished just a couple of days ago and the effect is very pleasing to the eye. It's a called a 'woonerf' in Dutch - or 'living yard', if you prefer - created instead of wild parking areas on both sides of this narrow street. It suddenly got wider somehow >D

Póki jeszcze mam możliwość pokazywania mojego ukochanego miasta, zaprezentuję miejsce, którego generalny remont budził bardzo wiele emocji i który zakończył się zaledwie kilka dni temu, a efekt jest bardzo radujący oko. Miejski podwórzec - czy też z europejska "woonerf" - na 6 Sierpnia, zamiast dzikich parkingów po obu stronach tej wąskiej uliczki. Która jakby się poszerzyła po zmianach >D