24 maja 2014

Urban jungle

There is such term in Polish language as 'urban jungle'. It corresponds exactly to English 'concrete jungle' or 'asphalt jungle'. I decided to make the title of today's entry with a literal translation instead of proper idiomatic, because I felt English versions didn't quite show what I had in mind. To me a city is much more than just concrete and asphalt, yet it still can be unfriendly, alienating and dense.
There are no skyscrapers in Lodz and our few high-rise buildings are rather short compared to those in other countries, so we cannot be classified as a concrete jungle. Still, there is a well known in Poland 19th century novel about my city called 'The Promised Land', by Władysław Reymont. By the time it was written, Lodz was growing rapidly and expotentially, luring people from rural areas to seek work and luck here - but they were finding only labour exploitation and were unable to move elsewhere, forming a giant masses of proletarians. Think Émile Zola's novels. And 'The Promised Land' is a bitter title, for it is about how a newly found city during the industrial revolution belittles people and dehumanises them in both physical and moral plane instead of making their dreams come true.

'For that land people were born. And it sucked everything in, crushed it in its powerful jaws, and chewed people and objects, the sky and the earth, in return giving useless millions to a handful of people, and hunger and hardship to the whole throng.'
Władysław Reymont, 'The Promised Land'

All in a world of red bricks, cobbled streets, steel and steam, not concrete or asphalt. Isn't this a perfect example of an urban jungle, no matter how old fashioned?



"Miejska dżungla" może nie wydawać się najbardziej odpowiednią nazwą dla Łodzi, w której brak drapaczy chmur, a naszych kilka wieżowców jest śmiesznie niskie w porównianiu z tymi w innych państwach czy nawet innych miastach Polski. A jednak wszyscy słyszeliśmy o "Ziemi Obiecanej" Władysława Reymonta, prawda? Powieści o mieście, w którym aby przeżyć, trzeba się stosować do prawa dżungli, a mimo osadzenia akcji w świecie czerwonej cegły, brukowanych ulic, stali i pary, miasto jest tak samo groźne i zdehumanizowane jak współczesne pustynie z betonu i szkła.

"Dla tej "Ziemi obiecanej", dla tego polipa pustoszały wsie, ginęły lasy, wycieńczała się ziemia ze swoich skarbów, wysychały rzeki, rodzili się ludzie, a on wszystko ssał w siebie i w swoich potężnych szczękach miażdżył i przeżuwał ludzi i rzeczy, niebo i ziemię i dawał w zamian nielicznej garstce miliony bezużyteczne, a całej rzeszy głód i wysiłek."
Władysław Reymont, "Ziemia Obiecana"



The title is also a play of words. There is one kind of looks I call 'Lodz inspired'. It's very similar to what the rest of alternative fashion communities around the world call 'dark mori kei'. I invented this style for my own needs before I discovered it already exists under another name. I don't mind it, because why would I - but the small difference between me and mori girls is the place we draw our inspirations from. Mori kei translates as a 'forest style', it's a romanicised look of a girl living in the woods, slightly witchy, natural, mysterious and with fairytale air visible even when colour palette is dark. I, on the other hand, turn to the declined beauty of my city's townhouses, dirty and with plasterwork falling off the art nouveau ornaments and try to imitate it with clothes, also with 19th century working class, bourgeoisie and artistic bohemianism in mind. But to everyone else dark mori style and my variation looks exactly the same - that's why I decided to use a name of forest formation as related to mori look and 'urban' because of my own associations.

Tytuł dzisiejszego wpisu ma jeszcze jedną warstwę znaczeniową. Utworzyłam kiedyś stylistykę ubierania się inspirowaną Łodzią - i wszystko było pięknie, dopóki nie znalazłam stylu, który nazywa się dark mori kei i wygląda dokładnie tak jak ten stworzony dla własnych potrzeb przeze mnie. Było mi początkowo trochę przykro, gdyż po raz kolejny okazało się, że nie wymyśliłam czegoś oryginalnego - jednak teraz nie ma to dla mnie już większego znaczenia, gdyż czerpię moją nutkę oryginalności z innego źródła inspiracji niż przesłodzone Japoneczki. Styl mori girls to zromantyzowany wizerunek dziewczynki żyjącej w lesie, trochę wiedźmowy, trochę zielarkowy, tajemiczy i z aurą baśniowości widoczną nawet gdy kolory ubrań są ciemne. Ja natomiast sięgam do szarych od wielodekadowego brudu łódzkich kamienic, gdzie tynk odpada z cudownych secesyjnych detali i staram się przełożyć to na język ubrań, mając też w pamięci XIXwieczną klasę robotniczą, burżuazję i cyganerię artystyczną. Dla postronnej osoby jednak moja wariacja i dark mori będzie wyglądało tak samo - dlatego w tytule jest nazwa formacji leśnej jako odwołująca się do japońskiego stylu i jest miasto jako moje poletko inspiracji.





Ripped shrug - thrift store, altered by me
Buttoned tunic - thrift store
Asymmetric midi skirt - dress from thrift store
Long tulle skirt - thrift store (Vero Moda)
Buckled shoes - H&M
Lace choker - handmade
Skull cameo necklace - Nietoperzownia Atelier de Chauvesouris
Pearl necklace - Chinese market
Wide vinyl belt - it's so old I don't even remember
Lace tights - thrift store


I found a new teahouse in Lodz and whoa, its look is something I wanted for a long time to appear here, because it perfectly suits the atmosphere of the city. This wonderful place is called SurIndustrialle. With dark ambient music playing in the background and overall atmosphere of one of my most loved games - Submachine - it instantly became one of my favourites. The name says it all, the interior is surreally industrial... or maybe industrially surreal? Take a look.

'The gigantic factories, whose long black sprawling bodies and slim neck-like chimneys loomed in the night, fog and rain - woke slowly, gushed flames from their stoked fires, exhaled billowing smoke, and began to come alive and move in the darkness which still enveloped the land.' 
Władysław Reymont, 'The Promised Land'


Znalazłam nową herbaciarnię w Łodzi i jestem skłonna piać peany na jej cześć, gdyż od dawna potrzebowalam czegoś takiego w tym mieście, ponieważ idealnie wspołgra z jego atmosferą. To wspaniałe miejsce nosi nazwę SurIndustrialle. Z dark ambientem grającym w tle i ogólną atmosferą jak żywcem przeniesioną z jednej z mojej ukochanych gier - Submachine - natychmiastowo stało się moim ulubionym lokalem. Nazwa właściwie mówi wszystko - wystrój jest surrealistycznie industrialny... albo może industrialnie surrealistyczny? Sami oceńcie.

"Olbrzymie fabryki, których długie czarne cielska i wysmukłe szyje-kominy majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu - budziły się z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zlewały ziemię."
Władysław Reymont, "Ziemia Obiecana"



I couldn't resist grabbing this cute cephalopod plushie to cuddle <3

16 komentarzy:

  1. Ta ośmiornica/kałamarnica jest najlepsza, mam w domu taką samą- mój ojciec chodzi z nią na głowie. Oprócz tego najdalej dzisiaj rano patrzyłam na zdjęcie tiulowej kiecki do nie-do-końca-ziemi i ją chciałam. True story.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to on ją opchnął tej herbaciarni? XD
      Ja spojrzałam na zdjęcie stylówy z fajnym użyciem tiulowej kiecki do połowy łydki, poszłam do lumopa i ją znalazłam, even truer story. Ale ona akurat jest do ziemi. To znaczy, jest w rozmiarze XL, więc spada mi na biodra i sięga do ziemi. Tu mam ją podciągniętą pod sam cyc. I zaczepioną na szelkach >D

      Usuń
    2. Nie mógł oddać bo wie co za to grozi- publikacja jego zdjęć ;D to metoda noszenia na hardkora xD od lutego nie kupiłam sobie żadnego ciuchy prócz spodni, muszę wreszcie trafić do tych lumpeksow!

      Usuń
  2. Waaarstwy <3 Strasznie ładnie wyglądasz. Bardzo mi się podoba taka "czarna mgła" tworzona przez tiulową spódnicę. Jedyne, co nie odpowiada mojej estetyce to wisior z czachą, bo osobiście nie lubię czach D: Ale i tak nie ulega wątpliwości, że cały strój tworzy zgraną całość.
    Może kiedyś wybiorę się do tego SurIndustrialle, ciekawy lokal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kooocham waaarstwy <3 Strasznie mi ich brakowało w moim życiu. Ja za czachami również nie przepadam, kojarzą mi się z emo, czego nie znoszę. I jest tylko jedna stylistyka, w jakiej je lubię, bardzo lubię - meksykańska. Czaszeczki z howlitu na przykład kojarzą mi się z tamtymi klimatami, a i ta, którą mam tutaj, urzekła mnie właśnie tym, że wygląda jak ludowe rękodzieło jakiegoś meksykańskiego artysty; jest taka naiwna, stylizowana, niezbyt dokładna. Gdyby była poprawnie anatomiczna - wtedy meh i nie brałabym.
      Wybierz się, jest tam naprawdę sympatycznie.

      Usuń
  3. Ktoś tu niedawno marudził, że nie (z)nosi pasków>D
    A paski ładne i pożyteczne, jak zresztą widać na załączonych obrazkach. Piękny strój, świetnie dobrane warstwy i wreszcie widać Twoją miłość do czarnych perełek. A urząd naszego uroczego miasta powinien nadać Ci jakich tytuł szlachecki, dać klucze do bram, szpadę i cylinder, cokolwiek za to jak wiele dobrego robisz dla Łodzi na tym blogu.

    A skoro już jesteśmy w pobliżu klimatów przesłodzonych japoneczek (ja nadal mam bul dópy, że nie wyglądam jak one, don't judge) i innych kreskówkowych motywów: doszłam do wniosku, że jeśli kiedyś ziści się cud i spotkamy się we trójkę - Ty, Roxiee i ja, to będziemy wyglądać jak gotycka wersja Atomówek, każda z nas ma odpowiednią fryzurę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś niedługo po tym moim narzekaniu przyszło mi poszukać paska w odmętach szafy, bo bez niego mój strój wyglądał źle i stwierdziłam, że to jednak fajna rzecz >D Nawet szukam sobie jakiegoś innego do kupienia, bo ten niezbyt mi się podoba. Za to owszem, tutaj jest aż nadto pożyteczny.
      ...ależ ja bardzo chętnie przygarnę starodawne rzeźbione klucze, cylinder, szpadę i może jeszcze pelerynę *.* >D

      Ja mam ból dupy, że nie wyglądam jak Hinduski, don't judge me, too >D A Atomówki to super motyw, Roxiee ma jakąś błękitną kiecę, ty masz różową chyba taka dzierganą kamizelkę... u mnie z zielonym problem, ale bardzo go lubię i może coś by się znalazło >D

      Usuń
    2. I bardzo słusznie, paski co prawda nie do każdej stylizacji pasują, ale od czas do czasu warto z nich korzystać.
      Na moje oko z powodzeniem mogłabyś się na hinduskę wystylizować, masz do tego - że tak powiem brzydkim językiem anatomicznym - odpowiednią podstawę kostną twarzy. W przeciwieństwie do mnie i moich problemów:q Ale mniejsza o to.
      Zdolna jesteś, więc na pewno coś zielonego wynajdziesz. Ja mam nawet gotową stylizację do tej kamizelki, a dla Roxiee pożyczy się jeszcze tą ośmiornicę z herbaciarni (swoją drogą ona jest chyba z IKEA, o ile dobrze kojarzę). I pomyśleć, że napisałam o tym dla żartu, a teraz pomysł coraz bardziej zaczyna mi się podobać:'D

      Usuń
    3. Znalazłam raz przepiękny pasek - ale sprzedany był... Dlaczego na stronach z vintage ciuchami trzymają dane i zdjęcia ubrań, których już nie mają na stanie, to okrutne.

      Meitu Xiu Xiu pomoże każdemu w byciu słodkim ulzzangiem, nawet ja próbowałam >D (nie wyszło >D) Ale do Hindusek to mi daleeeeko niestety.

      Obawiam się, że jak ja założę coś zielonego, to będę bardziej wyglądała jakbym się urwała ze Slytherinu >D Nie żeby mi to jakkolwiek przeszkadzało. Pomysł jest srogi i naprawdę chętnie go spełnię >D

      Usuń
  4. No i zniszczyłaś mi życie, bo myślała również, że coś wymyśliłam. D:
    Ładnie wyglądasz. ;) Zazdroszczę herbaciarni, w 'mojej' jest nudnawo. Ale herbata dobra. *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze jedna stylistyka, która jest jeszcze bardziej "moja" - tadam, również istnieje, pod nazwą dolly kei >D
      Jest jeszcze kilka herbaciarni poza tą, które lubię, też muszę je ofocić xD

      Usuń
  5. Heh, też jakiś czas temu natknęłam się na owo dark mori; na dodatek tak opisano też panny w spodniach - bo ja z tych, co to zazwyczaj pomykają w spodniach, odpowiednio szerokich bądź szarawarowatych, co prawda, ale spodniach - wychodzi więc na to, że nie tylko ja chcę wyglądać jak niby pseudo-etniczny, dziwaczny ni to ninja, ni rozbójnik z Jedwabnego Szlaku ;P
    No i wyszło na to, że też niczego nie wymyśliłam ;P

    A na Ciebie patrzy się jak zwykle przyjemnie niezwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się szerokie spodnie też marzą od jakiegoś czasu, gdyż mam ochotę zaczerpnąć inspirację ze strojów pseudoharemowych i takich tam. Ale większość takich spodni ma krok w kolanach, co mnie absolutnie nie urządza. Nikt z nas nie jest oryginalny </3
      Dziękuję ^^

      Usuń
  6. Such a gorgeous tea house! I'd love to visit it should I ever travel to Poland. I love your outfit too - it does suit the city very well.

    OdpowiedzUsuń
  7. What a lovely cafe! And I love your outfit!

    OdpowiedzUsuń
  8. Lovely post. You achieve to bind your different subjects to a single thread. When I worked at a steel mill I often took a walk in the empty halls, close to the production line. The sound from the production casted a echo in these empty gloomy rooms, very beautiful. I think that old buildings from the industrial revolution are so beautiful, the architects drew them with easthetic and they were built with slagstone from the steel plant process. Those stones looks like dark green glass.

    OdpowiedzUsuń