14 września 2013

Krad Lanrete ''Mozarabic chant'' - recenzja? NIE, HA! >8D [PL]

English version of this post can be found here.

Tysiącletnia wskazówka i krewetki. Dużo fot, znaczy. A tekstu jeszcze więcej.

Wspominałam kilkakrotnie na tym blogu, że nie jestem fanką mody loliciej. Podtrzymuję nadal ten pogląd i szczerze wątpię, bym kiedykolwiek zmieniła zdanie. Co wobec tego od maja robi w mojej szafie robi lolicia sukienka? (nie, nie jest cudza i przetrzymywana przeze mnie >D)


"Mozarabic chant" od niezależnej chińskiej loliciej marki Krad Lanrete natychmiast zwróciła moją uwagę, gdy tylko zobaczyłam jej zdjęcia jesienią zeszłego roku. Nie dawała mi o sobie zapomnieć i po wylaniu morza łez nad ceną (jestem POTWORNIE skąpa; wszystko, co kosztuje więcej niż 20 zł, jest dla mnie już za drogie. Nietrudno się chyba domyślić, że jej cena grubo wykraczała poza tę granicę.) nabyłam ją i nie żałuję, hołubiąc ją jako jedną z najpiękniejszych rzeczy w mojej szafie. Tym, co skradło moje serce, jest jej szalenie oryginalny - nietypowy wręcz - a bardzo zgodny z moją estetyką, nadruk oraz, poniekąd, nazwa.

I właśnie kwestią nadruku mam zamiar się zająć w tej notce. Recenzja tej sukienki od strony technicznej już jest w internecie i nie ma potrzeby, abym pisała kolejną, zbieżną. Dobrze się nosi, materiał jest porządny - nic więcej mi nie potrzeba do szczęścia, a nie interesuje mnie, czy szwy są idealnie proste i czy nie sterczą żadne nadprogramowe nitki. Mój, coż, elaborat będzie o tym, co mnie zafascynowało w tej sukience, czyli skąd pochodzi i co znaczy ten enigmatyczny nadruk i mam wielką nadzieję, że chociaż dla części czytelników mojego bloga okaże się interesujący. Jako zachętę dla wątpiących napiszę, że jego historia liczy sobie bezpośrednio ponad 1000 lat, a burza mózgów chińskich projektantów jakiś rok temu dała mu po prostu nowe życie...~



Sukienka ta ma trzy wersje kolorystyczne: turkusową, czerwoną i kawy z mlekiem. Początkowo chciałam wziąć tę ostatnią sądząc, że jest ona jasnoszara - po znalezieniu realnych zdjęć okazało się, że niestety, jest beżowa, a beżu nienawidzę. Turkusowa, mimo bycia w jednym z moich ulubionych kolorów, odpadała, gdyż posiadała ją moja bliska znajoma. Została czerwona. Nie lubię czerwieni. Jednak właśnie ten kolor wydawał mi się najbardziej pasującym tłem dla czegoś, co uznałam za archaiczne ikony - to było takie naturalne, że tylko głęboki winny kolor może odpowiednio podkreślić majestat sakralnych przedstawień. Jak widać, wybór ostatecznie padł na czerwoną, a po posiadaniu jej od zaledwie godziny dowiedziałam się, że pomyliłam się w jednym. Tym, co widnieje na sukience są nie ikony, a miniatury z klasztornej księgi należącej do dziedzictwa jednej z mniej znanych kultur europejskich wieków średnich, jaką byli Wizygoci. Czyli, mimo braku czerni, koronek, nadruków ostrych łuków katedr jest to najbardziej gotycka sukienka, jaka istnieje >D I chyba już nie mogę mówić, że nie lubię gotyku średniowiecznego >D

Jak do tego doszłam napiszę nieco dalej, póki co przybliżę nieco historyczne tło Europy we wczesnym średniowieczu. Skąd Wizygoci, skoro nazwa sukienki wywołuje skojarzenia raczej arabskie i dlaczego arabskie, skoro widać, że nadruk nie nawiązuje do sztuki islamu? I co w ogóle ci barbarzyńscy Wizygoci robią w strukturach kościelnych i czy mają coś wspólnego z gotyckim stylem architektonicznym, skoro nic na to nie wskazuje?

Od razu zaznaczę, że nie jestem ani historykiem, ani historykiem sztuki, ani archeologiem, ani zbytnim pasjonatem historii. Lubię natomiast znać ogólne zarysy minionych dziejów i staram się czytać o nich w możliwie wielu źródłach, aby zminimalizować ilość błędnych informacji. Co nie znaczy, że jestem w stanie te źródła podać >D



Wizygoci byli jednym z bardzo licznych w tamtych czasach plemion germańskich. Nie było to jednak żadne plemię z regionu, który starożytni Rzymianie nazywali "Magna Germania", a za sprawą którego pisząc słowo "germański" zazwyczaj ma się na myśli coś związanego z niemieckim obszarem kulturowym. Magna Germania była domem dla Germanów zachodnich; na innych terenach Europy byli jeszcze Germanowie północni - Skandynawowie - oraz Germanowie wschodni, wśród których najbardziej znaczący byli Goci (bardzo znani są też Wandalowie >D). Potomkowie Germanów zachodnich oraz północnych żyją do dziś, zaś plemiona germańskie wschodnie przemierzyły różne trasy bardzo długich migracji poprzez kontynent europejski i wymarły bądź zasymilowały się z ludnością rdzenną dla terenów na których się osiedliły, kompletnie znikając z areny dziejów - w tym i Goci. Być może i wśród współczesnych gotów całego świata jest ktoś, kto ma domieszkę PRAWDZIWEJ gockiej krwi >D Jednak nie ma osób, które byłyby ich bezpośrednimi potomkami. Nie wierzcie nikomu, kto twierdzi, że urodził się gotem >D

Wizygotów i Ostrogotów z zajmowanych przez nich terenów dzisiejszej Ukrainy wygonił najazd Hunów. Wizygoci w czasie swojej wędrówki na zachód przekroczyli granice powoli obumierającego już Cesarstwa Rzymskiego i w 410 roku złupili miasto Rzym. Barbarzyństwo? Być może. Wszak Wizygoci dostali od Rzymian azyl na terenach cesarstwa, jak mogli być tak niewdzięczni? Dostali azyl - lecz nie dostali ziemi do uprawy ani dostaw żywności. Należy zastanowić się, czy godziło się chrześcijańskiemu Rzymowi kazać chrześcijańskiemu ludowi kupować od siebie psie mięso i z braku pieniędzy, płacić za to dziećmi. Nie sądzę, aby dobrym usprawiedliwieniem Rzymian było to, że wcześniej sobór nicejski ustalając oficjalne kanony wiary uznał wyznawany przez Wizygotów arianizm za herezję (odłam ten twierdzi, że Chrystus nie jest równy Bogu, a mu podrzędny). Niemniej po obustronnym popisie barbarzyństwa Rzymianie nadal żyli swoim życiem, nie uznając sytuacji za upadek Rzymu (ten tytuł przypadnie w 455 roku lat Wandalom, a w 476 ostatecznie Ostrogotom), a Wizygoci skierowali się dalej za zachód, zakładając wreszcie swoje państwo na terenach południowo-zachodniej Francji, Hiszpanii i południowej części Portugalii. Jednak po niecałych stu latach zostali przegonieni przez Franków za Pireneje i od tej pory Królestwo Wizygotów było ograniczone tylko do Półwyspu Iberyjskiego.



I właśnie na Półwyspie Iberyjskim zaczyna się i kończy cała historia związana bezpośrednio z nadrukiem. Dotychczas ariańscy (nie mylić z "aryjskimi", chociaż pewnie ktoś wyznający pangermanizm by się oburzył, że nazywam plemię germańskie "niearyjskim") Wizygoci przyjęli wyznanie nicejskie i zaczęli asymilować się z Rzymianami i już nie byli dzieleni na dwa ludy, a zwano ich kolektywnie per "Hispani" (nie wiem, na ile koresponduje to ze współczesnym "Hiszpanie", chyba jednak nie w całości, wiec zostanę przy określeniu łacińskim). Rzym jednak upadł, i choć był już dalece nie tak silny jak u szczytu swojej potęgi, mimo wszystko jego zniknięcie zachwiało ówczesną Europą. Kontynent, który wyrósł w swojej cywilizowanej formie na podwalinach rzymskich, nagle został pozbawiony wzorców w chwili, gdy owe nie zdołały jeszcze dobrze okrzepnąć. Europa u świtu nowej epoki - średniowiecza - była zmuszona do wytworzenia sobie nowej kultury i sztuki. Zalew jej całej przez plemiona barbarzyńskie spowodował zastój, cofnięcie się wręcz, w kulturowym planie. Można zauważyć niewyobrażalną przepaść między choćby posągami rzymskimi, czy starszymi o kilka setek lat greckimi, a sztuką, która powstawała po upadku Rzymu - na niekorzyść tej drugiej. Styl w sztuce, który zaczął się w tym okresie kształtować, jest nazywany przedromańskim. Czerpie on ze sztuki wczesnochrześcijańskiej i sztuki ludów barbarzyńskich sprzed przyjęcia chrześcijaństwa, gdyż - nie ukrywajmy - tradycje pogańskie nadal były w tamtym okresie bardzo żywe w umysłach ludzi. W zależności od kręgu kulturowego, zabytki sprzed X wieku na terenie Europy znacznie różnią się od siebie.

Także i na terenie Hiszpanii powstawały przedromańskie kościoły i klasztory, spisywano kodeksy i teksty liturgiczne. Charakterystycznymi motywami dla sztuki za czasów panowania Wizygotów są ornamenty z wici roślinnych, elementów geometrycznych, takich jak rozety i gwiazdy, oraz zwierzęcych - najczęściej ptaków lub fantastycznych uskrzydlonych bestii; architektonicznym rozwiązaniem, co ciekawe, były podkowiaste łuki, które są zazwyczaj kojarzone z architekturą islamu - a tu psikus, Wizygoci używali ich wcześniej >D Warto wspomnieć, że Królestwo Wizygotów przed swoim upadkiem nie było mało znaczącym państewkiem na krańcach Europy - było to całkiem silne państwo i duży ośrodek intelektualny, skąd pochodziło wielu autorów pism teologicznych, które utrzymywało kontakty z innymi państwami liczącymi się w tamtych czasach. Tym smutniejszy jest fakt, że obecnie kultura ta pozostaje praktycznie nieznana dla kogoś, kto nie studiuje historii.

Na początku VIII wieku Półwysep Iberyjski został podbity przez Maurów, arabskich najeźdźców z północnej Afryki, i tak państwo wizygockie przestało istnieć. Nie przestali istnieć jednak ludzie. Muzułmańscy władcy w początkowym okresie swojego panowania wykazywali tolerancję religijną i pozwalali podbitej ludności na praktykowanie swojego wyznania dalej. Ci chrześcijanie, którzy pozostali na ruinach Królestwa Wizygotów, przyjęli arabski strój, język i zwyczaje, zostali nazwani mozarabami. Etymologia tego słowa nie jest do końca znana - przyjmijmy najpopularniejszą teorię, która głosi, że to od arabskiego słowa "musta’rab", oznaczającego zarabizowaną osobę. Chrześcijanie ci odprawiali liturgie według rytu mozarabskiego, a ich śpiewy liturgiczne są nazywane chorałem mozarabskim. Obie te nazwy są jedynie wzięte od osób, które tworzyły i uczestniczyły w liturgiach - nie oznaczają one, że ów ryt i chorał mają wpływy orientalne, bo nie mają żadnych, na co wskazuje też jedna z innych nazw: ryt gocki.



W ramach przyobiecanej wcześniej odległej dygresji: co do tych biednych Gotów ma dużo późniejsza od nich architektura gotycka? Nic nie ma. Ludzie renesansu uważali, że przejęcie Rzymu przez Wizygotów zapoczątkowało upadek świata ładu i zasad. Określenie "gotycki" było używane przez renesansowych krytyków jako synonim do "barbarzyński"; daleka od klasycznych proporcji architektura gotycka była dla nich "chaosem" i "potwornością" (Giorgio Vasari), a jej ostre łuki były echem germańskich chatek budowanych przez naginanie do siebie drzew (mit wymyślony przez Rafaela). Średniowieczną nazwą dla tego stylu było jednak "dzieło francuskie" - "opus Francigenum", gdyż został zapoczątkowany na terenie właśnie Francji.



Podsumowując fakty do tej pory: nazwa printu (co za beznadziejne pretensjonalne słowo) wzięła się od rodzaju kościelnego śpiewu. Skoro na sukience są obrazki, to pewnie zostały wzięte z jakiegoś średniowiecznego śpiewnika używanego do tego stylu śpiewu. Wszystko się zgadza - ale ja musiałam sięgnąć głębiej >D



Historia może i nie jest moim konikiem, ale niewątpliwie są nim języki europejskie; im starsze, tym lepiej. Czy w świetle tej informacji można mi się dziwić, że w pierwszych chwilach po odpakowaniu jej kierowała mną nie radość z tego, że sukienka jest ładna i że dobrze na mnie leży, a chęć rozszyfrowania, w jakim alfabecie i jakim języku są napisy na niej...? >D Najoczywistsza jest nazwa firmy, ale inny wyraźny napis znajduje się na pasku i to właśnie on przykuł jako pierwszy moją uwagę.

"In nomine Domini nostri Ihesu xp incipit liber antiphonarium de toto anni circulo a festivitate s[an]c[t]i Aciscli usque in finem". Jak nietrudno poznać, jest to łacina; co więcej, to łacina ludowa, czyli regionalna odmiana łaciny, języka administracji państwowej i kościelnej, nabierająca od momentu upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego coraz więcej cech języka mówionego na danym terenie (świadczy o tym forma "Ihesu").

Sam napis tłumaczy się jako "W imię naszego Pana Jezusa. Antyfonarz na cały okrągły rok od dnia świętego Acyklusa aż do końca". "Antyfonarz" to nic innego, jak księga liturgiczna zawierająca antyfony, czyli pewien rodzaj pieśni kościelnych. Dzień świętego Acyklusa i tajemniczy "koniec roku" wprowadzają mnie w lekką konfuzję, szczerze mówiąc, gdyż wspomnienie tego świętego wypada 17 listopada... jednak trzeba zważyć na to, że w X wieku Nowy Rok nie rozpoczynał się 1 stycznia, w użyciu był wciąż kalendarz juliański, a do tego kalendarz liturgiczny zaczyna się wcześniej, niż urzędowy. Tajemnicze "xp" oraz "incipit" zostawiłam nieprzetłumaczone z prostego powodu - "xp" to skrót od "explicit", oznaczającego koniec zdania, zaś "incipit" to wyznacznik początku kolejnego. Po co komu interpunkcja, gdy można nie wstawiać nawet przerw między wyrazami i dowolnie je dzielić? >D

Napis jest tytułem księgi, która jak się okazało, cała dzięki hiszpańskiemu Ministerstwu Kultury znajduje się w internecie. I w ten sposób okazało się, że cała moja sukienka to zwykłe kopiuj-wklej z księgi z ok. 960 roku >D Ku mojej wielkiej radości, każdy element nadruku jest zaczerpnięty właśnie z tego jednego zabytku; jakkolwiek lubię szperać, tak chyba nie udałoby mi się dotrzeć do źródeł, gdyby było ich kilka lub autorskie, jak podejrzewałam na początku.

Oto napis na pasku w lepszej rozdzielczości. Niesamowicie bawi mnie to serduszko na końcu napisu; moją pierwszą myślą po zobaczeniu go na pasku było: "No tak, moda lolicia - nawet coś w stylistyce Ciemnych Wieków musi być urocze i trzeba było dorobić serduszko." Jak widać - nie była to inwencja twórcza autorów, a coś, co istniało już w oryginale i w ten sposób jest dla mnie akceptowalne >D Uważne oko zauważy w napisie enklawy, tj. włączanie pomniejszonej litery w poprzednią (choćby w trzeciej linijce: "NCIPITLIBER" - "I" są schowane pod "P" oraz w "L") oraz ligatury, czyli łączenie liter w jedną (sam początek napisu: "IN" wygląda jak "N", oraz przedostatnia linijka: "AFESTIVITATE", gdzie "TE" ma wygląd fikuśnego "E" z wydłużonym tyłem). Razem ze skrótami służyły one do zaoszczędzenia miejsca. A wystarczyło wyznaczyć sobie większą ramkę i nie potrzeba by było ściskać...

Skoro już wspomniałam o fikuśności - łatwo zauważyć, że wszystkie "T" mają zawiniętą pod spód lewą stronę górnej belki, "V/U" mają delikatną poprzeczną belkę, jakby były odwróconym "A", brzuszki od "B" nie stykają się ze sobą, zaś kreski tworzące każdą z liter nieznacznie poszerzają się na końcach. Nie jest to fantazja tego konkretnego mnicha, który pisał tę księgę - to wszystko cechy charakterystyczne czcionki wizygockiej.



Czcionką wizygocką pisane są też teksty pieśni, które są subtelnie nadrukowane na całym materiale sukienki. Ubolewam, że na wersji czerwonej są one widoczne najsłabiej, ale wiedziałam o tym przed zamówieniem. Z tego wynika, że nie wiem, które konkretnie pieśni widnieją na sukience i nie będę was tym zamęczała >D Co nie zmienia faktu, że kiedyś pewnie i do tego dojdę i je rozczytam dla radości własnej. Wspomnę natomiast, że pieśni te są notowane za pomocą neum cheironomicznych. Neumy to przodkinie nut, system kropek i kresek określających przybliżoną wysokość i długość dźwięku, dość ciężki do odszyfrowywania dla współczesnych ludzi badających dawną muzykę. Cheironomiczne neumy natomiast to najstarsze z neum, odzwierciedlające ruchy rąk przy kierowaniu chórem, po części też akcent i intonację - dziś nazwalibyśmy to dyrygowaniem, wtedy nosiło nazwę cheironomii. Skan oryginału nie przedstawia tego samego dużego napisu, co moje zdjęcie - okazało się, że ten napis znajduje się na stronie z ciekawszym motywem nadruku, więc razem z nim dostanie swoje pięć minut niżej~



Oto przód góry sukienki. Cały ten motyw to okołokalendarzowe wykresy edukacyjne. Niestety, nie potrafię (jeszcze) rozszyfrować słowo w słowo wszystkich napisów, ale okrąg pierwszy od góry po lewej stronie to stosunek najkrótszego dnia do najdłuższej nocy w roku, 6 godzin do 19... chwila, to przecież daje 25 godzin? Czemu, skoro 24-godzinna doba była już znana? Nie wiem, ale okrąg znajdujący się pod nim do stosunek na odwrót - najdłuższego dnia do najdłuższej nocy i tu jest już poprawnie >D Okrąg na górze po prawej stronie to równonoc, również 24-godzinna. Problemy sprawia mi natomiast okrąg pod nim. Są to pory roku, zaczynając od góry i idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara to zima, wiosna, lato i jesień. Pierwszy problem widzę w tym, że słowo "veranus" nie istnieje w łacinie; "vernus" jeśli już znaczyłoby "wiosenny" - ale, jak wspomniałam wcześniej, to łacina ludowa i sądząc po formie tego słowa (oraz kilku innych rzeczach, o których wspomnę później), prawdopodobnie redakcji asturyjskiej. Nie wiem też, jak interpretować te 6 cząstek dla każdej pory roku, skoro 12-miesięczny kalendarz był już znany od dawna i dlaczego mają przeciwstawne kolory. W ostatnim okręgu udało mi się odszyfrować jedynie nazwy miesięcy, rozpoczynające się od lewej strony i idące w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Pod każdą z nazw są rzymskie cyfry, o wartościach stopniowo zmniejszających się do miesięcy letnich i osiągające 9 w czerwcu, a potem znów rosnące do 16 w grudniu. Czy jest to uśredniona długość nocy w każdym z tych miesięcy? Być może. Patrząc na to wszystko, tym milszym motywem jest znak firmy Krad Lanrete - nieduża metalowa zawieszka w kształcie klepsydry przyszyta tuż nad nimi na dekolcie.



Przenieśmy się niżej. Pośrodku rozkloszowanej części sukienki znajduje się bardzo duża i stylizowana litera "A". W oryginalnej księdze funkcjonuje prawdopodobnie jako pierwsza litera od "antyfonarz" - albo może nawet jako symbol "alfa", początku księgi. Oryginał ma również dziurę w górnej części, która została poprawiona w nadruku - za to usunęto trzy ptaki >D Ten ornament dobrze obrazuje to, co pisałam wcześniej o sztuce wizygockiej - są tu wici roślinne pozwijane w geometryczne formy przywołujące skojarzenia wręcz z motywami celtyckimi i motywy ptaków.

Nadruk dostał dodatkowo po bokach dwa krzyże, niestety w odbiciu lustrzanym; niby drobna rzecz, ale przez to symbole alfy i omegi wiszące z ramion krzyża nie są już alfą i omegą. Krzyż ten to rysunek krzyża z Oviedo, Krzyża Zwycięstwa, który powstał w roku 908 - czyli zaledwie pół wieku przed powstaniem księgi, a jak widać, już był uważany za ważny. Ufundowany został przez króla Asturii i przekazany do katedry w Oviedo dla upamiętnienia stu lat zwycięstw swojego królestwa. W dzisiejszej Hiszpanii księstwo Asturii jest jedną ze wspólnot autonomicznych i ma ten krzyż w swoim herbie. Asturia i Asturia - stąd głównie pozwalam sobie wyciągnąć wniosek, że łacina używana w tym antyfonarzu ma cechy języka asturyjskiego. Napis z oryginału również należy do herbu i do motta Asturii: "Hoc signo tuetur pius, in hoc signo vincitur inimicus" - "Ten znak broni pobożnych, pod tym znakiem wróg będzie zwyciężony". Dość typowy frazes dla ludzi średniowiecza, razem z tą nieszczęsną alfą i omegą jako symbolami Boga.

Rozprostowaną ramką wokół krzyża został udekorowany dół sukienki na całej jej szerokości, a w przerwy miedzy węzłami firma wpisała swoją nazwę.



Nieco na prawo od opisanego wyżej motywu znajduje się ramka z kolejną kalendarzową zawartością. Maj i jego dni po lewej stronie oraz czerwiec i jego dni po prawej. Co po nazwach miesięcy robi "1530" zapisane cyframi rzymskimi? Nie mam pojęcia; nie jest to rok, gdyż mamy drugą połowę X wieku, a żaden inny kalendarz nie daje podobnej daty... może poza buddyjskim, ale naprawdę nie podejrzewam tu jego udziału >D Za to jest widoczny kolejny fantastyczny udział sztuki wizygockiej - do znanych nam już ptaków i motywów geometrycznych dołączyła skrzydlata bestia i podkowiaste łuki, o których wspominałam kilka akapitów temu. Skrzydlata bestia jest nie byle jaka - nie chodzi mi bynajmniej o to, że byk ze skrzydłami może faktycznie robić wrażenie, a o to, że ma aureolę wokół głowy i księgę w dłoniach, co pozwala przypuszczać, ze to symboliczne przedstawienie św. Łukasza Ewangelisty, którego symbolem był wół.



Podobny motyw znajduje się po lewej stronie od "A". Tym razem tajemnicze "1530" towarzyszy lipcowi i sierpniowi oraz reszcie kojarzonych już motywów. Bestia tym razem jest skrzydlata prawowicie - uparcie biorę tę wychudzoną głowę za głowę sępa, jednak jest to orzeł, symbol św. Jana Ewangelisty, choć jego aureola mocno się już zatarła. Bardzo lubię odnajdywać ślady po pogańskich motywach, które przetrwały dłużej niż towarzyszące im wierzenia, znajdując sobie niszę w chrześcijaństwie. Ani byk, ani ten orzeł nie musiały dostawać skrzydeł, chrześcijańska ikonografia nie wymaga tego - a jednak wizygocka pamięć im je dodała.



Na prawo od byka, już tuż przy szwie znajduje się jeden z dwóch moich ulubionych motywów na tej sukience. Herp Maria i derp Jezusek - nie mam na to więcej słów >D Dłonie to osobne mistrzostwo sztuki prymitywnej; nie wiem, czy to miało być nawiązanie do greckich ikon z Chrystusem Pantokratorem, trzymającego dłoń w charakterystycznym geście błogosławienia z dwoma palcami wyprostowanymi, a resztą zgiętą, ale jeśli tak, to nie wyszło bardzo >D Trzech mężczyzn stojących przed nimi to oczywiście trzej mędrcy, choć nie wiem, czemu mają bose nogi. Być może mędrcom wypadało ignorować takie zbytki świata doczesnego jak obuwie? >D Na tej karcie z oryginału pojawia się też napis ze zdjęcia przedstawiajacego tył sukienki: "Officium in Diem Apparitionis Domini ad vesperum" z szaloną ilością abrewiatur, ligatur i enklaw - "Msza na Dzień Objawienia Pańskiego na wieczór".



I mam wreszcie przyjemność zaprezentować mój absolutnie ukochany element z pobliża lewego szwu. Wniebowstąpienie Pańskie ("Officium in diem Ascensionis Domini ad vesperum"), lub, bardziej adekwatnie do tego co ja widzę, Hatifnaty Oddające Pokłon >D Naprawdę, dłonie apostołów - a zwłaszcza tego w czerwonym - są warte każdej złotówki, którą wydałam na tę sukienkę i nie jest to ironia. Przepiękny przykład naiwnej przedromańskiej sztuki, którym jestem zachwycona, te maksymalnie uproszczone twarze i niedbałe dłonie - kocham średniowieczną surowość.



A oto motyw ze szwu. Była to jedna z pierwszych rzeczy, które sprawdziłam w tej sukience; wiele słyszałam o tym, że nawet drogie lolicie firmy nie przykładają się przesadnie do tego, aby nadruk pasował do siebie na szwach, a w znalezionej w internecie recenzji tej sukienki przeczytałam, że tu akurat firma się postarała. No postarała się w miarę - ale przeraziła mnie różniąca się kolorystyka. Wyraźnie widać, że lewa strona jest bardziej wyraźna i niebieska, zaś prawa bledsza i żółto-zielona. Żółtość prawej strony nie daje się wytłumaczyć, ale kontrast w ostrości oraz niebieski trójkąt i zielony są różnicami wynikającymi z oryginału. A cóż to jest? Kolejny kalendarz >D



Niewielki geometryczno-roślinny motyw schowany gdzieś między plisami sukienki; jest ich też kilka innych zmyślnie poukrywanych w fałdach materiału, ale nie dają sobie zrobić wyraźnych zdjęć. Jeden z wielu porozrzucanych po księdze przy tytułach, a żadne dwa nie są identyczne.



A to koło na przykład nie było ukryte i zostało ofocone >D Na nadruku już w ogóle nie widać żadnych detali, więc można podratować się skanem oryginału i dowiedzieć się, że to koło z dniami tygodnia i dwoma walczącymi... zwierzętami gatunku nieznanego pośrodku. Oraz: "sabbbato"; tak, kochajmy średniowiecznych kopistów >D Chociaż w sumie, kto by nie zdurniał od pisania takiej masy tekstu, przeplatając ją rysunkami. Nawet ja głupieję tworząc ten post.



Prawa strona została dodatkowo wzbogacona o koliste motywy znane już z gorsu sukienki. Tutaj zwłaszcza dobrze widać, że mimo iż całość nadruku to Ctrl-C - Ctrl-V, to każdy element jest bardzo zgrabnie wycięty, ma rozmyte brzegi, jasne kontury nie drażnią i całość nie wygląda jak robiona najtańszym kosztem w Paincie (w przeciwieństwie do niektórych kilkakrotnie droższych, że nie będę podawać ich nazw...). Ładnie widać tu "celtycką" ramkę, pozłacany napis "Krad Lanrete" i klepsydrę, której kształt jest identyczny z zawieszką na dekolcie. Koronka na dole sukienki jest urocza, bardzo subtelna z tak miłym dla mnie motywem krzyżyka.


Kiecka idealna? Dla mojego wewnętrznego nerda - absolutnie tak. Mogę i chcę być nerdem w ładnych ciuchach >D

Zdjęcia nadruku są moje własne. Skany z oryginalnego antyfonarza zaczerpnęłam z Wirtualnej Biblioteki Dziedzictwa Narodowego Hiszpanii. Jeśli i ktoś z was zakochał się w Hatifnatach - gorąco zachęcam do przejrzenia i reszty księgi. Bardzo wiele miodnie derpastycznych motywów nie zostało umieszczonych na sukience >D Wszystkie można obejrzeć po kliknięciu w ikonkę z kartką znajdującą się za tytułem księgi. Za darmo i w większej rozdzielczości niż tu!

10 komentarzy:

  1. Ra, właśnie uświadomiłaś mi, że jestem Twoim fangirlem nie bez przyczyny. Gratuluję śledztwa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Szalenie uwielbiam takie rzeczy - tym bardziej, że nikt mi nie każe tego robić. A wyszło od języka...

      Usuń
  2. Przebrnęłam przez wszystko i stwierdzam, że teraz jeszcze bardziej pragnę tej sukienki. Dzięki. Podziwiam wytrwałość w śledztwie ^u^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziekuję za przebrnięcie ^^ Myślałam, że ludzie się raczej odstraszą.

      Usuń
    2. coś Ty, ludzie są zachwyceni ;D weź na warsztat bizantyjskie kiece od dolcze, czuję, że analiza ikonograficzna kiecek to jest coś co Ci przyniesie fejm :D

      Usuń
    3. Już brałam >D Wiem, z jakiego kościoła wzięte, ale on jest pomalowany CAŁY, każdy centymetr każdej ściany, a fot jego w necie mało i nie wiem, kogóż na piersi nosisz :< Poza tym, że to pewnie jakiś święty płci męskiej xD

      Usuń
  3. Również wytrwałam, co wiecej- było mi bardzo przyjemnie. Jesteś niesamowita. I ta kiecka też. Gratuluję, podziwiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3 Nie sądziłam, że kogoś zainteresuje ta moja babranina w zapyziałym średniowieczu ;u;

      Usuń
  4. Było jasne niczym słońce, że ów print nie jest autorskim dziełem współczesnych chińczyków, trzeba tylko było kogoś, komu się będzie chciało to udowodnić i dotrzeć do źródła. I fajnie, że padło na Ciebie^^

    A kieca - jak już nie raz mówiłam - piękna, choć nie do końca w moim guście. Mimo to na innych osobach podziwiać zawsze miło, czekam więc na foty stylizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ^^

      Szczerze mówiąc, ta kiecka nie jest nawet w MOIM stylu (czerwona? Lolicia? Pstrokata?); ale nie, ja ją kocham i uwielbiam, nie odsprzedam jej. Patrzę na nią jak na dzieło sztuki, nie ubranie jako takie XD

      Usuń