13 września 2012

Vampire NN

I love those of my friends for whom I can give selfmade, personalized jewellery for bithdays. Today's entry will feature a necklace for a friend, who is obsessed with classical vampires. As much as I don't like them myself, I like the person receiving this necklace. It's simple, classy and was very fun to make - even vampiric undertones didn't bother me, as I perceived them as subtle gothic macabre. 
vampire choker kolia perły z perłami gotycki wampirzy naszyjnik
Uwielbiam te spośród moich znajomych, którym mogę dawać własnoręcznie robioną, zindywidualizowaną biżuterię na urodziny. W dzisiejszym poście zaprezentuję naszyjnik dla znajomej, która uwielbia klasyczne wampiry. O ile sama ich nie znoszę, o tyle lubię osobę, dla której był to prezent. Jest prosty, ma klasę i bardzo przyjemnie mi się go robiło - nawet wampirzy podtekst mnie nie drażnił, a odbierałam go na poziomie subtelnej gotyckiej makabry.



I'm really unsure if I should show it here - the idea for it is not my own. I based it off a PinkAbsinthe's Dracula's bride choker (check out her deviantArt or Etsy or Facebook page - she's a highly inspirational jewellery maker). But, hell - even widely admired Restyle shop rips off many of their so-called 'own' designs from other artists. And since I did this for no profit... Well, I follow a bit a rule called 'If You Can DIY It, Don't Buy It'. And the price I paid for all of the contents was ridiculously low - to the point that the most expensive part of commision was the cost of shipping. Within Poland.
But to tell the truth... I like my version more than original one (who am I, thinking I'm better than talented and experienced jewellery maker?). The sizes of all beads are equal, which I like more and I used an antique golden closure, which is more fitting to this style in my opinion.

Nie jestem do końca pewna, czy powinnam go tu pokazywać - pomysł nie jest mój własny. Zaczerpnęłam go z dusika od PinkAbsinthe (polecam zerknięcie na jej stronę na deviantArcie, na Etsy lub na Facebooku - jest bardzo inspirująca). Ale, do diabła - nawet powszechnie uwielbiane Restyle ściąga tak zwane "własne" projekty od innych artystów. A że zrobiłam to nie dla zysku... Cóż, trochę podążam za zasadą zwaną "Jeśli Możesz Zrobić To Własnoręcznie, Nie Kupuj Tego". A cena, którą zapłaciłam za wszystkie elementy, była śmiesznie niska - do tego stopnia, że najdrożej wyszedł mnie koszt przesyłki. Z Polski.
Ale prawda jest taka... moja wersja podoba mi sie bardziej niż oryginalna (kim ja jestem, żeby uważać się za lepszą niż utalentowana i doświadczona artystka?). Rozmiar wszystkich koralików jest jednakowy, co uważam za ładniejsze, a zapięcie zrobiłam w kolorze starego złota, które moim zdaniem lepiej pasuje do tego stylu.

9 września 2012

Love the Sea

I probably have never mentioned how giant is my soft spot for the Sea. It has an unbelievable attracting force for me, this little Baltic Sea of ours, stinking of fish and iodine; not to mention I feel very safe when I'm underwater or when waves are rocking me. I haven't seen it for ages and I'm missing its cold grey waters very deeply. I'm sort of a neo-pagan person and the Sea has the most important place in my private belief system. In that case you shouldn't be surprised, when I have found a certain brooch in Bijou Brigitte, saw the writing and thought: 'YES!'. ...then I saw hanging charms and thought: 'NO.'. I absolutely hate marine style (pirate aesthetics is a different thing~), those stripes, white-blue-red colour scheme, gold - and what's with those flying bird motifs recently? I bought it anyway, the attracting force of the writing was too big.

As you can see, the hanging chains are different, difference in their lengths too, suspended chains are too long, and charms are just plain ugly for me (I later accepted this red anchor and I think that this ship's wheel would be nice without the crystal). But I DO love the Sea, so there was nothing left for me but alter this piece, so it would start actually showing this love of mine.


Chyba nigdy nie wspomniałam, jak głęboko kocham Morze. Ten nasz mały Bałtyk, śmierdzący rybami i jodem, przyciąga mnie z niesamowitą siłą; czuję się bardzo bezpieczna, gdy jestem pod wodą albo gdy fale mnie kołyszą... Jednak nie widziałam go od wielu już lat i bardzo boleśnie tęsknię za jego szarymi zimnymi wodami. Jestem w jakiś sposób neopoganką i Morze zajmuje najważniejsze miejsce w moim małym prywatnym systemie wierzeń. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie powinno być zaskoczeniem, że po znalezieniu pewnej broszki w Bijou Brigitte, i zobaczeniu napisu pomyślałam: "TAK!". ...potem zobaczyłam przywieszki i pomyślałam: "NIE.". Nienawidzę stylu marynarskiego (estetyka piracka to co innego~), tych pasków, połączenia biel-niebieski-czerwień, złota - i o co chodzi ostatnio z tym motywem lecącego ptaka? I tak ją kupiłam, przyciągająca siła napisu była zbyt silna.

Jak można zauważyć, wiszące łańcuszki są różne, różnica ich długości tak samo, podwieszone łańcuszki są za dlugie, a zawieszki są zwyczajnie brzydkie jak dla mnie (później zaakceptowałam tę czerwoną kotwicę i sądzę, że koło sterowe byłoby ładne bez cyrkonii). Ale że naprawdę kocham morze, to nie pozostało mi nic innego, jak tylko przerobić tę broszkę, żeby zaczęła faktycznie odzwierciedlać tę moją miłość.



The visuals of this brooch had to be symbolic and I had no problems with deciding what I want to change. Even now, I look at the original one linked above and it strikes me as something... alien; it's not 'mine' and it doesn't associate with the Sea in my mind by any means. I detached all charms and chains, then detached and re-attached parts of these chains, so they would look properly. Then a long and slow process of gathering suitable charms (a key, a simple anchor and vial filled with seashore sand - everything in mini size; the vial, being the biggest one, even with the cork and ring is smaller than inch) had started... and I finished it just recently. 

Wygląd tej broszki musiał być symboliczny i nie mialam problemu z decyzją, co zmienić i na co. Nawet teraz patrzę na podlinkowany wyżej oryginał  i uderza mnie to, jak bardzo jest to dla mnie... obce; nie jest "moje" i w żaden sposób nie kojarzy mi się Morzem. Odczepiłam wszystkie zawieszki i łańcuszki, następnie odczepiłam i poprzyczepiałam na nowo fragmenty tych łańcuszków, tak, że teraz wyglądają porządnie. Następnie zaczął się długi i powolny proces gromadzenia odpowiednich zawieszek (kluczyka, prostej kotwicy i fiolki napelnionej nadmorskim piaskiem - wszystko minimalnej wielkości; fiolka, będąca największą z nich, nawet z korkiem ma zaledwie 2 centymetry)... i dopiero niedawno go zakończyłam.

5 września 2012

Egyptian night

I take pleasure from making jewellery from time to time. To be honest, I got the very idea of starting a blog after browsing through lots of pages with ornate handmade goth-y and steampunk-y jewellery. At first I wanted to make and share my own handmade jewellery in alike aesthetics; maybe someone would find them interesting or inspirational. Unfortunately, somewhere on the way I decided I'm too awesome not to share my outfits, and thus the blog was born as a fashion one >D And the jewellery itself, which were to be one of my main hobbies, became something I make very rarely. Right now I'm not really sure whether I want to share the results, because the stuff I make is very simple, moreover its not exactly handmade, but rather altered. Oh well, I'll give it a try. I just hope my pieces will slowly evolve with time into more complicated and unique ones. Because I don't lack ideas - but I don't lack laziness, too.
elegant gothic choker kolia elegancka gotycka gotycki choker w stylu goth
Czerpię przyjemność z tworzenia od czasu do czasu biżuterii. Szczerze powiedziawszy, sama idea założenia bloga zakiełkowała w mojej głowie przez przeglądanie dużych ilości stron z bogatą, własnoręcznie robioną gotycką lub steampunkową biżuterią. Początkowo chciałam robić biżuterię i prezentować efekty własnych wyrobów w tejże estetyce; może ktoś uznałby je za interesujące bądź inspirujące. Niestety, gdzieś po drodze uznałam, że jestem zbyt zajebista na to, żeby nie pokazywać swojej stylówy i tak blog narodził się jako modowy >D A samo robienie biżuterii, które miało stać się jednym z moich głównych hobby, jakoś zanikło i tworzę rzeczy bardzo rzadko. W dodatku nie jestem pewna, czy na pewno chcę się dzielić efektami, ponieważ z racji braku narzędzi i wykształconych zdolności tworzę rzeczy bardzo proste; ba, nawet nie tyle tworzę, co przerabiam. Cóż, chyba jednak spróbuję. W nadziei, że z czasem moje wytwory zaczną ewoluować w bardziej skomplikowane i niepowtarzalne. Ponieważ pomysłów mi nie brak - ale nie brak mi też lenistwa.



It's the first one I ever did. A simple, elegant gothic choker, which matches victorian outfits as well as corporate look. All I did was changing the original light brown suede thong for a black velvet ribbon (and adding the ribbon crimps and the closing, of course). So, as you see, no big deal, actually. But I'm content nevertheless, because this pendant looks better this way, actually. A victorianesque pendant on a boho thong, seriously, what went wrong with the designers.
I have to add I always loved this gemstone (though it's just a glittering glass, not a stone) - not only because it's in my favourite colour, dark blue, but also because of it's romantic name in Polish language. The English name, 'blue goldstone' sounds so plain for me, as we in Poland know this sparkling beauty as 'Cairo night' (the red version is 'Desert sand' and the green one is 'Emerald of the Nile') and Egypt was one of my main interests years ago. I was very shocked to discover a few months ago the rest of the world doesn't call it the same way as us.

To była pierwsza rzecz, jaka zrobiłam. Prosty, elegancki gotycki dusik, który nadaje się zarówno do stylizacji wiktoriańskich, jak i do biurowych. Cały mój wkład to jedynie zmiana pierwotnego jasnobrązowego rzemyka na czarną aksamitkę (i oczywiście doczepienie końcówek wstążki i zapięcia). Więc, jak widać, nic wielkiego. Ale i tak jestem zadowolona, gdyż ten wisiorek wygląda lepiej w ten sposób. Pseudo-wiktoriański wisiorek na rzemyku, naprawdę, co jest nie tak z projektantami.
Muszę dodać, że zawsze lubiłam ten kamień (chociaż to nie kamień, a błyszczące szkło) - nie tylko dlatego, że jest w moim ulubionym kolorze, ciemnoniebieskim, ale też dzięki nazwie w polskim języku. Angielskie "goldstone" brzmi tak zwyczajnie w porównaniu z naszą romantyczną "nocą Kairu", a Egipt był jednym z moich głównych zainteresowań parę lat temu. Naprawdę byłam zszokowana, gdy parę miesięcy temu odkryłam, że reszta świata nie nazywa go w ten sam sposób, co my.