30 listopada 2016

Where the useless things are thrown away and forgotten

Those of you who took their time to write a comment under my rant in last entry - thank you dearly for reassuring me you like to read my blog. Thank you for unintentionally reminding my why I decided to run it in the first place. Yes, I might not be a best dressed goth girl out there, I might jump from style to style too often to be credible, I might not have wildly coloured hair and a dolly face, but I have one thing that most fashion bloggers don't really express - a fair amount of knowledge which I enjoy to share. And while it would be true to say I have more clothes than brain, I still know lots of things. Sometimes I know things also about fashion - let me tell you today something about the most interesting type of garments in my wardrobe.

Te z was, które poświęciły trochę czasu na pozostawienie komentarza pod poprzednim wpisem - bardzo dziękuję za potwierdzenie, że lubicie mnie czytać. Dziękuję za przypomnienie mi przypadkiem, czemu w ogóle go prowadzę. Tak, mogę nie być najlepiej ubraną gotką jaka chodzi po świecie, mogę przeskakiwać ze stylu na styl zbyt często, żeby być wiarygodną, mogę nie mieć włosów w szalonym kolorze i buźki laleczki, ale za to mam coś, czym mało która blogerka modowa się chwali - całkiem pokaźny zasób wiedzy, którą lubię się dzielić. I o ile prawdą byłoby powiedzenie, że mam więcej ubrań niż rozumu, to i tak wiem sporo rzeczy. Czasem wiem też rzeczy na tematy modowe - pozwólcie, że dzisiaj opowiem wam coś o najciekawszym typie ubrań z mojej szafy.


Today's outfit features a very special dress. It's an Anarkali type top, a main part of an Anarkali salwar suit, which is a popular type of women's costume worn in Pakistan and India. This type of ensemble is called after Anarkali, a legendary dancer girl in the court of one of Mughal emperors in 16th century India. She was the emperor's favourite of the harem, and was supposedly sentenced by him to death for having an affair with his son. Though she most probably have never existed at all.
Anarkali tops are tradtionally fitted slightly above the waist, with long and very flared bottom making them look like dresses and with strip of differently coloured fabric around the hem. They come in various lengths, but what differs them from Western dresses, is that they are meant to be worn with narrow pants (called 'churidar') underneath, not tights. They might be used for both daily and formal wear, depending on fabrics and amount of detailing, which can be insanely opulent, as it's often the case with South-Eastern Asian arts. But even the casual ones have an elegant - regal even - charm to them. I adore them for their graceful silhouette and beautiful embroideries. From time to time I look at designer ones online to feed my eyes with their beauty, but I'm also lucky to stumble upon offbrand ones pretty often in my local thrift stores. Thanks to this, I currently have 9 of them in my clothes collection.

Dzisiejszy strój jest zbudowany na bazie bardzo specjalnej sukienki. To góra od zestawu zwanego anarkali salwar, który jest popularnym strojem kobiecym w Pakistanie i Indiach. Jego nazwa wzięła się od Anarkali, legendarnej tancerki na dworze jednego z władców z dynastii Wielkich Mogołów w XVI-wiecznych Indiach. Była cesarską faworytą w haremie i, wedle podań, została przezeń skazana na śmierć za wdanie się w romans z jego synem. Choć najprawdopodobniej w ogóle nie istniała.
Anarkali tradycyjnie mają nieco podwyższoną talię, poniżej talii mocno rozszerzają się, jak sukienka, a wzdłuż dolnego szwu mają przyszyty pas innego materiału. Mogą być różnej długości, ale tym co odróżnia je od zachodnich sukienek jest to, że należy je nosić z wąskimi spodniami (zwanymi "churidar") pod spodem, nie rajstopami. Mogą służyć zarówno jako strój dzienny, jak i formalny, w zależności od użytego materiału i zdobień, które - jak to często bywa w przypadku sztuki południowo-wschodniej Azji - mogą być niesamowicie bogate. Ale nawet te casualowe mają aurę elegancji, królewskiej wręcz. A ja uwielbiam ich pełen wdzięku krój i piękne hafty. Od czasu do czasu lubię sobie popatrzeć w internecie na anarkali od projektantów, by nasycić oczy ich pięknem, ale mam też to szczęście, że często wpadam na offbrandowe w moich lokalnych lumpeksach. Dzięki temu moja kolekcja ubrań zawiera obecnie 9 sztuk takich.






Contents:
Anarkali - thrift store
Hat - H&M with rose hairclips bought in a little shop in Rethymno
Necklaces - repurposed keychain and a gift from roommate
Shoes - some store in Rethymno
Face chain - tourist shop in Chania
Septum - Lokaah
Earrings - Allegro
Bracelets - olx, Lokaah, Glitter, Allegro, H&M
Rings - H&M, market stall in Venice, Lokaah, some store in Chania
Underskirt - thrift store


A few views of interior of Archeological Museum in Chania and small garden in its backyard. This museum is located in an old Venetian church, which after Ottoman conquest of Crete was made into a mosque. The Ottomans have built the small light-coloured octagonal building, which served as a fountain for ritual ablutions, now defunct. Islamic details like this are scattered in most unexpected places in both Chania and Rethymno, what I love, but what captivated me the most about this place were the remains of column capitals. I have no idea what architectural style they belong to, but one of them looks so Byzantine to me that noone will convince me otherwise.

Kilka widoczków z wnętrza Muzeum Archeologicznego w Chanii i niewielkiego ogrodu, który do niego przylega. Muzeum znajduje się w starym weneckim kościele, który po osmańskim podboju Krety został meczetem. Śladem po tym jest niewielki, ośmiokątny jasny budynek, który służył jako fontanna do rytualnych ablucji, teraz nieczynna. Muzułmańskie detale jak ten są porozrzucane po najmniej spodziewanych miejscach tak w Chanii, jak i w Rethymno, co kocham, ale w tym miejscu urzekły mnie najbardziej resztki kapiteli kolumn. Nie mam pojęcia, do jakiego stylu należą, ale jedna z nich wygląda dla mnie tak bizantyjsko, że nikt mnie nie przekona, że mogłoby być inaczej.
Komuś trzeba więcej zdjęć z Chanii? Trelolkomeio służy pomocą <3





I wrote earlier anarkalis have a high waistline - mine has higher than it should be, but I'm pretty sure it wasn't supposed to be worn by an adult woman. What suggests it's of Indian origin, not an ordinary babydoll dress, then? The boteh motif on the bodice, this curved teardrop, which is, in fact, a stylized mango fruit. This dress is not the only item rooted in Indo-Persian culture I have here - my earrings and golden bracelets are Afghan, while slave bracelet and face chain might be seen as another echoes of Indian fashion.

Wspomniałam wcześniej, że anarkali mają wysoko talię - moja ma wyżej, niż powinna, ale jestem całkowicie pewna, że nie miała być noszona przez dorosłą kobietę. Co sugeruje, że to indyjski strój, a nie ordynarny babydoll? Ano motyw boteh widoczny na gorsie, tej zakrzywionej na górze kropli, która jest de facto stylizowanym owocem mango. Sukienka nie jest jedyną rzeczą zakorzenioną w indo-perskiej kulturze, jaką mam na sobie - moje kolczyki i złote bransoletki są afgańskie, a bransoletka z pierścionkiem i łańcuszek na twarzy mogą być widziane jako kolejne echo mody indyjskiej.

18 listopada 2016

Spirals of time

I see it's becoming a sort of tradition on this blog, that whenever I have nothing to write about, I mention my interests and try to convince you it actually has something in common with the photos below >D So today I'll tell you I'm interested in Crusades. I can also add I like postapo aesthetic. Yeah, wonderful combo, I know, but it really does have something in common with today's photos >D
These themes don't belong neither to my main, nor secondary, interests, so I won't brag long; besides, when I ask myself 'why Crusades?', I hit a giant 'dunno lol' neon in my head. I suppose Age of Empires game plays a great part in it, though (you'd be surprised how many things in my life stem from various games, oh you'd certainly be). It's easier with post-apo: mix of things from the old world and futuristic ones, all of them nicely decaying and rusty - and of course ripped and dirty clothes. I prefer worlds where the main background is not a desolate city, but a wasteland, though - a desert of ages with very little, and very old, remains of man-made structures. Which is a part of my interest in Crusades, too, because Holy Land was a lovely hostile wasteland as well, yet with Medieval fortresses made of stone and I'm totally crazy about city walls. And here's the common denominator of this introduction and photos below - empty sandy landscapes and walls old as balls. If you expected me dressed in a postapocalyptic Crusader garb - sorry >D Maybe someday I'll climb on this level of costume crazy >D

Widzę, że to już jakaś tradycja na tym blogu, że ilekroć nie mam o czym pisać, napomykam wtedy o swoich zainteresowaniach i udaję, że ma to jakiś związek ze zdjęciami >D Powiem wam więc dziś, że interesują mnie krucjaty. Mogę dodać też, że całkiem lubię estetykę postapo. Tak, wiem, wspaniałe połączenie, ale to naprawdę ma związek ze zdjęciami >D
Ta tematyka nie należy ani do moich głównych, ani do drugorzędnych zainteresowań, więc wysmętniać się nie wiadomo ile nie będę; zresztą, gdy pytam siebie "czemu krucjaty?", wpadam na wielki neon "nie wiem lol" w głowie. Podejrzewam jednak, że duży udział ma tu gra Age of Empires (mogłoby zdziwić, ile rzeczy w moim życiu ma korzenie w grach, oj mogłoby). Z post-apo jest łatwiej: konglomerat elementów zaczerpniętych ze starego świata i futurystycznych, wszystko zniszczone i pordzewiałe aż miło - no i rzecz jasna podarte i brudne ciuchy. Preferuję jednak światy, w których głównym tłem nie jest opustoszałe miasto, a pustkowia dziejów z bardzo niewieloma i bardzo starymi szczątkami struktur budowanych ludzką ręką, pustynie. Co z kolei zakręca do tych nieszczęsnych krucjat, bo Ziemia Święta też była takim miłym dla oka nieprzyjaznym nieużytkiem, w dodatku usianym kamiennymi średniowiecznymi fortecami, a mam fioła na punkcie murów miejskich. I tutaj kryje się wspólny mianownik tego wstępu ze zdjęciami poniżej - puste piaszczyste przestrzenie i starsze od wungla mury. Jeśli nakierowałam wasze oczekiwania na strój postapokaliptycznego rycerza zakonnego - przykro mi >D Kiedyś może i na taki kaliber kostiumowy się pokuszę >D



Contents:
Skirt - thrift store (Miss Selfridge)
Blouse - thrift store (Cameo Rose)
Necklace - repurposed keychain (Lokaah)
Bracelets - Lokaah, Glitter, olx, arm bracelet (H&M) altered by me
Rings - H&M, Lokaah, tourist stall in Venice
Fake septum - Lokaah



Yet it's not a postapocalyptic wasteland. It's not something from Crusader times, either. It's a surface of a giant 16th century Venetian citadel overlooking Rethymno. Sitting on the top of a hill, surrounded by the Sea, it's always referred to by its original Italian name, Fortezza. It's visible from either point of the town and many outside it, given the looking point is located high enough. From the university in village of Gallos it's perfectly visible. From the street I live in it's not, but at least it leads straight to it and I can reach it in less than 5 minutes. I adore this place, its postapo-crusader vibes spoke to me that hard it was difficult for me to withhold myself from flooding you with photos - and I know I'll soon be missing these tall sandstone walls...

To nie postapokaliptyczne pustkowie jednak. Nic też z czasów krucjatowych. To szczyt górującej nad Rethymno olbrzymiej weneckiej cytadeli z XVI wieku. Położona na szczycie wzgórza, otoczona Morzem, jest zawsze nazywana swoją oryginalną włoską nazwą Fortezza. Widać ją z dowolnych punktów w mieście oraz wielu poza nim, o ile są dostatecznie wysoko. Z uniwersytetu położonego w wiosce Gallos widać. Z ulicy na której mieszkam co prawda nie widać, bo jest za nisko, ale za to prowadzi wprost na nią, i mogę do niej dotrzeć w mniej niż 5 minut. Przepadam za tym miejscem, jego postapo-krucjatowe klimaty przemówiły do mnie tak bardzo, że było mi ciężko powstrzymać się przed zasypaniem was zdjęciami - i wiem, że wkrótce będzie mi bardzo brakować tych wysokich piaskowych murów...










So little accessories it feels alien to me - but although I feel better wearing much more jingling stuff, it was nice to try something simpler for a change. This whole outfit seemed to draw too heavily from nu-goth sharpness to look good with lots of jewellery anyway.

Tak mało dodatków, że to dla mnie obce - ale mimo tego, że wolę nosić na sobie dużo więcej brzęczących świecidełek, było miło spróbować czegoś bardziej surowego dla odmiany. Cała ta stylizacja i tak wydawała mi się zbyt nu-gotycka, by mogła wyglądać dobrze z mnogością biżuterii.

15 listopada 2016

Dirtying the paper masterfully

Once again a round of pictures I received from other people <3 It's very lovely to receive gifts you didn't ask anyone for, yes, but besides feeding my narcisissm it also gives me a nudge to start drawing again. Which might be something I'd rather not do.

Po raz kolejny rundka rysunków, które dostałam od innych <3 Miło jest otrzymać coś, o co nikogo się nie prosiło, owszem, ale poza karmieniem mojego narcyzmu daje mi to też bodziec, aby samemu zacząć ponownie mazać. Co akurat jest chyba czymś przeze mnie niepożądanym.



Two people, who are also my buddies, monopolised this batch - Roxiee and Triopse.

Dwoje ludzi, którzy są też moimi ziomeczkami, zmonopolizowało tę partię - Roxiee i Triopse.


This one is from Roxiee, who needed to excersize drawing real people, so she picked the poor little peculiar-faced me. I love this one, because she captured how my eyes actually have a sad-looking shape under all the makeup I wear to cover this. And violet tear-troughs under eyes, honestly, I ADORE this feature of my face! Also, it looks little like her usual style, and a lot like an artist's whose style we both admire.

Ten jest od Roxiee, która pewnego dnia miała potrzebę ćwiczenia w rysowaniu prawdziwych ludzi, więc wybrała między innymi moją specyficzną paszczękę. Strasznie mi się podoba (a może to raczej przerażające?), jak uchwyciła to, że moje oczy mają smutny kształt pod tą całą tapetą którą stosuję, by to zamaskować. I fioletowe sińce pod oczami; na serio, jeśli w mojej gębie jest coś, co lubię, to właśnie je. Ta kreska jest dość daleka od jej zwyczajowego stylu, ale za to wygląda bardzo jak artysty, którego styl obie lubimy.


And this one is from Triopse. I'm a sucker for drawing styles where body parts are elongated and thin, with a lot of sharp and pointy edges, so this is exactly everything that I adore to look at. But not only this - the majestic thing I'm wearing here is nothing I own, but it has an aura of nonchalant decaying aristocracy which I LOVE, yet it kinda fell out of my style, I don't know when, I don't know how... So yep, I need to recreate this look, even if my body is not so pleasantly angular.

A ten jest dziełem Triopse. Mam hopla na punkcie kreski, gdzie części ciała są nadmiernie wydłużone i wychudzone, z dużą ilością ostrych i spiczastych zakończeń, więc to jest praktycznie wszystko, na co lubię patrzeć. Ale nie chodzi tylko o to - ta majestatyczna rzecz, którą mam na sobie, nie jest co prawda czymś, co posiadam, ale ma aurę nonszalanckiej upadłej arystokratyczności, którą KOCHAM, a jakoś wypadła z mojego stylu nie wiedzieć czemu i kiedy... Więc tak, trzeba mi będzie wskoczyć w coś takiego, nawet jeśli moje ciało nie jest tak przyjemnie kanciaste.


The next pictures I got from them for my birthday.

Te z kolei były prezentami od nich na moje urodziny.


It's only natural, that being currently on Crete, I received a drawing with two well-known figures from Minoan art from somebody who keeps up with my entries mainly for the history-of-art stuff I post (at least I know I don't do it just for my own enjoyment). The so-called Snake goddess and Prince of lillies.
I absolutely adore goddess' figurine, with her narrow waist and big tiered skirt (and boobs and snakes...). In Triopse's rendition her costume appears almost cyberpunkish, the skirt with these vertical structures and highly detailed corset look mechanical for me. With a dash of something primal: tribal jewellery and snakes, she looks like a priestess from some futuro-neo-primitive society (Fritz Lang's Metropolis, anyone?) and it speaks to me on so many levels. Not to mention I have a soft spot for strong and dangerous looking willowy women.
As for the prince - there is a folk belief in Poland that it's dangerous to sleep among certain flowers in bloom, as you might not wake up ever again. Sadly, I don't remember which flowers my mother always had in mind whenever she mentioned this superstition, but I found out it refers to lillies as well. It makes sense, as they are traditionally viewed as flowers of death - and although they probably didn't carry this meaning in Minoan Crete, all of this gives a whole new level to this drawing. Just look at the prince's empty and white eyes, like he's a spirit haunting a fileld of lillies he died in, probably dragging all other reckless wanderers with him. And this twiggy body (the only kind I find pleasant to look at on males btw.) only enforces this feeling of looking at a revenant.

To zrozumiałe, że siedząc na Krecie, dostaję arta z dwiema dobrze znanymi postaciami z kultury minojskiej od kogoś, kto czyta moje wpisy głównie dla historyczno-sztucznych rzeczy jakie wrzucam (przynajmniej wiem, że nie robię tego tylko dla mojej własnej radości). Tak zwana Bogini z wężami i Książę z liliami.
Uwielbiam figurkę bogini, z tą jej wąską talią i szeroką falbaniastą spódnicą (i cyckami, i wężami...). W wersji Triopse jej strój wygląda niemal cyberpunkowo, spódnica z tymi pionowymi strukturami i gorset z wieloma detalami sprawiają wrażenie mechanicznych. Ze szczyptą czegoś pierwotnego: rytualnej biżuterii i wężami, kojarzy mi się z kapłanką z jakiegoś futuro-neo-prymitywnego społeczeństwa (nasuwa mi się klimat Metropolis Fritza Langa) i to do mnie przemawia na bardzo wielu płaszczyznach. Nie wspominając tego, że mam słabość do silnych i niebezpiecznych kobiet o delikatnej budowie ciała.
Co do księcia - może ktoś z was zna przestrogę, żeby nie zasypiać pod pewnymi kwiatami, bo można się nigdy więcej nie obudzić. Nie pamiętam, o jakie chodziło mojej mamie, gdy wspominała o tym przesądzie, ale odkryłam, że ów tyczy się też lilii. Ma to sens, jako że są postrzegane jako związane ze śmiercią - i jakkolwiek zapewne nie miały takiej symbolicznej wymowy na minojskiej Krecie, to naddaje to nowy wyraz temu rysunkowi. Tylko spójrzcie na puste i białe oczy księcia, jest jak upiór nawiedzający pole lilii w którym zmarł, najpewniej też ściąga też kolejnych niebacznych wędrowców za sobą. A ta sylwetka suchoklatesa (jedyna, jaką akceptuję do patrzenia na facetach, tak swoją drogą) tylko wzmacnia wrażenie patrzenia na zmarłego.


Roxiee on the other hand drew me one of my OCs, a junkie deathrocker who has many names depending on the universe I throw him in, but currently goes under the name Stachu (pronounced Sta-who). Dude perpetuates gothic stereotypes for fun (sleeps in a coffin, says he's a zombie and so on), but besides his penchant for all things spooky, living in a constantly altered state of mind and his creepy appearance, he's a kind guy with a big heart, who enjoys taking care of small and vulnerable creatures. And since I always assign Pokemons to my OC's (much like others do with Hogwart houses, which in turn I don't, because it's much more fun to have several hundred choices than just 4), here he is with a Furret. Which might be not the one I see for him, but Furrets are insanely cute.

Z kolei Roxiee narysowała dla mnie jednego z moich OCów, uzależnionego od wesołych substancji deathrockowca, który ma wiele imion w zależności od uniwersum, w które go wrzucę, ale aktualnie nosi imię Stachu. Typek jest chodzącym gotyckim stereotypem dla beki (śpi w trumnie, uważa się za zombie i takie tam), ale pomimo upodobania do strasznych rzeczy, życia w odmiennym stanie świadomości i upiornego wyglądu jest miłym kolesiem o dużym sercu, któremu robi dobrze, gdy może zająć się małymi i bezbronnymi stworzonkami. A ponieważ zawsze przydzielam swoim OCom Pokemony (jak inni robią to z domami w Hogwarcie, czego znowu ja nie robię, bo fajniej mi wybierać spośród kilku setek niż czterech sztuk), tu wylądował z Furretem. Który nie jest co prawda moim wyborem dla niego, ale Furrety są nieziemsko urocze.