23 maja 2015

I need to borrow an ingredient to make a cookie pie: BLOOD.

Worst photos on this blog so far, but they go well with the worst edition of Return to the Batcave I've been to (3 times, sure it is a handful of options to choose from). It's a pity, because remembering how much fun I had before, I quitted another mass event early to make it in time here and missed one part of its program, which would probably be very interesting for me. Or at least more interesting than that RTTB. Gigs are gigs, they are never the main thing for me, but if the afterparty is boring...
The text on my tank top says 'Meat and blood!', it's a longer story I don't want to write about, but it's linked to the title of my blog, no matter this word that doesn't exist in Polish, nor any other language, I believe. But you can get bonus points if you know what am I referring to in the title of today's entry >D

Najsłabsze jak do tej pory zdjęcia, ale pięknie pasują do najsłabszego Return to the Batcave, na jakim byłam (3 edycje, faktycznie mam w czym wybierać). Szkoda, bo mając w pamięci jak dobrze wybawiłam się na poprzednich imprezach spod tego znaku, opuściłam dość wcześnie inną imprezę masową i straciłam pewien jej punkt, który mógł okazać się dla mnie bardzo interesujący. A przynajmniej bardziej niż to RTTB. Koncerty koncertami, nigdy nie są dla mnie gwoździem programu, ale żeby after mnie znudził...
Napis, który mam na koszulce - "Mięsa i krwi!" - to dłuższa historia, której opowiadać nie mam zamiaru, jest niemniej związany z adresem bloga (ależ, doskonale wiem, że to, co piszę, nie pomoże wam w zrozumieniu ani jednego, ani drugiego >D). Za to możecie dostać punkty znajomości, jeśli wiecie, z jakiej książki ów napis jest cytatem oraz - przede wszystkim - do czego aluzją jest tytuł dzisiejszego posta >D



Contents:
Tank top - gift from a former friend
Skirt - thrift store, remade from a blouse
Shrug - thrift store
Shoes - H&M
Belts - thrift store
Necklaces - H&M, KappAhl, gift from a friend


I've been recently on a first professional photoshoot in my life, but I haven't seen the results yet. If they won't bring tears and teeth gnashing, then I'll post them. Probably. I would have to ask the photographer for permission, and that would make me confess I run a fashion blog. So maybe not.

Byłam niedawno po raz pierwszy w życiu na profesjonalnej sesji zdjęciowej, ale jej efektów jeszcze nie widziałam. Jeśli tylko nie będzie płaczu i zgrzytania zębów, to wrzucę zdjęcia z niej. Chyba. Musiałabym wtedy poprosić fotografa o pozwolenie, co wiązałoby się z przyznaniem do prowadzenia szafiarskiego blogaska. Więc może nie.

11 maja 2015

On mah way to a party with Dionysus

One could ask why my way to a party with Dionysus led along a cemetery wall >D One thing is that it stops being so strange when one knows myths about this deity, way transcending the popular image of a joyful young man, drunk with wine. The second is that cemetery was actually an important point of this journey, as the most obvious of all places where ivy can grow.
'hedera iuvenalia cinctus
tempora . . . docte Catulle'
'Learned Catullus . . .
your youthful temples circled with ivy'
Ovid, Amores, 3.9

Można by zapytać, czemu moja droga na imprezę z Dionizosem wiodła wzdłuż cmentarnego muru >D Jedną odpowiedzią jest to, że przestaje to być takie dziwne, gdy zna się mitologię dotyczącą tego bóstwa, daleko wykraczającą poza popularny wizerunek radosnego i odurzonego winem młodzieńca. Drugą zaś jest to, że cmentarz był bardzo istotny dla tej wyprawy jako najoczywistsze miejsce na którym rośnie bluszcz.
"hedera iuvenalia cinctus
tempora [...] docte Catulle"
"mądry Katullu
w bluszczu na młodzieńczej skroni"
Owidiusz, Pieśni miłosne, 3.9



I don't know about other countries, but in Poland there is a superstition that forbids people to take anything from graveyards, because it would bring bad luck. I myself heard about it after I have taken something for the first time - it couldn't make me believe in this superstition or grow some respect for cemeteries, actually. I would lie if I said graveyards are completely neutral ground for me - quite the contrary, I appreciate their beauty and symbolic meaning behind them. But as a person freed from the shackles of catholicism and aware how this religion influences the mindset of people surrounded by it, I don't think it's right to completely separate world of the living and resting place of the dead. Give back to the living what belongs to the living, and to the dead what belongs to the dead - no. Death is integral part of life, and not something different, that just 'happens'. I'm not afraid of the cemeteries, and ivy plucked there is for me the same as plucked anywhere else. Athough my wreath after four days without water had its leaves still so hard I started to suspect it's thanks to being fed on pre-war corpses >D
Without the wreath (which had somehow stolen the spotlights in this entry, although it was only a less or more spontaneous element) this outfit is very casual, I worn it both to the uni and while drinking. I was curious if I would manage to create a comfortable, everyday oldschool look, little eye-catching for this kind of style. I think I did >D

Słyszałyście zapewne o przesądzie, by nie zabierać nic z cmentarza, bo przynosi to pecha. Ja usłyszałam po tym, gdy już zdążyłam coś po raz pierwszy zabrać - nie wpłynęło to w pożądany sposób ani na mój stosunek do tegoż przesądu, ani na szacunek do cmentarzy ogólnie. Skłamałabym pisząc, że są dla mnie kompletnie neutralnym terenem - wręcz przeciwnie, bardzo sobie je cenię choćby ze względu estetycznego i symbolicznego. Natomiast jako człowiek wyrwany z okowów katolicyzmu oraz świadomy wpływu, jaki ta religia wywiera na światopogląd ludzi otoczonych nim, nie uważam, że słusznie jest oddzielać świat żywych i miejsce spoczynku zmarłych grubą kreską. Oddać żywym, co żywych, a zmarłym, co zmarłych - nie. Śmierć jest integralną częścią życia, nie osobną rzeczą, która się "zdarza". Nie czuję nabożnego lęku przed cmentarzami, a bluszcz zerwany na nich jest dla mnie dokładnie taki sam jak bluszcz zerwany gdziekolwiek indziej. Choć mój wieniec po czterech dniach bez wody miał nadal tak rozkosznie sprężyste listki, że zaczęłam podejrzewać, że się tak wspaniale wypasł na przedwojennych zwłokach >D
Bez wieńca (który dziwnym trafem zagarnął dla siebie całe światło jupiterów w tej notce, choć był po raz kolejny mniej lub bardziej spontanicznym elementem stylizacji) cały zestaw jest bardzo codzienny, noszony przeze mnie zarówno na uczelnię, jak i do picia. Chciałam sprawdzić, czy da się zrobić wygodny, casualowy oldschool, mało ostentacyjny jak na możliwości tego stylu. Chyba się udało >D


Contents:
Shirt - thrift store, originally Atmosphere
Skirt - H&M
Shoes - H&M
Jabot - handmade
Gloves - thrift store
Ankh - earring from New Look
Choker - part of my cat's old harness >D



I came to accept my profile at last. I'm really self-conscious about my nose (among many other things), even more, since its shape is not the one I was born with. And although there were quite a few more or less important people in my life, who kept telling me it looks beautiful, I didn't believe them, because since just when do other people's opinions matter for me? Who knows, maybe some of them now tell me anonymously I should change my face?~ What a pity this opinion doesn't matter to me either >D
I'm still far from admitting my nose is beautiful; I still think the best compliment for me is this euphemistic 'interesting face' rather than saying 'pretty'. But I look from the profile like a certain dead Roman with beautiful soul and lovely Internet creation? I'm fucking fabulous.

Zaczęłam w końcu akceptować swój profil. Mój nos - jako jedna spośród wielu innych rzeczy - jest dla mnie źródłem dużych kompleksów, tym większych, że jego kształt nie został mu nadany przez naturę. I choć przez moje życie przewinęło się całkiem sporo mniej lub bardziej istotnych dla mnie osób, które usiłowały przekonać mnie, że jest piękny, to nie wierzyłam im, bo niby od kiedy ja liczę się ze zdaniem innych ludzi? Kto wie, może to niektóre z tamtych osób teraz anonimowo piszą mi, że powinnam zmienić sobie twarz?~ Jaka szkoda, że z tym zdaniem też się nie liczę >D
Nadal jestem daleka od stanowiska, że mój nos jest piękny; nadal myślę, że najodpowiedniejszym dla mnie komplementem jest ta eufemistyczna "interesująca uroda", niż autentyczne pianie z zachwytu. Ale wyglądam z profilu jak pewien martwy Rzymianin o pięknej duszy i przeuroczej internetowej kreacji? Jestem, kurwa, bajeczna.

2 maja 2015

INNOCEN† SPOOK

Laughing over generator of witch house names seems like my idea of fun >D My sense of humour is more degenerate than you'd think.

Ewidentnie czerpałam zbyt dużo radości z bawienia się generatorem witch house'owych nazw >D Oto ja i moje poczucie humoru. Jest bardziej zdegenerowane niż myślicie.


My sympathy to witch house is fairly moderate at its best, but that's not the point. Aesthetics of the names used in it seemed the most appriopriate for today's coordinate, set a little in nu-goth style - which I also like fairly moderately; more on other people than on me. So, nu-gothy elements... and absurd amount of ruffles and loose sweater is from mori kei? Or maybe my pale flower crown maks it pastel goth after all? But wait, I always use these leggings for making oldschool outfits... I find it funny when people force themselves to fit into labels, feeling more or less accurately they don't quite fit, but even then convincing themselves they do, like something would depend on this. I created a separate name for my own style so I don't have to think which of the already existing ones is the most similar, since the key point of mine is mixing. The only problem is tagging outfits later on the blog >D
As much as I love these shoes and as much as they're comfortable, they turned out to be not really suitable to walk down steep stairs in my university >D The things my shortness complex makes me do... Oh, and this shabby chic flower crown was more for spontaneously channeling in an obscure way a certain Roman poet, than for making a perfect match for the rest of the outfit.

Moja sympatia do witch house'u jest mocno umiarkowana, ale to nie o niego tu chodzi. Estetyka nazw w nim używanych wydała mi się odpowiednia dla dzisiejszego zestawu, osadzonego lekko w stylu nu-goth - który też lubię umiarkowanie; głównie na innych, nie na sobie. No więc elementy nu-gotyckie... a absurdalna ilość falbanek i luźny swetras jest z mori kei? A może liliowy wianek sprawia, że to jednak pastel goth? No ale chwila, przecież tych legginsów używam zazwyczaj do tworzenia oldschoolowych stylizacji... Bawi mnie, gdy ludzie na siłę próbują się określić istniejącymi szufladkami, stale mając mniej lub bardziej uzasadnione poczucie, że nie do końca do nich pasują, jednak trzymają się ich kurczowo, jakby coś od tego zależało. Ja stworzyłam własną nazwę dla całokształtu mojego stylu, by nie zastanawiać się, któremu z cudzych odpowiada najbardziej, skoro jego punktem kluczowym jest mieszanie. Problem generuje jedynie przydzielanie stylizacji do kategorii na blogu >D
Jak kocham te buty i jakkolwiek są bardzo wygodne, tak do schodzenia czterech pięter po stromych schodach w moim wydziale okazały się nie nadawać >D Do czego mnie zmusza mój kompleks niskiego wzrostu... Och, a sielski wianuszek z listkami i brązowymi rzemyczkami był dla spontanicznego wyrażenia w hermetyczny sposób mojego mentalnego związku z pewnym rzymskim poetą, a nie dla idealnego dopasowania do reszty stroju.


Contents:
Sweater - thrift store
Tunic - thrift store
Leggings - market stall, altered by me
Shoes - bought secondhand, originally czasnabuty.pl
Belt - thrift store
Gloves - thrift store
Harness - tied with thrifted scarf
Flower crown - lent from my roommate