18 kwietnia 2015

Vos finimini

One of the rare cases when Latin language proves me it can sound utterly ridiculous >D
Do you know what does that mean? 'You're finished', in plural. Imagine a great Roman army rushing against enemies with this warcry... not very menacing, is it? >D That's probably why it was never in use >D

Jeden z tych rzadkich przypadków, gdy łacina udowadnia mi, że ona też potrafi brzmieć źle >D
Co to znaczy? "Jesteście skończeni". Wyobraźcie sobie rzymską armię, która rzuca się na wrogich barbarzyńców z tym okrzykiem bitewnym na ustach... niezbyt przekonująca groźba, prawda? >D Pewnie dlatego go nie używali >D



But why do I even teach you about Latin menace fails? I'll tell you why. These officer-like poses and military hints - yet the rifle is but an umbrella, military-inspired jacket is girly, and a dress and accessories in dolly kei style are an icing on the cake... I don't think any other language would offer me a better cute-menacing word >D And it's the one language I love the most!
I love also this outfit, I had been wearing it for half of the winter and early spring. Thick fabric of the dress which, I believe, is a part of a folk costume from cold Norway, works a good heat insulator. Although the dress itself is so modern it even has a tag, finding treasures like this may be the favourite part of thrift stores for me; you look at them and know they have interesting history behind them. It's pure joy for me, to find out where does it come from and what is it's name in the language of that country. And when it's origins are explained by legend...~

Ale czemu w ogóle opowiadam wam o nietrafionych łacińskich groźbach? Powiem wam. Te generalskie pozy i militarne aluzje - a tu tylko parasolka udająca sztucer, dziewczęcy militarny żakiecik, oraz sukienusia i dodatki w stylu dolly kei jako wisienka na torcie... Żaden chyba inny język nie mógłby mi zaoferować lepszego groźno-uroczego określenia >D Tym bardziej, że ten właśnie najbardziej kocham!
Strój zresztą też kocham, przechodziłam w nim dobre pół zimy i wczesnej wiosny. Gruby materiał sukienki, która, jak sądzę, jest elementem ludowego stroju z zimnej Norwegii, dobrze izoluje ciepło. Choć sukienka jest tak współczesna, że aż ma metkę, to znajdowanie takich skarbów jest jedną z tych rzeczy, dzięki którym tak kocham lumpeksy; patrzysz na nie i wiesz, że mają za sobą interesującą historię. To dla mnie sama radość wyszukać potem, skąd takie ubranie jest i jaką nosi nazwę w języku swojego kraju. A gdy jego powstanie jest dodatkowo wytłumaczone legendą...~



And what about, so popular these days (though not in Poland, luckily), crying over cultural aproppriation? I believe when someone donates their national costume to a thrift store, they are perfectly aware that it will be picked up in completely different part of the world, thus don't give a damn about some 'aproppriation'. And noone should have the right to tell them their way of thinking is wrong.

Być może powinnam się odnieść do, tak popularnego obecnie (nie w tym kraju wszakże, na szczęście), płaczu o przywłaszczanie sobie kultury. Cóż, uważam, że gdy ktoś oddaje swój strój ludowy do ciuchacza, to jest całkowicie świadom tego, że kupi go ktoś w zupełnie innej części świata, czyli ma serdecznie w nosie jakieś tam "przywłaszczanie". I nikt nie powinien mieć prawa do przekonywania go, że jego sposób myślenia jest błędny.


Contents:
Dress - thrift store
Jacket - thrift store, originally H&M
Shirt - thrift store, originally Gina Tricot
Boots - thrift store
Headdress - Ciciwork on Taobao
Necklaces - pearls from Chinese market, antique gold one had been a part of a thrifted top, Egyptian earrings bought on a vending site tied to a string with tassels
Rings - Lokaah, H&M
Turban - tied with thrifted scarf



Palace of Schaffgotsch family, a nice 19th century German villa. A German architecture in a Polish city, what an example of cultural aproppriation; we Poles and our colonialism, really...~ </irony>

Pałacyk Schaffgotschów, miła dla oka XIX-wieczna niemiecka willa. Niemiecka architektura w polskim mieście, cóż za przywłaszczenie kultury; ten nasz polski kolonializm, naprawdę... </ironia>


4 kwietnia 2015

Black Paradise

My patience should be legendary. Imagine you have one of your dreams slightly farther than within the reach of your hands, but instead of reaching for it, you simply set it aside for 'later' to 'never'. Because that's what I do.
At some point of my life I've heard about Krzysztof Penderecki's 'Paradise Lost', a fresh title in the Wroclaw Opera back then. Every bit of this performance was relevant to my current crazes: Penderecki's music, which I had fallen in love with several months before; the libretto based on the legendary luciferian book, and I've been was very fascinated by Satan in literature back then (don't judge me, every goth has their babybat phase) - and, since I mentioned the devil, what caught my eyes the most was a certain photo (to be seen below) with the fallen ones skinned. In some twisted way I found it similar to aesthetics of the game Doom, which had made a huge impact on my later life in childhood - and I've just been playing in once again at that time. But Wroclaw was so far away, the tickets were expensive... And so, after 7 years of more or less intense waiting, in February I have finally got to see it. And I loved it.

Moja cierpliwość powinna być legendarna. Wyobraźcie sobie, że niemalże w zasięgu waszych rąk pojawia się coś, co jest spełnieniem jakiejś części waszych marzeń - lecz zamiast sięgnąć po to, wy z własnej nieprzymuszonej woli oddalacie to od siebie na "później" dążące do "nigdy". Bo to właśnie robię.
W pewnym momencie swojego życia dowiedziałam się o spektaklu "Raj Utracony" wedle Krzysztofa Pendereckiego, który wówczas świeżo wszedł na na deski Opery Wrocławskiej. Każdym swoim elementem trafiał w rzeczy, za którymi w owym czasie szalałam: muzyka Pendereckiego, w której zakochałam się kilka miesięcy wcześniej; kanwa kultowego lucyferycznego utworu, a postać Szatana w literaturze wówczas mnie bardzo fascynowała (bez osądów proszę, każdy got przechodzi fazę kindergota) - i, skoro już o diabłach mowa, to bardzo mocno podziałało na mnie zdjęcie (do zobaczenia poniżej) kostiumów obdartych ze skóry upadłych. W jakiś pokrętny i hermetyczny sposób skojarzyły mi się z estetyką gry Doom, która w dzieciństwie wywarła ogromny wpływ na moje późniejsze upodobania, a do której w tamtym momencie miałam nawrót miłości. Ale Wrocław daleko, a bilety drogie, i trzeba po nocy wracać do Łodzi... I w ten sposób, dopiero po 7 latach mniej lub bardziej intensywnego pamiętania o tym tytule, było mi dane go zobaczyć w lutym. I czekanie było tego warte.



Although biblical Adam and Eve are the main characters in the John Milton's book, the charismatic Satan is actually in the center of all events. In the opera, too, he stole all the spotlights and the scenes set in Hell were among the most eye-catching.

O czym jest "Raj Utracony" Johna Miltona, wiedzą wszyscy, albo wiedzieć powinni - o utraceniu Raju przez Lucyfera, i za jego sprawą także przez Adama i Ewę. I choć to para pierwszych biblijnych ludzi jest głównymi postaciami, to jednak wszystko w książce obraca się wokół charyzmatycznego Szatana. W spektaklu też zdecydowanie on najbardziej przykuwał uwagę, a sceny dziejące się w Piekle należały do najefektowniejszych wizualnie. Dawne kindergotyzmy jednak nie umierają łatwo, także to nad nim będę się najbardziej rozpływać >D



Both photos taken from Wroclaw Opera site.

So yeah, said skinned devils. After all these years I still think it looks fucking awesome - even more when seen with one's own eyes. The aesthetically pleasing Satan himself was making a great contrast with these miserable creatures, really convincingly writhing in agonal pain. I think Milton had forever changed spirituality and aesthetics of the Western world, showing the forces of evil as worthy of compassion and able to feel the same emotions as humans - from passions more or less carnal, to despair.

Pojawienie się na scenie zastępów piekielnych zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Nieruchomo stojący w militarnym czarnym płaszczu i pelerynie, przełykający w bezsilnej furii gorycz swojej niedawnej porażki Książę Piekieł - a wokół niego wyjątkowo przekonująco wijące się na podłodze i drżące z agonalnego bólu potwornie okaleczone ciała pomniejszych diabłów. Niemal słyszałam uszami wyobraźni, jak, śliskie od krwi i śluzu, taplają się w kałuży własnych płynów ustrojowych cieknących z niezagojonych ran... Milton chyba na zawsze zmienił duchowość i estetykę Zachodu, przestawiając siły zła jako godne współczucia i przeżywające te same uczucia co ludzie - od namiętności mniej lub bardziej fizycznych po rozpacz, z całą gamą innych pomiędzy.


Photo taken from Pik Wroclaw.

Photo taken from Wroclaw Opera site.

My second love was Eve. Both visually - you don't get to see black haired and curvy Eves often, do you? - and character-wise. She was, in fact, a very complex character, who only on the surface might look simple. Contrary to Adam, whom I found highly unsympathetic, for he cared only for his god's love and was mainly interested in pleasing him with fulfilling his orders, Eve was very warm and cute, full of childlike curiosity and sincere love for everything, especially for her husband. And although Adam acknowledged and cared for her, Yahveh did not. Although he had created her, he never spoke to her, while he did speak quite often to Adam. Can anybody be surprised by Eve disobeying the prohibition of picking the forbidden fruit, since she was being ignored by her creator? This role had casted an interesting light on Eve's story in my eyes and gave me another brick for my tower of loathing for this ancient Jewish war deity.
On the second photo you can see a Tree of the knowledge od good and evil and the Serpent. The Serpent was fantastic, the dancer playing it, dressed up in gold and black costume, was unbelievably flexible and her moves were really snake-like.

Drugim bardzo silnym punktem była dla mnie postać Ewy. Już od samego początku, gdy przebrzmiał głos narratora, ślepego Miltona prowadzonego przez dziecko, biblijna pramatka wzbudziła moją sympatię. Z jednej strony przez wygląd, do którego mam słabość - nader rzadko widzi się czarnowłose Ewy o bujnych kształtach, z drugiej przez bardzo interesująco zarysowany charakter. Adam wydał mi się wysoce antypatyczny, dbający tylko o jak najlepsze wypełnianie poleceń Jahwe; w moim odczuciu kochał przede wszystkim jego i to tylko jemu chciał się przypodobać. Ewa natomiast, kobieta-dziecko, z uroczą naiwnością i ciekawością zachwycona światem, pełna łagodności i szczerej, niewinnej miłości do wszystkiego, a zwłaszcza do męża, budziła moje rozczulenie. Jednak mimo dostawania zainteresowania od Adama, od Jahwe nigdy go nie uświadczyła. Bóstwo nigdy do niej nie przemówiło, poprzestawało na rozmowach jedynie z Adamem. Czy można się dziwić, że kompletnie ignorowana przez kogoś, kto ją stworzył, zignorowała wydany przez niego zakaz zrywania owoców z Drzewa poznania dobra i zła? Bóstwo było jej obce; wedle słów jej samej, zerwała owoc dla swojego małżonka, by oboje byli szczęśliwsi. Nawet później wśród szlochu wyrzucała odsuwającemu się od niej z pogardą i osuwającego w otchłań wewnętrznej rozpaczy Adamowi: "Twój grzech obraził ciebie i boga, mój tylko ciebie" oraz "Chciałam być oddzielną osobą". Odebrałam tę rolę jako nader ciekawe światło rzucone na postać Ewy i dostałam kolejną cegiełkę budującą wieżę mojego wstrętu do tego żydowskiego bożka wojny.
Na drugim zdjęciu wyżej widać też dwa bardzo interesujące zabiegi wizualne. W tle widnieje białe Drzewo poznania dobra i zła, którego gałęzie były gnącymi się niesynchronicznie tancerzami i zwiędły, gdy Ewa zerwała zakazany owoc. Na pierwszym planie, przechylający się niebezpiecznie do Ewy, jest Wąż. Moje uwielbienie do tych stworzeń zapewne nie pomaga mi w zachowaniu obiektywności, ale ta niewielka rólka mnie zachwyciła. Niewiarygodnie giętka tancerka ubrana w złocisto-czarny kostium wykonywała prawdziwie wężowe ruchy, pełznąc faliście po podłodze i zalotnie owijając złożoną dłoń imitującą gadzi pyszczek wokół ręki Szatana, gdy ten kusił Ewę.


Photo taken from Polska Muza.

Photo taken from Pik Wroclaw.

The show was full of many interesting visuals. Sexy and slender Death in gothic make-up, moving like a supermodel; grotesquely ugly Sin, who would bare from time to time her 6 wrinkly breasts; platinum-haired archangels, frozen in time in highly stylised, baroque poses; ballet of animals, where dancers in adequate costumes would imitate moves of certain animals - giraffes, swans, tigers and several others.
I can only regret I haven't seen this opera earlier - but still, I know for sure if I will have another occassion, I'll go to see it one more time.

W ogóle pod względem wizualnym ten spektakl był prawdziwą ucztą, obfitował w tak wiele ciekawych scen, że ciężko mi spamiętać wszystkie - a pominąć jakąś szkoda. Największe owacje zdobyła wyjątkowo ponętna Śmierć w gotyckim makijażu, poruszająca się jak rasowa modelka w skąpym stroju. Uwagę zwracała groteskowa i rubaszna Grzech, typ lubieżnej podstarzałej ciotki spitej na weselu, od czasu do czasu obnażająca swoje 6 obwisłych piersi. Archanioły o platynowych lokach do pasa, gdy tylko wkraczały na scenę, zawsze ściągały mój wzrok swoim posągowym trwaniem bez najmniejszego ruchu w stylizowanych, barokizujących pozach. Interesujący był także balet zwierząt nazywanych przez Adama i chórek aniołków, gdzie pary tancerzy ubranych w adekwatne stroje, tańczyły imitując ruchy zwierząt, za jakie były przebrane - żyraf, łabędzi, tygrysów i kilku innych.
Mogę żałować tylko tego, że jednak nie widziałam tej opery wcześniej - ale wiem na pewno, że gdy nadarzy mi się kolejna okazja, pójdę na nią ponownie.



I'm embarassed I have to jump from such sacrum to profanum which is outfit. I'll just write it was my first visit ever in such fancy place and I won't lie, I had no idea how should I dress or act. Then I thought the opera gowns were the most festive in the centuries past - in the end I turned out to be the most swagged out audience member and I'm not even surprised >D

Aż mnie żenuje konieczność nagłego przeskoczenia z takiego sacrum do profanum, czyli w tym przypadku jakiegoś opisu stylizacji - daruję sobie to. Wspomnę tylko, że to było moje pierwsze w życiu wyjście do miejsca tak wykwintnego - i nie będę ukrywać, nie wiedziałam, jak do tego podejść. Wyszłam z założenia, że w dawnych stuleciach stroje do opery były tymi najbardziej wystawnymi i szykownymi - skończyło się tak, że byłam najbardziej wystrojonym widzem i nawet mnie to nie dziwi >D


Contents:
Corset - bespoke from Corsetry & Romance
Blouse - thrift store
Lace sleeves - thrift store
Shrug - handmade
Overskirt - thrift store
Long skirt - thrift store
Purse - thrift store
Necklace - vintage from my grandmother
Rings - Lokaah, H&M
Headdress - handmade

29 marca 2015

Gerio Porno

Song for today: Pornografia - Drzewa

And so I have enjoyed another Batcave party~ Sadly, I see informations here and there they will stop being organised soon. I didn't move to Wroclaw to face such disappointments :x But, when I still have a chance to, I'm going to dance my ass off to my beloved oldschool tunes on the afterparties. Because the afterparty truly ws better than the part with gigs; it would be hard for me to say something bad about SUCH choice of music anyway. Star of the show, the band Pornografia, gave me the inspiration for today's title. It is said to be a legend of the Polish cold wave scene at the turn of 80s and 90s, I don't know, I'm not that old to remember these times. The members of the band were old, though. And although it's true I like some of their songs, I would strongly argue with the 'legend' status, mostly due to their awkward lyrics.

Kolejna impreza spod znaku jamy nietoperza za mną~ Szkoda jedynie, że tu i ówdzie pojawiają się głosy organizatorów, że to już ostatnie podrygi. Nie dla takich rozczarowań przeprowadzałam się do Wrocławia :x Jednak, póki jeszcze mam okazję, zamierzam dziko tańczyć do moich ukochanych oldschoolowych dźwięków na afterach. Bo after zaiste był moim zdaniem dużo lepszy niż krótka część koncertowa - trudno byłoby mi zresztą wypowiedzieć się źle o TAKIM doborze muzyki. Od gwiazdy wieczoru, zespołu Pornografia, wziął się tytuł dzisiejszego posta. Ponoć legenda polskiej sceny zimnofalowej przełomu lat 80 i 90, nie wiem, nie jestem tak wiekowa, by to pamiętać. Wiekowi byli za to członkowie zespołu. I choć co prawda lubię kilka ich utworów, to jednak mocno spierałabym się ze statusem legendy, między innymi przez niezgrabne teksty.


I have no idea when exactly have I signed up for having such sharp cheekbones, but I like it in some strange way. Maybe it means my Reptilian descent is showing and soon I'll be ruling over the world >D

Nie wiem, kiedy stanęłam w kolejce po tak ostre kości policzkowe, ale w jakiś pokrętny sposób podoba mi się to. Być może znaczy to, że wychodzi na jaw moje Reptiliańskie pochodzenie i wkrótce będę dzierżyć władzę nad światem >D


Contents:
Corset - bespoke from Corsetry&Romance
Shrug - thrift store, altered by me
Leggings - some small market stall
Mesh shirt - thrift store
Bra >D - thrift store
Sleeves and tights - selfmade, obviously
Bracelets - Lokaah, Glitter, H&M
Necklaces - Chinese market, KappAhl, thrifted chain
Boots - thrift store