19 maja 2016

Dress like it's 90s

While I'm nor a historical costumer, neither I aspire to become one, I do enjoy historical fashions. It's not an unusual thing among goths anyway, as most of us are weak against Victorian mourning dresses. I'm one of those people who actually can tell fashion decades apart and don't call everything vaguely historical 'Victorian', but today's outfit is indeed inspired by late Victorian fashion. Although I prefer Edwardian era fashion over everything and actually find Victorian age highly overrated, there is one decade in the latter that I find especially nice visually. The fin de siècle - the 1890s. What, you thought I was talking about the 1990s in the title? >D

O ile nie jestem rekonstruktorką mody historycznej, ani nie aspiruję do tego, o tyle nie da się ukryć, że lubię dawną modę. To nie jest znowu takie dziwne wśród gotek, jako że większość z nas ma słabość do wiktoriańskich sukien żałobnych. Jestem akurat jedną z tych osób, które potrafią odróżniać modę po dekadach i nie nazywają wszystkich historyzujących strojów "wiktoriańskimi", ale dzisiejszy strój jest w rzeczy samej inspirowany modą późnowiktoriańską. Choć generalnie preferuję modę okresu edwardiańskiego nad wszystko, a epokę wiktoriańską uważam za solidnie przereklamowaną, to w tej drugiej jest jedna dekada, którą uważam za wyjątkowo miłą dla oka. Fin de siècle - lata 90. XIX wieku. Nikt chyba nie myślał, że mówię w tytule o tych bliższych nam latach 90? >D



My hatred towards 1990s attire is balanced by my love for the 1890s one. I adore it, because it's very elegant and simple while staying quite whimsy and decadent as one would expect from this end-of-an-era times. It has everything I adore: leg o'mutton sleeves, ridiculously puffy at the top and fitted under the elbow; high collars; slim A-shape skirts which are smooth over the hips and minimal bustle. I like it so I wear it, even if it verges on the 'overdressed' side. Nobody has problems with this anyway, except Romanian minority, who commented me with words 'Dracula' and 'Transylvania' >D And that's quite an achievement >D

Moją nienawiść do mody lat 90. XX wieku równoważy moja miłość do tej z końca XIX. Uwielbiam ją, bo jest elegancka i prosta, a jednak niepozbawiona dozy fikuśności i dekadencji właściwej temu schyłkowemu okresowi. Jest w niej wszystko, co lubię - rękawy mające przypominać barani udziec, absurdalnie bufiaste na górze i dopasowane poniżej łokcia; koszule ze stójką; niezbyt szerokie spódnice w kształcie litery A, które są szczupłe w biodrach i minimalną tiurniurę. Podoba mi się to, więc to noszę, nawet jeśli przechyla się w kierunku teatralności. I tak nikt nie ma z tym problemu poza rumuńską mniejszością, która postanowiła uraczyć mnie słowami "Dracula" i "Transylwania" >D A to jest pewne osiągnięcie >D


Contents:
Shirt - thrift store (Vero Moda)
Shirt with high collar - some small shop
Skirt - thrift store
Belt - Allegro
Gloves - Allegro
Headdress - handmade + necklace a friend gave me
Earrings - Klimatyczne
Brooch - Allegro + cross from thrifted Halloween costume
Cape - Allegro



Garden of a National Ossoliński Institute, Ossolineum in short. It's a second largest library in Poland, founded in the beginning of 19th century by a member of Ossoliński family. It holds many manuscripts of our important national writers from 19th and 20th century, also art prints, coins, orders, seals, and is known for being a book publisher. Ossolineum is located in the white-red building you can see, which is a former Baroque monastery.

Ogród Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w skrócie Ossolineum. To druga największa biblioteka w Polsce, założona w XIX wieku, choć mieści się w dawnym barokowym klasztorze. Ossolineum może być kojarzone z wydawania książek, ale chlubią się przede wszystkim zbiorami manuskryptów polskich pisarzy z Mickiewiczem i Słowackim na czele.




Another revamped outfit. This time I've made many changes, because I didn't like the first version already back then. All I left from the original is the black-white colourway, historical inspirations (made so badly in the original they were almost invisible), the same blouse with high collar which I put under more historically appropriate shirt this time and the same skirt.

Kolejna stara stylizacja w nowej odsłonie. Tym razem zmian zaszło sporo, bo nie byłam zadowolona z pierwszej wersji już wtedy. Z pierwotnego zamysłu została kolorystyka, inspiracje historyczne (wtedy zrealizowane tak słabo, że były niemal niewidoczne), ta sama bluzka ze stójką, która trafiła tym razem pod bardziej historyzującą koszulę i ta sama spódnica.

8 maja 2016

So wonderfully, wonderfully, wonderfully, wonderfully pretty!

This year's May marks the fifth anniversary of this blog *fanfares and confetti*. Never mind a specific day - I've sent a first few entries to fourth dimension, and the photos in them were a good year older anyway. Since an anniversary like this calls for celebration of some sort and the only thing I had against these deleted outfits is that there was something not quite right with them or the photos were simply bad - I decided to show them once again during the whole May. In revamped versions. I won't compare new ones to old ones, because I don't delete things to have to look at them again, come on >D

Tegoroczny maj wyznacza pięciolecie istnienia tego blogaska *fanfary i konfetti* Mniejsza o konkretny dzień - kilka pierwszych postów posłałam do czwartego wymiaru, a i tak zdjęcia w nich były jeszcze z rok starsze. Ponieważ wypada jakoś uczcić tak solidną rocznicę, a usuniętym stylizacjom miałam do zarzucenia jedynie to, że albo były niedorobione, albo zdjęcia były słabe - postanowiłam, że przez cały maj będę pokazywać się we właśnie tamtych strojach, tylko odświeżonych. Nie będę zestawiała nowych ze starymi, bo nie po to coś usuwam, żeby znów na to patrzeć, no dajcie spokój >D



The shirt. The shirt is the most eye-catching in this outfit and it's very strange even by my standards. Because really, red and polka dots? I dislike both red and polka dots. But it's not me, it's Robert Smith >D I remember when I first saw The Lovecats video and thought 'Jeez, what is this dorky shirt... I want one.', because young singer of The Cure in a dorky shirt playing with a kitten killed me with sugar overload. I received it on one birthday (18th, I guess?) from my friend with really sick thrifting skills. I myself never saw another shirt with this pattern.

Koszula. Koszula rzuca się w tym zestawieniu najbardziej w oczy, a przy tym jest kuriozalna nawet jak na moje standardy. Serio, czerwony i grochy? Nie lubię ani czerwieni, ani grochów. Ale to nie ja, to Robert Smith >D Pamiętam, jak zobaczyłam po raz pierwszy teledysk do The Lovecats i pomyślałam: "Rany, co to za idiotyczna koszula... Chcę taką.", bo młody wokalista The Cure w idiotycznej koszuli bawiący się z kotkiem pokonał mnie cukrem. Dostałam ją w ramach którychś tam urodzin (18 bodajże?) od znajomej z epickimi zdolnościami wyszukiwania rzeczy w lumpeksach. Dość powiedzieć, że sama nigdy nie widziałam koszuli z tym wzorem.



Contents:
Shirt - thrift store
Corset - Rebel Madness
Jabot - handmade
Bat brooch - found
Harness - Restyle
Two tulle skirts - thrift store
Gloves - Klimatyczne
Earrings - Allegro
Booties - thrift store
Petticoat - thrift store
Turban - thrifted scarf
Jacket - thrift store (Morgan de Toi)



In one of parks of Wroclaw there are four sculptures of Graeco-Roman deities, called 'Four Virtues'. There used to be more, but they got destroyed during World War 2.

W jednym z wrocławskich parków są rzeźby grecko-rzymskich bóstw, zwane "Czterema Cnotami". Było ich więcej, ale zostały zniszczone w czasie 2 wojny światowej.
Two Pallas Athenas (who allowed the sculptor to bare the breast of a virgin goddess, huh?)

Dwie Pallas Ateny (kto pozwolił rzeźbiarzowi na obnażenie piersi dziewiczej bogini, hm?)

Ceres and Rhea, I would never guess. I've been thinking Venus and Cybele - and when I saw Ceres has no boobs (again - who allowed the sculptor to potray a mother goddess with a flat chest? I know it's an aesthetic preference of that epoch, but other goddesses have a bigger cup. Including Athena...), I thought she was Apollo _^_

Cerera i Rea, w życiu bym nie zgadła. Stawiałam na Wenus i Kybele - a gdy dopatrzyłam się, że Cerera nie ma cycków (znów - kto pozwolił rzeźbiarzowi na pokazanie bogini matki z płaską piersią? Rozumiem, że estetyka epoki, ale inne boginie mają rozsądne rozmiary. Włączając Atenę...), pomyślałam, że to Apollo _^_



The basis for this outfit is exactly the same as 5 years ago - the same shirt and the same skirt, with opaque black tights. I changed shoes and the way I balanced the vivid red with more black; back then it was a black top and long gloves. I added a more poofy petticoat and accessories which the outfit was greatly lacking back then.

Baza tego stroju jest ta sama, co 5 lat temu - ta sama koszula i ta sama spódnica, plus kryjące czarne rajstopy. Zmieniły się buty i sposób zbalansowania żywej czerwieni góry większą ilością czerni; wtedy był to czarny top i długie rękawiczki. Doszła bardziej rozłożysta halka i dodatki, których wtedy praktycznie na sobie nie miałam, a teraz nie wyobrażam sobie dobrego stroju bez nich.

30 kwietnia 2016

Our houses next to factories

I've finally managed to have some photos taken in Lodz. I used a fellow blogger Molly to serve as a living tripod - how nice it feels to have photos taken my somebody who has an eye for interesting frames <3
No other city in Poland has this particular atmosphere that Lodz has; some people joke it's a postapocalyptic theme park, while the others know it's true and love it. No architecturally gothic Torun or Wroclaw, no neatly kept Poznan or Cracow has something that insanely decadent about them, as Lodz has. If I only close my eyes on ugly modern buildings and horror vacui of the gaps where fancy buildings stood once - it's a very beautiful, yet sad, city.
I grew up in a quite old part of it, where small factories made of red brick stood on every little street shadowed by trees, and close to my house there was a quiet garden closed with metal-casted gate with flower ornaments - this is the sight I want to remember, although it doesn't exist anymore. Maybe looking from my earliest years at passing of the old world around me turned me to gothic aestheticism - I don't really know, but this I wish to believe in. What I know is that Lodz is a Sleeping Beauty, who dreams her dreams about power among decaying ruins of once beautiful houses, passively waiting for somebody who will wake her up, put a golden crown around her head and make her beautiful for him once again. Aren't fairytales dark anyway?

Wreszcie udało mi się wyjść na jakieś zdjęcia podczas wizyty w Łodzi. Wykorzystałam do bycia żywym statywem znajomą blogerkę Molly - jak wygodnie mieć wreszcie robione zdjęcia przez kogoś, i to kogoś, kto ma oko do kadrów <3
Żadne inne miasto w Polsce nie ma tej specyficznej atmosfery, która panuje w Łodzi; niektórzy podśmiewają się, że to postapokaliptyczny park rozrywki, a inni wiedzą, że to prawda i właśnie to kochają. Żaden architekturalnie gotycki Toruń czy Wrocław, żaden zadbany Poznań czy Kraków nie ma w sobie czegoś tak szaleńczo dekadenckiego, co urzeka mnie w moim mieście. Jeśli tylko zamknę oczy na współczesne koszmarki budowlane i na ziejące pustką dziury po wyburzonych zabytkowych budowlach - to bardzo piękne, choć smutne, miasto.
Dorastałam w dość starej części, gdzie fabryczka z czerwonej cegły stała na każdej małej, ocienionej drzewami ulicy, a koło mojego domu były ciche działki, na które prowadziła kuta w kwiatowe motywy brama - taki obraz pragnę pamiętać, chociaż tego już nie ma. Być może patrzenie od najwcześniejszych lat na przemijanie starego świata wokół mnie pchnęło mnie w stronę gotyku - tego nie wiem, ale tak właśnie wolę uważać. Wiem natomiast tyle, że Łódź jest Śpiącą Księżniczką, która wśród rozpadających się murów kamienic śni swoje sny o potędze, biernie czekając na kogoś, kto ją obudzi, założy jej znów złotą koronę na skronie i przy kim znów będzie piękna. Czy baśnie nie są zresztą mroczne?




Contents:
Shirt - thrift store
Undershirt - thrift store
Skirt - thrift store
Hat - H&M
Earrings - Restyle
Necklace - New Look
Belt - thrift store
Bracelet with ring - bought secondhand
Other bracelets - Lokaah, H&M
Rings - H&M, Lokaah, British Museum
Tights - Gabriella
Shoes - bought secondhand



Why this long-ish intro with my local patriotic feelings? Well - in February I've shown you where I live in Wroclaw. Today you'll see where I live in Lodz. Nearly literally, because if on some of the photos the camera would be slightly to the side, my house would get caught in the frame.
Difficulty level of getting there is zero, but judging on lack of fence and according sign one has to guess it's a PRIVATE PROPERTY!!1!one! The security dude had to be a bit dumbass too, if he discovered two strangely dressed bloggers one and a half hour after we entered there - and we weren't even hiding. I've been wanting to have photos taken here since good 5 years, I would probably be able to take them after next 5. Ah, my city - urban decay either disappears here in a week or remains for years, there's no middle way.

Skąd ten przydługi wstęp o zabarwieniu lokalnopatriotycznym? Cóż - w lutym pokazałam okolice, w których mieszkam we Wrocławiu. Dzisiaj zobaczycie to, gdzie mieszkam w Łodzi. Niemalże dosłownie; jeśli niektóre z ujęć byłyby łapane z kilku metrów w bok, w kadr wchodziłaby moja kamienica.
Poziom trudności dostania się tam jest zerowy - ale ty musisz się domyślić po rozdupconym terenie, braku ogrodzenia i tabliczki z właściwą informacją, że jest to teren hurr prywatny durr. Z ochroniarza też solidny jełop, skoro odkrył dwie focące się kuriozalnie ubrane blogereczki dopiero po półtorej godziny eksploracji ruin - a nawet się nie ukrywałyśmy. Chciałam mieć tu zdjęcia od dobrych 5 lat, prawdopodobnie mogłabym je nadal wykonać po kolejnych 5. Ach, moje miasto - miejskie ruiny znikają tu albo w ciągu tygodnia, albo sterczą latami, nie ma stanów pośrednich.






Lodz was known once as the city of chimneys - one of them was even just next to my backyard, why. All children from my house, including me, used to throw snowballs at it, trying to reach as highest as possible. In the 90s chimneys have disappeared completely from the cityscape; the only ones left are part of power plants. But red and white chimneys, although having beauty of their own, are not the same thing as the bricked towers of factories... Yet it's still a very deeply rooted symbol of my city, for us inhabitants - a nostalgic souvenir of the days past, when industry have flourished. And a very beautiful one, beautiful in this postindustrial way I feel very much. So, could I forgo buying a pair tights from a Lodz-based brand, which uses images from my city, the ones playfully spotted with tiny factories with triangular roof - and smoking chimneys? <3 A first wearing of them wouldn't be as perfect anywhere else as here.

Łódź była znana kiedyś jako miasto kominów - jeden nawet był tuż za ścianą mojego podwórka, a jakże. Wszystkie dzieciaki z kamienicy, ze mną włącznie, rzucały w niego śnieżkami, by trafić jak najwyżej. W latach 90. kominy całkowicie zniknęły z krajobrazu miejskiego; jedyne, jakie pozostały, są przy elektrociepłowniach. Ale czerwono-białe pasiaki, choć niepozbawione własnego uroku, to już nie to samo, co ceglane wieże fabryk... Nadal jednak jest to bardzo silnie zakorzeniony symbol mojego miasta, dla nas mieszkańców nostalgiczna pamiątka czasów prężnego rozwoju. Przy tym bardzo piękna, piękna w ten postindustrialny sposób, który bardzo do mnie przemawia. Czy mogłam wobec tego odmówić sobie zakupu kolejnej Łódzkiej Rajtuzy, figlarnie upstrzonej tym razem maleńkimi fabryczkami z szedowym dachem - i dymiącymi kominami? <3 Chrzest bojowy dla niej nigdzie nie byłby tak dobry, jak właśnie tutaj.