16 września 2017

Nothing remains except for the wounds

It's no mystery I adore run-down and ugly places - that is, the ones people with mainstream tastes would regard as such, because for me they are indeed run-down and charming. Whenever place like this gets renovated it saddens me only a little less than it would in case of tearing it down - a smooth layer of plaster can't impress me as much as paint peeling off, as moss spreading among broken tiles and as bricks peeking from a hole in plaster do. Yet people are happy with buildings deprived of whole pre-war atmosphere and made into some disgusting offices, because it's new, so of course it's good...
I mean, I know where is this coming from: such places are tightly shut, with security guards, dogs and barbed wire, despite the fact no works are done there for years. If the access was easier and I were able to explore them in their decaying glory - duuude, pump as much money into them as your bank account allows you to. But when no exploring - butthurt incoming.
On the other hand, I don't hide the fact that urban decay is really pretty and atmospheric for me, so this is an important factor, too. And if sometimes a falling brick hits someone in the head... well, you always gotta pay for beauty, duh!

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam miejsca zapuszczone i brzydkie - a przynajmniej jawiące się takimi ludziom o podstawowym guście, bo dla mnie są zdecydowanie zapuszczone i urokliwe. Remonty takich smucą mnie tylko odrobinę mniej, niż rozbiórki - gładziutko położona szpachla w "nowoczesnym" neutralnym kolorze nie potrafi mnie zachwycić tak, jak łuszcząca się farba, mech pełznący pośród potłuczonych kafelków czy cegła widoczna spod obtłuczonego tynku. A ludzie się cieszą z wstrętnych biurowców panoszących się we wnętrzach wyrugowanych z całego przedwojennego klimatu, bo grunt, że nowe jest...
Znaczy, ja wiem, jaką podstawę ma ta bolączka: taką, że takie miejsca są pozamykane na 50 spustów, obwarowane cieciami, psami i drutem kolczastym, choć przez całe lata nie są prowadzone w nich żadne prace. Gdyby dostęp do nich był łatwiejszy i było mi dane je zwiedzić w ich naturalnym stanie - paaanie, a ładuj se pan w nie tyle forsy, ile konto bankowe pozwala. A tak? Nie ma eksplorowania - jest ból dupy.
Choć fakt, że miejski upadek jest po prostu dla mnie ładny i klimatyczny, też jest nie do przecenienia. A że czasem cegła na głowę spadnie... za piękno od zawsze się płaci jakąś cenę, ot!




Lace kimono with fringe - thrift store koronkowe kimono z frędzlami
Blouse with beading - thrift store strega fashion polska
Witchy chiffon skirt - altered thrifted dress (Raven) stylizacje strega fashion pomysły
Maxi tulle skirt - H&M polska gotka strój
Oriental choker - tourist shop in Rethymno orientalny naszyjnik srebrny
Bat necklace - Restyle naszyjnik nietoperz
Skulls and crosses necklace - Holycreep naszyjnik czaszki i krzyże
Egyptian lotus earrings - Allegro egipskie kolczyki Egipt
Bracelets with big black stones - Lokaah orientalna bransoletka z kamieniem
Chain slave bracelet - Lokaah bransoletka z pierścionkiem
Slave bracelet with drops - olx stylizacja w stylu goth gothic
Big black and triple black rings - H&M
Blue goldstone and raindrops rings - Lokaah


My whole home city, Lodz, has a reputation of being run-down and ugly. It's easy to judge it by its cover or go with stereotype - in reality the appearance of this poor city is a result of its history, a quite unfortunate one, by the way. It's like a history of a school scapegoat, first bullied by the popular kids, later also by everyone else - after some time nobody can explain why this particular person is being bullied, but it has to be like that, because everyone does it. And I've said once I cherish all things unwanted and unneeded (and I had been bullied in school, too).
But this city is changing rapidly these days and with every renovated building or street routed anew it feels ever more foreign to me... So I'll keep clinging to every open wound on its fabric as long as I can, documenting what always was close to me. Just like today, last remains of Ludwig Geyer's factories on Piotrkowska Street, factories of a man who was one of the founding fathers of this city's immense textile industry. I'm proud I managed to capture on these photos how these ruined giants stand along the representative street, opposite our main museum and a park - yet they stand so silently, like unseen by anyone...

Cała Łódź uchodzi za miejsce zapuszczone i brzydkie. Łatwo jest ocenić po pozorach lub ulec ogólnopolskiemu stereotypowi - tak naprawdę wygląd tego nieszczęsnego miasta jest wypadkową jego historii, zadziwiająco zresztą przykrej. Jest to historia niczym tego szkolnego kozła ofiarnego, wpierw wyśmiewanego przez wpływową garstkę, potem przez wszystkich - po czasie nikt nie potrafi powiedzieć, czemu wszyscy się z niego śmieją, ale każdy to robi, bo tak robią wszyscy. Wspomniałam już kiedyś, że ukochuję wszystkie rzeczy niechciane i zepchnięte na dalszy plan (sama zresztą byłam gnębiona w szkole).
To miasto wszakże się szybko zmienia ostatnimi czasy i z każdym odnowionym budynkiem czy poprowadzoną na nowo ulicą jest mi coraz bardziej obce... Dlatego, póki mogę, będę się przylepiać do wszystkich niezaleczonych ran w jego tkance, uwieczniając na zdjęciach to, co zawsze było mi bliskie. Jako i dziś, resztki fabryk Ludwika Geyera na Piotrkowskiej, jednego z ojców założycieli włókienniczej potęgi tego miasta. Jestem dumna, że na tych zdjęciach udało mi się złapać to dziwne wrażenie, że te zrujnowane kobyły stoją przy reprezentacyjnej ulicy, na wprost najważniejszego muzeum i parku - a tak cichutko, jakby były niezauważane przez nikogo...


















A not too fancy layered outfit; I just wanted to wear this beaded blouse before ripping it apart and turning it into a part of another ATS skirt.

Taki tam niewyszukany warstwowy strój; chciałam po prostu założyć do czegoś tę paciorkową bluzkę przed przemieleniem jej w część kolejnej ATS-owej spódnicy.

6 maja 2017

Blue and yellow? No...

There's always a black sheep in a family. Somebody who joins Hare Krishna movement and later denies something like this ever happened. An uprising veteran who gives up on social life and becomes a hermit - leading a life of a holy man doesn't get in a way of banging all women from a nearby village. Somebody who carries an urn with her husband's remains in a backpack. Somebody who gets imprisoned for delivering prostitutes on orders from mafia. Things happen. Even to the best. (disclaimer: not all of these are from my family, but all are true)

W każdej rodzinie zawsze trafi się jakaś czarna owca. A to ktoś dołącza do krysznowców, a potem się wypiera, że coś takiego kiedykolwiek miało miejsce. A to były powstaniec postanawia wypiąć się na życie i zostaje pustelnikiem - pędzenie żywotu męża świątobliwego nie przeszkadza mu w obracaniu wszystkich wieśniaczek z okolicy. A to ktoś nosi urnę z prochami męża w plecaku. A to ktoś trafia do więzienia, bo jest mafijnym chłopcem na posyłki, tj. do rozwożenia dziwek na miejsce. Rzeczy się zdarzają. Nawet najlepszym. (to ważne: nie wszystkie są z mojej rodziny, ale wszystkie są prawdą)



Let's take a look at dragons, for example. Breathing fire here, creating a world there, in general a power to bow before for a human, if only humans didn't decide they're going to be able to kill everything; hold my beer and look. Yet even among their kind there is a black sheep - and I don't mean the one stuffed with sulphur and tar, but the metaphorical one. And its name is basilisk.

Not many people, I think, know this, but basilisk is indeed a type of dragon. Its name comes from Greek language and means 'little king' - a lesser king of snakes, just like a dragon was considered to be their greater king. Both of these monsters date back to Ancient times, but their image changed so greatly in Middle Ages, that we, the modern people, wouldn't call their original versions with proper names. Both of them would be just fancy snakes for us. Archaic dragon was an enormous serpent. What kind of snake an ancient basilisk was?

A not too big one. Its royal status was determined by a spot on its head resembling a tiara, moving with half-standing body instead of slithering and evil superpowers - not only killing stare, but also venom so strong that a crossing basilisk was leaving scorched grass and eroded stones in its wake. Even its breath was deadly, and it could be killed only by a weasel's urine and smell. It seems like the basis for creating a basilisk legend were features of various types of cobras merged together, like marks on a hood, body standing upright, attacking from a distance by spitting venom and they can be killed by a venom proof mongoose, an animal very similar to a weasel. But it's still tad strange, as the ancient Mediterranean people knew cobras from Egypt.


Weźmy na ten przykład smoki. Tu zieją ogniem, tam tworzą świat, generalnie czołobitna potęga dla człowieka, gdyby tylko człowiek nie postanowił, że będzie w stanie zabić wszystko; potrzymaj mi piwo i patrz. A nawet i w tym rodzie jest czarna owca - i niekoniecznie mówię tu o takiej wypchanej siarką i smołą, a tej metaforycznej. A imię jej - bazyliszek.

Niewiele osób, jak sądzę, zdaje sobie z tego sprawę, ale bazyliszek jest w istocie odmianą smoka. Nazwa ta wywodzi się z greki, oznacza "małego króla" (królika? >D) - małego króla węży, tak jak dużym ich królem był smok. Oba te stwory mają starożytny rodowód, ale ich wizerunek uległ tak potężnym przekształceniom w średniowieczu, że my, ludzie współcześni, nie mielibyśmy odruchu nazwania pierwowzorów poprawnymi nazwami. Oba byłyby dla nas frymuśnymi wężami. Archaiczny smok był wężem gigantycznym. Jakim wężem był antyczny bazyliszek?

Otóż - niedużym. Jego królewski status wyznaczać miała plamka na głowie przypominająca kształtem diadem, połowicznie wyprostowana postura miast pełznącej oraz super moce w czynieniu zła - nie tylko śmiercionośny wzrok, ale też jad tak silny, że po przejściu bazyliszka zostawał wypalony w trawie ślad i skruszałe kamienie. Nawet jego oddech był zabójczy, a śmiertelny dlań był tylko zapach i mocz łasicy. Wydaje się, że za podstawę do wymyślenia bazyliszka posłużyły cechy różnych gatunków kobr, jak ozdoby na kapturze, wyprostowana sylwetka, zdolność atakowania z odległości przez strzyknięcie jadem i możność zabicia przez łasicopodobną, i odporną na jad, mangustę. Co i tak jest dziwne, gdyż kobry były ówczesnym ludziom Śródziemnomorza dobrze znane z Egiptu.



We in Poland and some other European countries know basilisk as a bullshit rooster with some reptilian features. And then there came Harry Potter series, where this monster was shown as a huge snake and I was like 'what'. Various features of the serpent of Slytherin are quite an artistic license of the series' author, but there is one important reason why this name and why for the serpentine monster. That's because in English language a basilisk indeed is more of a reptile. The bullshit rooster monster is called cockatrice.

'Well, yes', someone could think, 'the "cock" part makes more sense in case of a cockerel monster' - and that person couldn't be more wrong >D The only thing that makes sense is that basilisks and similar creatures are dicks indeed >D But let's get to the point - etymology of this word is the wildest ride I've ever encountered during various searches, so buckle your seat belts, because there are no cockerels. Cockatrice is a warping of an Old French word, which in turn is a warping of a Latin word 'calcatrix'. Now this is normal in linguistics, this happens. What is not normal though, is that calcatrix, meaning 'she who tramples', was a word used for mongoose - the same mongoose from two paragraphs above. A small animal with fur. Also well known from Egypt. Welcome to the merry world of Medieval distortions.

How did this happen? In 12th century an English author wrote this poor animal called cockatrice hatches from a cockerel egg incubated by a toad or snake (was he a victim of this confusing 'cock' part?). Since the basilisk was believed to hatch from a toad or snake egg incubated by a cockerel, the merging of both was inevitable - and that's how the two monsters with different proportions of chicken and snake features came to be. To this day English and languages that emerged from Latin have both words. All other European languages don't even have a translation for cockatrice. We in Poland, though, have the 'Witcher' series, where one can find two translations for cockatrice, both made up by the author, both present in games and one of the books. One of these words is basically 'chickenlisk' and I love it - even if it makes zero sense etymologically, but word formation by likening is as often seen in linguistics as by warping the original word.


My w Polsce (i paru innych krajach) wyrastamy na gruncie tradycji, że bazyliszek jest lipnym kogutem z paroma gadzimi cechami. A potem przyszedł Harry Potter, który przedstawił tego stwora pod postacią wielkiego węża i było to dla mnie zdrowo dziwne. Różne cechy węża Slytherina to akurat spora licentia poetica autorki serii, ale jest też jeden dość istotny powód, czemu taka nazwa i czemu dla takiej formy. W angielszczyźnie basilisk faktycznie wykazuje więcej cech gadzich. Zaś potwór pod postacią lipnego koguta zwie się cockatrice.

"No tak!" ktoś mógłby pomyśleć, "Cząstka "cock" ma dużo więcej sensu w przypadku koguciego potwora." - i rozminie się taka osoba z prawdą o lata świetlne >D Sens ma jedynie to, że bazyliszki i pokrewne są w istocie chujami >D Okej, ale do rzeczy - etymologia tego słowa to najostrzejsza jazda bez trzymanki, na jaką zdarzyło mi się natrafić przy okazji różnych poszukiwań, więc zapnijcie pasy, bo nie ma tu żadnych kogutów. Cockatrice to zniekształcone odczytanie starofrancuskiej nazwy, które z kolei jest zniekształceniem łacińskiej nazwy "calcatrix". To akurat jeszcze norma w lingwistyce, to się zdarza. Co nie jest normalne, to to, że calcatrix, oznaczające "ta, która depcze", było nazwą mangusty - tej samej mangusty sprzed dwóch akapitów. Niedużego zwierzątka z futerkiem. Również dobrze znanego z Egiptu. Witamy w radosnym świecie średniowiecznych przeinaczeń.

Jak to zaszło? Otóż w XII wieku angielski pisarz zapisał, iż to nieszczęsne zwierzątko zwane cockatrice lęgnie się z koguciego jaja wysiedzianego przez ropuchę lub węża (czyżby padł ofiarą właśnie tej mylącej cząstki "cock"?). Jako, że bazyliszek miał lęgnąć się z ropuszego bądź wężowego jaja wysiedzianego przez koguta, kwestią chwili była pomyłka i zmieszanie obu - i tak powstały dwa potwory o odmiennych proporcjach cech kurczaka i węża. Do dzisiaj podział na oba istnieje w angielskim i językach, które rozwinęły się z łaciny. Inne języki europejskie nie mają nawet tłumaczenia cockatrice. My w Polsce mamy wszelako cykl o Wiedźminie i tam można natknąć się na wymyślone przez autora słowa "kuroliszek" bądź "kokatryksja", tak w jednej z książek, jak i w grach. Osobiście uważam, że "kuroliszek" jest wspaniałą nazwą - nawet jeśli etymologicznie nie ma sensu, ale słowotwórstwo przez upodobnienie występuje tak samo często, jak przez zniekształcone odczytanie.


Ruffly shirt - thrift store (H&M) wiktoriańska koszula czarna gotycka
Neo-victorian capelet - handmade wiktoriańska pelerynka narzutka
Mourning Lady corset - Rebel Madness gorset gotycki czarny
Oriental print overskirt - thrift store victorian shirt black gothic
Chiffon skirt - thrift store mourning victorian capelet mantelet
Mirror necklace - handmade naszyjnik z lusterkiem
Henna gloves - Restyle, altered by me stylizacje dolly kei stylizacja
Fake septum piercing - Lokaah dolly kei polska
Face chain - some tourist store in Chania oldschool dolly kei outfit
Winklepickers - Mango
Turban - thrifted scarf


You know me - I wouldn't write an entry so long if I wasn't going to elaborate some more about its ties to the place where I took the photos >D I've mentioned we have a legend about basilisk in Poland. It was told to live in basement of one of old houses in Warsaw, on an alley called Krzywe Koło (meaning: Crooked Wheel. Lovely!), where it held two kids as hostages for a few hours. And despite most of the photos were taken on various little alleys around the Old Town, here I am - in Warsaw and on Krzywe Koło. Without the basilisk, because its hideout was a house that was already ruined in its times, but... maybe you'll spot it?
And all of this got me thinking: was it really a basilisk or maybe a cockatrice we don't even have a name for? There's no answer for this, I'm afraid. But I'd say if a language doesn't have a word for something, it means it's not important for it to distinguish it. Since we have a word for basilisk, then it's a basilisk, period. Besides, I like that we share a word and monster description with a lot of neighbouring countries, than take a really retarded example of distortion of a distortion.

Znacie mnie - nie przysoliłabym tak solidnym wstępem, gdyby nie miał on mieć jeszcze dalszego związku z miejscem zdjęć >D Na pewno większość z was zna legendę o polskim bazyliszku (skądinąd napisaną przez Oppmana tak tragicznie, że zęby bolą). Miał ten bazyliszek gnieździć się w piwnicach stołecznej kamienicy przy uliczce o wdzięcznej nazwie Krzywe Koło i przez kilka godzin trzymać dwójkę dzieci jako zakładników. I choć spora część zdjęć z tej notki była zrobiona przy różnych innych uliczkach blisko Starówki, oto jest - Warszawa i Krzywe Koło. Już bez bazyliszka, gdyż jego kryjówką były podziemia domu zrujnowanego już w jego czasach, ale... może jednak się znajdzie?
I teraz, ostateczne pytanie: to z legendy to faktyczny bazyliszek, czy może jednak daliśmy dupy i z naszą stolicą związany jest stwór, dla którego nawet nie mamy polskiej nazwy? >D Na to odpowiedzi nie ma, obawiam się. Mogę zaryzykować, idąc po raz kolejny tropem językoznawczym - jeśli dany język nie ma nazwy dla czegoś, to znaczy, że wyróżnianie tego nie jest dla niego istotne. Skoro posiadamy słowo na bazyliszka, to jest to bazyliszek, kropka. Poza tym wolę współdzielić słowo i opis stwora z całą masą państw sąsiednich, niż bazować na naprawdę idiotycznym przykładzie przekształcenia przekształcenia.


And here it is! This is definitely not a cockatrice.




It is said a basilisk can be killed with its own stare reflected in the mirror - this is how the one from the Warsaw legend died - so, mirrors there are >D Although the Witcher says mirror works only if you slam the monster with it strong enough on the head >D

Powiada się, że bazyliszka można zabić każąc mu spojrzeć w lustro - a przynajmniej tak zginął ten z Warszawy - są więc lustra >D Choć Wiedźmin przekonuje, iż lustro działa tylko wtedy, gdy się nim dostatecznie mocno zdzieli potworę w łeb >D

8 kwietnia 2017

Die Goldenen Zwanziger

What comes to your mind when you think about the 20s - the one true 20s, of the 20th century? (how strange it feels we'll have our own 20s very soon...) There is a chance you might think about jazz music, or art deco architecture, or silent movies, or gangsters, prohibition and Al Capone's black-and-white shoes. Overall, the USA rather than Europe. But I can bet your first thought will be women with heavy makeup sporting slick bob haircuts and straight dresses just below their knees - the flappers.

Co przychodzi wam do głowy, kiedy myślicie o latach 20 - tych jedynych słusznych latach 20, z XX wieku? (jak dziwnie mi z myślą, że już niedługo wejdziemy we własne...) Jest szansa, że w skojarzeniach przewinie się jazz, albo sztuka art deco, albo rozkwit niemej kinematografii, albo gangsterzy, prohibicja i czarno-białe buty Ala Capone. Generalnie raczej USA niż Europa. Na pewno jednak pierwszym będą mocno umalowane kobiety o krótkich gładkich fryzurach i w prostych sukienkach tuż za kolano - flapperki.

Photographer: Odrey fotografia

Usually seen as decadent women dwelling in smoke-ridden nightclubs; their sultry eyes under heavy eyelids preying for a man for a one-night stand. Yet the truth - although it doesn't exclude such image at all - is much more rich. Maybe it'll even surprise you a little bit.

Zazwyczaj widziane jako dekadenckie kobiety przesiadujące w spowitych dymem papierosowym klubach nocnych; ich powłóczyste spojrzenia spod znużonych powiek polujące na mężczyznę na przygodny seks. Lecz prawda - choć wcale nie wyklucza takiego wizerunku - jest dużo bardziej bogata. Być może w paru punktach okaże się nawet zaskakującą.


I'll take the risk to call the flappers a subculture, or, more precisely speaking, a counterculture. If a counterculture is defined as a group with values and behaviour that oppose the social norms of its times and place, which existence triggers cultural changes in its age and leaves an imperishable trace after fading away - flappers nailed it. And not only this - they had a dresscode. They were young, and subcultures are considered to be a thing of the youth. They had their slang. They've even seen semi-flappers, flappers and superflappers among themselves - doesn't that sound a lot like subcultural division between 'true' individuals and poseurs? It would be one of the first countercultures, preceded probably only by bohemianism, and the first (and only?) consisting only of women.

Zaryzykowałabym nazwanie ruchu flapperskiego subkulturą, a właściwie raczej kontrkulturą. Jeśli kontrkultura jest z grubsza definiowana jako grupa, której wartości i zachowanie stoją w opozycji do norm społecznych danego miejsca i czasu, której istnienie wywołuje zmiany kulturowe w swojej epoce oraz pozostawia po swoim wymarciu niezatarty ślad - flapperki idealnie do tego pasują. Mało tego - miały określony strój. Były młode, a subkultury to rzecz w gruncie rzeczy młodzieżowa. Miały swój slang. Widziały nawet w swoim obrębie podział na semi-flapperki, flapperki i superflapperki - a czy to nie brzmi jak typowy subkulturowe dzielenie na tró i pozerów? Byłyby w takim ujęciu jedną z pierwszych kontrkultur, wyprzedzaną chyba tylko przez bohemę, a już na pewno pierwszą (i jedyną?) złożoną wyłącznie z kobiet.

Photographer: Waldemar Adamczewski // 2nd model: Aleksandra Śnieć

Unfortunately, countercultures can't be examined without taking into account the realities they were born in. Since the flappers are a product of American culture, we have to take a look at peculiar conditions of the 20s States. And what have happened earlier to cause these conditions, because nothing ever happens without a cause. I won't lie I'm not enthusiastic about America at all, but the 20s deserve an exception >D

Kontrkultur niestety nie można rozpatrywać w oderwaniu od realiów, w jakich się narodziły. Ponieważ flapperki są wytworem kultury amerykańskiej, trzeba nam spojrzeć na specyficzne warunki, które zapanowały w Stanach w drugiej dekadzie XX wieku. Oraz co wcześniejszego doprowadziło do powstania tych warunków, ponieważ nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie ukrywam, że amerykańskie sprawy nie budzą we mnie entuzjazmu, ale dla lat 20 można zrobić mały wyjątek >D


The 20s brought probably the biggest change of all times to a woman's image. Just 10 years earlier the ideal of beauty was a Gibson Girl - with naked face, puffy hairdo that needed very long hair, in a corset modelling her body to a pigeon-like breast and waspy waist, and wearing a narrow floor-length dress - sometimes so narrow it impeded the stride. And gods forbid showing ankles. And although Edwardian silhouette is very distinct, its foundations don't really differ from everything the fashion intended for women since at least the times of ancient Sumer (2500 BCE) - a woman's clothing was supposed to restrict her moves and cover her whole body.

Lata 20 przyniosły chyba największą w historii rewolucję w kobiecym wizerunku. Zaledwie 10 lat wcześniej ideałem urody była Gibson Girl - bez makijażu, z puchatym upięciem na głowie, które wymagało bardzo długich włosów, w gorsecie nadającym jej łabędzią pierś i talię osy, oraz w wąskiej sukni do ziemi - czasem tak wąskiej, że utrudniała chodzenie. Broń bogowie pokazać przy tym wszystkim kostki u nóg. I choć edwardiańska sylwetka jest bardzo charakterystyczna, to w gruncie rzeczy w swoich fundamentach nie różni niczym od wszystkiego, co panowało w modzie kobiecej od czasów co najmniej Sumeru (2500 p.n.e.) - damski strój miał ograniczać ruchy i zakrywać całe ciało.


The Belle Epoque was put to an end by a war unlike all before it - a Great War, later called the World War I. Men transferred to all battlefronts of the world vacated their workplaces, which in turn were taken by women, so the countries' economies wouldn't fall. Many of the jobs required freedom of movement, so the hemlines of the skirts started to rise up - above these forbidden ankles and even higher. This solution turned out to be so comfortable that a floor-length dress never again returned as a primary clothing choice for women. When the war has ended, women who tasted financial freedom didn't want to give up their jobs and return to being pretty pets in impractical clothes kept by their husbands.

Belle Epoque bezpowrotnie zakończyła wojna na niespotykaną dotychczas skalę, nazwana później pierwszą światową. Mężczyźni zabrani na wszystkie fronty świata zwolnili miejsca pracy, które zajęły kobiety, by gospodarki państwowe nie upadły. Ponieważ wiele ze stanowisk wymagało swobody ruchów, rąbki spódnic zaczęły być skracane - ponad te zakazane kostki i wyżej. Wygoda tego rozwiązania okazała się być tak wielka, że suknia sięgająca ziemi już nigdy później nie powróciła do łask jako podstawowe odzienie dla kobiet. Po zakończeniu wojny kobiety, które zasmakowały wolności finansowej, nie chciały odchodzić z pracy i znów wpadać w rolę okutanych w niepraktyczne stroje utrzymanek mężów.


The world have started to slowly get back up, yet at the very turn of the 20s it got another deadly poke from the Death - a flu pandemic, called 'Spanish flu' (today we know it came from a military hospital in France), whose victims were not weak elderly people and children, but youth and people in their prime. Flu maybe doesn't sound like something dangerous, but this one claimed 50-100 millions of lives in two years - compare it to 15 millions killed during the four-year long World War I... Remember - don't vaccinate, only premature death from flu can save your children from autism! 8D

Jednak powoli podnoszący się na nogi świat miał u samego zarania lat 20 dostać jeszcze jednego kopa od Kostuchy - pandemię śmiertelnej grypy, nazwanej "hiszpanką" (dziś wiadomo, że wyszła z wojskowego szpitala we Francji), której ofiarami padali nie słabi starcy i dzieci, a młodzież i ludzie w sile wieku. Grypa może nie brzmi groźnie, ale ta przez dwa lata swojego trwania zabiła od 50 do 100 milionów ludzi - dla porównania, w trakcie czteroletnich działań wojennych I wojny światowej śmierć poniosło 15 milionów... Pamiętajcie - nie szczepcie się, jedynie przedwczesna śmierć od grypy uratuje wasze dzieci przed autyzmem! 8D

Photographer: Waldemar Adamczewski // 2nd model: Aleksandra Śnieć

Despite losing a huge part of its citizens, the USA, skimming the cream from its war reparations, was blooming economically and culturally. It was during the 20s when first radio stations have appeared there, cars were gaining more and more popularity, and Hollywood cinematography started to develop rapidly. The movies of that time were still silent, so the actors had to act with dramatic expressions to properly show emotions of their characters. Since the tapes weren't best quality back then and pictures were overexposed, the expressions had to be additionally emphasized with dark eyeshadow and lipstick.

Mimo utraty sporej części obywateli, USA spijające śmietankę ze swoich reparacji powojennych rozkwitało ekonomicznie i kulturowo. W latach 20 pojawiły się tam pierwsze stacje radiowe, coraz bardziej powszechne stawały się samochody, z kopyta ruszyło też Hollywood. Filmy w tym okresie były wciąż nieme, aktorzy musieli więc operować teatralną mimiką, by oddawać właściwie emocje swoich postaci. Ponieważ taśmy filmowe nie były najlepsze i obraz wychodził prześwietlony, mimika, przedramatyzowana sama w sobie, była dodatkowo uwypuklana ciemnym makijażem oczu i ust.


From the darker side, there started the Prohibition on alcohol, but it in turn caused mass openings of speakeasies, where one could have an illegal drink and listen to live bands playing the hottest tunes of that era - jazz music. Jazz, considered today to be the music for stuck-up snobs, had been rebellious and defiant back then! It was supposed to be danced to, and not some old-fashioned pre-war dances like foxtrot or waltz, but something entirely new - a lively Charleston dance, originating in Afroamerican culture.

Z tej ciemniejszej strony, wprowadzona została prohibicja na alkohol, ale ona z kolei doprowadziła do otwarcia szemranych barów, gdzie można było nielegalnie posiedzieć przy napoju wyskokowym i posłuchać na żywo zespołów grających do kotleta najgorętszą muzykę tamtej epoki - jazz. Jazz, uznawany obecnie za muzykę dla snobów z kijem w dupie, był wówczas postrzegany jako buntowniczy i niepokorny! Można i należało do niego tańczyć, i to nie staromodne przedwojenne tańce typu walc czy fokstrot, a coś zupełnie nowego - wywodzący się z kultury afroamerykańskiej żywiołowy taniec zwany charlestonem.

Photographer: Waldemar Adamczewski // 2nd model: Aleksandra Śnieć

For the first time ever more women have lived in American cities than in rural areas. At the very turn of the decade they were given the right to vote - and while they weren't given the right to decide for themselves, it was something they gave to themselves few years earlier by going to work during the WWI. A rising popularity of psychoanalysis (yes, those were the times of Freud) have started to make people realize female sexuality is a thing that exists, is kinda important and shouldn't be subdued. All of these factors I've mentioned had found their outlet in emerging of the flapper movement.

Po raz pierwszy więcej kobiet żyło w amerykańskich miastach niż na wsi. Na samym początku dekady uzyskały one prawo do głosowania - co prawda nie nadano im prawa do decydowania o sobie, ale to akurat nadały sobie kilka lat wcześniej same, idąc masowo w czasie 1 wojny światowej do pracy. Dodatkowo rosnąca popularność psychoanalizy (tak, to czasy działania Freuda) uzmysławiała coraz większym masom ludzi, że seksualność kobiety jest rzeczą, która istnieje, jest trochę ważna i nie należy jej tłumić. Wszystkie te czynniki, o jakich wspomniałam, znalazły ujście w powstaniu ruchu flapperskiego.

Photographer: Odrey fotografia

A flapper was a city girl, paying her own way by working outside house and went to clubs on days off. She was dancing like her friends, not how dance teachers taught to. She brought her short hair and skirt from work to the club, and from club to the streets. She was looking at the first movie stars and did her makeup like they did. She was fashionably dressed, young and unmarried. The flu pandemic made her aware life is frail and fleeting, so she strived to live her life to the fullest - she rolled her light-coloured stockings below her blusher-kissed knees, danced in a way that would show them, drank alcohol, smoked, allowed boys to take her on fast rides in their cars and kiss without further commitment. Her financial independence and lively nature was appealing to young men, who were eager to go on a date with her. And dates didn't have to mean the relationship would turn into a serious one.

Flapperka mieszkała w mieście, pracowała na siebie, a w dni wolne biegała do klubów. Tańca nie uczyła się u nauczycieli, a od koleżanek. Krótką sukienkę i fryzurkę przeniosła z pracy do klubu, a z klubu na ulicę. Patrzyła na pierwsze gwiazdy filmowe i malowała się równie dramatycznie, co one. Była modnie ubrana, młoda i niezamężna. Zaszczepiona w niej przez pandemię świadomość ulotności życia wykształciła w niej chęć korzystania z niego pełnymi garściami - rolowała jasne pończochy poniżej muśniętych różem kolan, tańczyła tak, by je odsłaniać, piła alkohol, paliła papierosy, dawała się zabierać na szybkie przejażdżki samochodem i całować bez zobowiązań. Jej niezależność finansowa i żywa natura podobała się młodym mężczyznom, którzy chętnie zabierali ją na randki. I randki wcale nie musiały być wstępem do dłuższej znajomości.

Photographer: Odrey fotografia

She was what we'd call a modern young woman today, right? But what is normal for us, was unfortunately seen as demoralized in the 20s. Some suffragettes went as far to say they didn't fight for the rights for such fickle women. The negative stereotype of a debauched flapper was additionally cemented by some movie roles and private lives of the rich women, who could afford being extravagant - and they were. But I'd say it's very likely most girls of that times took mainly the comfortable fashion of the flappers, and only less or more from their outlook. Look how it shows how unique that movement was - it's the only counterculture whose fashions became common in its time.

Była tym, co dziś nazwalibyśmy współczesną młodą kobietą, prawda? Jednak to, co dla nas jest normą, w latach 20 było niestety gorszące. Do tego stopnia, że niektóre sufrażystki uważały, że nie o prawa tak płytkich kobiety walczyły. Negatywnego stereotypu flapperki jako wyuzdanej seksualnie dopełniły niektóre filmowe role i prywatne życia najbogatszych kobiet, które sobie mogły pozwolić na ekstrawagancję - i pozwalały. Można jednak założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że większość dziewczyn tamtego okresu przejęła głównie wygodną modę, a światopogląd tylko w częściach. Zwróćcie uwagę, jak to wskazuje jest wyjątkowość tego ruchu - to jedyna kontrkultura, której moda stała się powszechna w swoich czasach.


But that was in America. The problem with Europe is it can't be treated as a homogenous whole, and I could easily write this paragraph looking only at Weimar Republic, but, to put things in perspective - European 20s looked a bit differently. On this continent, where during the first half of the decade some of the countries were being eaten alive by inflations, some had internal problems, and majority of them were slowly healing war damage, the true Roaring Twenties could appear only as late as in the second half of this decade. In European consciousness the 20s are a stolen time, an only four-years long breath of freedom, novelty and breaking with the tradition between war crisis and crisis of the 30s. And there's also communist Russia which I don't know anything about and I'm sure things looked even more differently there. All I know is a writer Yevgeny Zamyatin wrote a first true dystopian fiction during that time, called 'We'. It was an inspiration for both Huxley's 'Brave new world' and Orwell's '1984' and it's SO DAMN GOOD. Go read.

Ale to wszystko Ameryka. Problem z Europą jest taki, że nie da się jej traktować jako jednolitej całości, a w ogóle najchętniej napisałabym ten akapit pod kątem Republiki Weimarskiej, ale najoględniej mówiąc - w Europie wyglądało to trochę inaczej. Na tym kontynencie, gdzie część krajów była przez pierwszą połowę dekady zżerana inflacjami, część borykała się z problemami wewnętrznymi, a większość mozolnie leczyła zniszczenia wojenne, prawdziwe Ryczące Dwudziestki mogły pojawić się dopiero w drugiej połowie tej dekady. W świadomości europejskiej lata 20 to skradziony czas, ledwie czteroletni powiew wolności, nowoczesności i zerwania z tradycją wciśnięty między kryzys powojenny i kryzys lat 30. A jest jeszcze komunistyczna Rosja, do której moja wiedza nie sięga wcale, a zapewne sprawy miały się tam inaczej. (Arciku, wiesz coś...?) Jedyne, co wiem, to to, że Jewgienij Zamiatin napisał wonczas pierwszą prawdziwą antyutopię, zatytułowaną "My". Była inspiracją i dla "Nowego wspaniałego świata" Huxleya, i dla Orwellowskiego "Roku 1984" i jest TAK BARDZO DOBRA. Idźcie czytać.


This decade, dominated by two groups oppressed in America as before, as after it - women and black people - was put to an end by Wall Street Crash in 1929 and 12-years long Great Depression that came afterwards. The deep and worldwide economic collapse killed these peculiar cultural and social conditions that have helped the flapper movement to be born and flourish.

Tę dekadę rządzoną przez dwie tłumione i wcześniej, i później w Ameryce grupy społeczne - kobiety i czarnych - zakończył krach nowojorskiej giełdy w 1929 roku i 12-letni Wielki Kryzys, który po nim nastąpił. Głęboki i ogólnoświatowy upadek ekonomiczny doprowadził do załamania tych specyficznych kulturowych i społecznych warunków, które zrodziły i napędzały ruch flapperski.


Yet the 20s fascinate and evoke nostalgia to this day, their popcultural image shining like a diamond between two dark epochs. And you know how they say - diamonds are forever and their brilliance can't be dulled. The flappers, too, still fire the imagination with decadence and feminineness. Nothing bad about it. Just remember they were seen as boyish in their times - and that the modern women owe to these mischievous pixies much more than just the image of a short-haired femme fatale.

Jednak lata 20 do dziś budzą zachwyt i nostalgię, lśniąc w masowej wyobraźni jak diament pomiędzy dwiema mrocznymi epokami. A wiecie, jak się powiada - diamenty są wieczne, a ich blasku nie da się przyćmić. Flapperki też nadal rozpalają wyobraźnię dekadencją i kobiecością. To nic złego. Pamiętajcie tylko, że w swoich czasach były postrzegane jako chłopczyce - i że współczesne kobiety zawdzięczają tym niepokornym duchom znacznie więcej, niż wizerunek krótkowłosej femme fatale.


Beaded dress - thrift store lata 20 moda inspiracja
20s turban - made with thrifted scarf, feathers from Taobao headdress and lace applique 20s fashion inspiration
Turban brooch - Radhashop styl lat 20
Tassel earrings - H&M flapper fashion
Pearl necklace - Chinese store sukienka w stylu lat 20
Gold and black necklace - store in Rethymno sukienka lata 20
Fishnet gloves - Allegro flapper dress
Ring - Lokaah 20s style
Make-up - Edyta G.-wizaż i stylizacja, touched up by me


The photoshoot was organized by Kaja Winczyk from Migawka - Łódzkie Sesje Zdjęciowe group in Broadway18 club. It was my first photoshoot with these people and probably the last. It saddened me to not have taken any shot of full outfit in favour of portraits (and, as you know, I believe my outfits are much more interesting than my face), but I can eventually skip that; it's not like this dress was a costume for me and won't be worn any more or something. Much greater 'no' factor was that I felt very bad during this photoshoot, because the significant majority of photographers have made it clear that my face is - let's put it that way - too unphotogenic for them to take photos of me. One of the persons I show here even went as far as to straighten my nose in postproduction. Thanks a lot, my self esteem is already low and I can't allow myself to be exposed to treating me that way. And, please, don't feed me lies about how pretty I am ever again, because the evidence says otherwise.

Sesja została zorganizowana przez Kaję Winczyk z grupy Migawka - Łódzkie Sesje Zdjęciowe w klubie Broadway18. Była to moja pierwsza sesja z ta ekipą i chyba ostatnia. Jest mi przykro, że nie zrobiono mi żadnego zdjęcia całości stroju na rzecz samych portretów (a, jak wam wiadomo, uważam swoje stylizacje za znacznie istotniejsze od mojej fizys), ale to ewentualnie mogę pominąć; ostatecznie to nie jest tak, że to dla mnie przebranie i nigdy więcej tej sukienki nie założę. Znacznie ważniejszym czynnikiem jest to, że czułam się na tej sesji bardzo źle, gdyż zdecydowana większość fotografów dała mi do zrozumienia, że moja twarz jest - ujmijmy to - zbyt niefotogeniczna dla nich, by robić mi zdjęcia (a wystarczyło nie robić portretu, hm...?). Jedna z zaprezentowanych tu osób pokusiła się nawet o wyretuszowanie mi nosa. Serdeczne dzięki, mój poziom samoakceptacji jest niski sam w sobie i nie powinnam się wystawiać na takie traktowanie. I proszę nigdy więcej nie karmić mnie kłamstwami, że jestem ładna, gdyż dowody mówią coś innego.