23 kwietnia 2016

It stinks like rotten meat, but looks like the lost Deimos base

Disclaimer: it doesn't stink at all. Only at the ground level where passerbys go for a quick pee, but piss stench, even if multiplied, is still miles away from the rotten meat one. I witnessed once how my friend dug out a dead rat (which I myself have buried there three days earlier by the way) and was in a car when my dad have parked on a hedgehog that had been decaying happily for a few days. I know well how rotten meat stinks like (that rat haunts me to this day and it was, like, 15 years ago? I even made a comic about it soon after. In Paint on Windows 98. Beat that.) and I know nothing in the world can compare to it.
Maybe with the exception of overcooked cabbage. When any of my neighbours overcooks cabbage and windows are open, I instantly start to wonder whether is it cooking fail or some mysterious corpse that suddenly decided to start stinking. Smell of hydrogen sulfide on a Summer morning, ah, it's not like I haven't experienced it...~

Sprostowanie: nie śmierdzi wcale. Jedynie na poziomie ziemi, gdzie przechodnie nurkują za ogrodzenie, aby zażyć szybkiego siku, ale smród moczu, nawet zwielokrotniony, jest daleki od smrodu zepsutego mięsa. Zdarzyło mi się być przy odkopaniu martwego szczura przez znajomą (skądinąd sama go tam zakopałam ze trzy dni wcześniej), i byłam w samochodzie, gdy mój ojciec zaparkował na radośnie rozkładającym się od kilku dni jeżu. Dobrze wiem, jak cuchnie zepsute mięso (tego szczura nadal doskonale pamiętam, a było to jakieś 15 lat temu? Zrobiłam nawet niedługo potem o tym komiks. W Paincie na Windowsie 98. Przebijcie to.) i wiem też, że to jest nieporównywalne z niczym.
Może poza rozgotowaną kapustą. Gdy okna są otwarte, a któryś z moich sąsiadów rozgotuje kapustę, natychmiast zaczynam się zastanawiać, czy to coś w kuchni poszło nie tak, czy jednak może to jakieś tajemnicze zwłoki nagle postanowiły zacząć śmierdzieć. Zapach siarkowodoru letnim porankiem, ach, to nie tak, że i tego nie doświadczyłam...~



Contents:
Shirt - thrift store
Skirt - thrift store (Atmosphere)
Corset - Rebel Madness
Jabot - handmade
Fascinator - handmade
Earrings - Margoth von G
Gloves - Klimatyczne
Shoes - Mango



More of the lovely Skeletor and its Doom vibes!

Ślicznego Szkieletora - i Doomowych skojarzeń - ciąg dalszy!









"There was this about vampires: they could never look scruffy. Instead, they were... what was the word... déshabillé. It meant untidy, but with bags and bags of style."
Terry Pratchett, Monstrous Regiment
No matter what curiousities I might wear from time to time, this is my beloved style - trad goth with a dash of casual elegance. Short narrow skirt, flat winklepickers, something elegant, something messy - and I'm ready for conquering the world. Or some ruins.


"Wampiry miały pewną niezwykłą cechę: nigdy nie mogły wyglądać niedbale. Były po prostu... jak brzmiało to słowo... déshabillé. Oznaczało tyle, co "nieporządnie", ale z całą masą stylu."
Terry Pratchett, Potworny regiment
Niezależnie od wszystkiego, co czasem mogę na sobie nosić, to jest mój ukochany styl - tradgoth z nutką codziennej elegancji. Obcisła mini, płaskie winklepickersy, coś eleganckiego, coś niedbałego - i można ruszać na podbój świata. Czy tam ruin.

17 kwietnia 2016

Buttcave

And the last batcave party until (hopefully...) Autumn. I was unsure whether I want to go or not, but I came to conclusion I deserve a solid party to solid music once in a month. Turned out it was the best decision I could make, because I enjoyed this edition like none other since my first one. Lack of that one junkie always throwing a solo mosh pit surely played a great part in it, but also the gigs were first class. Pure oldschool deathrock from Old Cat's Drama and wonderful dark synthpop from Liste Noire - what else do I need to be happy (and dance)? Ah, the afterparty  of course - playing 'You spin me round' (the original one, not the Manson's cover) as the first song is a good way to win me. And not only me apparently, because just as this song gathered everyone to the dancefloor, the next, punk one, made everybody leave it. What does it say about Polish tradgoths..? >D

I ostatnie batkejwy do (mam nadzieję...) jesieni. Przed wyjściem miałam trochę wątpliwości, czy chce mi się iść, czy jednak nie, ale doszłam do wniosku, że raz na miesiąc należy się solidna impreza do solidnej muzyki. I to była dobra decyzja, bo ta edycja spodobała mi się jak żadna od mojej pierwszej. Brak naćpanego typiarza zawsze rozkręcającego jednoosobowe pogo zapewne miał w tym spory udział, ale i koncerty były prima sort. Czysty, oldchoolowy deathrock w wykonaniu Old Cat's Drama i cudowny mroczny synthpop od Liste Noire - czego mi więcej do szczęścia (i tańca) trzeba? Ach, aftera oczywiście - puszczenie na samym jego początku "You spin me round", rzecz jasna w wersji oryginalnej, nie Mansona, jest dobrym sposobem na wygranie mnie. I wielu innych osób poza mną - jak ta piosenka zebrała na parkiecie wszystkich, tak kolejna, punkowa, dosłownie wszystkich z niego wymiotła. Co to mówi o polskich tradgotach...? >D



I took fancy in drawing things on my face. This time these things aren't inspired by history of art, but I'm pretty convinced there is, or was, a face paint like this in the world. The only thing I know it exists is what I have drawn between my eyebrows - an astrological symbol of Pluto. The rest of the outfit makes no sense, I forgot to take any batcave-friendly clothes from home and had to make use of what I have here. In the meantime I got inspired by a cameo fictional character, but me being me of course I had to use this inspiration in a way nobody could see it >D
I've heard many times at batcave parties from people they have thought I'm a foreigner until I spoke. This gives two conclusions: that Polish fans of oldschool gothic rock rarely go crazy with their looks, and that I'm not widely recognized in case anybody visiting this page regularly thought otherwise >D

Spodobało mi się rysowanie sobie rzeczy na twarzy. Tym razem owe rzeczy nie są podparte historią sztuki, choć nie wątpię, że gdzieś na świecie jest bądź było coś podobnego. Jedyną rzeczą o której wiem, że istnieje, jest to, co mam między brwiami, czyli astrologiczny symbol Plutona. Reszta stylizacji nie ma żadnego sensu; zapomniałam zabrać jakieś nietoperzowe szmaty z domu i musiałam bazować na tym, co miałam pod ręką. W międzyczasie zainspirowałam się strojem epizodycznej postaci fikcyjnej, ale ja będąc mną musiałam oczywiście wykorzystać tę inspirację tak, by nie było tego widać >D
Wielokrotnie słyszałam na batkejwach od ludzi, że dopóki się nie odezwałam myśleli, że jestem zza granicy. Z tego płyną dwa wnioski: że polscy fani oldschoolowego gotyku rzadko bywają zaangażowani wyglądowo, oraz że nie jestem znana w środowisku, tak na wypadek gdyby którejś z regularnie tu zaglądających osób wydawało się inaczej >D



Contents:
Bodysuit - thrift store
Dress - thrift store
Shirt - thrifted ripped tights
Leggings - some small market stall, cut by me
Necklaces - thrift store, New Yorker, bracelet swapped with roommate
Belts - thrift store
Tights - Leg Avenue
Bracelets - Lokaah, Allegro, H&M
Legwarmers - thick ripped stockings rolled down
Gloves - Bibeloty
Shoes - thrift store

15 kwietnia 2016

Salem aristocracy

I generally fail to see where lies the line beyond which I'm perceived as overdressed. Am I a warrior for individuality? A rebel fighting with social norms? Truth is different, sad and cruel - I don't have a mirror in my flat >D I know this sounds funny, but I have no idea how do I look like until I get to see it on photos. Todays ones made even me think I probably went too far this week, buuut~ I'm a good student, I love what I do - I'm very comfortable with the thought my lecturers easily remember me thanks to my extravagant clothes. I forgot to share grades I got during the exam period, now it looks like a good moment for this.

Zasadniczo nie wyczuwam gdzie leży linia, za którą jestem już odbierana jako ubrana zbyt strojnie do okazji, o ile "okazją" można nazwać zajęcia o 10 rano. Czy jestem bojownikiem o indywidualizm? Buntownikiem naruszającym normy? Prawda jest inna, smutna okrutna - nie mam lustra w mieszkaniu >D Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale nie mam pojęcia, jak wyglądam, dopóki nie zobaczę tego na zdjęciach. Dzisiejsze nawet u mnie wywołały refleksję, że w tym tygodniu chyba przegięłam, aaale~ Jestem dobrym studentem, kocham to, co robię - nawet mi lepiej ze świadomością, że dzięki ekstrawaganckim strojom wykładowcy z łatwością mnie rozpoznają. Zapomniałam się pochwalić ocenami po zakończeniu sesji, teraz jest chyba dobry moment.

In case you're interested: Latin language, Ancient Greek language, Modern Greek language, Egyptian hieroglyphs for beginners, History of ancient art, Religions and cults of the ancient world, Reception of antiquity, Cultural codes of communication, Introduction to cultural anthropology, Ancient Greek literature, Classical archaeology, History of religions and spirituality, Basic bitmap techniques. 5 is the highest grade at Polish universities, so yep, almost straight A's.



How different is my approach to outfits for classes now from the one I had when I started this blog... As the month of this blog's 5th anniversary is slowly closing in I felt like looking back at my beginnings here. They didn't give me cancer, but a few posts went to hell for the greater good anyway. Yet I couldn't bring myself to delete a certain one, despite my outfit there is painfully weak... Back then I've hated my field of study, I felt unfulfilled, unhappy and was the worst student on my year. I haven't had even a tiniest bit of heart for what I've been studying, so I avoided drawing attention from my lecturers; I only wanted to merge with the crowd in order to make it until the end undisturbed by anyone. But I decided to leave that post to autoreflect on the long way I've come since that time. On the episode of deep depression I've fought with for nearly three years and which I finally overcame by setting a new life goal. And which is my current studies.

Jak bardzo różni się moje obecne podejście do strojów uczelnianych od tego, które miałam zaczynając tego bloga... Jako że powoli nadchodzi miesiąc, w którym stuknie pięciolecie mojego wypisywania tutaj pierdół okraszonych zdjęciami, wzięło mnie na ewaluację swoich początków. Obyło się bez raka, ale i tak kilka postów poleciało w cholerę dla wyższego dobra. Do usunięcia jednego z nich nie mogłam się zmusić, mimo iż stylizacja w nim jest boleśnie mdła... Byłam wtedy studentem nienawidzącym swojego kierunku, niespełnionym, nieszczęśliwym i najsłabszym na roku. Nie mając zupełnie serca do tego, czego się uczyłam, chciałam się wtapiać w tłum i nie rzucać w oczy wykładowcom, byleby tylko móc w spokoju przewegetować do końca. Zostawiłam tamten wpis do autorefleksji, jak długą mentalną drogę przebyłam od tamtego czasu. Z jak głębokiej depresji, która od tamtego czasu miała siać spustoszenie w mojej psychice nieprzerwanie jeszcze przez dwa lata, udało mi się wyjść dzięki postawieniu przed sobą nowego celu w życiu, który szczęśliwie osiągnęłam. I który jest moimi obecnymi studiami.





Contents:
Tunic - thrift store (KappAhl)
Midi skirt - thrift store
Long skirt - thrift store
Corset - Corsetry&Romance
Shawl - thrift store
Hat - thrift store
Choker - handmade
Necklace - HolyCreep
Gloves - Bibeloty
Shoes - Mango
Cloak - Allegro


Near to my university there is a lovely tiny Methodist Evangelical church. Despite that photos may suggest otherwise, I've read it's a working one. I'd like to enter the mass out of curiousity how it looks inside, but Protestant churches never have jawdropping interiors... >D

Niedaleko mojego głównego wydziału znajduje się zabawny maleńki kościółek obrządku ewangelicko-metodystycznego. O dziwo, wbrew temu co sugeruje jego stan, jest podobno działający. Z chęcią weszłabym na mszę z ciekawości, jak prezentuje się w środku, ale protestanckie kościoły nigdy nie mają powalających wnętrz... >D







Oh the stares and comments I got... Most pleasant were the stares of elementary school children <3 And I couldn't help but cackle at middle school kids shouting 'Lady Zorro' at me, but then again, being in middle school is a completely different level of fucked up in the head.

Wywołałam tym strojem sporo zamieszania na ulicach, a jak. Jedyną nieprzyjemną rzeczą był podstarzały typiarz z dwójką wnucząt, do których rzucił bardzo głośno "a co to za przebierańce?"; biedak się chyba bardzo zdziwił, że rozumiem po polsku i jeszcze mu odpowiadam. I gimby wołające "pani Zorro", ale gimby to gimby, całkiem osobny rodzaj mózgoupierdolenia. Ale wycieczki dzieciaczków aż odwracające głowy, pan pijak, pan pracujący przy remoncie, który powiedział, że go oczarowałam i dziewczyna, która aż zatrzymała mnie na krótki wywiad, to inna sprawa <3